Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do banera | Przejdź do internetowych kanałów radiowych | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do wyboru kontrastu | Przejdź do mapy strony |

Środa, 10 Marca 2010

Imieniny: Bożysławy, Cypriana, Marcelego

%s1 / %s2
- +

Tu jesteś: Radio ZET > Programy > Gość Radia ZET > Bartosz Arłukowicz

Wtorek, 9 Lutego 2010, 07:05

Drukuj

  • a
  • a
  • a

Bartosz Arłukowicz

Monika Olejnik: A gościem Radia Zet jest Bartosz Arłukowicz – Prawo, nie Prawo i Sprawiedliwość, prawie Prawo i Sprawiedliwość, bo poseł Neuman powiedział kończmy, bo za chwilę poseł Arłukowicz zapisze się do Prawa i Sprawiedliwości, tak pana oczarował Jarosław Kaczyński.

Bartosz Arłukowicz: Poseł Neuman mówił bardzo wiele rzeczy, prowadziłem przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego, to przesłuchanie, powiem pani, że przeprowadziłem zupełnie inaczej niż je założyłem.

Monika Olejnik: Zauważyłam, nie było żadnych trudnych pytań.

Bartosz Arłukowicz: Nie, no były.

Monika Olejnik: Nie dowiedzieliśmy się czym Zyta Gilowa przekonała Jarosława Kaczyńskiego, nie dowiedzieliśmy się dlaczego spalił Mariusz Kamiński akcję z ministrem Lipcem, wielu rzeczy się nie dowiedzieliśmy.

Bartosz Arłukowicz: Ale dowiedzieliśmy się na przykład tego, że w rządach Jarosława Kaczyńskiego i to dowiedzieliśmy się na pewno i mało tego, ja uważam inaczej niż pani. Jeżeli premier rządu przy publicznym przesłuchaniu mówi tak, popełniłem błąd jako premier podejmując takie, a nie inne decyzje, świadczy to o tym, że jednak do czegoś ta komisja dochodzi.

Monika Olejnik: Jaki błąd popełnił.

Bartosz Arłukowicz: Już to opowiadam. W rządach Jarosława Kaczyńskiego były dwa etapy. Pierwszy taki, w którym był wielkim zwolennikiem wideoloterii i otworzenia kilkunastu...

Monika Olejnik: A, no to tak, no to wiadomo, no był...

Bartosz Arłukowicz: I tworzono ustawę pisaną przez Totalizator i tu przyznał się premier do błędu. Powiedział, że to był błąd, który popełnił, że pozwolił na tą sytuację i potem wejście do gry Zyty Gilowskiej i całkowita odmiana polityki i strategii wokół. Hazardu.

Monika Olejnik: To łamie się w ogóle, legnie w gruzach cała filozofia Prawa i Sprawiedliwości, bo przecież Totalizator Sportowy jest spółką Skarbu Państwa, a trudno żeby spółka Skarbu Państwa nie pisała ustawy, jest to normalne.

Bartosz Arłukowicz: No nie wiem dla kogo jest to normalne, dla mnie to nie jest normalne.

Monika Olejnik: Dla Prawa i Sprawiedliwości, ale jakiś błąd był za czasów Jarosława Kaczyńskiego, ale taki błąd, taki błąd, który można przełożyć na literę prawa.

Bartosz Arłukowicz: No nie, na literę prawa, być może nie.

Monika Olejnik: Nie.

Bartosz Arłukowicz: Ale...

Monika Olejnik: Ale uroczy jest Jarosław Kaczyński, prawda, panie pośle?

Bartosz Arłukowicz: Pisanie, pisanie ustawy napisanie przez spółkę to tak to być nie powinno. Czy uroczy? No może bez przesady, ale zaskoczył mnie tym...

Monika Olejnik: No nie, no widziałam pana minę, no był pan zachwycony.

Bartosz Arłukowicz: Zaskoczył mnie tym, bo ja tego człowieka sobie wyobrażałem zupełnie inaczej.

Monika Olejnik: Myślał pan, że on zjada śledczych, tak.

Bartosz Arłukowicz: Zjada ludzi na śniadanie, kroi ich nożem, widelcem na surowo, no przecież nie potrzebuje ugotować polityka, a on się w ogóle uśmiechał. Ja byłem w szoku, ja miałem przygotowaną serię pytań dla niego i spodziewałem się, że to będzie ostra walka.

Monika Olejnik: I rozbrajał, i rozbrajał pana, co się uśmiechnął to Arlukowiczowi wypadały wszystkie pytania.

Bartosz Arłukowicz: Nie wypadały, one zostały zadane. Ale wie pani co, to przesłuchanie też pokazało taką rzecz, że można na dwójnasób przesłuchiwać, tak sobie pomyślałem już po wszystkim, tak zanalizowałem to wszystko, co się wydarzyło tego dnia i można przesłuchiwać w sposób agresywny, taki dojeżdżający, przepraszam za to słowo, ale można też osiągać to samo normalnie rozmawiając. I to się sprawdziło zarówno przy premierze Kaczyńskim, jak i premierze Tusku. Przesłuchania Tuska też nie było przesłuchaniem agresywnym, ono momentami wzbudzało emocje, dochodziło do konfliktów.

Monika Olejnik: No, ale nie wiem czy pan słyszał pana koleżankę, która krzyczała do pana premiera – wystarczy!

Bartosz Arłukowicz: Wszystko słyszałem, no pani poseł Kempa faktycznie miała parę starć z premierem, ale mnie udało się przebrnąć przez to przesłuchanie bez awantury, ja byłem z tego bardzo zadowolony.

Monika Olejnik: No bo pan raczej nie jest awanturnikiem, ale jest pan w kręgu podejrzeń, jak pan się czuje?

Bartosz Arłukowicz: Jestem w kręgu, no byłem w szoku. Wczoraj, kiedy leciałem do Warszawy miałem wyłączony telefon komórkowy to rzecz oczywista. Włączyłem telefon i dostałem naraz kilkadziesiąt esemesów, że jestem w kręgu podejrzeń i telefony od moich przyjaciół, czy jestem bezpieczny.

Monika Olejnik: No jest pan w kręgu podejrzeń dlatego, że czytał pan akta, która przyszły z prokuratury. Te akta znalazły się w „Rzeczpospolitej”, czytał pan, czytał pan Wassermann, więc dwóch panów jest w kręgu podejrzeń, bo ktoś przeciekł do „Rzeczpospolitej” i pana, panów asystenci.

Bartosz Arłukowicz: Ja w ogóle zapisując się do tej całej komisji znalazłem się w kręgu podejrzeń. I wczoraj naprawdę zastanawiałem się nad tym co jest cnotą, czytać dokumenty i przygotowywać się do komisji, czy cnotą jest ich nie czytać żeby potem móc powiedzieć przed kamerami – nie czytałem. Więc tak, czytałem dokumenty, czytałem także je wczoraj, będę je czyta także i dzisiaj, i pojutrze i za parę dni także.

Monika Olejnik: Był pan źródłem przecieku?

Bartosz Arłukowicz: Nie.

Monika Olejnik: A dlaczego mam panu wierzyć?

Bartosz Arłukowicz: Dlatego, nie, nie, to nie o to chodzi, że pani ma mi wierzyć.

Monika Olejnik: A no właśnie, no właśnie.

Bartosz Arłukowicz: Ktoś musi mi udowodnić, oczywiście nie pani, nie pani.

Monika Olejnik: Pan pyta w czasie zeznań – był pan źródłem przecieku...

Bartosz Arłukowicz: Pytam, pytam.

Monika Olejnik: I dlaczego mamy wierzyć?

Bartosz Arłukowicz: Pytam, bo takie pytanie może paść, ja nie neguję pytania z pani strony. Ale żeby to stwierdzić to ktoś musi to udowodnić, a nie może być tak, że przewodniczący Sekuła wychodzi do telewizji w godzinach porannych i ogłasza światu, wszem i wobec, że zapoznali się z dokumentami Arłukowicz, Wassermann i tam kilku asystentów, w związku z tym są w kręgu podejrzeń. W kręgu podejrzeń jest przede wszystkim ten, kto organizuje pracę tej komisji i system pracy.

Monika Olejnik: Nie proszę pana, ktoś jest w kręgu podejrzeń, bo ktoś przeciekł do „Rzeczpospolitej”.

Bartosz Arłukowicz: To prawda, ja się z panią zgadzam.

Monika Olejnik: Czy ten przeciek zaszkodził.

Bartosz Arłukowicz: Oczywiście, że zaszkodził. Ja uważam, że ten przeciek bardzo zaszkodził pracom komisji z dwóch powodów, po pierwsze, zmniejsza wiarygodność członków komisji, to rzecz oczywista, a nie tylko oni zapoznawali się z tymi materiałami, ale zostawiam ten temat, zmniejsza wiarygodność do pierwsza rzecz, mniej ważna. A druga rzecz to pokazuje świadkom, którzy będą dopiero przesłuchiwani co tak naprawdę się, co się dzieje w prokuraturze, być może „Rzeczpospolita” podsuwa pewne pomysły, to przeszkadza, dlatego, że dobre przesłuchanie musi być przesłuchaniem, które jest, o którym nie można przeczytać wcześniej. A tak naprawdę dzisiaj w gazetach można przeczytać o tym, o co będziemy pytali.

Monika Olejnik: To po co zrobiła to „Rzeczpospolita”, jak pan sądzi?

Bartosz Arłukowicz: Nie mam pojęcia. Ja ten artykuł czytałem kilkakrotnie i dla mnie ten artykuł, po przeczytaniu go takim, po kilku razach, dla mnie ten artykuł jest o Grzegorzu Schetynie w ogóle, nie o Marcinie Rosole. On jest o Grzegorzu Schetynie. Ja nie wiem, czy ja mam dobre odczucie, to jest tylko moje subiektywne myślenie, ale...

Monika Olejnik: Czyli czytając pana myśli ktoś z PO przeciekł do „Rzeczpospolitej” ...

Bartosz Arłukowicz: Nie, nie stawiam żadnych oskarżeń.

Monika Olejnik: ...po to żeby osłabić Grzegorza Schetynę i pokazać, że Grzegorz Schetyna kłamał przed komisją, tak?

Bartosz Arłukowicz: Nie stawiam takich oskarżeń, absolutnie takich tez nie stawiam.

Monika Olejnik: Ale co o Grzegorzu Schetynie.

Bartosz Arłukowicz: Z tego artykułu wynikają dwie rzeczy, no Marcin Rosół i jego aktywność wokół sprawy poinformowania Magdaleny Sobiesiak...

Monika Olejnik: Ale Marcin Rosół i Grzegorz Schetyna to się mają chyba nijak, bo Rosół jest od Drzewieckiego.

Bartosz Arłukowicz: Oczywiście, oczywiście, że tak, ale w pierwszej części artykułu mamy informację o tym, że Grzegorz Schetyna prawdopodobnie się pomylił przed komisją, no bo powiedział, że zna tam Sobiesiaka od 2000 bodajże trzeciego roku, tak powiedział przed komisją. Sobiesiak, teoretycznie rzecz biorąc, jak pisze gazeta powiedział, że znają się 20 lat.

Monika Olejnik: Ja przypominam, że pewnie wtedy Grzegorz Schetyna miał ze 20 parę lat, już wczoraj mówiłam o tym, pewnie był promotorem Sobiesiak na studiach Grzegorza Schetyny.

Bartosz Arłukowicz: Nie mam pojęcia, czy Sobiesiak był promotorem i tak naprawdę nie jest to clou problemu.

Monika Olejnik: Ale dla pana to jest szok, że znają się 20 lat, że Sobiesiak mówi, że 20 lat, a Schetyna mówi o 2003.

Bartosz Arłukowicz: Nie, nie jest to dla mnie, dla mnie to nie jest szokiem, nawet jest do przyjęcia to o czym gdzieś przeczytałem, co powiedział Grzegorz Schetyna, że był wtedy osobą publiczną, zajmował określone stanowiska i być może go ludzie znali, to jest oczywiste, mnie też zna mnóstwo ludzi, o których ja nie mam pojęcia. Ale, problemem jest wiarygodność, problemem jest wiarygodność, bo jeśli panowie mieli jakiekolwiek kontakty w latach 90., tak, bo o tych latach rozmawiamy, no to Grzegorz Schetyna powinien o tym powiedzieć, jednak powinien powiedzieć.

Monika Olejnik: No, ale co jest dla pana kontaktem, jeżeli ktoś sobie mówi na ulicy dzień dobry, to jest dla pana kontaktem, o którym należy powiedzieć.

Bartosz Arłukowicz: Nie, to nie jest dla nie kontaktem, pani redaktor generalnie...

Monika Olejnik: Czy jeżeli ktoś idzie z kimś pograć w golfa, nie, zdaje się Grzegorz Schetyna nie gra w golfa, ale pograć w piłkę to jest kontakt?

Bartosz Arłukowicz: Jestem wielkim przeciwnikiem takich histerii, bo – to jest problem osób publicznych. No, ze mną też sobie robią ludzie zdjęcia, różni ludzie i ja nie mam pojęcia kto wyciągnie, jakieś zdjęcie za 20 lat, być może z kimś, kto w międzyczasie popełnił przestępstwo, nie mam pojęcia. Dlatego jestem sceptyczny w tych oskarżeniach.

Monika Olejnik: No, ale mnie się wydaje, że ważniejsze jest z tego, co opublikowała „Rzeczpospolita” to, co pan Sobiesiak mówił o panu Rosole.

Bartosz Arłukowicz: To prawda, to jest bardzo ważny wątek. Pytanie tylko jest takie...

Monika Olejnik: Może ktoś chciał uprzedzić Rosoła.

Bartosz Arłukowicz: Może. Bardzo dużo pytań jest wokół tego artykułu. I dlatego stawiam tezę, że on jest bardzo szkodliwy dla prac komisji, być może ktoś chciał uprzedzić Marcina Rosoła, być może tak jest. Marcin Rosół szykuje się do przesłuchania, które z całą pewnością nie będzie dla niego łatwe, zbliża się czas...

Monika Olejnik: Myśli pan, że „Rzeczpospolita” stała się narzędziem, które psuje prace komisji?

Bartosz Arłukowicz: Nie będę stawiał żadnych takich tez, nie wiem czy „Rzeczpospolita” stała się narzędziem, praca dziennikarska też jest pracą dziennikarską. Dziennikarz ma wiedzę, przerabia ją na papier.

Monika Olejnik: Znaczy nie przerabia, tylko

Bartosz Arłukowicz: Przelewa powiedziałem na papier, ma wiedzę i przelewa na papier, no taka rola dziennikarza. Z drugiej strony pytanie skąd ma tą wiedzę i to jest pytanie zasadnicze, bo to pokazuje pewną słabość instytucji państwa, pani redaktor. To jest złe, to jest złe.

Monika Olejnik: No właśnie i też pokazuje, że należy ważyć słowa, bo pan mówił, a skąd Graś o tym wiedział, że my mieliśmy te materiały, wiedział, bo powiedziała o tym prokuratura publicznie.

Bartosz Arłukowicz: Pani redaktor, ja słyszałem...

Monika Olejnik: Także trzeba się zastanowić panie pośle.

Bartosz Arłukowicz: ...ja słyszałem wypowiedź pana ministra Grasia i dla mnie ta wypowiedź była o pół kroku za daleko, tak interpretuję i mam do tego prawo. Oczywiście ja wiem o tym, że...

Monika Olejnik: O pół dlaczego?

Bartosz Arłukowicz: Dlatego, że szef, rzecznik rządu w mojej ocenie nie powinien, nie powinien jednak zabierać głosu w sprawach merytorycznych dotyczących prac komisji, dokumentów, które do niej docierają, komisji, która bada właśnie to co się działo wokół rządu.

Monika Olejnik: Ale rzecznik rządu, przypomnę, jest również rzecznikiem też wszystkich ministrów, ministra sprawiedliwości...

Bartosz Arłukowicz:To wszystko prawda, zgadzam się.

Monika Olejnik: A minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym, a prokurator generalny ma prokurator...

Bartosz Arłukowicz: Zgadzam się z panią, te wszystkie argumenty są prawdziwe, to prawda.

Monika Olejnik: Prawda?

Bartosz Arłukowicz: To prawda. Ale dobra, zostawmy to nie mam jakiś zarzutów do Grasia, ale myślę sobie, że za dużo jest wokół tej komisji różnych wątków pobocznych, za dużo spraw się dzieje, takich gejzerów.

Monika Olejnik: A wierzy pan swoim asystentom. Pana asystenci czytali te zeznanie.

Bartosz Arłukowicz: Nie czytali, to jest właśnie to, ten system pracy, który przyjąłem rozpoczynając prace w tej komisji, ja naprawdę podejmowałem trudną decyzję wtedy, czy wziąć, czy poprosić o współpracę asystentów, którzy mają dostęp do informacji niejawnych, czy wziąć to na siebie.

Monika Olejnik: Teraz jawnie i niejawnie będziemy rozmawiać www.radiozet.pl Bartosz Arłukowicz i Monika Olejnik porozmawiamy sobie.Tusk zwolnił Mariusza Kamińskiego dlatego, że Mariusz Kamiński przyniósł, był posłańcem w sprawie afery hazardowej?

Bartosz Arłukowicz: No trudno mi stawiać jednoznaczną tezę, że tak na pewno było, mogę mówić tylko o tym, co mi się wydaje. Wydaje mi się, że termin naprawdę nie był trafiony i jeżeli była to przypadkowość nałożenia się terminów, to naprawdę niefortunna i pan premier ma dużego pecha. Ale z drugiej strony, ja wyznając zasadę taką, że przypadkiem to można wygrać w totolotka i większość rzeczy w naszym życiu jednak się nie dzieje z przypadku, coś się dzieje w wyniku czegoś, coś jest konsekwencją czegoś, z reguły tak jest, w związku z tym myślę sobie, że nie było tak, że te sprawy nie mają kompletnie ze sobą żadnego związku. Nie jestem w stanie w to uwierzyć, że żadnego związku ze sobą nie miały.

Monika Olejnik: Czyli uważa pan, że gdyby nie było afery hazardowej to Mariusz Kamiński byłby nadal szefem CBA.

Bartosz Arłukowicz: Tak nie uważam, nie wiem, ale zbieżność terminów mnie niepokoi.

Monika Olejnik: A czy nie niepokoi pana, że Mariusz Kamiński nie potrafi czytać stenogramów, mianowicie przyszedł do premiera mówiąc o tym, że Chlebowski naciskał w sprawie dopłat, a załatwię na 90 proc. dotyczyło zupełnie czegoś innego?

Bartosz Arłukowicz: Materiały stworzone przez Mariusza Kamińskiego z profesjonalizmem naprawdę nie mają wiele wspólnego. Czytamy te wszystkie dokumenty i pani redaktor, ja o wszystkich mówić nie mogę, mogę mówić o tych jawnych, te jawne już powodują to, że naprawdę co do profesjonalizmu tej służby od samego początku powinniśmy mieć wiele uwag. Ja już nie mówię o tych wszystkich akcjach agenta Tomka, o tym wszystkim o czym wszyscy wiemy, o tych willach kupowanych, mówimy teraz o sytuacji, kiedy podsłuchuje się najważniejszych polityków w kraju, przedstawia się, przynajmniej w części się przedstawia, bo gdzieś tam jednak poseł Chlebowski mówił, że te dopłaty blokuje od roku, to jest wątek z całą pewnością ustawowy, nie ma o czym dyskutować. Ale moment, kiedy tam obiecuje Rysiowi, że coś załatwi, no to jest moment...

Monika Olejnik: Na 90 procent.

Bartosz Arłukowicz: Tak, to jest moment, kiedy on obiecuje, że wstawi się za nim, czy tam będzie interweniował, co też nie jest dobre, żeby było jasne. Ale Mariusz Kamiński sugeruje, że jest to rozmowa o ustawie, a tak naprawdę była to ustawa o koncesji na salon gier. W związku z tym, jeżeli służba specjalna pracuje w ten sposób, że nie potrafi wyciągnąć wniosków z działań operacyjnych, które podejmuje, no to świadczy o tym, że ta służba nie jest profesjonalna, i że ta służba tak naprawdę może szkodzić procesom demokracji, a nie im pomagać.

Monika Olejnik: A czy nie sądzi pan, że ta służba powinna poczekać i złapać na gorącym uczynku?

Bartosz Arłukowicz: Pewnie, że powinna, oczywiście, że tak sądzę.

Monika Olejnik: A czy z tych materiałów, które pan ma wynikało, że mogło dojść do złapania na gorącym uczynku tylko ktoś nie wytrzymał presji i szybko pobiegł do premiera.

Bartosz Arłukowicz: Trudno gdybać, co by było gdyby.

Monika Olejnik: Znaczy nie wiem, pan ma więcej materiałów, pan wie.

Bartosz Arłukowicz: Mam więcej, ale proszę pani też nie o wszystkim mogę mówić.

Monika Olejnik: Nie, nie, nie, ale ja pana pytam ogólnie, czy według pana, nie pytam o konkretne rzeczy co, kiedy się działo, tylko ogólnie czy według pana z tych materiałów wynika, że można było złapać Chlebowskiego za rękę?

Bartosz Arłukowicz: Nie wiem czy można było złapać, ale na pewno można było poczekać i sprawdzić tak naprawdę, co się będzie działo z ustawą, tym bardziej, że jeśli Mariusz Kamiński kieruje służbą specjalną, która zajmuje się określonym tematem, to powinien wiedzieć, że premier wcześniej zlecił prace nad nową ustawą, a przynajmniej nad założeniami do nowej ustawy, czyli tak naprawdę proces legislacyjny toczył się gdzieś z boku. Być może można było poczekać, być może można było te działania operacyjne rozszerzyć, przeprowadzić je bardziej profesjonalnie, bo tak naprawdę co my mamy. Mamy Chlebowskiego, który opowiada rzeczy przez telefon, które wszyscy czytaliśmy, mamy ministra Drzewieckiego i akcję Rosół, potencjalny przeciek, tak prawdę mówiąc nic z tego nie wynika, na tą chwilę, z tych działań tylko CBA mówię, bo ilość innych dokumentów poszerza obserwację, poszerza.

Monika Olejnik: Tylko mamy wiedzę o tym, że Rosół uprzedzał córkę Sobiesiaka, że tatuś składał, że na tatusia składali donosy i lepiej żeby ona nie była w Totalizatorze.

Bartosz Arłukowicz: No i to nie jest dobre, tak, jeżeli 19 sierpnia rozmawia pan minister Drzewiecki z panem premierem i wiemy od pana premiera, powiedział to w sposób jednoznaczny, że rozmowy, które przeprowadzał i z Drzewieckim i z Chlebowskim były rozmowami wyjątkowymi, czymś, co wcześniej się nie zdarzało, to w mojej ocenie obaj ci panowie mogli nabrać przekonania, że coś się złego dzieje. Zresztą pan poseł Chlebowski potem to pokazał w dniu następnym rozmawiając z ministrem Kapicą. Ale, wracam do 19, 19 minister Drzewiecki rozmawia z panem premierem, zaś 20 rozpoczyna się akcja pana Marcina Rosoła z telefonami do ministra Leszkiewicza, czyli wiceministra Skarbu, żeby wycofać Magdalenę Sobiesiak z konkursu. No więc, cóż to jest znowu przypadek, czy przypadkiem jest to, że 18 czyli dzień przed tym spotkaniem pan premier zaprasza ministra Drzewieckiego, a minister Drzewiecki powiadamia o tym całe ministerstwo, w tym Marcina Rosoła, jak wiemy już, zaangażowanego bardzo w akcję szukania pracy dla Magdaleny Sobiesiak.

Monika Olejnik: No właśnie chyba dobrze, że powiadomił wszystkich, to znaczy, że nie miał nic na sumieniu, no skoro zawiadamia wszystkich, że idzie – n o wszystkich, swój gabinet, no musi powiedzieć dokąd idzie.

Bartosz Arłukowicz: Znaczy ja rozumiem, że możemy też przyjąć założenie, że znajomość z panem Sobiesiakiem miała charakter epizodyczno-golfowy, jak był łaskaw powiedzieć pan minister Drzewiecki, z tym, że nie bardzo rozumiem stopień tej zażyłości i to, że pan Sobiesiak w znajomości epizodyczno-golfowej zwraca się w telefonie stacjonarnym do żony ministra Drzewieckiego per Ninko. Pani redaktor, my nie znamy się w stopniu epizodycznym, bo już od jakiegoś czasu ze sobą współpracujemy, w życiu bym sobie nie pozwolił na taki telefon do pani, nie pozwoliłbym sobie na takie coś, bo mimo, że nasza znajomość nie jest epizodyczna.

Monika Olejnik: No wie pan, trudno mi odpowiadać na ten argument, nie wiem, jak się państwo znają, kolegują, itd.

Bartosz Arłukowicz: Ale myślę, że to jest trochę paradoksalne, absurdalne to, co słyszeliśmy od ministra Drzewieckiego, że to była znajomość epizodyczna, no panowie się znają kilkanaście lat.

Monika Olejnik: A czy było pozwolenie na podsłuchiwanie Drzewieckiego i jego żony?

Bartosz Arłukowicz: Nie mam pojęcia, to trzeba wyjaśnić, to trzeba sprawdzić, to jest ważny wątek. Na pewno prokuratura musi dać informacje na ten temat, musi sprawdzić, jakim prawem w dzienniku „Polska” chyba to się pokazało, tak w dzienniku „Polska”, był przekaz rozmowy, teoretycznie przekaz rozmowy pana ministra Drzewieckiego z jego własną żoną. Mamy trzy wyjścia z tej sytuacji, pierwsze, że zostało to wymyślone przez dziennikarzy – mało prawdopodobne, drugie, że podsłuch był założony w sposób legalny – nie oceniam prawdopodobieństwa, nie mam pojęcia, i trzecie, że trwała zabawa podsłuchami, co wzbudza niepokój i dreszcz na moich plecach jeśli taka sytuacja miała miejsce.

Monika Olejnik: No nie, ale można było też prosić o podsłuch, o założenie podsłuchu NN.

Bartosz Arłukowicz: Można było, oczywiście, że można było taką rzecz zrobić tylko pytanie, czy jest to udokumentowane i czy znajdziemy ślad tego w papierach. To prokuratury zadanie.

Monika Olejnik: No dobrze, ale czy państwo zgłosili taki wniosek do prokuratury, żeby prokuratura to zbadała?

Bartosz Arłukowicz: Nie, jako komisja nie zgłosiliśmy tego wniosku, ja myślę, że to się pewnie stanie, ale też musimy sprawdzić, czy prokuratura nie podjęła już sama tego wątku, ja tego po prostu nie wiem i nie chciałbym na antenie powiedzieć czegoś, czego nie wiem.

Monika Olejnik: Ale w każdym razie nie ma tego w papierach, w dokumentach, które zostały dostarczone komisji?

Bartosz Arłukowicz: Pani redaktor, dokumenty z prokuratury są tajne w związku z tym nie mogę w sposób jednoznaczny tego stwierdzać, powiem tylko tak, prokuratura powinna dla dobra jasności całej sytuacji i przejrzystości ten wątek wyjaśnić.

Monika Olejnik: Dobrze, a czy w tych dokumentach, które są tajne są takie rzeczy, że powinny nam stawać włosy na głowie?

Bartosz Arłukowicz: Nie, ja bym nie robił takich rzeczy w radiu i nie straszyłbym słuchaczy. Powiem, ja powiem tylko swoje odczucia, które przekazałem, już chyba nawet to opowiadałem u pani na antenie, że kiedy wkracza w ten świat służb człowiek, który nie ma z nim nic wspólnego, tak jak ja, nie mam nic wspólnego ze służbami, nigdy w życiu się tym nie zajmowałem.

Monika Olejnik: Skąd pan wie, może pan ma kolegów, którzy są w służbach.

Bartosz Arłukowicz: Być może, ale nie, mówię o stanie swojej świadomości, ja się nie zajmowałem nigdy służbami, kiedy słyszę o tych wszystkich technikach i sposobach...

Monika Olejnik: Potem się okaże, że dzwonili i mówili Bartuś...

Bartosz Arłukowicz: To czasem, powiem pani, że taki dreszcz po plecach przechodzi, bo państwo musi mieć narzędzie kontroli tego, co się dzieje, kontroli obywateli, musi mieć. Ale z drugiej strony, jeżeli te narzędzia są wykorzystywane w sposób nadmierny, to jest to bardzo niebezpieczne dla obywatela.

Monika Olejnik: Czy ABW zajmowało się aferą hazardową?

Bartosz Arłukowicz: Mieliśmy wczoraj spotkanie z szefem ABW, z panem ministrem Bondarykiem, spotkanie całe miało charakter tajny, w związku z tym nie mogę o tym rozmawiać.

Monika Olejnik: No nie, ale tylko czy się zajmowało tą sprawą.

Bartosz Arłukowicz: Nie mogę o tym rozmawiać.

Monika Olejnik: Czyli się nie zajmowało tą sprawą.

Bartosz Arłukowicz: Bezpieczeństwa procesowego pani redaktor, z kręgu podejrzeń, w którym się codziennie w jakimś kręgu podejrzeń zajmuję, nie mogę o tym rozmawiać.

Monika Olejnik: A dlaczego się Wassermann z panem pokłócił, z panem Bondarykiem.

Bartosz Arłukowicz: Nie pokłócili się.

Monika Olejnik: A dlaczego pan Wassermann wyszedł.

Bartosz Arłukowicz: No trzeba zapytać o to posła Wassermanna.

Monika Olejnik: A czy tam była nieprzyjemna sytuacja jakaś?

Bartosz Arłukowicz: Komisja nie jest miejscem, gdzie zdarzają się same przyjemne rzeczy.

Monika Olejnik: Ale czy akurat ta sytuacja wczorajsza była najbardziej nieprzyjemna, która się zdarzyła na takich zamkniętych spotkaniach?

Bartosz Arłukowicz: Pani redaktor, nieprzyjemne było to, że nie było wody mineralnej nawet na spotkaniu.

Monika Olejnik: Aha, ale co, Bondaryk zabronił, bo bał się, że ktoś podsunie jakąś wodę z czymś...

Bartosz Arłukowicz: Nie mam pojęcia, nie było wody.

Monika Olejnik: Z czymś nieodpowiednim, tak?

Bartosz Arłukowicz: Nie mam pojęcia.

Monika Olejnik: Wierzy pan Tuskowi?

Bartosz Arłukowicz: Ale, ale w co mam wierzyć?

Monika Olejnik: No, w to co mówił, składał zeznania pod przysięgą, czy pan mu wierzy.

Bartosz Arłukowicz: Wierzę w cud niepamięci coraz bardziej, jest taka piosenka Sojki, piękna.

Monika Olejnik: Aha, no dobrze, gościem Radia ZET był Bartosz Arłukowicz, dziękuję bardzo.

Bartosz Arłukowicz: Dziękuję.

Monika Olejnik: Nie zapisuje się pan do PiS?

Bartosz Arłukowicz: Nie proszę pani, nie zapisuję się do PiS.

Monika Olejnik: No, ale niech pan jeszcze powiem czym pana oczarował Jarosław Kaczyński, uśmiecham się.

Bartosz Arłukowicz: Powiem, do końca mnie rozczarował tym...

Monika Olejnik: Oczarował, oczarował...

Bartosz Arłukowicz: Oczarował, właśnie oczarował, kiedy go wciągnąłem

Monika Olejnik: Ja miałam wrażenie, że nawet pana uwiódł tym swoim uśmiechem, w ogóle, że uwodził pana.

Bartosz Arłukowicz: No nie, jeśli pani sądzi, że Jarosław Kaczyński może mnie uwieść to naprawdę teza jest za daleko postawiona. Ale kiedy wciągnąłem go w rozmowę o tym...

Monika Olejnik: Nie, no nie uwiódł pana politycznie, bo nie zapisał się pan do PiS, ale mam wrażenie, że uwiódł śledczego.

Bartosz Arłukowicz: Kiedy wciągnąłem go w rozmowę o słabościach ludzkich, które sprawiają nam przyjemność, które powinno refundować państwo i kiedy pan premier zapytał mnie, czy mam na myśli słabości grzeszne, to naprawdę opadły mi ręce. Ja nie wierzyłem w to, że on może takie rzeczy mówić, że w ogóle słowo grzeszne przechodzi przez jego myśl.

Monika Olejnik: Jak to?

Bartosz Arłukowicz: No tak..

Monika Olejnik: A dlaczego grzeszne nie, bo myśli pan, że jest tak czysty i bezgrzeszny.

Bartosz Arłukowicz: No na takiego mi zawsze wyglądał, na człowieka, który nie ma myśli grzesznych, a okazało się, że ma.

Monika Olejnik: Yhm, no ale to trzeba było zapytać, jakie pan ma myśli grzeszne?

Bartosz Arłukowicz: No, pani redaktor, premiera Kaczyńskiego, który zjada polityków na śniadanie, rano, na surowo.

Monika Olejnik: No trzeba było sprawdzić, co z panem zrobi, dziękuję bardzo, gościem Radia ZET był Bartosz Arłukowicz.

Komentarze

Pani Olejnik cosik sie pokickalo w malej, farbowanej glowce. Bartosz juz przestal byc pupilem. Tusio przeslal instrukcje i szuczna blondyna wykonuje rozkazy.

Babciu, ty wiesz skad o tym wiemy. Ty jestes dzieckiem zrodla

Coś złego się dzieje z tym blogiem.Większość osób pisze nie na temat.Chyba nie mają gdzie wyładowywać swoich chorych od nienawiści,emocji.A tu mają dużo miejsca do dyspozycji.Poza tym te same wpisy powtarzają się po kilka razy.Szkoda,bo można byłoby podyskutować na temat zapraszanego gościa/do radia zet/ i jego wypowiedzi.A tak,to nic tu po mnie.

pisowcy już nawet nie ukrywają, że są schizofrenikami -jak owo lustro

Studium nienawiści. Tak rodzi się faszyzm.

Pan Władysław: **.youtube.com/watch?v=Gq9S8yUTnpE

Mam Tupet: **.youtube.com/watch?v=5NBOLJpALGQ

Studium nienawiści: **.youtube.com/watch?v=aggDGlusAEY

Tak rodzi się faszyzm: **.youtube.com/watch?v=5NBOLJpALGQ

Towarzysz Generał 1/8: **.youtube.com/watch?v=aCR_H9Bl2Cc

Prof. Norman Finkelstein: **.youtube.com/watch?v=sCPf-OTDQyw
----

Blog: **.kontrowersje.net/tresc/studium_nienawisci

Ten gość, Arłukowicz, wydaje się człowiekiem naprawdę uczciwym. Szkoda, że w PO nie ma takich ludzi. Nie ma, przynajmniej wśród tych których pokazują w mediach.

Ci występujący w mediach przedstawiciele PO, to najgorszego sortu zdegenerowani ludzie. Kacykowie przewyższający obłudą, zakłamaniem, podłością i brakiem zasad chyba wszystkich dawnych kacyków komunistycznych.

A najgorsze, że tych skończonych chamów wyzutych z wszelkich już zasad zdemoralizowały te totalitarne lewackie media. Bardzo duża w tym zasługa takich dziennikarzy jak Monika Olejnik.

Na tle tych pajaców bez zasad z PO, poseł Arłukowicz jak na razie nie przynosi wstydu rodzajowi ludzkiemu. O ile z czasem nie zdemoralizuje się, będzie o nim można powiedzieć, że to naprawdę KTOŚ, a nie byle pozerska menda mająca w **ie zasady i dobro kraju.

TVPiS i PiSR tam dopiero doszłoby do prawdziwych "zaślubin" Arłukowicza i Jarosława Kaczyńskiego, wszak po pseudo-zeznaniach tego ostatniego - Panowie są "po słowie". W końcu publicznie Arłukowicz został do PiS-u zaproszony i ... nie słyszałem odmowy. Są Bartosz takiej sytuacji wielkie plusy. Zobaczysz jak cię Cholecka "dopieści" . Będziesz drugi po Jarku ... .

TVPiS i PiSR tam dopiero doszłoby do prawdziwych "zaślubin" Arłukowicza i Jarosława Kaczyńskiego, wszak po pseudo-zeznaniach tego ostatniego - Panowie są "po słowie". W końcu publicznie Arłukowicz został do PiS-u zaproszony i ... nie słyszałem odmowy. Są Bartosz takiej sytuacji wielkie plusy. Zobaczysz jak cię Cholecka "dopieści" . Będziesz drugi po Jarku ... .

Ten gość, Arłukowicz, wydaje się człowiekiem naprawdę uczciwym. Szkoda, że w PO nie ma takich ludzi. Nie ma, przynajmniej wśród tych których pokazują w mediach.

Ci występujący w mediach przedstawiciele PO, to najgorszego sortu zdegenerowani ludzie. Kacykowie przewyższający obłudą, zakłamaniem, podłością i brakiem zasad chyba wszystkich dawnych kacyków komunistycznych.

A najgorsze, że tych skończonych chamów wyzutych z wszelkich już zasad zdemoralizowały te totalitarne lewackie media. Bardzo duża w tym zasługa takich dziennikarzy jak Monika Olejnik.

Na tle tych pajaców bez zasad z PO, poseł Arłukowicz jak na razie nie przynosi wstydu rodzajowi ludzkiemu. O ile z czasem nie zdemoralizuje się, będzie o nim można powiedzieć, że to naprawdę KTOŚ, a nie byle pozerska menda mająca w **ie zasady i dobro kraju.

Studium nienawiści

Pan Władysław: **.youtube.com/watch?v=Gq9S8yUTnpE

Mam Tupet: **.youtube.com/watch?v=5NBOLJpALGQ

Studium nienawiści: **.youtube.com/watch?v=aggDGlusAEY

Tak rodził się faszyzm: **.youtube.com/watch?v=5NBOLJpALGQ

Prof. Norman Finkelstein: **.youtube.com/watch?v=sCPf-OTDQyw
----

Blog: **.kontrowersje.net/blog/Essalam

Przecieki, ścieki, pomówienia i donosy to oręż braci i ich Przeciekowej inicjatywy Stalinowskiej (PiS) wypróbowany w tzw. "aferze gruntowej", w której to zakuwano w kajdanki Kaczmarka, Kornatowskiego, Netzla i wielu innych swoich kamratów bo nagle przestali się podobać jednemu z mściwo-jadowitych braciszków. Teraz gdy nie udała się PiS-owska prowokacja "hazardowa" mająca doprowadzić do upadku Polskiego Rządu to PiS-owscy czynownicy przerzucili się na zrobione przezornie "przecieki", które rozszerzają i pogłębiają zainspirowaną zadymę publikacjami w antypolskim szmatławcu czyli tzw. "Rzepie"! Zastanawiam się czy Pan Poseł Arłukowicz wydelegowany do wsparcia kamratów z PiS-u przez sojusznika Kaczyńskich Napieralskiego tego wszystkiego nie widzi i nie wie udając przysłowiowego "Greka" czy też z pełną świadomością popiera nieudany zamach stanu i przeciekowe zadymy z nim związane! Osąd w tej sprawie wydadzą wyborcy!

Ewidentnie widać że jesteś zmęczony od dwóch dni nadajesz to sam, chyba zbytnio nie pochwala Cię mocodawcy z PO

Przecieki, ścieki, pomówienia i donosy to oręż braci i ich Przeciekowej inicjatywy Stalinowskiej (PiS) wypróbowany w tzw. "aferze gruntowej", w której to zakuwano w kajdanki Kaczmarka, Kornatowskiego, Netzla i wielu innych swoich kamratów bo nagle przestali się podobać jednemu z mściwo-jadowitych braciszków. Teraz gdy nie udała się PiS-owska prowokacja "hazardowa" mająca doprowadzić do upadku Polskiego Rządu to PiS-owscy czynownicy przerzucili się na zrobione przezornie "przecieki", które rozszerzają i pogłębiają zainspirowaną zadymę publikacjami w antypolskim szmatławcu czyli tzw. "Rzepie"! Zastanawiam się czy Pan Poseł Arłukowicz wydelegowany do wsparcia kamratów z PiS-u przez sojusznika Kaczyńskich Napieralskiego tego wszystkiego nie widzi i nie wie udając przysłowiowego "Greka" czy też z pełną świadomością popiera nieudany zamach stanu i przeciekowe zadymy z nim związane! Osąd w tej sprawie wydadzą wyborcy!

Arłukowicz z żalu szlocha
no bo w Kempie się zakochał
a ta woli Wassermana
i w tym jest Bartosza dramat!
Tak się stara aż dygocze
aby Kempie spojrzeć w oczy
liczy też na wsparcie Jarka
zanim z żądzy się zasmarka!
I nie ważna jest śmierć Blidy,
gdy brylują takie gnidy
i lewicy ton nadają
taki, iż jej nie ma w kraju!
Dziś to są sługusy braci
jutro będą w nowicjacie,
który zaczną u Rydzyka
Kononowicz ich wybzyka
i powrócą „tam gdzie stali”
nawet ZOMO ich wywali!

Arłukowicz z żalu szlocha
no bo w Kempie się zakochał
a ta woli Wassermana
i w tym jest Bartosza dramat!
Tak się stara aż dygocze
aby Kempie spojrzeć w oczy
liczy też na wsparcie Jarka
zanim z żądzy się zasmarka!
I nie ważna jest śmierć Blidy,
gdy brylują takie gnidy
i lewicy ton nadają
taki, iż jej nie ma w kraju!
Dziś to są sługusy braci
jutro będą w nowicjacie,
który zaczną u Rydzyka
Kononowicz ich wybzyka
i powrócą „tam gdzie stali”
nawet ZOMO ich wywali!

Arłukowicz z żalu szlocha
no bo w Kempie się zakochał
a ta woli Wassermana
i w tym jest Bartosza dramat!
Tak się stara aż dygocze
aby Kempie spojrzeć w oczy
liczy też na wsparcie Jarka
zanim z żądzy się zasmarka!
I nie ważna jest śmierć Blidy,
gdy brylują takie gnidy
i lewicy ton nadają
taki, iż jej nie ma w kraju!
Dziś to są sługusy braci
jutro będą w nowicjacie,
który zaczną u Rydzyka
Kononowicz ich wybzyka
i powrócą „tam gdzie stali”
nawet ZOMO ich wywali!

Jarosław Kaczyński zmarnował 2 lata dobrej koniunktury wypracowanej przez rządy Millera i Belki bo ważniejsze były: zemsta nad Wałęsą, musztrowanie warchołów i wykańczanie z tzw. "krótkiej listy" swoich kamratów - tak był zawzięty w mściwych poczynaniach, iż nieopatrznie stracił ukochaną władzuchnę! Gdyby natomiast rządził dalej w czasach kryzysu to Polski by już zapewne nie było po zrealizowaniu "porad" np.: takiej "specjalistki" jak Natali-Świat!!!

Jarosław Kaczyński zmarnował 2 lata dobrej koniunktury wypracowanej przez rządy Millera i Belki bo ważniejsze były: zemsta nad Wałęsą, musztrowanie warchołów i wykańczanie z tzw. "krótkiej listy" swoich kamratów - tak był zawzięty w mściwych poczynaniach, iż nieopatrznie stracił ukochaną władzuchnę! Gdyby natomiast rządził dalej w czasach kryzysu to Polski by już zapewne nie było po zrealizowaniu "porad" np.: takiej "specjalistki" jak Natali-Świat!!!

Dokonania PiS-u pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego i jego spolegliwego brata są imponujące: kompletna "bryndza" w polityce zagranicznej czyli obstrukcja z Traktatem Lizbońskim, "wojenki" i awantury nocne w Gruzji, przyjaźń z banderowcem Juszczenką, wymemłane niedojdowate orędzia o Merkel, Steinbach i gejach z Kanady, itd., itp. W kraju to: inspirowanie kolejnych zadym, fochów i kłótni kompetencyjnych oraz antypolska dywersja i wetowanie istotnych aktów legislacyjnych a także przyzywanie kryzysu oraz dywersja gospodarcza i podjudzanie "spalaczy opon" przeciw rządowi! Szczytem "bratnich" osiągnięć jest próba dokonania zamachu stanu przy wykorzystaniu prowokacji stworzonej przez "miotacza jajek" i kryminalistę (w świetle postawionych poważnych zarzutów) Kamińskiego! Teraz Pan Prezydent "swojego brata" chce obrzydzić kolejną zadymą uroczystości Katyńskie bo w kraju to już wszystkie uroczystości i rocznice spaskudził za pomocą buczenia i wycia bandy buraków zwożonych przez braciszka z Ciemnogrodu, którzy nawet ze śmierci Prof. Geremka cieszyli się na jego pogrzebie!

Dokonania PiS-u pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego i jego spolegliwego brata są imponujące: kompletna "bryndza" w polityce zagranicznej czyli obstrukcja z Traktatem Lizbońskim, "wojenki" i awantury nocne w Gruzji, przyjaźń z banderowcem Juszczenką, wymemłane niedojdowate orędzia o Merkel, Steinbach i gejach z Kanady, itd., itp. W kraju to: inspirowanie kolejnych zadym, fochów i kłótni kompetencyjnych oraz antypolska dywersja i wetowanie istotnych aktów legislacyjnych a także przyzywanie kryzysu oraz dywersja gospodarcza i podjudzanie "spalaczy opon" przeciw rządowi! Szczytem "bratnich" osiągnięć jest próba dokonania zamachu stanu przy wykorzystaniu prowokacji stworzonej przez "miotacza jajek" i kryminalistę (w świetle postawionych poważnych zarzutów) Kamińskiego! Teraz Pan Prezydent "swojego brata" chce obrzydzić kolejną zadymą uroczystości Katyńskie bo w kraju to już wszystkie uroczystości i rocznice spaskudził za pomocą buczenia i wycia bandy buraków zwożonych przez braciszka z Ciemnogrodu, którzy nawet ze śmierci Prof. Geremka cieszyli się na jego pogrzebie!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Zemsta to dla braci Kaczyńskich "love story", w tym głównie mszczenie się nad swoim byłym dobrodziejem Lechem Wałęsą, który ze sfery niebytu wprowadził ich na salony polityczne dając wysokie stanowiska w administracji państwowej. Stąd ich wielka nienawiść i plucie jadem bo jak mówi przysłowie "cóż on zrobił im dobrego, iż go aż tak nienawidzą"! Zresztą obiektów zemsty jest więcej! Jeśli przeanalizować retorykę koszmarnych bliźniaków to w kolejce stoi cały Naród Polski ("ZOMO", "hołota dla hołoty", "warcholstwo", itp. epitety oraz idące w ślad za nimi mściwe działania weta, szkodnictwo i dywersja). Najgorsze jednak w tej hucpiarsko-patologicznej zemście jest wykorzystywanie do realizacji mściwych planów instytucji państwowych (CBA, IPN, kancelarie, forum Sejmu, itp. oraz wywiezionych nielegalnie materiałów tych instytucji). Zachodzi pytanie: - dlaczego za patologie bliźniacze mają płacić obywatele-podatnicy opluwanego Narodu!!!

Nowy komentarz

Hurt Locker W pułapce wojny najlepszym filmem. Zobacz zdjęcia gwiazd

Niezwykła galeria zdjęć i recenzja Beaty Pawlikowskiej.

Rozlicz się łatwo i szybko. Porady i wskazówki ekspertów.

R E K L A M A

SONDY2

Czy interesujesz się polityką?