Mariusz Błaszczak: Premier Kaczyński to zwornik. Jest najwybitniejszym politykiem spośród żyjących polityków

06.11.2017 06:55

„Rząd jest rządem PiS, a nie autorskim. O rekonstrukcji będą decydowały władze PiS, w konsultacji z naszymi koalicjantami. To zadanie, które zostało postawione nam wszystkim” – mówi gość Radia ZET, szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Polityk partii rządzącej dodaje, że wszystko zostanie omówione w ciągu najbliższych tygodni. „Nikt z nas nie jest przypisany do swojego stanowiska. Powołam się na słowa premiera Kaczyńskiego z kampanii, który mówił: Nic nam się nie należy” – komentuje Błaszczak. Pytany przez Konrada Piaseckiego o to, czy jemu nie należy się MSWiA, odpowiada: „Nie należy się”. Cyfryzacja dla szefa resortu spraw wewnętrznych? Polityk odpowiada, że ta sprawa również będzie omawiana. Prezes PiS premierem? „Decyzje zostaną podjęte. Jeszcze nie zapadły. Premier Kaczyński jest najwybitniejszym politykiem spośród obecnych na scenie politycznej” – uważa gość Radia ZET. „Nasi koalicjanci też nie kwestionują tego, że to Jarosław Kaczyński jest osobą, która stanowi zwornik całego naszego przedsięwzięcia” – komentuje.

Konrad Piasecki: Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych, wiceprezes PiS, zastępujący podczas sobotniego kongresu prezesa PiS, dzień dobry, witam.

Mariusz Błaszczak: Dzień dobry.

Panie ministrze, jak zdrowie prezesa? Wirus pokonany.

Rzeczywiście tak. Kilka dni prezes Kaczyński musiał spędzić w domu, ale kiedy rozmawiałem z nim w sobotę mówił, że prawdopodobnie dziś już wróci do pracy.

Czyli jest na tyle dobrze, by ruszyć do rozmów, czy wznowić rozmowy o rekonstrukcji rządu.

To jest rzeczywiście zadanie, które zostało postawione nam wszystkim. Władze PiS, w konsultacji z naszymi koalicjantami, a więc z Porozumieniem, tak jak pan zaznaczył i z Solidarną Polską, takie konsultacje się odbędą.

O tyle dziwne, że zawsze słyszeliśmy, że to pani premier jest jedyną osobą, która jest w stanie dokonać zmian w rządzie.

Ja mówiłem wielokrotnie, że rząd jest rządem PiS, nie jest rządem autorskim, tylko jest rządem PiS.

Czyli nie jest tak, że pani premier ma carte blanche? To partia jej powie, co ma robić.

To jest, to tak było. Ten rząd tak powstawał, że to środowisko, władze PiS, ja myślę, że to jest uczciwe postawienie sprawy, program PiS powstał w gronie władz, oczywiście też z udziałem pani premier Beaty Szydło, bo pani premier jest wiceprzewodniczącą, wiceprezesem PiS.

I w rekonstrukcji jakoś jej zdanie zostanie wzięte pod uwagę.

O tym będą decydowały władze PiS, w konsultacji z naszymi koalicjantami.

Zdrowie prezesa na tyle dobre żeby myśleć o objęciu stanowiska premiera?

W moim przekonaniu premier Kaczyński jest najwybitniejszym politykiem spośród obecnych polityków na scenie politycznej.

Spośród żyjących polityków.

Tak, tak sądzę.

Myśli pan, że nie ma wybitniejszego?

Tak, tak sądzę, że jest najwybitniejszym politykiem.

To skoro jest najwybitniejszy, to cóż przeszkadza w tym żeby objął stanowisko premiera? Nic.

Ale nie chciałbym dalej kontynuować naszych spekulacji. Decyzje zostaną podjęte, najpierw zdecydujemy, najpierw porozmawiamy na ten temat, a potem będziemy mówili publicznie.

Ale to, co pan mówi o tej wybitności, wskazywałoby na to, że skoro jest najwybitniejszy to objęcie przez niego stanowisko premiera byłoby absolutnie uzasadnione i logiczne.

Premier Kaczyński jest autorem podwójnego sukcesu z 2015 r., zarówno zwycięskiej kampanii prezydenckiej, jak i parlamentarnej.

Więc teraz czas żeby skonsumował te sukcesy.

Jest liderem PiS, więcej jest liderem obozu zjednoczonej prawicy. A więc nasi koalicjanci też nie kwestionują tego, że to Jarosław Kaczyński jest osobą, która stanowi swojego rodzaju zwornik całego naszego przedsięwzięcia związanego z obozem władzy.

Ale tak z pańskiego punktu widzenia, punktu widzenia ministra, ale też wiceprezesa partii, czy dobrze by było żeby ten zwornik wziął na siebie obowiązki premierowskie?

Jarosław Kaczyński też jest autorem naszego wspólnego programu. Ja nie pójdę krok dalej, mimo zachęt pana redaktora, dlatego że najpierw będziemy na ten temat rozmawiali w gronie władz. Decyzje zostaną podjęte i następnie przedstawione opinii publicznej.

Bo tak, jak pana słucham panie ministrze, to brzmi pan, jak człowiek, który już wie, jakie to będą decyzje. Wie pan, że ten najwybitniejszy zwornik zostanie premierem.

Decyzje nie zapadły. Nam zależy na tym żeby Polska się dalej rozwijała, zresztą wskaźniki gospodarcze są bardzo dobre. Ale zależy nam na dalszym, dynamicznym rozwoju, na dobrej zmianie w Polsce.

Panie ministrze, to zapytam inaczej, ale jeśli prezes zadeklaruje, czy wyrazi chęć stanięcia na czele rządu, rozumiem sprawa będzie przesądzona?

To już jest, ja wiem, że każdy dziennikarz chciałby osiągnąć jakąś informację, która byłaby newsem, ale nie pójdę dalej. To wszystko zostanie w ciągu najbliższych tygodni omówione, decyzje zapadną i wtedy zostaną przedstawione opinii publicznej.

Ale pan, jak rozumiem, tak wewnętrznie i osobiście jest przekonany, że na stanowisku pozostanie i chciałby pan pozostać?

Nikt z nas nie jest przypisany do swojego stanowiska.

Ja pytam, czy by pan chciał.

Zresztą też powołam się na słowa premiera Kaczyńskiego z kampanii wyborczej nic nam się nie należy. Nic nam się nie należy…

I Mariuszowi Błaszczakowi nie należy się MSW?

Nie należy się. Nie należy się, wszyscy jesteśmy w sytuacji, w której nasza praca jest oceniana, wyciągane są wnioski.

A Mariuszowi Błaszczakowi należy się cyfryzacja?

To też jest sprawa, która zostanie omówiona.

Dokładnie rzecz biorąc dział informatyzacja, który w MSW podobno ma się znaleźć po likwidacji Ministerstwa Cyfryzacji.

Ten dział był w MSW przez wiele lat. Stworzono ministerstwo cyfryzacji i administracji, w mojej ocenie, na potrzeby polityczne, chodziło o ministerstwo dla Michała Boniego, kiedyś właśnie, za czasów rządów koalicji PO - PSL.

I jak rozumiem, dzisiaj pan uważa, że trzeba by wrócić do starego systemu.

Wróciliśmy już po części w 2015 r., dlatego że administracja…

W dziedzinie administracji…

…właśnie wróciła.

I teraz czas na cyfryzację w MSW.

I to jest dobre rozwiązanie, dlatego że oddzielenie służb związanych z zarządzaniem kryzysowym, myślę o Straży Pożarnej, ale także policji od administracji, czyli od wojewodów, było na pewno błędem. Od 2015 r. minister spraw wewnętrznych zajmuje się zarówno służbami odpowiedzialnymi za zarządzanie kryzysowe, jak i administrację.

Uzasadnionym byłoby powierzenie panu cyfryzacji, czy MSW cyfryzacji?

To też jest decyzja, którą omówimy najpierw w gronie władz PiS, a potem ją przedstawimy.

Teraz pytanie o intuicję, intuicyjnie, czy PiS może zgodzić się na to, by jego kandydatem w walce o prezydenturę Warszawy był Patryk Jaki, czyli partyjny podwładny Zbigniewa Ziobry?

Decyzje w tej sprawie też…

Nie zostały podjęte, dlatego pytam o intuicję, a nie decyzje.

Nie zostały podjęte. Minister Jaki jest aktywny, niewątpliwie to jego przewodnictwu zawdzięczamy to, że komisja weryfikacyjna działa tak energicznie i sprawy patologii, na które było przyzwolenie ze strony pani Gronkiewicz-Waltz prezydent Warszawy, ale także całego obozu władzy poprzedniej kadencji, czyli PO - PSL, to wszystko jest wyjaśniane dzięki energii i zaangażowaniu Patryka Jakiego.

Ale PiS ma energicznego marszałka senatu, Stanisława Karczewskiego, którego chce wysłać do tego boju. Wyślecie go?

Rzeczywiście marszałek Karczewski jest doświadczonym politykiem. Jest marszałkiem senatu. Jest warszawiakiem z urodzenia, zresztą kończyliśmy…

W odróżnieniu od Patryka Jakiego.

Kończyliśmy to samo liceum, tylko…

Chociaż on trochę wcześniej.

Trochę wcześniej, rzeczywiście, Stanisław Karczewski trochę wcześniej kończył to liceum.

Lelewel?

Tak, tak. Jest politykiem także, myślę że doświadczonym w sensie prowadzenia obrad senatu, był wicemarszałkiem wcześniej.

Panie ministrze, pan jako kluczowy polityk warszawski postawiłby na Karczewskiego?

Ja postawię na tego, kto będzie miał większe szanse zwycięstwa. A większe szanse zwycięstwa będziemy oceniali w gronie kierownictwa PiS i zjednoczonej prawicy.

Ale pan porzucił myśl o starcie, bo mówiło się, że może pan być czarnym koniem tej rozgrywki.

Ha, ha, ha… Ja zajmuję się sprawami związanymi z działaniem rządu.

Ale mógłby pan się pozajmować trochę działaniami związanymi z pracą samorządu, warszawskiego.

Byłem kiedyś rzeczywiście w samorządzie warszawskim, byłem wiceburmistrzem Woli, burmistrzem Śródmieścia.

Nie chce pan wrócić do tej rzeki, powalczyć o prezydenturę Warszawy?

Myślę, że teraz te zadania, które przede mną stoją, chociaż ja podkreślam nic mi się nie należy, tak jak i koleżankom i kolegom z naszego rządu, są zadaniami, które wciąż realizuję.

Panie ministrze, dlaczego policja spisuje osoby, które przychodzą na miejsce samospalenia Piotra Szczęsnego?

To było zgromadzenie, które było zgromadzeniem nielegalnym, w związku z tym to jest…

Ale zgromadzenie spontaniczne, tak jak wielokrotnie, choćby po 10 kwietnia i choćby przy tym wszystkim, co działo się przed pałacem prezydenckim, to też były zgromadzenia, które nie miały żadnej legalnej zgody, ale nigdy tam policja nie interweniowała.

Przepis mówiący o zgromadzeniu spontanicznym w ocenie mojej, ale także policji, jest nadużywany przez niektórych demonstrujących. Ale przypomnę, że policja…

Ale to nie jest demonstracja, panie ministrze, to są ludzie, którzy przychodzą zapalić świeczkę w miejscu, w którym wydarzyła się tragedia, jakkolwiek byśmy jej politycznie nie oceniali, to jest tragedia tego człowieka.

No więc przychodzą, zapalają świeczkę…

A policja podchodzi i ich spisuje.

Nikt, w odróżnieniu od sytuacji, jaka miała miejsce w 2010 r. nikt tych świeczek nie gasi, wtedy przypomnę służby pani Gronkiewicz-Waltz niedopalone znicze gasiły.

Ale legitymowanie przez policję i spisywanie danych uczestników tego spontanicznego, tej spontanicznej demonstracji, o ile nazwiemy to w ogóle demonstracją, ma taki wymiar, taki charakter pewnej presji na uczestników takiego spotkania.

Nie, tu chodzi o porządek, chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim.

Ale przez spisywanie? Zapewnia się porządek?

Tak, zapewnia się porządek i zapewnia się bezpieczeństwo, dlatego że nam zależy na bezpieczeństwie, ja postawiłem takie zadanie komendantowi głównemu, komendantom wojewódzkim żeby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim demonstrującym.

Ale gdzie tu jest bezpieczeństwo. Podchodzenie do ludzi…

Różnego rodzaju.

Podchodzenie do ludzi i żądanie od nich dowodu osobistego nie zapewnia im bezpieczeństwa.

To jest prawo, które musi być przestrzegane. Chodzi o bezpieczeństwo szeroko. Ja nie będę…

Nie, bo pan panie ministrze zawsze opiewa stan polskiej demokracji mówiąc, że wolność zgromadzeń ma się fantastycznie, że każdy może demonstrować.

Bo tak jest.

No już nie, Amnesty International twierdzi „rządzący starają się zaszczepić strach tym, którzy chcą pokojowo protestować”, jak się widzi te sceny choćby sprzed Pałacu Kultury to można mieć takie wrażenie.

Amnesty International samo jest, skoro takie opinie wygłasza, samo jest bardzo mocno upolitycznione. Nie wiem czy Amnesty International reagowało wtedy, kiedy policja hiszpańska w Barcelonie używała siły wobec demonstrujących.

Proszę to sprawdzić. Ale widzimy też, choćby historię Anny Boguckiej-Skowrońskiej, 75-letniej osoby zasłużonej dla podziemnej „Solidarności”. Dzisiaj jest ona wzywana na policję dlatego, że uczestniczyła w lipcowych protestach dotyczących sądów.

Nie dlatego.

Pan uważa, że to dowodzi wolności zgromadzeń? Jest tak, mówię po ludzku, przyzwoite?

Wszyscy są równi wobec prawa. Pani Bogucka-Skowrońska także. Jeżeli doszło, czy jest podejrzenie, że doszło do złamania prawa, to ja uważam, że każdy powinien odpowiadać. A wszystko oceni sąd. Wszystko oceni sąd, ostatecznie sąd.

Ale to w ten właśnie sposób wolność zgromadzeń cierpi, w ten sposób właśnie wolność zgromadzeń nie jest zachowywana w pełni, jeśli ściga się tych, którzy spontanicznie demonstrowali.

Nie cierpi, proszę pana. Wolność zgromadzeń…

To to nie jest wolność zgromadzeń.

Wolność zgromadzeń nie jest niczym zagrożona. W Polsce demokracja była zagrożona, ale pod poprzednimi rządami.

Panie ministrze, ale proszę nie powtarzać takiej mantry, bo widzimy, co się dzieje dzisiaj. Uczestnicy protestu dostają mandaty a to za śmiecenie, a to za hałasowanie, za brak żarówki w samochodzie, za użycie znaku Polski walczącej, no to jest charakterystyczne dla krajów, które odchodzą od demokracji, a nie demokracji, która w nich kwitnie.

Nie, rzeczywiście za poprzednich rządów odchodziliśmy od demokracji. Nie wiem czy pan pamięta wrzesień 2008 r., Grzegorz Schetyna był ministrem spraw wewnętrznych i administracji, akcja tzw. akcja widelec, 750 osób zatrzymanych.

I protestowaliście wtedy? Protestowaliście. I dzisiaj dzieją się podobne rzeczy panie ministrze.

Ale wie pan, zatrzymywani byli wszyscy, przypadkowi ludzie byli zatrzymywani.

A dzisiaj są legitymowani wszyscy, którzy przychodzą.

A później wywożeni na komisariaty policji i znęcano się nad nimi. Znęcano się nad nimi. To jest przykład nadużycia, potężnego nadużycia ze strony tych, którzy wtedy rządzili. Dziś każdy ma prawo demonstrować. Problem polega na tym, że jest pewna grupa ludzi, związanych z totalną opozycją, którzy próbują zablokować zgromadzenia innych. I na tym problem polega.

Ale pan mówi każdy ma prawo demonstrować, każdy ma prawo, ale musi się obawiać tego, że zostanie spisany, albo…

Niczego się nie musi obawiać.

Albo jego sprawa pójdzie do sądu, bo na przykład rozkleja ulotki i zostanie ukarany za zaśmiecanie.

Każdy ma prawo demonstrowania. Prawo w Polsce jest przestrzegane, ale każdy też musi ponosić konsekwencje wtedy, kiedy jest podejrzenie załamania przez niego prawa i tylko tyle. I na tym polega praworządność. Amnesty International nie wiem czy tego nie dostrzega, czy jest zaślepiona, być może jest zaślepiona, dlatego że ta organizacja ma bardzo taki wyraźny stempel ideologiczny, lewicowy, żeby nie powiedzieć lewacki. I być może z tego to wynika.

Ja pamiętam Amnesty International z czasów PRL, bardzo dzielnie walczyło o, również o naszych kolegów z NZS.

Ale to bardzo wiele się od tamtych czasów zmieniło. Ale proszę nie porównywać sytuacji w dzisiejszej wolnej Polsce z sytuacją w PRL. To jest po prostu nieporównywalne.

To jeszcze jedno zdanie o znęcaniu się, „awans, lepsza emerytura, sto procent pensji oto kary w cudzysłowie za śmierć Stachowiaka”, pisze dzisiaj „Fakt”.

To jest manipulacja. W tej sprawie będzie oświadczenie komendanta głównego polskiej policji. Ci panowie zostali odwołani ze swoich stanowisk.

Ale mają się wyśmienicie.

Oni uciekli na zwolnienia lekarskie. Mają niestety takie prawo, zachowali się niehonorowo, to można powiedzieć wprost. Oświadczenie w tej sprawie będzie złożone przez komendanta głównego.

To może skoro zachowali się niehonorowo to dobrze, że „Fakt” ich piętnuje na pierwszej stronie?

Zostali pozbawieni, odwołani ze swoich stanowisk w konsekwencji odpowiedzialności braku nadzoru z ich strony.

Mariusz Błaszczak, bardzo dziękuję.

Dziękuję.  

"Piotr Szczęsny przyjął za dobrą monetę propagandę, manipulację i nieprawdę sączoną przez opozycję. Bardzo był im potrzebny ktoś taki"

Opozycja cierpi, że na ulicy nie dochodzi do awantur. Tak bardzo chcieliby mieć jakąś awanturę. Stąd tak się skoncentrowali na człowieku, który popełnił samobójstwo na pl. Defilad, bo bardzo był im potrzebny ktoś taki – mówi gość Radia ZET Mariusz Błaszczak, w internetowej części programu. Dodaje, że „totalna opozycja próbuje poprzez ulicę i zagranicę zmienić władzę w Polsce”. Zdaniem polityka PiS, Piotr Szczęsny, który podpalił się przed Pałacem Kultury, „przyjął za dobrą monetę propagandę, manipulację, nieprawdę, która jest sączona”. Nic nie dzieje się w Polsce, co by uzasadniało tego rodzaju czyny. Nie ma okoliczności, które uzasadniałyby takie działania. Opozycja nakręca spiralę nienawiści – uważa szef MSWiA.

11.11? Wszystko, co było związane z tym dniem, kiedy rządzili poprzednicy – prowokacje, rozróby, awantury – kiedy wygrało PiS, jak ręką odjął – ocenia minister. Nie ma problemu, bo wszystkich traktujemy tak samo – dodaje.

Szef MSWiA był również pytany o ustawę dezubekizacyjna i ułaskawienia. Wszystko jest analizowane przez komisję urzędników. Przesłanki, które pozwalają na podjęcie takiej decyzji są jasno sprecyzowane. To krótkotrwały staż w SB. Druga przesłanka dotyczy służby dla wolnej Polski z narażeniem zdrowia i życia. Jeżeli taki przypadek będzie, który będzie spełniał 2 kryteria, to taka decyzja będzie podjęta – wyjaśnia Mariusz Błaszczak.

Szef MSWiA odpowiada również na pytania o szefową niemieckiego MON oraz picie alkoholu i palenie papierosów w miejscu publicznym.

RADIO ZET/MA