Marek Suski: Ws. Misiewicza prezes Kaczyński wykazał się lepszym refleksem niż premier Szydło

19.04.2017 07:08

„Są dowody na to, że Donald Tusk wiedział o Amber Gold dużo więcej, niż oficjalnie się do tego przyznaje” – mówi Gość Radia ZET Marek Suski. Popełnił przestępstwo? „Na pewno zaniechania podjęcia działań. Wiedział, że się okrada ludzi i nie zareagował. Ostrzegł syna, a nie ostrzegł Polaków” – odpowiada wiceszef komisji ds. Amber Gold. „Widocznie syn go nie posłuchał. Dziś wiemy, że trzeba było być debilem, żeby nie wiedzieć, że to oszustwo i tam pracować” – dodaje. Zdaniem Suskiego prace komisji „dostarczają materiału o tym, jak nie funkcjonowało państwo Tuska”. Trybunał Stanu dla byłego premiera? „Na razie nie pisałbym takiego wniosku” – odpowiada wiceprzewodniczący komisji ds. Amber Gold.

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest Marek Suski, członek władz PiS, wiceprzewodniczący komisji śledczej ds. Amber Gold, niedawno w komisji zbadania działalności Bartłomieja Misiewicza, dużo tych funkcji, dzień dobry, witam panie przewodniczący.

Marek Suski: Dzień dobry, witam pana, witam państwa.

Nie wybiera się pan dzisiaj, jak pana znam, na Dworzec Centralny?

Jestem tutaj, u pana.

To o 10.40 jest przyjazd Tuska, więc ma pan jeszcze czas, jeśli pan się wybiera.

Od 10. przesłuchania Amber Gold.

A gdyby pan tam był, to raczej w roli witającego Donalda Tuska brawami, czy gwizdami.

Ale nie wybieram się. Więc nie będę gdybał. Szkoda czasu na to.

No nie, szkoda czasu również żeby witać gwizdami. „Gazeta Polska” się zbiera żeby tam urządzić kontrdemonstrację.

Mamy przesłuchania Amber Gold o 10., więc siłą rzeczy obowiązki.

Czy pan, po ponad dziewięciu miesiącach prac komisji śledczej uważa, że dostarczają one tego, o czym mówi Jarosław Kaczyński, czyli materiału, by postawić Tuska przed sądem.

Na pewno dostarczają materiału o tym, jak nie funkcjonowało państwo Donalda Tuska i jak różni ludzie, również politycy, powodowali, że państwo nie działało, że struktury państwa były bezwolne. I są na to dowody, że Donald Tusk wiedział o tym dużo więcej niż oficjalnie się do tego przyznaje.

Prezes sugeruje, że Donald Tusk popełnił przestępstwo urzędnicze. Rozumie pan, jakie?

Na pewno zaniechania.

Zaniechania czego?

Zaniechania podjęcia działań, bo wiedział o tym, że takie rzeczy mają miejsce, a nie reagował.

Takie rzeczy, czyli jakie?

Że się okrada ludzi. A z drugiej strony wiedział i co zrobił, no ostrzegł syna, nie ostrzegł Polaków.

A skąd pan wie, że ostrzegł syna?

Chociażby z doniesień prasowych, gdzie był wywiad z synem.

I syn mówi „Ojciec raczej martwił się, czy ja nie będę miał przez niego problemów w pracy, nie sugerował, że powinienem odejść”, no nie brzmi to, jak ostrzeżenie syna.

No mówił, że pracuje u oszusta, więc coś w tym jest.

Potem się zorientował, że pracuje u oszusta.

Chyba wcześniej wiedział też. Wszyscy, jak to dzisiaj…

To Tusk ostrzega syna, a syn nie reaguje?

Widocznie nie posłuchał. Natomiast dzisiaj wiemy, jak mówi, prezes Belka, że trzeba było być debilem, żeby nie wiedzieć, że to jest oszustwo i żeby tam pracować.

Marek Belka chyba nie użył słowa debil.

Chyba tak, chyba coś w tym rodzaju.

Ale zarazem Donald Tusk wiedział, że sprawą zajmuje się właśnie Marek Belka, czyli NBP, że zajmuje się UOKiK, że zajmują się służby specjalne, zajmuje się prokuratura, sąd, co miał jeszcze premier zrobić, rządu?

Zaraz, zaraz, nie, nie, nie to nie tak, premier twierdzi, że nie wiedział, że się dowiedział o tym dopiero gdzieś tam w kwietniu od ABW z notatki, a Marek Belka powiedział, że rozmawiał z nim na przełomie stycznia i lutego, czyli tu już jest sprzeczność w tym co mówi Donald Tusk. I stwierdził, że Donald Tusk wiedział, że prokuratura w tej sprawie działa opieszale, czyli znał nawet szczegóły.

Ale wie, że działa. To jeśli premier wie, że działa prokuratura…

Mówił, że źle działa.

Trójpodział władzy mówi o tym zostawmy sprawę prokuraturze, niech prokuratura działa, nawet jeśli opieszale, w końcu do czegoś dojdzie.

Ale są inne organy państwa. KNF alarmował, a UOKiK był ślepy i głuchy, URC wydawał zgody dla osoby, która miała wyroki na bycie nawet członkiem, prezesem spółki lotniczej wbrew prawu i oni o tym wiedzieli i nie reagowali. Już wiemy po tych przesłuchaniach, że oni wiedzieli, że on był skazany i czekali na to żeby został wymieniony, żeby go z KRS wycofano. Nie cofnięto koncesji na linie lotnicze, itd. Trudno sobie wyobrazić, że tyle instytucji nie informuje premier, a wiemy skądinąd, z zeznań Belki, że wiedział, czyli ktoś go informował, a premier nie poganiał tych instytucji do roboty, tylko po prostu jest to przykrywane wszystko.

Panie przewodniczący, ale uważa pan, że to wszystko jest materiał na prokuratorskie zarzuty, akt oskarżenia i stawianie Tuska przed sądem, czy raczej przed Trybunałem Stanu?

Na razie nad tym jeszcze pracujemy. Chcemy rozwikłać sprawę.

Bo już przedstawiciel Kukiza w komisji mówi o Trybunale Stanu dla Donalda Tuska.

No tak, ale…

Widzi pan ku temu przesłanki?

Ja bym powiedział tak, dokończymy postępowanie, wtedy będziemy wyciągać wnioski, dlatego że jestem w takiej sytuacji trochę, jak ta komisja, prokuratorów i sędziów, więc ferowanie wyroku przed zakończeniem postępowania jest nieroztropne, aczkolwiek Donald Tusk jako premier tego rządu i jako osoba związana z politykami Platformy, gdzie ta cała afera była w Gdańsku, no ja nie wierzę w to, zresztą mamy już świadków, którzy mówią, że wiedział i nic nie zrobił. Jakiś materiał już powoli jest zbierany. Natomiast na co? To poczekamy do zakończenia postępowania.

A gdyby Kukiz’15 podsunął panu dzisiaj wniosek o Trybunał Stanu dla Donalda Tuska za Amber Gold, podpisałby go pan?

Najpierw bym go przeczytał.

No, a jakby pan przeczytał to by go pan podpisał?

A to zobaczymy co tam by było.

Ale gdyby pan miał go napisać, to co by pan w nim napisał?

Na razie bym nie pisał.

Nie pisałby, czyli pan by też nie podpisywał.

Nie wiem, być może mają jakąś wiedzę, której ja nie posiadam. A być może użyliby wiedzy z tajnych protokołów służb, nie mogę niestety powiedzieć, co tam jest, ale myślę, że za jakiś czas będziemy wiedzieć więcej. Są też świadkowie, którzy niestety nie chcą ze strachu stanąć przed komisją śledczą, którzy też mówią ciekawe rzeczy.

To są jacy świadkowie, którzy nie chcą? Przecież każdy ma obowiązek stanięcia przed komisją śledczą, jeśli komisja śledcza go wezwie?

Tylko o to chodzi, że można mieć później amnezję tak, jak niektórzy.

No tak, ale stanąć przed komisją śledczą trzeba.

Trzeba. To prawda.

To kto nie chce stanąć?

No ci, którzy się boją.

Ale to może pan ich skłonić do stanięcia.

Mogę. Nawet próbowałem nakłaniać, ale mówią, my chcemy spokojnie żyć, nas tu wykończą.

A kto to jest?

Osoby, które coś wiedzą, ale się boją.

Panie przewodniczący, mówi się a, trzeba mówić b. Ale to są obywatele polscy?

Tak.

To obywatel polski musi stanąć przed komisją, jeśli go wezwie.

No musi, owszem.

To dlaczego go pan nie wzywa?

Dlatego, że jeżeli ktoś mówi, że boi się o rodzinę, to nie chcę go narażać.

To w takim razie pan dokonuje grzechu zaniechania.

Zobaczymy. Będziemy jeszcze dyskutować z tymi osobami.

Czy konstatacja, że Bartłomiej Misiewicz okazał się personą nie mającą kwalifikacji do pełnienia jakichkolwiek funkcji w sferze publicznej, to jest cytat, jest ostatecznym dziełem komisji, która badała jego działalność?

Tak, komisja zakończyła prace.

A nie macie ochoty odpowiedzieć na pytanie kogo właściwie obciąża fakt, że osoba niemająca żadnych kwalifikacji do pełnienia funkcji publicznych, sprawowała te funkcje?

Nie, myśmy na ten temat rozmawiali podczas komisji.

I?

I można powiedzieć, że do pewnego etapu pan Misiewicz, który był zatrudniony, jako młody człowiek w gabinecie politycznym, można powiedzieć, że takie osoby rozpoczynają. A niektóre osoby później w jakimś sensie tracą skromność i tracą tą zdolność do służby.

Ale to musiała to komisja stwierdzić, nie widział tego Antoni Macierewicz, jego zwierzchnik, człowiek doświadczony, starszy od niego o czterdzieści parę lat?

Wie pan, czasem z daleka lepiej widać.

Antoni Macierewicz z bliska nie dostrzegł grzechów Misiewicza.

Pewnie dostrzegał, ale dostrzegał też wiele jego zalet, których my z daleka nie widzieliśmy.

Chyba nie za bardzo dostrzegał, skoro pisał do Pawła Kukiza, że „atak na Misiewicza to uleganie kampanii nienawiści, kłamliwym insynuacjom, kłamstwom podłości i dezinformacją obcych służb”.

Pewnie jakieś elementy dezinformacji obcych służb były. Natomiast my badając tą całą sprawę, badaliśmy postawę.

Ale Misiewicza, czy Macierewicza?

Pana Misiewicza.

A może należałoby zbadać postawę Macierewicza i jego decyzje personalne, jego wyczucie.

No może, tylko to nie były zarzuty w stosunku do Macierewicza, że bardzo wysoką pensję miał otrzymywać, czy też używał do prywatnych celów służbowych samochodów, tylko do pana Misiewicza i dlatego badaliśmy, co się stało z młodym człowiekiem, który zaczynał pracę jako skromny współpracownik, a później trochę tej skromności stracił.

A ta pensja Misiewicza to rzeczywiście było 50 tys.?

Nie, znacznie mniej.

Połowa tego?

No tak myślę, że około połowy, ale ponieważ to są…

25 tys. dla 27-latka też przyzwoita pensja, przyzna pan.

No wyższa niż prezydenta, dlatego nawet tego typu zarobki budzą no uzasadnione jednak uwagi.

Panie przewodniczący, ale czy pan umie odpowiedzieć na pytanie, jak to się dzieje, że człowiek tak pozbawiony kwalifikacji, jak sam pan napisał w tym oświadczeniu był sekretarzem zespołu smoleńskiego, szefem gabinetu ministra obrony narodowej, członkiem rady politycznej PiS, kandydatem na posła?

Wie pan, kandydatem na posła może zostać każdy.

Nawet człowiek pozbawiony kwalifikacji, no to chyba tylko w PiS.

Nie, wszędzie, dlatego że konstytucja mówi, że każdy kto nie jest pozbawiony praw obywatelskich…

A oczywiście, że tak, tylko jak partia może kogoś takiego delegować do sejmu?

No, można powiedzieć, że pewnie rzecznik praw obywatelskich by tu stanął w obronie Misiewicza, zresztą słyszałem, że staje w jego obronie. Każdy obywatel ma prawo. Natomiast to jest tak, że mówię o takiej postawie, która się kształtowała. Można powiedzieć, że wszystko wskazywało na to, że pan Bartłomiej Misiewicz, młody, zdolny, ambitny człowiek będzie potrafił zachować umiar. W którymś momencie ten umiar stracił i stracił tą zdolność do pełnienia funkcji. I nie jest powiedziane, że na zawsze, na ten moment.

Jeszcze może kiedyś wrócić.

Na ten moment. Nie przekreślajmy, on nie popełnił żadnego przestępstwa, to było tylko tak trochę, jak w tym przysłowiu od kamyczka do rzemyczka. On zaczął od małego wykorzystania…

Przysłowie chyba jest od rzemyczka do koniczka.

A później jest ciąg dalszy.

Czyli Misiewicz przeszedł wszystkie szczeble tego przysłowia.

Nie, nie, nie, przy rzemyczku uznaliśmy, że nie należy doprowadzać do tego żeby poszedł do koniczka, stąd podziękowaliśmy mu za współpracę.

A dlaczego, jak to się dzieje panie przewodniczący, że przez wiele tygodni wszyscy, prezes, premier, prezydent nie są w stanie skłonić Antoniego Macierewicza do tego żeby zrobił porządek ze swoimi ekstrawagancjami i ekstrawagancjami Misiewicza?

Pan Antoni Macierewicz jest osobą o bardzo silnym charakterze.

Może czas przykrócić mu ten charakter?

Trzeba go było przekonać do tego, że jednak ta niestosowność jest na tyle zła, że musi zostać przecięta. I ta komisja m.in. tego dokonała.

I został przekonany? Przecież był na tej komisji, zgodził się z werdyktem komisji?

Tak sądzę.

Powiedział to?

Wie pan, to komisja nie była jawna, natomiast czy słyszał pan jakąś krytykę pana Antoniego Macierewicza werdyktu komisji?

Nie słyszałem.

Czyli zgodził się.

A czy bardzo bronił Misiewicza podczas tego posiedzenia?

Bronił, tak. Dostrzegał jego walory.

A wady?

Też, aczkolwiek powiedziałbym, że zalety dominowały.

A czy pan uważa, że państwu Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Duda sprawa Misiewicza wystawia dobre świadectwo?

Państwu polskiemu?

Tak.

W jakimś sensie tak, dlatego że ludzie są tylko ludźmi i każdemu się może zdarzyć zbłądzić, natomiast rządzący powinni wyciągać z tego wnioski.

Ale czy nie szybciej niż wyciągnęli?

No bardzo szybko. W środę została powołana komisja, w czwartek był werdykt.

Ale siedemnaście miesięcy rządzicie i siedemnaście miesięcy Bartłomiej Misiewicz, że tak powiem, rozpychał się w rzeczywistości partyjnej.

Nie, nie, ale to trzeba podzielić na pewne etapy, początkowy etap pracy pana Bartłomieja Misiewicza na nic takiego nie wskazywał.

Ale przez miesiące, panie przewodniczący, przez miesiące wszyscy zwracali Macierewiczowi uwagę na niestosowność zachowań Misiewicza i nic się z tym nie działo.

No działo się o tyle, że tak zwrócono raz uwagę, drugi raz zwrócono uwagę ostrzej, a trzeci raz była komisja. No można powiedzieć do trzech razy sztuka.

Marek Suski, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

"Prezes Kaczyński wykazał się lepszym refleksem niż premier Szydło"

 

Jarosław Kaczyński postanowił, że sprawę Misiewicza trzeba przeciąć. Wykazał się lepszym refleksem niż premier Szydło – mówi Marek Suski w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Część ludzi mówi, że mamy do czynienia z dyktaturą, że prezes Kaczyński rządzi z tylnego siedzenia. On tylko zwrócił uwagę, jako prezes partii – dodaje wiceszef klubu PiS. Jego zdaniem „nawet jeżeli jest to 2 miesiące na ostrą reakcję, to nie jest to bardzo długo”. Suski uważa, że sprawa byłego rzecznika MON została załatwiona „szybko”. Byliśmy widocznie skuteczniejsi od pani premier. Ona jest zajęta bardzo wielkimi sprawami dotyczącymi Polski i czasami może takie drobne rzeczy umykają, albo się przeciągają. Wierzę, że jeśli nie byłoby naszej reakcji, to byłaby reakcja pani premier – uważa gość Konrada Piaseckiego.

RADIO ZET/MA