Goldfrapp

Goldfrapp

Goldfrapp

Debiutancka płyta Goldfrappz 2000 roku 'Felt Mountain' była zniewalającym koktajlem sennych narkotycznych

Debiutancka płyta Goldfrappz 2000 roku 'Felt Mountain' była zniewalającym koktajlem sennych narkotycznych majaków, tanga i piosenek o tragicznej miłości, podanym w odważnej elektronicznej aranżacji. Album został bardzo dobrze przyjęty na całym świecie i okazał się wymowną, ponadczasową zapowiedzią nowego milenium. "Brzmienie wzorcowe" według Time Out. Świat zmysłów na debiutanckim 'Felt Mountain' tchnął mroczną fantazją i baśniowym pejzażem. Ich kolejna płyta - 'Black Cherry' dodaje do tego jeszcze dźwięki i energię dużego miasta, szum targowiska i gorączkę pożądania.'Black Cherry' łączy klasyczne kompozycje z abstrakcyjną muzyką współczesną. Jest odważnym manifestem w coraz bardziej podzielonym świecie. Druga płyta była swoistego rodzaju rozwinięciem idei glam rocku i innowacyjności artysty. Po wielkim sukcesie imprezowych piosenek Goldfrapp'u zespół postanowił iść podobnym tropem. "Supernatural" został nagrany w pół roku. Tym razem w ruch poszły elektryczne gitary i ostre syntezatory nadając piosenkom takim jak "Oh La la" brzmienie mocno dyskotekowe a zarazem przyjemne dla ucha. Efektem tego były dwie nominacje do nagrody Grammy: najlepsza piosenka i album electronic/dance. Następna i ostatnia płyta pt. "Seventh Tree" była inspirowana folklorem pogańskim jak i surrealistycznymi bajkami dla dzieci. Nazwa płyty jak sama artystka stwierdziła pochodzi z jej snu. Da się to odczuć zarówno w melodiach jak i głosie artystki. 'Seventh Tree' odbiega brzmieniem od poprzednich plyt. Tym razem nie usłyszy się mocnych wejść czy energicznych refrenów. Album miał być ucieczką do świata marzeń i surrealistycznych konwenansów. Styl sceniczny zespołu również uległ wielkiej zmianie - tym razem detale neonowe zastąpione zostały bardziej naturalnymi, choć nadal unikalny styl zespołu pozostał. W świecie Goldfrapp, jak nigdzie indziej, styka się ze sobą weimerska dekadencja i desperacki hedonizm Studia 54 w Nowym Jorku jak. "Uwielbiam disco, Donnę Summer, MacArthur Park, i im podobne. Przy okazji premiery płyty 'Supernature' często padały pytania o inspiracje. Odpowiadałam: Ennio Morricone i disco. Ten dramatyzm i smyki były tam obecne, choć może nie wszystkim wydaje się to oczywiste." Disco, które potrafi nawet beton oprawić w efektowne smyczki i skrzętnie oddziela pasję od tragedii jest doskonałą paralelą dla eskapizmu 'Felt Mountain' i jego następcy. Na 'Black Cherry' wiele dźwięków zdaje się pochodzić z baśniowego parkietu w jakimś zupełnie innym świecie, a nie z płodnych umysłów zdolnego młodzieńca z Londynu i pomysłowej dziewczyny z Hampshire. Alison Goldfrapp dorastała w schizofrenicznym otoczeniu lawirując między przedmieściem i prowincją. Zawsze uważała się za outsidera i czas pokazał, że była nim naprawdę. Grunt pod przyszłą karierę muzyczną Goldfrapp przygotował jej ojciec, który puszczał jej w dzieciństwie Carminę Buranę i szczegółowo analizował ją przy śniadaniu. Ale „tak naprawdę wolałam wtedy słuchać Top of the Pops". Najpierw szkoła przyklasztorna, potem państwowy ogólniak, na poły normalne życie na przedmieściach, pomieszkiwanie na dziko w Londynie, wreszcie trzy lata w grupie tańca współczesnego w Belgii. Dopiero tam Alison zdała sobie sprawę z własnych możliwości wokalnych. Wszystkie te doświadczenia obudziły w niej dekadencję i eskapizm, który często słychać w jej piosenkach. Jednocześnie przez cały ten czas Alison paliła się wprost do własnej twórczości, była gotowa występować zawsze i wszędzie tam, gdzie rzecz szła o prawdziwą sztukę. Tymczasem świecie równoległym, Will Gregory – syn chórzystki z Covent Garden, która przez całe dzieciństwo karmiła syna muzyką klasyczną i Beatlesami, wyruszył do USA, gdzie postanowił ostatecznie ujarzmić saksofon. Dotarł do San Francisco, gdzie nauczył się grać po barach. Później tułał się po różnych zespołach, aż wreszcie, znużony podróżą autokarem na kolejny koncert, zaczął komponować ścieżki dźwiękowe, w tym do filmu ID. W końcu, pewnego dnia, dostał od przyjaciela kasetę z niemalże ostateczną wersją 'Human' Alison, piosenki, która znalazła się potem na 'Felt Mountain'. Z charakterystyczną dla siebie dwuznacznością Will przyznaje: "Było coś w jej głosie". Kontrakt z Mute w 1999 roku, praca nad 'Felt Mountain', gdzie spotkali się ich ukochani artyści od Morodera po Morricone, gorycz kompromisu, myślenie obrazami, a nie tonacjami muzycznymi, wreszcie, wyjątkowe otoczenie domku w odległym Wiltshire, w którym słychać było myszy harcujące gdzieś na poddaszu. Owocem tego wszystkiego jest niezwykły klimat płyty: malownicze miejsca pełne duchów przeszłości, zasłonki szarpane wiatrem przedmieścia, piosenki o miłości zakłócane przeczuciem przyszłych niepokojów. Magia przekazu Goldfrapp jest nadal ogromna, niezwykle sugestywna, tajemnicza, daje poczucie, że pod powierzchnią kryje się coś więcej, co nieustannie zdaje się wymykać nam z rąk. Oprócz pozornej beztroski, jest jeszcze coś niepokojącego, nieuchwytnego, co zdaje się nieustannie uwierać ucho i ducha, a sięga chyba nieco głębiej niż wspominana przez Willa ciężka atmosfera podczas nagrań, „gdy w dolinie utrzymywało się ciągle ciężkie powietrze”. Goldfrapp udała się trudna sztuka ekspresji, która jest jednocześnie futurystyczna i przyjazna dla ludzi. Tym dwojgu udało się ujarzmić to nieprzystępne terytorium. źródło: EMI Music Poland (www.emimusic.pl) oficjalna strona: www.goldfrapp.com profil na My Space: www.myspace.com/goldfrapp