Teraz gramy

Mariusz Błaszczak o Misiewiczu: To burza medialna, którą trzeba było przeciąć.Prezes nie toleruje tygo typu spraw

13.04.2017 07:14

„Prezes PiS miał obowiązek zareagowania. Zrobiła się burza medialna i trzeba było to przeciąć. Sprawa nie ma poważnego charakteru, ale urosła” – mówi, o Bartłomieju Misiewiczu, Gość Radia ZET, szef MSWiA i wiceprezes PiS Mariusz Błaszczak. Podkreśla, że zawieszenie byłego rzecznika MON to nie jest wojna Jarosława Kaczyńskiego z Antonim Macierewiczem. „Chodzi o zasady, którymi premier Kaczyński kieruje się od zawsze – nie toleruje spraw, o których mogliśmy czytać w gazetach” – wyjaśnia wiceprezes partii. Jego zdaniem historia Misiewicza jest „niezwykła”, za sprawą „przemożnej siły mediów”, które zajmują się tą kwestią. „Jak się okazuje media nie były rzetelne, może nie wiedziały dokładnie co się wydarzyło w sprawie Bartłomieja Misiewicza. Dlatego jest komisja, która to wyjaśni” – uważa Błaszczak. Dodaje, że sprawa z byłym rzecznikiem MON to dowód na to, że PiS różni się od swoich poprzedników i nie bagatelizuje żadnej sprawy. Mariusz Błaszczak dopytywany przez Konrada Piaseckiego o liczne stanowiska zajmowane przez młodego Misiewicza, odpowiada: „A np. Siemoniak miał dwadzieścia kilka lat, jak został dyrektorem Jedynki - to kariera aparatczyka partyjnego”.

Mariusz Błaszczak Gościem Radia ZET

fot. Radio ZET

Konrad Piasecki: Minister spraw wewnętrznych, wiceprezes PiS, Mariusz Błaszczak, dzień dobry, witam

Mariusz Błaszczak: Dzień dobry.

Panie ministrze, czy to koniec okresu ochronnego dla krokodyli, a przynajmniej dla jednego krokodyla?

To jest wyjaśnienie sprawy. Prezes PiS miał prawo, nawet obowiązek mógłbym powiedzieć, że nawet obowiązek zareagowania w tej sytuacji, burzy medialnej, zareagował.

Długo czekał na tę reakcję. Bartłomiej Misiewicz robił kolejne rzeczy, Antoni Macierewicz go chronił przez miesiące i oto się nagle okazało, że co, prezes się zdenerwował? Uznał, że miarka się przebrała, rozeźlił się aż tak bardzo?

Burza medialna, trzeba było to przeciąć. To nie ma sensu żeby w mediach, patrzyliśmy tu na paski w telewizjach, wszędzie ta sprawa. Ta sprawa nie ma charakteru poważnego. Natomiast urosła do olbrzymich rozmiarów, należało ją przeciąć. Została przecięta.

Pytanie, panie ministrze, czy ta sprawa jest rozgrywką z Misiewiczem, czy jest rozgrywka z Macierewiczem? Czy to jest próba sił, czy to jest wojna z Antonim Macierewiczem, szefem MON?

Nie ma żadnej wojny. Powołana została komisja żeby sprawę wyjaśnić. My od naszych poprzedników różnimy się tym, że nie bagatelizujemy żadnej sprawy.

Ale wie pan, że Antoni Macierewicz nie przyjmie tego łatwo i nie przełknie tego łatwo.

Będzie, już dziś…

Zna pan Antoniego Macierewicza, jest wiceprezesem partii tak, jak pan.

Już dziś zacznie swoją pracę komisja. Komisja sprawę wyjaśni, przedstawi raport ze swoich działań. A chciałbym zwrócić uwagę na tą różnicę, podstawową różnicę, nasi poprzednicy przy aferach, a przecież było tych afer mnóstwo i hazardowa, i stoczniowa i Amber Gold i chociażby mój poprzednik Sienkiewicz, afera związana z taśmami, sam stanął na czele zespołu wyjaśniającego sprawę, w którą był uwikłany. I potem skończyło się na niczym.

Wie pan, ale jak Antoni Macierewicz miał wypadek to też żandarmeria wojskowa, która była sprawczynią tego wypadku też ten wypadek wyjaśniała. Także jeśli chodzi o powoływanie komisji, bym powiedział tradycja pozostała.

Ale zasadnicza różnica polega na tym, że minister Antoni Macierewicz nie jest dowódcą żandarmerii wojskowej, a minister Sienkiewicz bezpośrednio miał wyjaśnić sprawę, w którą był uwikłany.

Panie ministrze, ale to zapytam pana, jak polityka, doświadczonego polityka: w tej sprawie raczej chodzi o to żeby Antoniego Macierewicza przygiąć niż złamać i raczej żeby go nadgryźć nie wygryźć?

W tej sprawie chodzi o zasady. Mówiliśmy o tych zasadach. To są zasady, którymi kieruje się premier Jarosław Kaczyński od zawsze, od kiedy jest w polityce. Nie toleruje spraw, o których mogliśmy przeczytać w gazetach.

Ale tolerowaliście Misiewicza przez miesiące.

Nie…

Co się nagle takiego stało, że go przestaliście tolerować?

Nie toleruje premier Kaczyński tego rodzaju spraw, chociaż rzeczywiście, jak się okazuje media nie były rzetelne, może nie wiedziały dokładnie co się w tej sprawie wydarzyło. W związku z tym komisja, która sprawę wyjaśni.

Cierpliwość prezesa dla Antoniego Macierewicza ocenia pan dzisiaj, jako jeszcze niewyczerpaną?

Co innego to jest…

Nie, ale ja pytam o Antoniego Macierewicza i cierpliwość dla niego i dla jego ekstrawagancji.

Czymś innym jest ocena działalności ministrów.

Tak, czymś innym…

A czymś innym jest wyjaśnienie sprawy, która ma charakter medialny.

Pytam Mariusza Błaszczaka, jako człowieka bliskiego uchu prezesa, czy cierpliwość dla Antoniego Macierewicza prezesa jest jeszcze duża, potężna, czy na wyczerpaniu?

Krokodyl, Ucho, tak, czyli obracamy się w tej postpolityce. Ja już powiedziałem. To jest tak, że sprawa musi być wyjaśniona. My różnimy się od naszych poprzedników w tym, że wyjaśniamy.

Będzie mnie pan przekonywał, że to jest tylko sprawa Misiewicza a nie Macierewicza?

Ja uważam, że chodzi o zasady. I chodzi o wyjaśnienie sprawy. To jest ta różnica.

A czytał pan twitterowe wpisy współpracownika, domniemanego współpracownika Antoniego Macierewicza, ukrywającego się pod kryptonimem Ścios, Aleksander Ścios?

A, nie czytałem. A to jest tak, to tak jest, że ktoś się ukrywa pod tym pseudonimem.

Tak, to jest taki bloger, pisze też na Twitterze, podobno jest to człowiek, który jest doradcą Antoniego Macierewicza, napisał wczoraj tak: „Jarosław Kaczyński, jego partyjne pismaki wiedzą, nie ma żadnej sprawy Misiewicza, jest esbecki gambit i łajdacka gra na dymisję Macierewicza”.

Aha, aha, no cóż, Twitter jest wypełniony różnymi wpisami i to jest bardzo cenne. Ja obserwuję to, co się dzieje na Twitterze.

Ale proszę się odnieść do tego wpisu, a nie opowiadać, co się dzieje ogólnie na Twitterze.

No to pewnie ileś tam wpisów byłoby przeciwnych. Są różne opinie. I to jest nasze bogactwo, bogactwo polskiej demokracji, która nie jest zagrożona, która kwitnie, dlatego że mamy swobodę wyrażania swoich opinii.

Czego, rozumiem Bartłomiej Misiewicz i jego kariera jest dowodem.

Czego dowodem jest to, że rozmawiamy o różnych sprawach, a na przykład nie rozmawiamy o świetnej kondycji polskiej gospodarki, ostatni kwartał 2016 r. Polska…

Trzeba było nie zatrudniać Misiewicza, trzeba było wcześniej reagować.

Ha, ha, ha, rozwijała się…

Trzeba było wcześniej przekonać Antoniego Macierewicza żeby go nie promował.

Rozwijała się najbardziej dynamicznie spośród dziesięciu gospodarek, największych gospodarek UE.

Zdziwiłby się pan, gdyby ta sprawa zakończyła ministerialną karierę Macierewicza?

Ja czekam na ustalenia.

Czy zdziwiłby się pan, czy nie, panie ministrze?

Ja czekam na ustalenia komisji, która została powołana, dziś rozpoczyna pracę.

Przyzna pan, że ta historia jest niezwykła. Przyzna pan, że to, że  Bartłomiejem Misiewiczem…

A jest niezwykła, rzeczywiście.

…zajmują się prezydent państwa, premier Rzeczpospolitej Polskiej, prezes PiS i wszyscy są wobec niego bezradni, to jest zdumiewające.

Ale to jest przemożna siła mediów

Nie.

Przemożna siła mediów.

To jest przemożna słabość prezydenta, premiera i prezesa.

Nie, nie, przemożna siła mediów. Wie pan ile lat miał Siemoniak, kiedy został dyrektorem telewizyjnej jedynki? Dwadzieścia kilka.

No, i?

Dwadzieścia kilka. No i pokazuje, że kariera takiego aparatczyka partyjnego, który został nawet wicepremierem w poprzednim rządzie i cóż. A prezydenci Rzeczypospolitej, Aleksander Kwaśniewski nie miał wyższego wykształcenia…

Ale co z tego? Wie pan ile lat miał Adam Mickiewicz, jak napisał „Odę do młodości”? 21!

Ale nie wiem, co…

A Słowacki, jak miał Kordiana, 23. No, można być genialnym, młodym człowiekiem.

Ja nie mówię o wybitnych.

Pytanie, czy Misiewicz jest takim geniuszem?

Ja nie mówię o wybitnych jednostkach, tylko mówię o przeciętnych, którzy taką karierę zrobili. Aleksander Kwaśniewski mimo tego, że mówił, że ma wyższe wykształcenie…

Został prezydentem.

Nie miał. Został prezydentem.

A miał ile lat?

No miał czterdzieści, tak, czterdzieści jeden lat.

41, a my dzisiaj ile mamy, panie ministrze?

Trochę więcej, tak, trochę więcej.

A Misiewicz 27 i jest najbardziej rozpoznawalny dzisiaj.

Ale pan jest redaktorem pracującym w opiniotwórczej stacji radiowej.

Pan jest ministrem spraw wewnętrznych.

Ja jestem ministrem spraw wewnętrznych, a więc nie ma powodów żebyśmy narzekali.

Jak się ta sprawa skończy?

Zobaczymy.

A pan wie?

Nie wiem, jakie będą ustalenia komisji, czekam na ustalenia komisji.

Czy jest tak, że osoba wyznająca islam, czy pochodząca z kraju muzułmańskiego ma dziś, a właściwie nie ma dziś szansy otrzymać prawa czasowego, czy stałego pobytu w Polsce?

Nie, to tak nie jest. Natomiast my dbamy o bezpieczeństwo. My mamy świadomość tego, że kryzys migracyjny jest faktem i, że kryzys migracyjny potęguje to zło, które dzieje się na zachodzie Europy. A więc sprzyja zamachom terrorystycznym, po prostu.

Ale wie pan doskonale też, że faktem jest to, że Europa jest atrakcyjnym miejscem do osiedlania się dla przybyszów z północnej Afryki, z Bliskiego Wschodu, z środkowego wschodu, pan tak powtarza, że Polska jest bezpieczna, że ja się zastanawiam skąd ma pan pewność, że ci ludzie nie będą przyjeżdżać do Polski i nie będą się tu osiedlać za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat nie staną się tutaj znaczącym odsetkiem ludności mieszkającej w Polsce.

Dlatego, że nasz rząd, polski rząd, rząd PiS, przyjął pewną politykę bezpieczeństwa.

To jest polityka nie wpuszczania muzułmanów do Polski?

To jest polityka nie godzenia się na przykład na takie pomysły, jak relokacja.

Ale to relokacja, relokacja jest już przeszłością, wszyscy to wiedzą. Ale pytanie jest takie, co pan zrobi, jak tutaj…

Ale panie redaktorze, to jest początek złego.

Jak tutaj zaczną, za rok będzie pięć, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści tysięcy ludzi, którzy po prostu będą chcieli tutaj żyć, pracować, uczyć się, studiować, co wtedy?

Po pierwsze to jest tak, że my się nie godzimy właśnie na te mechanizmy, które przyciągają falę emigracji. I to jest zasadnicza różnica.

Ale będzie pan tym ludziom odmawiał prawa stałego pobytu w Polsce?

Zawsze, Polska jest krajem, który stwarza warunki rozwoju dla swoich obywateli.

Ale obywatele innych krajów też się mogą chcieć w niej osiedlać. I chcą, często.

Ale pytanie jest takie, czy my

Widzimy Czeczenów, którzy koczują na granicach Polski.

Czy my się godzimy na to żeby sobie stwarzać problemy, jakie stworzył sobie zachód Europy? Nie, nie godzimy się na to. Nie godzimy.

Czyli nie będziemy takim ludziom przyznawać prawa stałego pobytu w Polsce?

Nie godzimy się na to żeby w Polsce, w miastach polskich powstawały getta, gdzie panuje szariat, a nie polskie prawo.

Ale jak pan to zrobi, żeby nie powstawały? Poza tą relokacją, która jest śpiewem przyszłości.

Można to zrobić, można to zrobić. Lepiej to robić niż o tym opowiadać. Naprawdę, lepiej to robić niż o tym opowiadać.

Rozumiem, że gdyby chcieli przyjechać jednak do Polski umieści ich pan, jak pisze „Gazeta” w obozach kontenerowych, za drutem kolczastym, co to za pomysł jest?

To jest pomysł w sytuacji awaryjnej, który sprawdza się na Węgrzech. Takie obozy kontenerowe są na przykład w Niemczech. Ostatnio pani Merkel stwierdziła, pani kanclerz Niemiec stwierdziła, że w miastach już za dużo jest uchodźców, w związku z tym przekonywała żeby zechcieli uprzejmie przenieść się na wieś. Odpowiedzią było to, że płonęły te obozy kontenerowe. Trzy dni temu pod Dunkierką w takim obozie doszło do zamieszek między jedną grupą uchodźców, a drugą grupą uchodźców.

Rozumiem, że takie obozy będą też w Polsce? Jest pan gotowy je stawiać.

Jeżeli będzie sytuacja awaryjna, musimy być przygotowani na wszystkie scenariusze. Była próba wywołania kryzysu w ubiegłym roku na granicy polsko-białoruskiej. Straż graniczna opanowała tą sytuację kryzysową. Ale trzeba się liczyć z również złymi scenariuszami. Trzeba być przygotowanym na to żeby nie dopuścić do kryzysu.

Czy pan, jako historyk, panie ministrze, pamięta by jakikolwiek polityk, a nawet narodowy bohater doczekał się w Polsce pomnika w kilka lat po śmierci?

Żyjemy w czasach, które przyspieszyły. Życie bardzo przyspieszyło w XXI wieku, bardzo.

Tak, ale czy nie uważa pan, czy mając wrażliwość historyczną nie uważa pan, że dobrze by było żeby jednak minęło, nie wiem, kilkanaście, dwadzieścia lat od śmierci prezydenta żeby bez politycznych emocji, bez tych podejrzeń, bez tych krzyków i protestów, które będą zapewne temu towarzyszyły postawić mu w Warszawie pomnik?

XXI wiek, a już i koniec dwudziestego wieku to czasy, kiedy informacje błyskawicznie przenoszą się. Kiedy ludzie, no żyją w tempie gigantycznym w porównaniu do tego, jak żyli ludzie dwieście lat temu i sto lat temu.

Ale to jest argument żeby postawić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu pomnik kilka lat po śmierci?

Nie, to jest, to jest stwierdzenie mówiące o tym, że żyjemy w zupełnie innych czasach.

Co czasy mają do tego?

No mają, bo pan mnie zapytał czy ja, jako historyk, właśnie pokazuję, że są zupełnie inne czasy. A pomnik to jest oddanie hołdu temu, który zginął na służbie. Osobowości, postaci, która zasłużyła się Polsce.

Ale co by się stało, gdyby poczekać jeszcze parę lat z tym, żeby to nie było wpisane w polityczny konflikt w Polsce?

Ale taki konflikt istnieje, przecież pani Gronkiewicz-Waltz, proszę zwrócić uwagę na wczorajszą konferencję prasową Grzegorza Schetyny. Grzegorz Schetyna powiedział tak, pomnik powinien powstać.

Ale pomnik ofiar katastrofy, pomnik ofiar, który tak czy inaczej wiadomo, że miałby powstać.

Gronkiewicz-Waltz mówi nie, bo już jest jeden pomnik na cmentarzu.

Ale nie mówi, bo już dała miejsce.

A, dała miejsce! Gdzieś tam, tak rzeczywiście, gdzieś tam z tyłu. Tak.

Wobec czego tej dyskusji już nie ma.

Żeby nikt nie widział, tak żeby rzeczywiście umniejszyć, to widać taką złośliwość, a może więcej, to wręcz jest nienawiść. To widać nienawiść.

A co widać na ścianie kancelarii premiera, kiedy wmurowuje się tam tablicę i ona czci tylko Lecha Kaczyńskiego, Zbigniewa Wassermanna i Przemysława Gosiewskiego?

A co było widać w 2010 r., czy w 2011 r., kiedy wicepremier Jaruga-Nowacka otrzymała tablicę na budynku ministerstwa pracy i polityki społecznej.

Ale tablic Przemysława Gosiewskiego, czy Zbigniewa Wassermanna też jest w Polsce kilka, w różnych ministerstwach.

A pani wicepremier…

Dlaczego nie można było Izabeli Jarugi-Nowackiej uhonorować w kancelarii premiera? Uważa pan, że to jest co najmniej błąd, żeby nie powiedzieć więcej?

Pani wicepremier Jaruga-Nowacka ma tablicę i słusznie. I słusznie, ma tablicę.

I ta jedna jej wystarczy. I rozumiem, że w kancelarii premiera w związku z tym nie można było jej…

Nie, no nie wiem, jeżeli jest potrzeba to proszę bardzo, jesteśmy otwarci. Różnica polegała na tym, że pani wicepremier…

Trzeba było być otwartym zanim się wmurowało tę tablicę…

Ale chwileczkę, pani wicepremier Jaruga-Nowacka pracowała nie w Alejach Ujazdowskich tylko na Nowogrodzkiej, róg, jaka tam jest ulica… w ministerstwie pracy i polityki społecznej.

Ale pracowała również w kancelarii premiera, była również wicepremierem.

A Zbigniew Wassermann wyłącznie pracował w kancelarii prezesa rady ministrów, śp. Przemysław Gosiewski wyłącznie pracował w kancelarii prezesa rady ministrów i na tym polega różnica. Ale ja uważam, że wszyscy…

Pan wie, że to jest małostkowość panie ministrze.

Nie, nie, małostkowością było to, że otrzymała zasłużoną tablicę pani Jaruga-Nowacka w 2010 r., a o Zbigniewie Wassermannie, o Przemysławie Gosiewskim ówczesna władza zapomniała.

Mariusz Błaszczak, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

"Brak Jarugi-Nowackiej na tablicy w KPRM to nieporozumienie. Kempa zapewniła mnie, że nie miała złych intencji"

Wczoraj rozmawiałem z minister Kempą. Powiedziała mi, że nie miała złych intencji – mówi Gość Radia ZET. Brak nazwiska Izabeli Jarugi-Nowackiej na tablicy pamiątkowej w kancelarii premiera, Błaszczak określa jako  „nieporozumienie”. Dodaje: Jeżeli jest potrzeba, to jesteśmy otwarci.

Rozmawiałem z komendantem poznańskiej policji. Zażądałem wyjaśnień, zostały złożone i przekonały mnie co do adekwatności sił i środków – mówi szef MSWiA pytany o przepychanki policji z kobietami na demonstracji anarchistów w Poznaniu. Na samochód policyjny wspinała się pani i komendant ocenił to, że to było nadużycie – tłumaczy minister. Ad absurdum mogę powiedzieć, że można było powołać negocjatorów, którzy rozmawialiby z panią, czy zechce zejść, czy nie – komentuje gość Konrada Piaseckiego.

Mariusz Błaszczak odpowiada również na pytania m.in. o katastrofę smoleńską i wypadek z udziałem premier.

 

RADIO ZET/MA