"Bruce Springsteen śpiewał to w luźnych gaciach w różowe grochy..."

Marcin Wojciechowski o pięknie zilustrowanej autobiografii Bruce'a Springsteen'a.

Wielu artystów ma w szufladach skarby. Nie wiem ile mają karatów, ale prawie zawsze niepublikowane nagrania ciekawią. Facet w jeansach i z harmonijką czyli Bruce Springsteen napisał autobiografię i zilustrował to ładnie. Płytą ze swoimi piosenkami, które sam wybrał.

Czy to składanka największych przebojów? Tak, ale nieoczywista. Jest "Born In The USA", jest "Born To Run", jest pięć niepublikowanych wcześniej nagrań. Nie ma "Streets Of Phildelphia". 

Czuję się trochę tak, jakby Bruce wpuścił mnie na strych swojego domu gdzieś w New Jersey, pokazał taśmy z dawnymi nagraniami i zostawił mnie z tym samego, no dobra... na chwilę. Poszedł po whisky, zaraz wróci.

Nie czytałem autobiografii, ale chciałbym i będę wtedy słuchać tej płyty. Jest klimat. Jest kurz, jest kapelusz, cieknące paliwo (żaden diesel), amerykańskie przedmieścia, piękna dziewczyna i mistrz, który śpiewa o swojej dumie, a związki ze ślicznotkami są na chwile. Biedne dziewczyny. Lubię takie płyty mimo, że nie zaskakują specjalnie, ale są jak pamiętniki albo stymulanty wyobrażeń.

Z winyla oczywiście brzmi najlepiej, jest też wersja CD oczywiście. Prawdopodobnie jest w serwisach streamingowych, ale cyfrowo ta muzyka brzmi pewnie tak, jakby Bruce śpiewał to w luźnych gaciach w różowe grochy, sorry ;).

Chcę do Ameryki. Polecam!

Więcej: