Szłapka: Kijowski nie zachował transparentności. Kijowski: Wyszło niezręcznie

„Wyszło niezręcznie. Nie było w tym żadnej nieuczciwości, ani działań nieczytelnych. Wiele faktur przyjmował KOD. Wiele usług było wykonywanych i często się zdarzało, że wykonywali je nasi sympatycy, albo członkowie” – mówi, w rozmowie z Konradem Piaseckim, Gość Radia ZET, lider KOD Mateusz Kijowski. Odpowiada w ten sposób na sprawę opisaną przez Onet.pl i Rzeczpospolitą. Chodzi o pieniądze ze zbiórek publicznych KOD, które trafiały do firmy Kijowskiego i jego żony. Zapytany przez Konrada Piaseckiego, czy zarabiał przy okazji działalności w KOD, Kijowski odpowiada: „No, ok…”. Jego zdaniem wysłanie dokumentów „tuż przed rozpoczęciem procesu wyborczego w organizacji” to „prowokacja”.

„Kijowski trochę nie zachował transparentności. Będzie to rozgrywane przez PiS” – uważa z kolei Gość Radia ZET, Adam Szłapka z Nowoczesnej. Dodaje, że KOD to nie jest tylko Mateusz Kijowski, ale to są tysiące ludzi w całej Polsce. „Trzymam kciuki, żeby te osoby nie straciły zaufania do działalności społecznej” – mówi poseł Nowoczesnej.

Konrad Piasecki: Dzień dobry witam, na początek połączenie z liderem KOD, Mateuszem Kijowskim, dzień dobry, witam.

Mateusz Kijowski: Dzień dobry.

Rozumiem, że pan nie kwestionuje prawdziwości ujawnionych przez „Rzeczpospolitą” i Onet dokumentów, rzeczywiście na działalności w KOD i jego obsłudze informatycznej pan zarabiał 15 tys. złotych miesięcznie?

Nie, nie, po pierwsze nie było żadnego ujawnienia przez „Rzeczpospolitą”, czy Oneta, ktoś te faktury wysłał zresztą nie tylko do tej redakcji, do wielu innych również, to po pierwsze.

No nie ma to specjalnego znaczenia, bo one, te dokumenty pokazały i one zmierzyły się z nimi.

No tak, inne uznały, że temat jest mocno podejrzany, kiedy tuż przed wyborami tego typu materiały ktoś rozsyła.

Rozumiem, że dokumenty są prawdziwe i nie kwestionuje pan ich autentyczności?

Tak jest, są to faktury, w kwotach brutto oczywiście, więc za usługi wykonane przez firmę.

Mówił pan przez ostatnie miesiące nie zarabiam w KOD w ogóle nic, żyję ze wsparcia rodziny, okazuje się, że nie była to prawda.

Nie całkiem nie była to prawda, była to prawda, ja nie zarabiałem, firma wystawiała faktury za usługi wykonywane, zresztą wyłącznie za część tych usług, które wykonywałem, czy wykonywała firma spółka z o.o.

Ale przynajmniej można powiedzieć, że bardzo oszczędnie pan gospodarował prawdą, a nic tak nie kompromituje osoby publicznej, jak kłamstwo, albo niecałkowita transparentność przyzna pan.

Co więcej skończyło się to, jak pan wie zapewne, kilka miesięcy temu, kiedy przekazałem realizację tych usług innym osobom i podmiotom.

Kiedy zbiera się składki i datki, i się z nich czerpie trzeba zachować pełną transparentność. Przyzna pan, że pan jej nie zachował.

Znaczy, wie pan, trudno mi jest tutaj dyskutować na ten temat, niewątpliwie sytuacja wyszła dosyć niezręcznie, nie było w tym żadnej nieuczciwości, ani żadnych działań nieczytelnych specjalnie. Rzeczywiście wiele usług, wiele różnych faktur Komitet przyjmował, wiele różnych usług było wykonywanych i często się zdarzało, że wykonywali je nasi sympatycy, bądź członkowie, bo jest ich po prostu w całej Polsce bardzo wielu.

Ale dlaczego pan nigdy tego publicznie nie powiedział, tak, zarabiam na działalności w KOD, zarabiam na obsłudze informatycznej KOD? Przecież można to było powiedzieć jawnie, otwarcie i uczciwie.

Ponieważ pytania zawsze brzmiały, czy za działalność w KOD otrzymuję jakiekolwiek wynagrodzenie, otóż żadnego wynagrodzenia za działalność w KOD nigdy nie otrzymywałem.

Za jego obsługę informatyczną tak, wobec czego, przy okazji działalności w KOD pan zarabiał.

No, okej.

Mówi pan, to prowokacja, czyja prowokacja?

Prowokacją jest to, jeżeli tuż przed rozpoczęciem procesu wyborczego w organizacji nagle ktoś z tej organizacji, przecież to nie jest, nikt z zewnątrz nie dotarł do tego w jakiś przedziwny sposób zostały te dokumenty po prostu wysłane szeroko do wielu redakcji jednego dnia, to jest jakaś forma prowokacji.

Czyli co, spisek w łonie Komitetu Obrony Demokracji.

No powiedzmy, że jakaś próba widać przygotowania wyborczego, myślę, tak.

To koniec Mateusza Kijowskiego?

Nie sądzę.

Nie zamierza pan odejść w tej sytuacji z funkcji lidera KOD?

Nie, oczywiście że nie zamierzam. W najbliższym czasie są wybory. Wybory krajowe, w których zamierzam się poddać weryfikacji demokratycznej są na początku marca i to myślę, że będzie najlepszy sposób żeby zweryfikować mój mandat do pełnienia obowiązków przewodniczącego. Zamierzam również prawdopodobnie kandydować, jestem namawiany, na lidera regionu mazowieckiego, bo w końcu stycznia będą wybory tutaj, więc będzie dwukrotna okazja do tego żeby ci, do których tak naprawdę należy opinia w tej sprawie mogli wyrazić swoje zdanie, bo przecież to nie ode mnie zależy czy pełnię funkcję w KOD, ale właśnie od członków, którzy będą głosowali.

Mateusz Kijowski, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

W studio gościem Radia ZET jest sekretarz .Nowoczesnej Adam Szłapka, dzień dobry, witam.

Adam Szłapka: Dzień dobry, witam.

To koniec Mateusza Kijowskiego, pańskim zdaniem?

Nie chciałbym komentować tego w taki sposób. No KOD to nie jest Mateusz Kijowski, tylko to są ludzie, tysiące…

Ale KOD to też jest struktura, która jest blisko związana z .Nowoczesną, wobec czego ma pan takie przyjacielskie, bym powiedział spojrzenie na KOD.

Dlatego przede wszystkim chcę podkreślić, że KOD to są tysiące ludzi, którzy w całej Polsce włączyli się w działalność społeczną. Myślę, że najlepszą sytuacją teraz, zresztą od samego początku w działalności publicznej podstawą jest transparentność, gdyby od samego początku wszystkie…

I przyzna pan, że Mateusz Kijowski tej transparentności nie zachował.

Trochę tak. Tutaj niestety jest z tym problem.

Słowo niezręczność to słowo najdelikatniejsze, którego użył Mateusz Kijowski.

Bo to jest stowarzyszenie, nie jest to partia, w związku z tym ustawa w tym zakresie jest inna, natomiast jakby KOD jest stowarzyszeniem, które jest organizacją publiczną i na pewno z dużym zyskiem dla KOD i całej opozycji będzie jeśli wszystkie sprawy finansowe i nie tylko będą transparentne, bo każda niejasność będzie rozgrywana przez PiS, dlatego ja radziłbym jedynie tyle żeby wszystkie sprawy, które mogą budzić wątpliwości były położone na stół i wtedy będzie pełna jasność.

Intuicja podpowiada panu, że Mateusz Kijowski jakoś się z tego wyplącze?

No cóż, to już mówię, nie chcę komentować wewnętrznych spraw, to już jest decyzja członków KOD. Ja nie jestem członkiem KOD. W KOD jest bardzo wiele osób, trzymam kciuki żeby nie straciły zaufania do działalności społecznej.

No to teraz rzut oka na sejm. Pojawiło się wczoraj nagranie, po południu, nagranie z sali kolumnowej, to, o które tak straszliwie zabiegała i opozycja, ale też dziennikarze, pojawia się nagranie, znikają powody do protestowania?

Przede wszystkim to, że zabiegaliśmy to jest dosyć dziwna sprawa, bo to nie jest jakaś łaska ze strony marszałka, że zostało to ujawnione.

Marszałek tłumaczy, ze względów bezpieczeństwa nie można tego ujawnić, pojawiło się.

61 artykuł konstytucji - jego obowiązek, jakby nie ma co komentować jaki obowiązek.

Mamy stan taki: nagranie możemy obejrzeć. Znikają powody do protestu?

No nie znikają powody do zastrzeżeń, bo mam wrażenie, że po obejrzeniu tego nagrania i ze strony PiS, ale też z naszej strony, tylko się utwardza stanowisko. Widać wyraźnie, że są tam osoby, które nie powinny przebywać na tej sali. Nie widać na sto procent, czy było quorum, ale też nie słychać na tym nagraniu, czy były zgłaszane wnioski formalne, które nie zostały uwzględnione, a jest to w stenogramie, czyli reguły i procedury zostały złamane niestety.

Przy intensywnym wysiłku można by podjąć próbę policzenia osób, które znajdują się w sali i które głosują, podjęliście tę próbę?

Ja zacząłem podejmować, nie oglądałem jeszcze tego klatka po klatce, mam nadzieję, że zrobi to TVP, bo po marszach KOD klatka po klatce jest w stanie całe Aleje Ujazdowskie sprawdzić. Natomiast tu nie tylko o to chodzi. Chodzi o to też, że nie były dopuszczane wnioski formalne, co sprawia, że ten budżet jest kwestionowany. I to jest bardzo niedobre z punktu widzenia państwa. Żeby on nie był kwestionowany dobrze by było po prostu powtórzyć głosowanie nad nim.

A czy zapisy z tego filmu sprawią, że opozycja uderzy się w piersi i powie no trochę przesadzaliśmy, trochę zagalopowaliśmy się w oskarżeniach marszałka?

Ale, znaczy marszałek był oskarżony nie o to, że…

Był oskarżany o to, że nie wpuścił, przez opozycję, że nie wpuścił posłów .Nowoczesnej i Platformy do sali kolumnowej, że nie mogli zabierać głosu, z tego filmu jedno wynika bezspornie, posłowie opozycji mogli wchodzić.

Byli na sali. Ale akurat to, że byli na sali to nikt tego nie kwestionował, bo my puszczaliśmy też filmiki z tej sali.

Ale były głosy, zresztą nawet Sławomir Nitras mówi na stenogramie, pan nie wpuszcza posłów, są posłowie, którzy chcieliby wejść. Jeśli byli tacy, to mogli wejść, głównymi drzwiami.

Ale ja od samego początku mówiłem, około 21.30 dostałem esemesa, 21.45 na sali kolumnowej posiedzenie sejmu. Poszedłem 21.45 na posiedzenie sejmu i przez dobrych dziesięć, piętnaście minut straż marszałkowska mnie nie chciała wpuścić.

Tłumacząc to czym?

Powiedzieli, że nie mogą. Po czym pojawił się przy drzwiach Marek Suski, wyjrzał, zobaczył, co się dzieje i mówi chyba mogą wejść. I wtedy zaczęli nas wpuszczać. Przyzna pan, że to jest dosyć dziwna sytuacja.  

Jak na posiedzenie sejmu to oczywiście standardy są dosyć niezwykłe.

I wtedy faktycznie weszliśmy na salę. Pierwsze pytanie padło już od posłów opozycji wniosek formalny o sprawdzenie quorum i tu już jakby nikt nie był dopuszczany, więc to, że zostały złamane procedury jest jasne i to, że można ten budżet kwestionować jest jasne. Jakby to z punktu widzenia bezpieczeństwa finansowego państwa, to ile będą kosztowały obligacje, czy ktoś w ogóle będzie chciał kupować polskie obligacje w sytuacji, kiedy nie wiadomo czy budżet jest przyjęty zgodnie z prawem, czy niezgodnie z prawem, jak z funduszami unijnymi, jest szereg wątpliwości i naprawdę, znaczy PiS wie, że wygra to głosowanie nad budżetem.

Rozumiem, że to nagranie pańskich wątpliwości nie rozproszyło?

Nie rozproszyło moich wątpliwości.

Ale jak pan policzy starannie stop klatki, poszerzy obraz, to być może wtedy się pan doliczy tych 230 posłów.

Natomiast w trosce, o odpowiedzialność za państwo, my powinniśmy szukać porozumienia i ja doceniam ten krok w dobrym kierunku, że to nagranie zostało upublicznione, ale myślę, że to jest taki moment, taki moment kryzysu państwa, że naprawdę i liderzy PiS i liderzy opozycji powinni zamknąć się w jednym pomieszczeniu i naprawdę dążyć do kompromisu, bo to jest dla nas potrzebne.

Mówi pan o szukaniu porozumienia, wy negocjujecie z PiS, pod stołem, pod stołem to jest nieeleganckie, ale gdzieś zakulisowo prowadzicie jakieś negocjacje z PiS?

