Andrzej Dera: Nie róbmy larum z odejść generałów. W armii jest za dużo stanowisk generalskich

„Zmiany stanowisk w armii to rzecz naturalna. Dla prezydenta ważne jest to, że ci, którzy wchodzą na ich miejsce są kompetentni. Nie ma obniżenia jakości dowodzenia, a to jest dla prezydenta najważniejsze” – mówi o odejściach generalskich – m.in. gen. Jerzego Guta - Gość Radia ZET, prezydencki minister Andrzej Dera. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o to, czy przyczyną odejść nie jest przypadkiem szef MON, odpowiada, że Gut zrobił to z przyczyn osobistych, więc niepotrzebnie dziennikarze snują „insynuacje i domysły”. Dera dodaje, że prezydent został poinformowany o odejściu generała, ale nie miał na to wpływu. „Stanowisk generalskich w polskiej armii jest za dużo, więc nie róbmy z odejść wielkiego larum” – komentuje Dera.

Konrad Piasecki: Prezydencki minister Andrzej Dera, gościem Radia ZET, dzień dobry, witam.

Andrzej Dera: Dzień dobry, witam serdecznie.

Ilu jeszcze generałów musi odejść z armii panie ministrze żeby prezydent uznał, że dzieje się w tej armii coś złego?

Panie redaktorze, źle postawione pytanie.

Proszę, proszę dobrze postawić to pytanie.

Odchodzenia, zmiany stanowisk to jest rzecz naturalna. Najważniejsze dla pana prezydenta jest to, że ci, którzy wchodzą w miejsce tych, którzy odchodzą są kompetentni, wyszkoleni i żadnej, obniżenia jakości w dowodzeniu nie będzie.

Jest pan absolutnie przekonany, że będą równie kompetentni, równie doświadczeni, równie dobrze, jak ci, którzy odchodzą?

Jestem absolutnie przekonany, gdyż uczestniczyłem w tych nominacjach generalskich. Znam dokonania tych generałów, którzy obejmują ważne stanowiska dzisiaj w armii i mogę powiedzieć jedno znakomicie wyszkoleni, znakomicie wyszkoleni generałowie, którzy mają wieloletnie doświadczenie i tutaj nie ma żadnego obniżenia jakości dowodzenia. A to jest z punktu widzenia prezydenta najważniejsza rzecz.

Wie pan, że patrząc z boku to wygląda tak, jak byśmy tych generałów tracili szybciej niż w czasie najpoważniejszej wojny, najpoważniejszego konfliktu zbrojnego. Nie ma tygodnia żeby jakiś ważny generał nie odchodził z armii. Wczoraj szef wojsk specjalnych.

Słyszałem o tym, że wczoraj złożył dymisję z przyczyn osobistych. Takie rzeczy panie redaktorze się…

Wie pan, jakie są z reguły te przyczyny osobiste? Nie może się dogadać z ministrem.

No tak i teraz dziennikarze i opozycja mówią, no tak, przyczyny osobiste, więc już insynuacje, już domysły jakieś co, dlaczego i po co.

Całkiem naturalne, skoro jest to kolejny generał.

Ale generał wyraźnie powiedział, że z przyczyn osobistych i nie komentuje tego. Więc ja bym proponował jednak nie używać właśnie takich skojarzeń, że, jak powiedział z przyczyn osobistych, to na pewno przyczyny są inne, bo takie jest tło tego, od wczoraj tej narracji.

To jest dziesiąty, czy piętnasty generał, który odchodzi i wszyscy wiedzą, że te przyczyny osobiste to jest trudność w dogadaniu się z Antonim Macierewiczem, albo wręcz to, że Antoni Macierewicz wypycha tych generałów z armii. W tym przypadku też wiemy, że pomijał tego generała, nie rozmawiał z nim, nie konsultował z nim ważnych decyzji.

Też doskonale wiemy, że stanowisk generalskich w polskiej armii patrząc na liczebność jest za dużo, więc nie róbmy z tego wielkiego larum. Jeszcze raz powtórzę z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, z punktu widzenia pana prezydenta, jako zwierzchnika sił zbrojnych, najistotniejsze jest to, że nie jest obniżana jakość dowodzenia. I to jest istota i to jest klucz w tym wszystkim.

A słyszy pan innych generałów, na przykład gen. Polkę? On uważa zupełnie co innego, a to jest jednak generał, bym powiedział politycznie bardziej z pańskiej bajki niż z bajki opozycji.

Oj, ojej, ja nie słyszałem o generałach z politycznych bajek, ja oceniam generałów albo są kompetentni, wyszkoleni, umieją dowodzić, albo mają tutaj jakieś braki.

Chodzi mi o jego polityczne odcień, gen. Polko wspierał Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, wobec czego ciężko mu zarzucić, że mówi to z powodów politycznych.

Ale ja nie słyszałem o tym żeby kwestionował gen. Polko, czy inni generałowie, że ci, którzy obejmują dzisiaj te stanowiska są w jakiś sposób gorsi, nieprzygotowani, mają jakieś braki. Więc tutaj naprawdę bym proponował więcej spokoju i dystansu.

Kończąc ten wątek rozumiem, że prezydent nie zamierza uderzyć pięścią w stół i powiedzieć: panie ministrze, basta, tak dalej być nie może, niech pan zatrzymuje generałów, a nie ich wyrzuca.

Panie redaktorze kwestia nominacji jest uzgadniania z panem prezydentem, bo pan prezydent decyduje o tym, który z generałów będzie, jeżeli ktoś odchodzi i przecież nie można tutaj robić…

A wiedział o tym odejściu i wiedział o powołaniu następnego generała?

Panie redaktorze dowiedział się w momencie, kiedy generał złożył rezygnację, poinformowany został, że składa rezygnację, ale przecież jeszcze raz powtarzam, jeżeli jest to, rezygnacja jest z przyczyn osobistych to ani prezydent, ani minister, ani nikt jakby nie ma na to wpływu. To jest decyzja osobista pana generała.

Czy wielka brukselska batalia była autoryzowana i wspierana przez konstytucyjnego reprezentanta państwa w stosunkach zewnętrznych, bo tak się opisuje prezydenta.

Panie redaktorze są dziedziny, które są uzgadniane. Są dziedziny, w których pan prezydent występuje i są dziedziny, w których rząd ma, jest to współdziałanie prezydenta…

Na ile ta była uzgadniana?

I rządu. Pan prezydent, pan prezydent…

Na ile to, że rząd chce żeby Saryusz-Wolski został…

Pan prezydent został poinformowany, że rząd chce skorzystać z prawa przedstawienia swojego kandydata.

Wiedział, że będzie to Saryusz-Wolski?

Tak. Dowiedział się w momencie, kiedy został o tym poinformowany. No, panie redaktorze…

A nie dowiedział się z gazet?

No nie dowiedział się z gazet, no, panie redaktorze!

Wiedział wcześniej.

Oczywiście, że wiedział wcześniej. Proszę nie żartować.

I popierał.

Pan prezydent uznaje…

I wspierał, dzwonił.

Nie, pan prezydent uznaje, że każdy rząd w UE ma prawo przedstawienia swojego kandydata. Jest to coś naturalnego i normalnego. I tak powinno wyglądać to w Unii Europejskiej. A to, że tu się nie stało, że tutaj uznano, że inne państwa mogą decydować o kandydacie z danego państwa, to jest złamanie tych elementarnych zasad, o których tutaj mówimy.

No nie inne państwa, tylko rządy w tym przypadku.

No rządy reprezentują państwa, panie redaktorze, no nie ma inaczej.

Chociaż naród jest innego zdania, jak pokazują sondaże.

O, no to zróbmy we wszystkim referendum.

Czemu nie?

Platforma Obywatelska z natury wszystkie próby referendalne odrzucała, gdyż doskonale, lepiej wiedziała niż to, co naród i efekt był taki, że nie została wybrana, więc nie jest to dobra droga.

Ale pan, panie ministrze, ten rząd też nie tęskni za referendami, co jest pomysł referendum to mówi nie, nie, po co referendum wynik wyborów jest ważny, a nie referenda.

Nie słyszałem na razie żeby w sejmie jakiś wniosek o referendum odpadł.

Naprawdę? To na przykład referendum edukacyjne, była tu minister edukacji narodowej powiedziała nie, nie jest potrzebne referendum w sprawie edukacji.

Ale ja nie słyszałem żeby zebrali podpisy, żeby było rozpatrywane.

No to zobaczymy, jak będzie.

No zobaczymy.

Jak już trafią te podpisy do sejmu.

Zobaczymy.

Jestem w stanie się założyć, że referendum przepadnie, pan nie?

Ja myślę, że przepadnie w tym wypadku.

No właśnie, więc właśnie. A jeśli chodzi o Donalda Tuska i Saryusza-Wolskiego też uważacie, że Tusk był kandydatem niemieckim, pan też ma takie poczucie, jeżeli 1 do 27 się …

Panie redaktorze ja już nie będę wchodził w narrację tutaj medialną czyim był kandydatem.

Narracje polityczne…

Jedno możemy powiedzieć kandydatem rządu polskiego był pan Jacek Saryusz-Wolski. To możemy powiedzieć w stu procentach. Więc każdy niech sobie zada pytanie czyim kandydatem był Donald Tusk.

A dlaczego w tych dniach, tych decydujących dniach prezydent był taki milczący.

Ale nie rozumiem.

W tych decydujących, w tych dniach batalii o to czy Saryusz, czy Tusk, prezydent właściwie się nie wypowiadał na ten temat, nie wspierał rządu.

Ponieważ tak, jak powiedziałem wcześniej była to inicjatywa rządu, do której rząd miał prawo i rząd rozgrywał tą sprawę w UE. Nie potrzeba dwóch głosów w tym wypadku.

A nie sądzi pan, panie ministrze, jako zaprzysięgły zwolennik prezydenta, że nie jest to dobre dla jego wizerunku żeby w takich gorących, politycznych dniach prezydent jeździł na narty?

Panie redaktorze, pan prezydent jeździ na nartach, jest to jego pasja i każdy ma prawo, każdy obywatel…

Czy nie zanadto hołduje tej pasji?

Nie, nie zanadto. Panie redaktorze w całym sezonie siedem razy pan prezydent był na nartach.

Czytam: okolice Sylwestra prezydent w nocy jeździ na Istebnej, 21 stycznia spędza czas na Małe Ciche, 22 stycznia Zakopane, 16 lutego Rabka, 3 marca Kasprowy, kłótnia, czy jadą kiełbaski, czy pomidory, 4 marca w Jurgowie, dużo tego.

Panie redaktorze w każdym przypadku mogę powiedzieć, no, panie redaktorze, jak mamy przerwę świąteczną, gdzie wszyscy wyjeżdżają, gdzie ja sam byłem, sam jeżdżę na nartach, wielu moich przyjaciół jeździ na nartach, nie wzbudza to niczyjej sensacji, bo czymś normalnym i naturalnym jest, że w okresie zimowym ludzie jeżdżą na nartach.

Chociaż to akurat był czas puczu, jak mówił prezes Kaczyński.

Jakiego puczu?

No puczu sejmowego.

16, z tego, co ja wiem to było 16 grudnia.

Tak, ale po przerwie świątecznej, w czasie której trwał ten pucz właśnie…

I wielu, wielu, jedni z tych okupantów byli na Maderze w tym czasie, bo lubili spacery w Maderze.

W Lizbonie, nie, w Lizbonie.

Tak?

Tak.

Wylądowali w Lizbonie po drodze, jadąc…

Nie, nie po drodze, w ogóle nie byli na Maderze.

No dobrze, w mediach zostało, że byli na Maderze, więc wybierali

Próbuję odkłamać ten nieszczęsny przekaz.

Może się panu uda, do mnie jeszcze nie dotarło, że byli w Lizbonie, że byli na Maderze, inni wyjeżdżali za granicę i nie byli na nartach. To jest naturalna rzecz, że w okresie wypoczynku, ferii, ludzie wypoczywają i również pan prezydent ma prawo jeździć na nartach. Jest to jego pasja. Świetnie zjeżdża, byłem z panem prezydentem w Zakopanem, gdzie uczestniczył w jednym z tych przypadków, o których pan mówi, w charytatywnej imprezie, gdzie najlepsi polscy narciarze zjeżdżali po to żeby zyskać środki na rzecz osób niepełnosprawnych. Piękna inicjatywa, a to jest wypominane, że prezydent był w tym czasie na nartach.

Jestem ostatnim, który by zniechęcał do kultury fizycznej, tylko powstaje takie przekonanie, że prezydent woli szusować niż rządzić.

Nie.

Znaczy, że są sprawy, w których mógłby coś zrobić…

Pan prezydent ma prawo do wypoczynku. Nie, nie, panie redaktorze…

Są sprawy, w których mógłby coś zrobić, natomiast woli w tym czasie pojeździć sobie na nartach.

Nie, to nie jest kwestia wyboru, że woli w tym czasie zamiast tego, co robi. Pan prezydent bardzo intensywnie pracuje, niech mi pan wierzy, bardzo intensywnie. I ma prawo tak, jak każdy obywatel tego kraju do aktywnego wypoczynku. Tego, czego brakuje panu prezydentowi, to właśnie ruchu, tego żeby się odprężyć, żeby fizycznie troszeczkę się zmęczyć, bo tak to wygląda. I dlatego nie odbierajmy prawa, ja nikomu nie będę odbierał prawa do aktywnego wypoczynku. Też mi nie przeszkadzało osobiście, że pan premier Donald Tusk, jak był premierem grał w piłkę.

Śmiania się z haratania w gałę w PiS co niemiara.

Ale dobra, teraz też się śmieją inni z kolei, że prezydent jeździ na nartach. Uważam, że aktywny wysiłek fizyczny jest dla polityków bardzo ważny, bo mają taki tryb życia, że bez tego ruchu fizycznego naprawdę jest trudno wytrzymać.

Panie ministrze, czy z punktu widzenia pałacu prezydenckiego, sprawa pomocy dla frankowiczów jest zamknięta?

Nie, nie jest zamknięta.

Prezes PiS mówi „frankowicze bierzcie sprawy we własne ręce, walczcie w sądach, nie możemy zatykać systemem bankowym i wprowadzić ustawy”.

Nie jest z punktu widzenia pana prezydenta zamknięta. Pan prezydent złożył projekt ustawy, który jest w tej chwili rozpatrywany. Dalej są toczone rozmowy, w zeszłym tygodniu pan prezydent spotkał się z prezesem NBP.

W tej sprawie właśnie?

Między innymi w tej sprawie.

I? Coś z tego spotkania wynikło?

I mają być, myślę, że w ciągu dwóch tygodni będzie wspólna konferencja szefa NBP i kancelarii prezydenta na temat co dalej w tej kwestii, bo są przemyślenia, są w tej chwili wytyczne.

Ale co z tych przemyśleń wynika teraz.

Panie redaktorze, są dane wytyczne do banków żeby jakby dobrowolnie poddały się…

Tak żeby się dogadywali z frankowiczami, tak.

Tak jest. W momencie, kiedy jakby banki, bo na banki trzeba też wywrzeć presję, to powiedzmy sobie dzisiaj wprost. I jeżeli banki będą się uchylały od tego, to będą dalsze czynności robione. Ta ustawa, która w tej chwili jest pierwszym krokiem, jeżeli banki nie zrealizują…

Ale będą dalsze czynności ustawowe, czy będą czynności presyjne?

Tak, będą, nie, w tej chwili czynności presyjne są wykonywane, przecież nie przez kancelarię prezydenta, tylko przez odpowiednie instytucje finansowe. Natomiast jeżeli one nie zaskutkują to ostatnią drogą, którą można to zrobić i tą presję wywrzeć, jest droga ustawowa. I w tym kierunku pójdą wtedy dalsze prace.

Czyli rozumiem odpowiadacie prezesowi PiS nie tylko własne ręce, nie tylko sądy, ale cały czas będziemy próbowali coś zrobić.

No tak, no bo przecież nie trzeba osób, które wzięły ten kredyt przekonywać do tego żeby do sądów sprawy kierowały, bo one kierują i z tego, co wiem sprawy wygrywają, tylko chcemy pomóc tym wszystkim, którzy, bo to jest znaczna masa tych osób żeby tutaj jednak dostali wsparcie nie tylko indywidualne, ale również ustawowe.

Czy prezydentowi potrzebny jest proporzec?

No, nie zaszkodzi żeby miał proporzec swój, jako prezydent. Jest to głowa państwa, wybierana przez naród i w historii znamy sytuacje, że najważniejsze osoby w państwie miały swoje proporcje. Jest to jedna z możliwości.

To o prezydenckim proporcu na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Dziękuję.

Andrzej Dera o prezydenckim proporcu: To będzie flaga wyraźnie wskazująca, że prezydent jest w danym miejscu

 

To będzie flaga, która będzie wyraźnie wskazywała, że w danym miejscu przebywa prezydent – mówi w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera. Chodzi o nowy symbol narodowy - prezydencki proporzec – o którym napisała dzisiejsza „Rzeczpospolita”. W historii naszego państwa takie rzeczy miały miejsce. To kwestia symboliki – dodaje Dera. Zaznacza, że jeśli będzie wola parlamentarzystów, żeby wrócić do tradycji, to nie widzi przeciwwskazań.

Prezydencki minister pytany o działającą wstecz dwukadencyjność samorządowców odpowiada, że „gdyby taki pomysł wyszedł z parlamentu, to na pewno będzie kwestionowany przez pana prezydenta”. Prawo nie działa wstecz – to jedna z podstawowych zasad i prezydent jest wierny tej zasadzie – komentuje Gość Radia ZET.

Andrzej Dera odpowiada również na pytania m.in. o służbę dyplomatyczną i strefę euro.

RADIO ZET/MA

Więcej: