Słuchaj
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Konrad Piasecki
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Michał Korościel
Justyna Dżbik, Roman Osica
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Placebo

Placebo

Placebo

Prędzej czy później każda gwiazda, nieistotne rockowa czy popowa-każdy doznaje objawienia. Może

Prędzej czy później każda gwiazda, nieistotne rockowa czy popowa-każdy doznaje objawienia. Może usłyszeć je z ust Jimiego Hendrixa (w czasie narkotycznego ciągu), albo podczas burzliwego zebrania w fonograficznym gigancie. Nie ma to żadnego znaczenia, bo przekaz będzie zawsze ten sam: JUŻ CZAS PODNIEŚĆ POPRZECZKĘ. Na Briana Molko, który kiedyś stanowił głównie androgeniczną zagadkę: ona czy on, i uchodził za niezmiernie uciążliwego rozmówcę, objawienie spłynęło w Australii, kiedy stojąc z boku sceny ujrzał golasa z szatańską brodą, który przez godzinę kołysał się miarowo w jednym miejscu. “Wiele zespołów wyznacza obecnie nowe kierunki w rocku. Jednym z nich jest Queens Of The Stone Age - zapala się Brian. Kiedy jeździliśmy z koncertami promującymi płytę ‘Black Market Music’ pokory uczył nas zespół At The Drive-In. W zeszłym roku było to Queens. Występowaliśmy z tymi grupami podczas Big Day Out. To prawdziwi bogowie rocka!” Kłopot w tym, że kiedy o podnoszeniu poprzeczki mówi wokalista Placebo – jednej z najbardziej frapujących i najlepszych grup rockowych w Europie to brzmi to co najmniej dziwnie. Trudno bowiem wyobrazić sobie dźwięki, doskonalsze niż te płynące z ostatniej płyty zespołu 'Black Market Music’. Trzeci album Placebo do końca 2002 roku sprzedał się na całym świecie w milionie egzemplarzy. Zespół wyrwał się z brytyjskiej niszy i podbił cały świat. Podnieść poprzeczkę? Doprawdy, to tak jakby oczekiwać, że Everest jeszcze trochę urośnie. Ale przecież nie chodziło o zwiększenie sprzedaży, ani o bilans kont bankowych. Chodziło o nagranie najlepszego i najdzikszego albumu rockowego, który może wyjść spod pióra istoty zrodzonej z kobiety. A właśnie do takich istot, wbrew powszechnemu przekonaniu, należy Brian Molko. “Według mnie, 'Black Market Music' brzmiało miejscami jak jakieś drogie demo - przyznaje Brian. A ja chciałem nagrać coś bardzo przekonywającego i nowoczesnego.” Placebo zdaje się kierować w życiu dewizą „rzucaj wyzwanie wszystkiemu!”. Pamiętnego popołudnia 1994 roku na stacji metra South Kensington w Londynie, dwudziestojednoletni Brian przypadkowo wpadł na swojego kumpla z czasów szkolnych w Luksemburgu – Stefana Olsdala, który później został najwyższym w dziejach basistą. Tak powstało Placebo (Steve Hewitt, z którym Brian współpracował w owym czasie przy pisaniu piosenek mocno utyskiwał na pozostałych członków zespołu, dopóki w 1996 roku nie wdrapał się na dobre na stołek za perkusją). Zespół miał zawsze na pieńku z mediami, a jednocześnie wypominał ignorancję i brak tolerancji wszystkim, którzy chociaż rzucili na nich okiem. Przyjrzyjmy się im z bliska. W 1996 roku Wielka Brytania dławiła się resztkami britpopu, a Placebo uchodziło za seksualno-psychodeliczny gabinet osobliwości o dwuznacznej seksualności. Minęły zaledwie dwa lata od ich debiutu na scenie (Rock Garden, styczeń 1995) i rok od pierwszego singla (‘Bruise Pristine’/Fierce Panda, koniec 1995!), kiedy zespół wdarł się na listy przebojów z ‘Nancy Boy’ (czwarte miejsce), a ich niezwykle klimatyczny debiutancki album otrzymał status Złotej Płyty. W 1998 roku Placebo samotnie szukał splendoru u boku Marilyna Mansona i Bowiego. Zespół pojawił się w glam rockowym filmie ‘Velvet Goldmine’ . Druga płyta – mroczna i uwodzicielska ‘Without You I’m Nothing’, rozeszła się w ponad milionie kopii, singiel ‘Pure Morning’ dotarł do pierwszej piątki listy przebojów. Kiedy w 2000 roku pojawił się ‘Black Market Music’ wyśmienity elektro-punk-popowy album, na wszystkich kontynentach Placebo wielbiły już rzesze wiernych i oddanych fanów. Pod koniec trasy koncertowej w październiku 2001, członkom zespołu nie pozostało wiele rzeczy, z którymi mogliby się zmagać. Oprócz samych siebie oczywiście. Po miesiącu spędzonym w domu, trio zakupiło dla siebie trzy identyczne mini-studia, w których każdy osobno zabawiał się ze swoimi pomysłami na czwartą płytę. Szkice krążyły między nimi na CD. Po pół roku mieli już gotowe demo z 25 kawałkami, z którymi w lipcu 2002 ruszyli do angielskiego studia Townhouse. Nagrania trwały cztery miesiące pod okiem Jima Abbissa, producenta UNKLE i DJ Shadow. To było coś na kształt współpracy Blur z Fatboy Slimem. “Chcieliśmy skończyć nagrania jak szybciej, szukaliśmy do współpracy kogoś, kto da nam kopa w tyłek i pokieruje nami twardą ręką – wspomina Brian. Kiedy skończyliśmy, spodziewałem się bardziej elektronicznego brzmienia, nie sądziłem, że płyta będzie taka rockowa. Ale teraz postrzegam to jako pewną ewolucję. Jedną nogą stoimy w obozie rockowym, drugą zaś w rewirach nieco bardziej beatowych. Wydawało mi się, że doszliśmy już do takiego momentu w naszym rozwoju, że musimy zacząć się doskonalić, wysunąć na pierwszy plan te elementy, w których jesteśmy rzeczywiście nieźli. Pomyśleliśmy, że to właśnie Jim nada temu wszystkiemu jakiś nowy charakter, w sposób na który my sami nigdy byśmy nie wpadli. Jim miał bardzo odważne pomysły. Chciał na przykład zmieniać tempo niektórych utworów. A nam odbijało, bo nienawidzimy, kiedy ktoś nam coś narzuca. To była naprawdę bardzo trudna współpraca. Ale rezultaty są znakomite. To jest tak; kiedy spotykają się dwie osoby, każda z nich ma jakiś pomysł, aż nagle razem trafiają na rozwiązanie, na które żadna z osobna nigdy by nie wpadła.” ‘Sleeping With Ghosts’ rzeczywiście zapiera dech w piersi. To jak na razie najbardziej refleksyjny i wybuchowy album Placebo. Wściekłe elektroniczne beaty przechodzą w uduchowione elegie, które są jednocześnie mroczne, ckliwe i porywające. Taka sztuczka udała się do tej pory jedynie takim artystom, jak PJ Harvey i Bjork. Płyta jest na wskroś eksperymentalna, zaś mariaż elektroniki z rockiem - zadziwiająco nowatorski. Jednak ‘Sleeping With Ghosts’ nadal posiada tę dziką moc, dzięki której Placebo narobiło niezłego zamieszania na całym świecie. Choć jednocześnie brzmienie jest bardziej przystępne. “Tytuł płyty – Sypiając z duchami, nawiązuje do duchów związków, które każdy w sobie nosi - wyjaśnia Brian. Niektóre prześladują cię do tego stopnia, że zdarza się, iż jakiś zapach, sytuacja, albo jakiś strój przywołuje do ciebie tę osobę. Dla mnie ta płyta jest opowieścią o relacjach, jakie łączą nas ze wspomnieniami. Czasami nawiedzają one twoje sny, czasami mogą cię prześladować nawet wtedy, gdy siedzisz w pracy. W przyszłości wiele rzeczy może przypominać ci o duchach minionych związków. Dlatego dla mnie ten album to zbiór opowiadań o różnych związkach. Większość z nich to moje własne historie. Pisanie piosenek pozwala mi w pewnym stopniu wyrzucić z siebie różne toksyczne emocje i zamknąć je w puszce. W ten sposób mogę mieć do nich nieco bardziej obiektywne podejście, ponieważ kiedy zrobisz z nimi coś pozytywnego, to może uda ci się od nich uwolnić.” "Myślę, że jako zespół, musimy się po raz kolejny sprawdzić. Gdybyśmy się obijali i wrócili teraz z byle jaką muzyką, obnosząc się jak jakieś wielkie gwiazdy rocka, wszyscy by nas natychmiast olali. Myślę, że teraz, sukces nie jest już dla nas tak oczywistą sprawą. Musimy znowu na niego zapracować. Już naprawdę nie mogę się doczekać tej harówki, kiedy próbujesz przekonać innych, że masz jeszcze coś do powiedzenia, i że nie jesteś jeszcze wcale taki stary. Ruszamy do boju." Placebo w najwyższej formie zakasują wszystkich. Odliczamy ostatnie sekundy. Czas na czwartą rundę… (źródło: emimusic.pl)