Ella Chi

Ella Chi

fot. Ella Chi

Ella Chi

Jest panią swojego losu. Obdarzona talentem, ma w sobie tyle odwagi, by być niezależną i robić tylko

Jest panią swojego losu. Obdarzona talentem, ma w sobie tyle odwagi, by być niezależną i robić tylko to, co uważa za właściwe. "Nie chcę być marionetką, nie wydaje mi się żebym mogła się w to wpasować. Jestem uparta. Wiem, jakie powinny być moje piosenki. Jedyne, czego mi brakuje to cierpliwość i nie chciałabym zwolnić tempa." Urodzona w Bristolu, Ella Chi jako nastolatka wyemigrowała z rodzicami do Hiszpanii. Jej ojciec był liderem kilku rockowych grup i stał się podporą w jej muzycznej karierze. Posiadał wspaniałą kolekcję płyt - od dzieciństwa Ellę fascynowała muzyka Steviego Wondera, D'Angelo i Jill Scott. "W Hiszpanii taka muzyka nie była popularna, więc zdecydowałam się powrócić do Londynu, gdzie mogłam śpiewać soul." Tam wraz z poznanymi muzykami zaczęła występować w klubach i wspólnie w ich domu zaczęli przygotowywać materiał na debiutancką płytę. "Każdego wieczora organizowaliśmy jam session aż po świt, i doszło do tego, że praktycznie każdy londyński muzyk chciał z nami zagrać. To byli wytrawni, utalentowani muzycy, którzy często towarzyszyli na trasach słynnym nazwiskom" - mówi Ella. - "Miałam wiele fascynacji, ale musiałam stworzyć własne brzmienie -połączenie soulu, funku, drum'n'bass, ska i rocka. Teraz fascynuje mnie muzyka Ameryki Południowej." Ella kocha brzmienia na żywo, dlatego jej płyta nie jest elektroniczna, chciała odtworzyć jej brzmienie na scenie. Nagrała ją ze swoim kuzynem, producentem Jakiem Carterem w studio na Dean Street w Soho. Ella bardzo przywiązała się do muzyków, z którymi nagrywała. "Zajęło nam to 18 miesięcy - w pewnym momencie właściwie mieszkałam w pomieszczeniu do nagrywania partii wokalnych." Ella cały czas dużo koncertuje. "Udało mi się zagrać w kilku wielkich salach. W ubiegłym roku zagrałam na festiwalu Glastonbury i małą trasę po Nowym Jorku. Miała trwać tylko tydzień a przedłużyła się do prawie dwóch miesięcy. Znajomy muzyk widząc mnie na jednym z jamów zorganizował mi zespół akompaniujący i udało się nam zagrać w klubie Bitter End, najstarszym, działającym rockowym klubie w mieście. "Koncerty na żywo są dla Elli wszystkim. "Gdy stoję na scenie mam poczucie, że jestem we właściwym miejscu - czuję się tam jak ryba w wodzie." oficjalna strona: www.ellachi.com