Marcin Wojciechowski o muzyce z filmu "Ciemniejsza Strona Greya"

Nie jestem filmowy, wstyd się przyznać. Żeby wysiedzieć w kinie z zainteresowaniem muszę bardzo chcieć. Lubić aktora, historię, którą znam i chciałbym poznać punkt widzenia twórcy, biografie. Drażnią mnie głośne zwiastuny i popcorn chrupany z sosem maślanym. Ale ja nie o tym :). Nie obejrzałem filmu o przygodach Greya (wiem, że ma na imię Christian i lata śmigłowcem po swoje koleżanki, kiedy ma dużą ochotę)...

... wiem też, że kiedyś kupując masło, sałatę, mrożone truskawki, wodę niegazowaną obok opakowań z prezerwatywami ujrzałem zestaw Greya z wątpliwej jakości kajdankami otoczonymi futerkiem, pejczyk z gumek recepturek i maskę przerobioną z kinowych okularów trójwymiarowych. Ok, jeżeli film ma uświadamiać ludzi seksualnie, że taśma z marketu (to też wiem, że była!) może służyć nie tylko to zaklejania kartonów to dobrze. Myślę, że jak na człowieka, który nie widział filmów powiedziałem i tak za dużo, ale proszę traktować to z dystansem i dobrze się bawić.

Muzyka z tych filmów to zupełnie inna bajka. Stworzenie kompilacji z muzyką do seksu było moim nigdy niezrealizowanym planem od wielu lat, ale albo nie mogłem wybrać właściwych piosenek, albo akurat radio wydawało inną składankę. To mogłaby być jedna z ról tych płyt. Mistrzowska kompilacja. Po pierwszej zastanawiałem się co trafi na drugi album. Jest spójniejszy od poprzednika. Bardzo zmysłowy, randkowy, ale dobrze brzmiałby też w małym barze czy nierozwrzeszczanym klubie. Co numer to ciekawość. Nie są to ograne przeboje do samochodu i dobrze. Jest oczywiście piosenką wiodąca, “I Don’t Wonna Live Forever”, czyli duet Taylor Swift i ZAYNA Mallicka. Zayn drażni mnie w tej piosence więc nie będę obiektywny, ale listy przebojów potwierdzają, że do “Love Me Like You Do” Ellie Goulding (promującej pierwszą część) im daleko. Na szczęście im głębiej tym lepiej (dziwnie mi to brzmi w kontekście tego obrazu). Zaskakuje “Scientist” Coldplaya w wykonaniu nieco zapomnianej Corinne Bailey Rae. Skoro Coldplay to i Tove Lo, która wystąpi u ich boku w Polsce. Jest i ona, wpasowana w panujące muzyczne trendy eksperymentów dźwiękowych, ale jestem w stanie to zanucić. Jose James, którego wcześniejszej twórczości nie znałem przygotował amerykański klasyk “They Can’t Tahe That Away From Me”. Nudnawo, ale tak ma być. Kto by się odważył na eksperymentowanie z tym takim klasykiem? W “One Woman Man” John Legend jakiego znamy no i Sia z “Helium” to mój hit z tej płyty. Nie ma mowy o singlu. Za wolne, za dramatyczne, za dużo singli Sii ostatnio, ale może to dobrze. Nie znudzi się szybko.

Słabe strony? Code Blue “The Dream”, przybłęda, wata, zapychacz. Oczywiście w filmie może grać w takim momencie, że szybko zmieniłbym zdanie. To dobra składanka, ścieżka dźwiękowa. Dobrze złożona, trzymająca tempo, zachęcająca do ponownego przesłuchania.

P.S. Do recenzji otrzymałem wadliwy egzemplarz, jakbym miał odtworzyć go przed randką i skończyłoby się największymi przebojami Modern Talking, które dotarły tego samego dnia byłoby kiepsko ;).

Płyta do wygrania w tym tygodniu w Radiu ZET.

Marcin Wojciechowski

Więcej: