Varius Manx wystąpił na żywo w Radiu ZET [WIDEO]

Ten album to mój pamiętnik wielostronicowy, od 1996 roku do dzisiaj. I to jeszcze taki pamiętnik zapisany raczej miłymi wspomnieniami. Podoba mi się, bo w życiu unikam złych rzeczy i ludzi, po prostu omijam - piszę Marcin Wojciechowski.

Pierwsza strona zapisków to maj 1996 kiedy wyczekiwałem premiery "Orła Cień" przed Radiem ZET zresztą. Wiosna 1997 i "Nocne Graffiti", ścieżka dźwiękowa Roberta i poruszające "Ruchome Piaski". Nie wspominam już piosenek z "Elfa" czy "Emu", które Kasia z niemniejszą emocją niż wtedy Anita (uprzedzam, że Anitę bardzo lubię i za Jej twórczość z VM i solo anulowałbym jej wszystkie smutne jesienie do końca życia ;)).

"25 Live" to zapis koncertu w lipcu tego roku w Studiu im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Miejscu, w którym wstyd się przyznać bywam rzadko, kojarzy mi się z poważnymi koncertami, smokingami, paniami w sukniach i długimi transmisjami w Dwójce Polskiego Radia. Nie wiem co tego dnia siedziało mi w głowie, że ubrałem się w szorty i poszedłem na tan koncert myśląc, że usiąde w kąciku i powspominam. Dostałem miejsce w pierwszym rzędzie, co sprawiło, że moje księżycowe łydki zwrócą prawie tak dużą uwagę podziwiających jak "Księżycowa Piosenka". Szybko jednak o tym zapomniałem, ponieważ Kasia i zespół wprowadzili tak pozytywną, muzyczną atmosferę, że kogo obchodziłyby jakiekolwiek stroje gości? Przed występem uprzedzono nas, że koncert będzie rejestrowany. Wiadomo, że to jednak dodatkowy stres, momenty trudne nie do powtórzenia w razie wpadki. Tej nie było. Publiczność tym zarejestrowanym koncertem była na początku lekko onieśmielona, ale później się rozkręciliśmy.

Występ emocjonalny, dobrze ułożony z fantastycznymi gośćmi. Jose Torres, który tak naturalnie ożywia swoim graniem i stylem bycia każdą muzykę, Robert Majewski na trąbce, która w muzyce Variusa była mocno obecna. Włodek Pawlik - mistrz. Przy "Elfie" popłakałem się jak bóbr, pierwszy raz na koncercie. Z tym utworem mam szczególne wspomnienia, ale nie o mnie tutaj i Mateusz Smoczyński, który skrzypce traktuje jak część swojego ciała. Nieprawdopodobnie się tego słucha. Były największe przeboje singlowe Variusa, ale i dawno niesłyszany "A Prisoner" z "Ego" czy "Najlepszy z dobrych". To wszystko ukazało się na płycie także w wersji deluxe i polecam Wam ten album.

Varius Manx miał w swoim okresie różne etapy, pamiętam, że Robert Janson chciał w pewnym momencie mocno unowocześnić brzmienie, co nie kończyło się niestety dobrze. Tutaj mamy powrót do tego co zespole najlepsze. Znane brzmienie, ale świeże, nie jest przekombinowane. Kasia Stankiewicz zatoczyła ogromne koło w karierze solowej, od słodkiej pierwszej płyty solowej, przez "Extrapop", mroczną "Mimikrę" do eksprymentalnej "Lucy" do "Piątku". "Piątek" to najnowszy singiel zepsołu dołączony do koncertowego albumu, jest po prostu OK. Kasia deklaruje, że dołączyła do Varius Manx na chwilę, na zasadzie zrealizowania projektu, a nie śpiewania tam po grób. Życzę muzykom i im fanom, aby grali tak długo dopóki będą na to granie świeże pomysły.

Powrót uznaję za udany, nie musi być kompletnym przewrotem rynku, ale w żadnym wypadku to ponowne spotkania Kasi z chłopakami nie jest odgrzewanym kotletem.

Marcin Wojciechowski

Więcej: