Teraz gramy

Trzaskowski: Nie ja czekam, tylko PO. Decyzja ws. kandydata na prezydenta W-Wy na początku przyszłego roku

06.06.2017 07:33

„Decyzja ws. kandydata PO na prezydenta Warszawy zapadnie na początku przyszłego roku. To PO czeka, nie ja. Jeżeli dziś wyznaczylibyśmy kandydata, to musiałby mówić od razu jaki ma program i plan. Jest za wcześnie” – mówi Gość Radia ZET, polityk Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o to, czy sam wystartuje, odpowiada, że „każdy polityk, zwłaszcza Warszawiak, myśli o tym, by dostąpić zaszczytu i próbować wystąpić w takim wyścigu”. Najlepszy kandydat? „Jeśli jest się jednym z konkurentów, to byłby to szczyt kabotyństwa, gdybym zaczął wychwalać samego siebie” – komentuje polityk.

Rafał Trzaskowski Gościem Radia ZET

fot. Radio ZET

 

Konrad Piasecki: Polityk Platformy Obywatelskiej, były minister do spraw europejskich, świeżo upieczony kawaler, Rafał Trzaskowski, dzień dobry.

Rafał Trzaskowski: Świeżo upieczony kawaler?

Kawaler Orderu Narodowego Legii Honorowej.

Jezus Maria, żeby mnie żona z domu wyrzuciła za taki tekst, na pewno.

Dzień dobry, witam.

Dzień dobry.

Szanowny kawalerze dał się pan wyprzedzić?

Wyprzedzić? Przez kogo?

Przez Pawła Rabieja. .Nowoczesna wystartowała z bloków startowych, ogłosiła kandydata na prezydenta Warszawy, a pan wciąż czeka.

To Platforma czeka i bardzo dobrze, że czeka, dlatego że trudno rozpocząć kampanię wyborczą półtora roku przed wyborami.

Nie, no właśnie łatwo, bo wtedy można dobrze zbudować kandydata i .Nowczesna zrozumiała to.

A ja uważam, że to jest zły pomysł żeby przez półtora roku prowadzić kampanię, dlatego że jeżeli dzisiaj by wyznaczyła Platforma Obywatelska kandydata, to on musiałby odpowiadać od razu, jaki ma program, co chce zmieć, a jest na to za wcześnie. Lepiej się do tego dobrze przygotować.

I dzisiaj uznałby pan za falstart.

Tak, uważam, że tak, jak żeśmy to zaplanowali żeby decyzja była na początku przyszłego roku to jest dobry scenariusz.

Ale mentalnie pan coraz bliższy tej decyzji, albo nawet już po niej.

Ja mówię zawsze to samo, nikt tak poważnego, dużego wyzwania nie jest w stanie od niego się uchylić, nikt poważny.

Nie, zawsze to pan tego nie mówił, bo kiedyś pan, tak z pół roku temu, to pan mówił a nie za bardzo, nie za bardzo widzę się w tej roli, Warszawa, no nie wiem czy to są moje aspiracje.

Nigdy nie mówiłem tego w taki sposób. Mówiłem dokładnie tak, że nikt się nie uchyli od tak poważnego wyzwania. Oczywiście, że każdy polityk myśli, zwłaszcza warszawiak o tym żeby dostąpić takiego zaszczytu i próbować wystąpić w takim wyścigu. Natomiast decyzje podejmiemy, mamy dobrych kandydatów.

A właśnie, a jakich jeszcze, kogo postrzega pan jako swojego największego konkurenta do tego startu warszawskiego?

Panie redaktorze niczego nowego panu nie powiem.

Andrzej Halicki.

Bo jest Małgorzata Kidawa-Błońska, jest Andrzej Halicki, być może się też pojawi jakiś inny kandydat, bo przez cały czas o tym rozmawiamy.

A kto byłby najlepszym?

Nie mnie to oceniać, skoro jestem jednym…

Nie, właśnie chciałbym żeby pan to ocenił.

Panie redaktorze, jeżeli jest się jednym…

Pan ma największe szanse.

Jeżeli jest się jednym z konkurentów, to byłby to szczyt kabotyństwa, kiedy ja teraz zacząłbym wychwalać samego siebie.

Albo szczytem hipokryzji jest niechwalenie samego siebie.

Więc dlatego się uchylam inteligentnie od tego pytania.

Bo by pan siebie chętnie sam pochwalił, ale nie wypada.

Nie, nie, nie lubię się chwalić, zwłaszcza na antenie, zwłaszcza, jak pan redaktor tak szybko mówi, mógłbym jeszcze wtedy popełnić jakiś błąd i pochwalić się zbyt mocno.  

Zwłaszcza, że ostatnio z chwałą słabo panu idzie, 20 groszy dane na ulicy w Warszawie, nie przysporzyło panu splendoru.

No niestety, nie zawsze się nosi pieniądze w kieszeni, tak to czasami bywa.

Ale musi pan nosić gotówkę, jak pan chce zostać prezydentem Warszawy i chce wspomagać w lepszej sprawie, chwała biednych warszawiaków, którzy nie mają pieniędzy, 20 groszy, nie wyszło to dobrze.

Ja akurat często daję jakieś pieniądze na ulicy, ale to nie jest dobry sposób pomagania w ogóle. To trzeba robić w inny sposób i też z tego wyciągam wnioski.

Ale trochę odcierpiał pan te 20 groszy?

Nie, nie odcierpiałem, dlatego że chyba każdy rozumie, że jeżeli ktoś szuka pieniędzy, wyciąga, nie ma więcej to znaczy, że chce pomóc, a nie że odnosi się z jakąś pogardą do kogoś. Jest dokładnie na odwrót. Ja zawsze jestem uśmiechnięty, staram się pomóc, ale to trzeba robić zupełnie w inny sposób, bardziej systematycznie, nie poprzez dawanie pieniędzy na ulicy.

Już byliście na czele, witaliście się z gąską sondażowego prowadzenia, miało być pięknie, a wyszło, jak zawsze.

Dlaczego, jak zawsze? No jest kilka procent tylko różnicy.

Platforma spada w sondażach, byliście na szczycie, już nie jesteście. PiS rośnie, Platformie spada, .Nowoczesnej rośnie.

Ale spokojnie, spokojnie panie redaktorze.

Ja jestem bardzo spokojny. Zastanawiam się nad waszym spokojem.

Zobaczymy, nie, ja jestem całkowicie spokojny, dlatego że trzy, czy cztery punkty to nie jest olbrzymia różnica.

Ale przyzna pan, że zwrot, jaki dokonaliście ostatnio, czego pewnie efektem są te sondaże byłyby ozdobą każdy zawodów w slalomie specjalnym.

Ja jestem narciarzem, więc jestem w stanie uznać to…

Tym bardziej, tym bardziej apeluje do pańskiej wyobraźni slalomu specjalnego.

Wie pan, bo rzeczywiście, zadano nam cyniczne pytania. Były szybkie odpowiedzi na cyniczne pytania. Na cyniczne pytania odpowiedź na to, czy Platforma jest za przyjęciem nieograniczonej liczby imigrantów, oczywiście Grzegorz Schetyna ma rację, nie, nie i jeszcze raz nie. Natomiast…

Ale Grzegorz Schetyna dostawał też pytanie czy jest za przyjęciem uchodźców i mówił Platforma nie jest za przyjmowaniem uchodźców.

Natomiast mamy jasny komunikat, wypracowany wspólnie, który dokładnie mówi o tym, że nie będziemy przyjmowali ludzi w sposób nieograniczony, natomiast kobietom, dzieciom w sposób symboliczny oczywiście chcemy pomagać i podtrzymujemy to cośmy negocjowali dwa lata temu.

Donaldowi Tuskowi bardzo spodobał się twitterowy wpis Marka Migalskiego „chyba za dobrze szło w sondażach i się Schet rozluźnił, takich rzeczy się nie robi w wadze ciężkiej”, pan by też polubił ten wpis.

Nie, nie polubiłbym tego wpisu. Jestem dużo bardziej czujny niż Donald Tusk, albo bardziej ostrożny, może tak.

No tak, bo Tusk już nie podlega Schetynie.

No nie podlega Schetynie.

W pewnym sensie tak, więc może pan go krytykować.

Przede wszystkim mogę go krytykować, ale za zamkniętymi drzwiami, no któż krytykuje szefa swojej partii za pomocą Twitterów. To albo samobójca, albo ktoś, kto nie rozumie polityki. Jeżeli się ma jakiekolwiek zastrzeżenia do szefa swojej partii, to się mu to mówi za zamkniętymi drzwiami, a nie chodzi po mediach i o tym opowiada. Obowiązuje jakaś lojalność. Ale prawdą jest to, że Donald Tusk nie jest członkiem PO, więc może sobie pozwolić na jakikolwiek komentarz.

To sekundka szczerości, ale takiej pełnej, dobrze?

Szczery to ja jestem tylko w stosunku do swoich zmarłych przodków, oraz do swojej żony tak, jak zadają mi pytania takie delikatne, jak pan redaktor.

No dobrze, ale to, bo to już nie będzie pytanie o Schetynę, tylko bardziej pytanie o opis pańskich uczuć, czy odczuć.

Właśnie dlatego mówię, o odczuciach mówię, wtedy można być szczerym w stosunku do żony.

To spróbujmy, zobaczymy, jak pan jest szczery. Kiedy pan usłyszał, pan, człowiek, który negocjował porozumienia na temat relokacji uchodźców, usłyszał Grzegorza Schetynę mówiącego TVP Info, że nie, nie jesteśmy za przyjmowaniem uchodźców, Platforma jest przeciwna przyjmowaniu uchodźców, to było w panu więcej wściekłości, czy rozżalenia?

Nie, przede wszystkim widziałem tę sytuację, że się rzuca po prostu zdanie na korytarzu, TVP Info ma niestety tę przywarę, że łapie nas gdzieś na korytarzu w biegu.

To akurat nie było na korytarzu, tylko na ulicy.

No tak, na ulicy, ale oni łapią gdzieś za rękę, pytają, naciskają, czasami zdarza się każdemu powiedzieć coś szybko i ten komunikat wtedy nie jest precyzyjny.

Wie pan, żeby nawet Grzegorz Schetyna powiedział to szybko, ale raz, to jeszcze pół biedy, tylko że dwie godziny później był wywiad szefa klubu PO, który powiedział dokładnie to samo, jesteśmy za tym żeby uchodźcom pomagać w obozach specjalnych.

Ja, jak chcę się dowiedzieć, jaki jest dokładnie przekaz to po prostu dzwonię do Grzegorza Schetyny, umawiam się z nim i wtedy sobie to tłumaczymy.

Zadzwonił pan wtedy i się pan umówił i co panu mówił.

Umówiliśmy się i było jasne, że podtrzymujemy swój komunikat, że Grzegorz Schetyna ma stuprocentową rację, że jesteśmy przeciwko przyjmowaniu  nieograniczonej liczby imigrantów. Ma stuprocentową rację, że sytuacja się zmieniła, bo też to powiedział, dlatego że ci ludzie, którzy mieli przyjechać do Polski, do Polski nie chcą przyjeżdżać. Ale również mówił o tym, że kobietom i dzieciom trzeba pomagać, tym, którzy chcą przyjechać do Polski w bardzo ograniczonej liczbie, bo panie redaktorze, to naprawdę chodzi w tej chwili o kilkadziesiąt, może dwieście, trzysta osób, bo tylko tyle w tej chwili chce przyjechać do Polski. I można wybrać kobiety i dzieci.

Tak, ale zobowiązaliśmy się do tysięcy, a nie do setek.

Tak, zobowiązaliśmy się do siedmiu tysięcy, ale też ja negocjując to, że ci ludzie muszą mieć potwierdzoną tożsamość, muszą chcieć przyjechać do Polski, spodziewałem się, że trudno będzie wypełnić tę liczbę. Natomiast, że oczywiście będziemy pomagać kobietom i dzieciom. I zawsze z Grzegorzem Schetyną, bo przecież on był wtedy moim szefem, ministrem spraw zagranicznych, zawsze podtrzymywaliśmy tę wersję. Natomiast rzeczywiście komunikacyjnie pewne rzeczy powiedziane zostały może zbyt mało precyzyjnie.

Czyli pan się wtedy rozżalił, czy rozwścieczył.

Ja się nie rozżalam i nie rozwścieczam w polityce, bo bym musiał stracić wszystkie włosy, dlatego że to bez przerwy jest jakaś stresująca sytuacja.

Ale jak jest taka sytuacja, to jest moment, kiedy człowiek może się poczuć autentycznie wkurzony. Negocjował pan to porozumienie, broniliście go przez dwa lata i Grzegorz Schetyna na ulicy rzuca nie, nie, nie, już nie obowiązuje nas.

Ale dobrze, ale jeżeli, ale być może poczułbym się zdziwiony, gdybym poszedł do Grzegorza Schetyny, a on by powiedział kompletnie zmieniamy swój punkt widzenia i może wtedy byłoby to dla mnie niezrozumiałe. Ale Grzegorz Schetyna mi tego nie powiedział, tylko porozmawialiśmy i oczywiście okazało się…

Posypał głowę popiołem wtedy.

Nie posypał głowę popiołem, tylko okazało się, że ten przekaz jest dalej taki sam, jak być powinien.

A to, co się stało, gdzie była, z czego wynika ta kilkugodzinna dziura.

Pułapka polegała na tym, że PiS zadało nam cynicznie pytania, to my jesteśmy o odpytywania, a nie rząd od odpytywania opozycji, być może nie należało na te pytania odpowiadać i oczywiście rzeczywiście musimy się tego nauczyć, że jak biegnie za nami cyniczny redaktor TVP Info, to nie należy do niego mówić, ani rzeczy takich, proszę się odczepić, bo oni z tego robią natychmiast program telewizyjny, ani nie należy mu odpowiadać, tylko należy się uśmiechać, albo powtarzać to samo. Ja mam na przykład taki sposób, że do dziennikarzy TVP Info mówię „PiS łamie konstytucję, PiS łamie konstytucję, PiS łamie konstytucję” wtedy trudno to zmanipulować i zrobić z tego materiał.

Nie pochwalam. Uważam, że z dziennikarzami należy rozmawiać.

Ale nie, ja mówię w sytuacji, gdzie biegną na korytarzu. Bo oczywiście jeżeli jest konferencja, są zadawane normalne pytania, to ja też oczywiście odpowiadam. Taka sytuacja, że ktoś poluje na polityka, biegnie za nim, łapie go za marynarkę, wtedy…

Ale wielokrotnie polowałem na polityków i wielokrotnie uzyskiwałem fantastycznie zupełnie odpowiedzi w takich sytuacjach.

Ale może nie słynie pan z manipulowania.

Nie, mam nadzieję, mam nadzieję. Ale rozumiem, że dzisiaj podpowiadałby, jako były negocjator, PiS żeby dosyć cynicznie przyjął stu. dwustu uchodźców, po czym rozłożył szeroko ręce i powiedział nikt więcej do Polski przyjeżdżać nie chce.

Nie, cynizmu nigdy nie zalecam, natomiast powiedziałbym PiS, nie budujcie polityki na strachu, dlatego że są konsekwencje tego takie, że wzrastają nastroje ksenofobiczne. Teraz PiS zapowiada, że będzie nawet spisywał obywateli Rzeczpospolitej pochodzenia innego niż polskie, co jest w ogóle skandalem, stygmatyzowanie ludzi w ten sposób. I powiedziałbym trzeba wykonać te zobowiązania, które podjął poprzedni rząd. Myśmy wam dali bezpieczniki, muszą mieć ci ludzie potwierdzoną tożsamość, żaden terrorysta tu nie przyjedzie i co więcej oni muszą chcieć przyjechać do Polski. Przestańcie stawiać znak równości między uchodźcą, a terrorystą, bo te kobiety i dzieci uciekają właśnie przed terrorystami. A niestety, jak jakiś terrorysta będzie chciał wsiąść w ciężarówkę i wjechać do Polski, to jeżeli nie wybudujemy granic i nie postawimy wieżyczek wartowniczych z karabinami to to się niestety może stać. Ale to nie ma nic wspólnego z uchodźcami.

Ale mając świadomość tego, że nie tysiące, a co najwyżej setki, żeby nie powiedzieć kilkadziesiąt osób chce przyjechać do Polski, podpowiadałby pan PiS, przyjmijcie te kilkadziesiąt, przyjmijcie tych, co chcą.

Oczywiście, że tak.

Po czym powiedzcie Europie zobaczcie, zrobiliśmy co do nas należało.

Ale nie trzeba by było powiedzieć Europie, tylko po prostu ci ludzie rzeczywiście, tak jak się spodziewaliśmy, większość z nich nie chce przyjechać do Polski, bo jak wyjadą potem do Niemiec to stracą zasiłki. Polska nie jest tym miejscem, które jest największym magnesem.

Ale rozumiem, że jakby wyjechali do Niemiec to by zostali powróceni, przywróceni potem.

Byłoby prawo ich tak przywrócić do Polski, ale to zajmuje bardzo dużo czasu. Natomiast ograniczona liczba kobiet i dzieci, które się duszą w tej chwili w tych obozach, które są przeludnione w Jordanii, czy w Turcji, w Libanie 30 proc. populacji Libanu to są w tej chwili uchodźcy, 15 proc. populacji Jordanii, tym ludziom trzeba pomóc. Ja nie rozumiem jednego, dlaczego nie można wybudować nawet, zrobić tych korytarzy humanitarnych żeby przepuścić tych chorych ludzi, przynajmniej przez nasze terytorium. To jest budowanie polityki na strachu i to się na PiS zemści, prędzej czy później.

Panie pośle, będziecie bronić Ewy Kopacz?

Oczywiście, że będziemy. To znaczy, to co się dzieje w tej chwili…

Bo informacje o tym, co znaleziono po ekshumacjach w trumnach sprawiają, że jej sytuacja jest diabelnie dramatycznie trudna.

To jest tak nieprawdopodobne draństwo żeby atakować Ewę Kopacz, osobę najbardziej odważną, która tam pojechała z własnej woli i pomagała ludziom, pomagała rodzinom i pokazała nieprawdopodobny kręgosłup i w sumie, no najtwardsza kobieta, najtwardsza osoba, która wtedy się umiała zachować i teraz ją oskarżać za to, że ona robiła coś źle!? Jedno powiem…

Ale przyzna pan też, że niepotrzebnie, błędnie, nie wiem dlaczego tak bardzo żyrowała to, co się tam wydarzyło.

Trzeba było, owszem teraz wszyscy wiemy…

To mówienie o polskich lekarzach, którzy ramię w ramię…

Owszem, teraz wszyscy wiemy, że wtedy nie należało mówić nic, tylko trzeba było powiedzieć sytuacja jest dramatyczna, mogą się zdarzyć pomyłki, nie jesteśmy w stanie niczego w stu procentach potwierdzić, a od potwierdzania sekcji zwłok jest prokuratura, która tam była. I dzisiaj ci sami ludzie w prokuraturze, którzy się…

A Ewa Kopacz wytworzyła w nas wszystkich wrażenie, że ona i polscy lekarze odpowiadają za to, co tam się działo.

Dobrze, tylko ci sami ludzie w prokuraturze, którzy wtedy tam byli teraz żyrują to, co mówi PiS i ten haniebny atak na Ewę Kopacz. Trzeba było wtedy nic nie mówić, ale jedno jest pewne. Ci ludzie, którzy pakują w tej chwili w rządzie PiS za dużo osób do premierowskiego samolotu, rozbijają się samochodami o drzewa, oni mają czelność, że oni by lepiej zarządzili tą tragedią. Nikt tak olbrzymią tragedią nie potrafił w stu procentach, perfekcyjnie zarządzić. Bo takie tragedie się nie zdarzają.

Rafał Trzaskowski, dziękuję.

Na szczęście.

"Nawet 200 mln euro kary może grozić Polsce za nieprzyjmowanie uchodźców"

Górna kara może iść nawet w 200 mln euro za niewykonanie decyzji Unii Europejskiej. Gdyby każdy mógł przegrać i nie wykonać jej, UE by się rozsypała – mówi Rafał Trzaskowski. Były minister ds. europejskich był pytany w internetowej części programu o Komisję Europejską, która grozi Polsce karami za nieprzyjmowanie uchodźców. Jeżeli rząd PiS będzie się odwracał od tej sytuacji, to tak się to może skończyć. Nie cieszę się, ubolewam nad tym – dodaje. Trzaskowski uważa, że taka kara wywoła jeszcze większe kontrowersje.

Celujemy w 30 proc. poparcia, a może nawet więcej – mówi polityk. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o niekorzystne sondaże dla PO, odpowiada, że spadek wcale nie jest spektakularny. Jeżeli byłoby tak, że przerodzi się to w trend, to będzie to powód do niepokoju. Na razie trzeba zachować zimną krew – ocenia.

Rafał Trzaskowski odpowiada również m.in. na pytania o Grzegorza Schetynę i wybory parlamentarne.

 

                        

RADIO ZET/MA