Myślę, że wszyscy, którzy uczestniczą w tym sporze, w tym konflikcie powinni prowadzić rozmowę nad wyjściem z tego sporu. Jest propozycja prezesa PSL, który ją przedstawił jakiś czas temu, była propozycja Ryszarda Petru z senatem, która była rzucona pierwszy raz dwa tygodnie temu.

Ale może pan powiedzieć otwarcie, czy są negocjacje na linii .Nowoczesna - PiS?

Są rozmowy z poszczególnymi politykami.

I z kim rozmawiacie?

Ja nie rozmawiałem…

Kto rozmawia? Ryszard Petru?

Ryszard Petru rozmawia.

Z kim rozmawia?

Trzeba zapytać Ryszarda Petru.

Ale z Jarosławem Kaczyńskim, czy z politykami trochę mniej upełnomocnionymi.

Myślę, że jak już to z politykami z całą pewnością upełnomocnionymi. Natomiast od początku apelowaliśmy o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. I czekamy na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Bo dostrzega pan też rywalizację na radykalizm wewnątrz opozycji?

Widzę taki przekaz powiedzmy, natomiast…

To nie trzeba widzieć przekazu, wystarczy posłuchać Grzegorza Schetyny, który wczoraj po tym, jak Ryszard Petru oświadczył, że jest możliwość kompromisu powiedział: no, Petru wrócił z innej strefy klimatycznej, powinien ważyć słowa.

To są takiego rodzaju złośliwości, powiedzmy kto się lubi ten się czubi, tak bym to nazwał, bo w sprawach fundamentalnych, takich, jak Trybunał Konstytucyjny, czy kryzys parlamentarny, czy przestrzeganie praw człowieka, czy zasad demokracji my z Platformą na pewno jesteśmy w stanie znaleźć porozumienie i my współpracujemy. To z posłami Platformy naprawdę dobrze się współpracuje i jesteśmy w stanie się dogadać.

Ale ta inna strefa klimatyczna zabolała?

Ja nie chcę komentować złośliwości Grzegorza Schetyny.

Celna złośliwość.

W tej sprawie zostało już wszystko powiedziane.

A partia, czy w partii rozeźlenie na Ryszarda Petru za tą sylwestrową wyprawę do innej strefy nieco zmalało?

Ja w święta byłem, nie było mnie w sejmie na dyżurze, Ryszard był w sejmie na dyżurze, Ryszard Petru nie wiedział, gdzie ja byłem w czasie świąt. Wiedzieliśmy o tym, że my jesteśmy, ja jestem na dyżurze w sylwestra, nie pytałem, co Ryszard robi w sylwestra, nie było go na dyżurze, sprawa jasna. Wszystko zostało powiedziane.

Ale jak pan widzi obraz tych nieszczęśników, którzy przed sejmem marzną, demonstrując poparcie również dla was i porówna go z obrazem tego, gdzie był Ryszard Petru w sylwestrową noc, to nie ma pan poczucia niestosowności?

Ja byłem na sylwestra w sejmie, wychodziłem wielokrotnie do protestujących. Byłem tam o 12. składaliśmy sobie życzenia, myślę, że moja obecność tam i ośmiu chyba posłów .Nowoczesnej była wystarczająca.

Pan Ryszardowi Petru wybaczył, jak rozumiem?

Nie ma w ogóle powodów, wiedziałem, że go nie będzie w sejmie wtedy.

Adam Szłapka, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

„Niepotrzebnie się w to mieszaliśmy. Zabrakło nam pełnej wiedzy”

 

„Niepotrzebnie się w to mieszaliśmy. Nie było w tym złej woli” – mówi w internetowej części programu „Gość Radia ZET” Adam Szłapka. Poseł Nowoczesnej był pytany o wyjaśnienia partii ws. wyjazdu jej lidera. Szłapka dodaje, że wyjazd był prywatny, a wcześniejsze wypowiedzi, że jednak „w sprawach partyjnych” świadczą o tym, że „zabrakło pełnej wiedzy”.

Kuchciński w czasie oświadczenia wyglądał na człowieka, któremu został złamany kręgosłup. Nie zapanował na salą plenarną, poniosły go emocje. Gdyby przyznał się do błędu i zrobił krok wstecz, to bylibyśmy w stanie pracować – uważa Gość Radia ZET. Zdaniem polityka Nowoczesnej, marszałek Sejmu „poszedł na ostro i musiał w to brnąć”. Ich nieprzejednane stanowisko, że nic się nie stało sprawiło, że u nas stanowisko też się usztywniło – komentuje.

Radio ZET/MA

Więcej: