Verve

Verve

Verve

Zanim Richard Ashcroft, Simon Jones, Nick McCabe i Peter Salisbury założyli zespół The Verve, spotykali

Zanim Richard Ashcroft, Simon Jones, Nick McCabe i Peter Salisbury założyli zespół The Verve, spotykali się w starym samochodzie na wzgórzach w okolicy angielskiej miejscowości Wigan, spoglądając na miasto i zastanawiając się nad tym, co zrobić, aby nie poddać się anonimowości, którą los dla nich szykował... Wpadli na pomysł założenia zespołu, ale nawet tak zagorzali marzyciele jako oni nie mogli przewidzieć jak daleko ten zespól ich zaprowadzi. Zespół The Verve wydał na świat cztery fantastyczne albumy, w tym „Urban Hymns”, będący piątym najlepiej sprzedającym się brytyjskim albumem w historii i jednym z przełomowych albumów lat 90. Muzyka, którą grają to „muzyka sfer”, która stara się wydostać ze stratosfery, a mimo to zabarwiona jest brutalnie przyziemnym, twardym realizmem, który rozumie nadzieje i lęki ogólnoświatowej publiczności zespołu, ale który także zmusza ich do towarzyszenia zespołowi w poszukiwaniu czegoś więcej. Na okładce wydanego w roku 1995 singla „History”, The Verve zamieścili swój manifest: „Życie to nie próba przed koncertem”. Każdy z osobna jak i wszyscy razem, rzucają wyzwanie czerpania jak najwięcej z muzyki, którą grają i z życia. The Verve to zespół niezwykle utalentowanych ludzi. Ashcroft – jak zawsze inspiruje i buja w obłokach. Urodzony w Liverpoolu Jones, swoim nacechowanym muzyką dub basowym brzmieniem powoduje, że muzyka The Verve to coś więcej niż rock. Salisbury gra na perkusji bardziej jak legenda jazzu aniżeli konwencjonalny rockowy perkusista i kiedy rzucone zostaje określenie „gitarzysta swojego pokolenia”, często pada ono u stóp niezwykle śmiałego, psychodelicznego, poszukującego McCabe’a. To, że całą czwórkę łączy jakaś szczególna muzyczna więź było oczywiste, kiedy w roku 1993 pojawił się pierwszy album The Verve zatytułowany „A Storm in Heaven”. Dla wielu zespołów, debiut to jednocześnie szczyt ich kariery, ale pierwsza płyta The Verve to niezwykle istotny krok na ich drodze, ukazujący zespół w okresie ich największej swobody i pomysłowości. Wpadających w ucho refrenów jednak nie brakowało i nikogo nie powinno dziwić, że utwór „Gravity Grave” i „transopodobny” „Already There” często wykonywane są na żywo. Drugi album The Verve – wydany w roku 1995 i zatytułowany „A Northern Soul”, przez wielu uważany jest za arcydzieło. Kolejny utwór – „Life’s An Ocean” to rozmyślanie o przyszłości równie przerażające jak powieść George’a Orwella czy film Stanleya Kubricka, ukazujące przyszłość, w której ludzkość została zredukowana do czegoś, co można określić jako „kupowanie uczuć w automacie do napojów”. Niemniej „A Northern Soul” to brzmienie zespołu, góry nie chce pogodzić się z losem, gorzkimi ciosami, ograniczeniami, śmiejąc się w obliczu katastrofy i grając muzykę o wyraźnie ludzkim charakterze. Album „Urban Hymns” to płyta, która wydostała zespół The Verve z miasteczka Wigan na świat. Płyta zdobyła w USA status platynowego krążka, a w roku 2007 otrzymała od magazynu „Q” nagrodę „Classic Album”. „Urban Hymns” jest bardziej zorientowany na piosenki niż poprzednie albumy, niemniej nie brakuje na nim miejsca dla kosmicznych utworów na kształt „The Rolling People” oraz „Space And Time”. „Urban Hymns” sprzedał się w 5 milionach egzemplarzy na całym świecie. Orkiestrowe brzmienie utworu „Bitter Sweet Symphony” zaprowadziło zespół na kolejny poziom; „The Drugs Don’t Work” stał się numerem jeden i razem z „Sonnet” i „Lucky Man”, „Urban Hymns” zyskały miano albumów tamtych czasów. „Forth” – płyta z 2008.roku, to album z muzyką, którą fani zespołu określają mianem „dawny Verve” – kosmiczne „jam session”, które po raz pierwszy pojawiło się na albumach „A Storm In Heaven” oraz „A Northern Soul”. Niemniej utwory takie jak „Sit And Wonder” oraz „Appalachian Springs” łączą to coś z wpadającymi w ucho refrenami jak żadne inne kompozycje. Gitarowe brzmienie w wykonaniu Nicka McCabe’a nie straciło swojego magicznego charakteru, a Jones i Salisbury grają jak nigdy wcześniej. W pewnym sensie to The Verve doskonały. Jeżeli chodzi o teksty, Richard Ashcroft raz jeszcze przyjął na siebie znaną mu rolę poszukiwacza prawd, zadając trudne pytania o życiu i wszechświecie, być może jednak z nieco większym zapałem niż wcześniej, dzięki czemu utwory te zostają na długo w pamięci. Pierwszy singiel z nowego albumu, progresywny „Love Is Noise” osadzony jest na samplu i słowach „Love is noise, love is pain, love is this blues I’m singing again”, każdy pojedynczy dźwięk zapada w pamięć tak samo, jak refren z „Bitter Sweet Symphony”. Czterej członkowie zespołu The Verve to już nie te same osoby, jakie pamiętamy z lat 90. Muzycy są zdecydowanie mniej podatni na dzikie życiowe przygody, jednak to nadal niespokojne dusze zauroczone tworzeniem muzyki, która wynosi ponad codzienność je same oraz tych, którzy muzyki tej słuchają. Sądząc po jakości i różnorodności nowych utworów zespołu, nie ma wątpliwości, że chemia i burzliwość, z której są znani, nadal jest obecna w ich muzyce, z tym, że nikt z nas nie wie, dokąd ich ona zaprowadzi w przyszłości. źródło: EMI Music Poland (www.emimusic.pl) oficjalna strona: www.theverve.co.uk