Ryszard Czarnecki: Twarde stawianie się przynosi skutki. Bez nas ta UE sczeźnie

„Unia Europejska wrzuciła do kosza na śmieci kilka swoich zasad, ustaleń i to źle o niej świadczy. Wyrzucono na śmietnik zasadę, która miała 60 lat, że wybór na szefa struktur europejskich odbywa się przy zgodzie rządu kraju, z którego pochodzi kandydat” – mówi, o ponownym wyborze Donalda Tuska na szefa RE, Gość Radia ZET, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. Jego zdaniem została złamana niepisana zasada konsensusu. „Polska stawia weto. Nie chcemy podpisać konkluzji szczytu. Zmusi to do refleksji naszych partnerów,  a twarde stawianie się przynosi skutki” – uważa europoseł PiS. „Teraz nasi partnerzy mają ból głowy jak to legalnie przeprowadzić, żeby wybór był formalny. Polska tego nie podpisze i tyle” – zapowiada gość Konrada Piaseckiego.

Polityk uważa, że polski rząd „w spektakularny sposób” pokazał,  że nie ma polskiej zgody na kształt polityki migracyjnej, „której jednym z symboli jest Donald Tusk”. „Nie będziemy żyrować wymuszania wyboru człowieka, który nie był kandydatem kraju, z którego pochodzi. Szukamy jego politycznego sponsora” – mówi Gość Radia ZET.

Konrad Piasecki: Dzień dobry panie pośle, wiceprzewodniczący PE polityk PiS, Ryszard Czarnecki, halo, dzień dobry witam.

Ryszard Czarnecki: Halo…

Czy tak, jak cała polska delegacja pan w nastroju ponurym i żałobnym po bardzo smętnej, brukselskiej nocy?

Ja jestem realistą i uważam, że trzeba bardzo realnie oceniać rzeczywistość. Jestem smutny z powodu kondycji UE, która rzeczywiście łamie wszystkie swoje zasady i ustalenia, zarówno te sprzed trzech lat niespełna, gdy uroczyście po nieprzyjemnych kulisach wyboru na przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean Cloud Junckera premiera Luksemburga, gdy dwa kraje Wielka Brytania i Węgry zgłosiły weta, to się rzadko zdarza, wtedy sobie przyrzeczono w UE, że od tej pory już na pewno, na sto procent wybory szefa RE lub szefa KE będą przebiegały na zasadzie konsensusu, nie będzie takiego przegłosowywania się państw. No i te zasady właśnie wczoraj zostały wyrzucone do śmietnika.

Ale w sytuacji, kiedy jest 27 : 1 ciężko mówić o przegłosowaniu. Raczej można mówić o pewnej samoizolacji, o pewnym osamotnieniu i o pewnej szarży, która kończy się fatalnie dla kraju, który podejmuje ją.

A jednocześnie wyrzucono na śmietnik inną zasadę, która miała niespełna trzy lata, jak ta, o której wspomniałem, tylko miała lat 60., a więc tyle, ile istnieją wspólnoty europejskie, Europejska Wspólnota Węgla i Stali, EWG, a potem wnuczka wspólnoty węgla i stali, czyli Unia Europejska, mianowicie zasada, że wybór na szefa struktur europejskich odbywa się na zasadzie wsparcia, zgody rządu kraju, którego obywatel jest wybierany.

Ale panie przewodniczący, gdzie taka zasada jest zapisana, w którym traktacie, w której umowie, w którym dokumencie unijnym jest zasada taka, że rząd kraju, kandydata na jakieś stanowisko musi go popierać.

Podkreślam, że…

Jest to zasada niepisana, tak?

Jest to zasada niepisana, zawsze przestrzegana, respektowana i do tej pory święta.

Równie dobrze możemy powiedzieć, że niepisaną zasadą jest, że jeśli jest kandydat na ważne, unijne stanowisko to rząd kraju, z którego on pochodzi go popiera, którą to zasadę rząd wczoraj złamał.

Każdy ma swoje…

Bo ta zasada może funkcjonować i działać w obie strony.

Jeżeli pan pozwoli, bo oczywiście chętnie monologu pańskiego posłucham, zawsze interesująco pan mówi, natomiast każdy ma swoje doświadczenia. Ja pamiętam doskonale, jako europarlamentarzysta z dość długim stażem, jak ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej, Portugalczyk, były premier Portugalii Barroso, już będąc szefem KE, ważne, już mając za sobą jedną kadencję walczył o to żeby rząd z innej opcji, rząd lewicowy, portugalski, rząd jego kraju poparł go na drugą kadencję.

I go poparł.

Barroso się starał i to uzyskał. Donald Tusk w ogóle o to się nie starał, przeciwnie Donald Tusk łamiąc również kolejną świętą zasadę neutralności wspierał opozycję i w to sposób bardzo spektakularny.  Unia wyrzuciła, kończąc, Unia wyrzuciła do kosza na śmieci kilka swoich zasad i to źle świadczy o Unii. I zobaczy pan, przypomni sobie pan naszą rozmowę za dwa lata równo, wiosna 2017 r., będą wybory do Parlamentu Europejskiego, zobaczy pan ilu będzie eurosceptyków, euronegatywistów w ławach europarlamentu, ponieważ ludzie w Europie obserwują, co instytucje inne wyrabiają i ilość polityków, którzy mają tego dosyć w krajach europejskich wzrasta.

Panie przewodniczący pańskie monologi są też bardzo ciekawe, ale jednak dialog jest lepszy od monologu, wobec czego pozwolę sobie zapytać, czy nie pojawiło się w polskiej delegacji jakieś poczucie, wrażenie, impresja choćby delikatna i subtelna, że wszystko to, co przez ostatnie 72 godziny robiła polska dyplomacja było po prostu nieudolnie, fatalnie, marnie i amatorsko rozegrane?

Uważam, że dobrze się stało, iż Polska zgłosiła własnego kandydata. Pokazaliśmy w ten sposób, że mamy alternatywę, no w sensie merytorycznym lepszą, bo Saryusz-Wolski jest dużo lepiej przygotowany, kilkadziesiąt lat już pracuje w obszarze integracji europejskiej,  niż stary - nowy szef RE, ale też myśmy nie chcieli żyrować, nie chcieliśmy dawać naszego przyzwolenia na ten kształt polityki imigracyjnej, europejskiej, której jednym z symboli jest Donald Tusk.

Tylko można to było zrobić na tysiąc innych sposobów, a nie taką szarżą, która zakończyła się w samotności, bez wsparcia, bez sojuszników i nawet Victor Orban, który obiecywał, że z Polakami będzie konie kradł nie był w stanie poprzeć nas w tym głosowaniu. On nie był w stanie się nawet wstrzymać w tym głosowaniu, tylko zagłosował przeciwko stanowisku Polski.

Nic nie wiem o polsko-węgierskiej kradzieży koni, wspólnie, jestem nawet temu przeciwny. A już tak całkiem, śmiertelnie poważnie, bo temat jest śmiertelnie poważny to w sposób bardzo spektakularny, tak, przyznaję, pokazaliśmy, że nie ma polskiej zgody na ten kształt polityki migracyjnej, unijnej, której twarzą m.in. jest Donald Tusk, na te przymusowe kwoty uchodźców, co popierał Donald Tusk we wrześniu 2015 r., czy karanie krajów członkowskich, bądź grzywnami finansowymi i to bardzo wysokimi, ponad milion złotych od każdego nieprzyjętego imigranta, bądź też, co uwaga, wczoraj, dokładnie wczoraj, kilkaset metrów od miejsca, gdzie był szczyt RE, odbywało się posiedzenie jednej z komisji Parlamentu Europejskiego, komisji ważnej, komisji wolności swobód obywatelskich, gdzie mówiono o tym żeby ba, została przygotowana rezolucja, żeby karać kraje członkowskie UE, które nie chcą przyjąć imigrantów, a więc także Polskę, bo my nie chcemy przyjąć imigrantów spoza Europy, głównie muzułmańskich, czym karać, odbieraniem funduszy unijnych, które wcześniej zostały przyrzeczone i zapisane. Więc my takiego kształtu polityki imigracyjnej nie chcemy, a rzecznikiem takiej polityki jest Donald Tusk.

Panie przewodniczący, czy z pana rozmów z kolegami ministrami, z pana rozmów z panią premier wynika, że polski rząd nie uznaje wyboru Donalda Tuska za ważny, za dokonany i za istniejący?

Ja tylko przypomnę pod względem formalno-prawnym, skoro pan już o tych formalno-prawnych aspektach mówił, że w konkluzjach szczytu RE i roku 2012, gdy wybierano Hermana von Rompuy’a, byłego premiera Belgii, i z roku 2014, gdy wybierano po raz pierwszy Donalda Tuska, ten wybór został zapisany właśnie w sensie formalno-prawnym. A zapisany w konkluzjach szczytu RE.

I dzisiaj też zapewne zostanie zapisany, czy też nie zostanie zapisany przy sprzeciwie, z powodu sprzeciwu Polski?

Tak. No więc jeżeli będzie sprzeciw naszego kraju, to wówczas no, nie ma mowy żeby uznać, że są to konkluzje szczytu RE, ponieważ Polska tutaj stawia weto. Takiej sytuacji jeszcze nie było. Ale też może…

Ale co to będzie oznaczać! De facto, co to będzie oznaczać?

To zmusi do refleksji naszych partnerów.

Ale poza zmuszeniem do refleksji, czy to oznacza, że polski rząd będzie bojkotował posiedzenia Rady Europejskiej?

A to jest bardzo ważne, że nie można… Nie, na pewno nie będzie bojkotował.

No dlaczego nie?

Jesteśmy częścią UE, natomiast w tym konkretnym przypadku, jesteśmy ważną częścią UE, jesteśmy największym krajem nowej Unii, krajów, które przyszły do Unii po 2004 r., jesteśmy szóstym, a po brexicie piątym co do wielkości krajem UE. Bez nas ta Unia całkiem sczeźnie na marne. Natomiast chciałem podkreślić, że akurat w tym takim konkretnym przypadku my, ja się z tym w pełni utożsamiam, zgadzam się z tym i popieram to, my nie chcemy podpisać konkluzji tego szczytu, ponieważ przebieg tego szczytu pokazał, że UE łamie przyjęte wcześniej przez siebie zasady.

Panie przewodniczący, tylko co to oznacza? Co oznacza ten brak polskiego podpisu? Czy on oznacza, że Polska Donalda Tuska za przewodniczącego RE nie uznaje?

Oznacza to, że my nie będziemy żyrować takiego wymuszania na siłę wyboru człowieka, który nie był kandydatem kraju, z którego pochodzi, nie był kandydatem polskiego rządu, tylko był kandydatem, no właśnie szukamy teraz jego politycznego sponsora.

Panie przewodniczący pan wybaczy, ale żyrowanie to jest termin zaczerpnięty raczej z bankowości, natomiast nie z polityki europejskiej. Co to de facto znaczy, że Polska nie uznaje konkluzji szczytu, czy nie podpisuje konkluzji szczytu, nieuznawania Donalda Tuska za szefa Rady Europejskiej z polskiej perspektywy?

To oznacza, że teraz nasi partnerzy UE mają ból głowy, jak to sformułować, jak to legalnie przeprowadzić, że był to formalny wybór. Do tej pory zawsze było to w konkluzjach szczytu RE, teraz tego nie ma, nie będzie, ponieważ Polska tego nie podpisze.

Czy pańskim zdaniem za to wszystko, co wydarzyło się, ktoś powinien dostać medale, czy raczej odpokutować i zostać ukarany? Czy polska dyplomacja stanęła na wysokości zadania, pańskim zdaniem?

Ja myślę, że dyplomacja robiła to, co mogła i tutaj naprawdę bym…

To aż tak niewiele mogła.

…kamieniem w nikogo rzucać. Wie pan co, nie, niech pan nie będzie niesprawiedliwy, bo to jest tak, że szereg państw nie chciało takiej sytuacji, ale ponieważ są to państwa zwykle nowej Unii, państwa raczej biedne, gdy chodzi o PKB na głowę jednego mieszkańca, to uległy pewnemu nieformalnemu szantażowi. I dla świętego spokoju żeby się nie narażać, żeby nie podpadać tak zagłosowały, jak zagłosowały. Ja bym tych krajów nie potępiał. Natomiast jest niezdrowa zasada, że Unia podejmuje takie decyzje, bardzo ważne decyzje personalne właśnie w taki sposób, kolanem przypierając do ściany, tak się nie robi. To źle świadczy o przyszłości europejskiej, myślę, że Unia jest na pewnej równi pochyłej, jest w pewnym kryzysie. Nie ma co ukrywać, że z takiego kryzysu nie wychodzi się żeby na siłę przegłosowywać pewne rzeczy, tylko raczej wszystkie ręce na pokład. Tego nie zrobiono. Nie szukano kandydata pewnego kompromisu, konsensusu i to naprawdę źle świadczy o tych sternikach tejże Unii.

A ja obawiam się, że jeśli Polska będzie się tak zachowywać w UE, to raczej…

Jak?

Tak, jak zachowywała się wczoraj, czyli sama stając przeciwko 27 krajom, to raczej w ten sposób kryzysu w Unii się nie rozwiąże i…

Ale panie redaktorze, nie chcę panu proponować korepetycji z historii UE, czy EWG, ale Wielka Brytania bardzo ostro stawiając kwestie rabatu brytyjskiego zrobiła to, że pani Margaret Thatcher opluwana, wyszydzana, kopana przez elity, także dziennikarskie i polityczne zachodniej Europy, wywalczyła to, że parę miliardów funtów mniej idzie do kasy Brukseli z Londynu co roku.

To życzmy sobie żeby Polska miała kiedykolwiek tak silną pozycję, jak Wielka Brytania.

Ale takie twarde stawianie się przynosi skutki.

Ryszard Czarnecki, dziękuję bardzo.

Ja dziękuję.

RADIO ZET/MA

Więcej: