Miley Cyrus – „Younger Now” [RECENZJA]

02.10.2017 17:15

Kompletnie naga Cyrus bujającą się na wielkiej kuli w teledysku do "Wrecking Ball"– nadal wiele osób wyobraża sobie w ten sposób amerykańską piosenkarkę. Jej szokujące występy i kontrowersyjny ubiór sprawiły, że jeszcze niedawno była uważana za jedną z największych prowokatorek w muzyce popularnej. Dużo się jednak zmieniło. Wygląda na to, że Miley wraz z albumem „Younger Now” zamieniła szaleństwo na wewnętrzny spokój.

Miley Cyrus – „Younger Now” [RECENZJA]

fot. mat. prasowe / Sony Music Poland

Zagłosuj

Czy podoba Ci się nowy album Miley Cyrus?

Wielka kariera Miley rozpoczęła się wraz z rolą w słynnym sitcomie „Hannah Montana”. Serial przyniósł jej niewyobrażalną popularność na całym świecie oraz dał początek muzycznej przygodzie. W końcu musiał jednak przyjść moment rozstania i porzucenia raz na zawsze wizerunku gwiazdy Disneya.

Od 2010 roku artystka rozpoczęła stopniową zmianę image’u. Odbiorcami jej muzyki powoli przestawali być najmłodsi, a teledyski stawały się coraz bardziej odważne i szokujące. W pewnym momencie Cyrus zdecydowała się bazować przede wszystkim na kontrowersyjnych momentach, dzięki czemu zyskała ogromny rozgłos. Co ciekawe, w parze z niegrzecznym wizerunkiem szły pozytywne recenzje kolejnych albumów. Płyta „Bangerz” zaowocowała dla Amerykanki pierwszą nominacją do prestiżowej nagrody Grammy.

Rok 2017 przyniósł zupełnie inną, odmienioną Miley. Mało kto spodziewał się, że piosenkarka zrezygnuje z prowokacji i zwyczajnie złagodnieje. Majowa premiera singla „Malibu”, jednego z najbardziej chilloutowych utworów Cyrus, dała jednak początek nowemu muzycznemu kierunkowi w jej karierze. Elektronika, R&B czy psychodeliczne dźwięki zostały zastąpione przez łagodny pop oraz soft rockowe brzmienie, bardzo w stylu Sheryl Crow. Pozytywna piosenka okazała się dość intrygującą zapowiedzią nowej ery.

Album „Younger Now” mówi jedno. Po niesfornej i niepokornej Miley Cyrus nie ma ani śladu. Nowe dzieło 24-latki, podobnie jak jej poprzednie, wciąż czerpie garściami z muzyki popularnej. Daleko mu jednak do materiału komercyjnego. Wystarczy posłuchać chociażby delikatnego „Miss You So Much”, emocjonalnego „She’s Not Him” czy cichego „I Would Die For You”. Wokalistka postawiła przede wszystkim na tradycyjne brzmienia country, z których słyną Stany Zjednoczone. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem artystka od najmłodszych lat otaczała się właśnie taką muzyką. Jej ojcem jest gwiazda amerykańskiego country Billy Ray Cyrus, a matką chrzestną słynna Dolly Parton. Może to właśnie teraz, po latach życia w muzycznym świecie pełnym kontrowersji, Miley Cyrus odkryła swoją prawdziwą muzyczną tożsamość.  

Słuchacze otrzymują na „Younger Now” zestaw kompozycji prostych, głównie akustycznych i balladowych. Nie mamy tu do czynienia ze skomplikowaną produkcją czy najnowszymi efektami dźwiękowymi. To melancholijna płyta bardzo w stylu retro, w której najważniejszą rolę odgrywają gitarowe brzmienie i czysty wokal artystki. Tym samym Miley Cyrus wpisuje się w obecny oraz mocno zauważalny trend w popkulturze – odwoływanie się do korzeni amerykańskiej muzyki. Taki zabieg zastosowały chociażby Beyoncé, Lady Gaga czy ostatnio też Kesha.

Oparcie całego krążka na melodiach country nie spodoba się na pewno wszystkim. Mimo że mamy tu do czynienia z przyjemnym, gitarowymi aranżacjami, to dość jednostajna stylistka może w pewnym momencie zmęczyć oraz znużyć niejednego odbiorcę. Niektórym kompozycjom brakuje bowiem czegoś wyrazistego i szczególnego. Na albumie znalazło się jednak kilka momentów z wyraźnie szybszym tempem. Mowa o chwytliwym utworze tytułowym, rytmicznym „Bad Mood” czy piosence „Thinkin’”, która ma zdecydowanie największy potencjał radiowy.

Miley Cyrus bez wątpienia dojrzała i uspokoiła się. Jej najnowsze dzieło „Younger Now” jest niczym wciśnięcie przycisku „uruchom ponownie”. Artystka nie robi jednak pełnego resetu. Nie zapomina bowiem o swoich poprzednich, często szokujących dokonaniach. Słysząc o czym śpiewa, wydaje się, że wykorzystuje własną historię, aby móc odkryć się na nowo. Choć szósty album Amerykanki brzmi czasami zbyt słodko, to warto po niego sięgnąć i poznać po prostu normalną, spokojną Cyrus.

7,5/10

RadioZET.pl/Piotr Krajewski