Słuchaj
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Konrad Piasecki
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Michał Korościel
Justyna Dżbik, Roman Osica
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Sołtys Rytla: Państwo Rytel zdało egzamin, ale Państwo Polskie nie radzi sobie w obliczu kataklizmów

04.09.2017 06:56

„Czuję żal. Wyrwało nam tutaj więcej, niż tylko sam las. Nie będzie takiego momentu, kiedy będę mógł się z tym pogodzić” – mówi, o sierpniowej nawałnicy, Gość Radia ZET sołtys Rytla Łukasz Ossowski. Gość Konrada Piaseckiego dodaje, że po nawałnicy „Państwo Rytel, jego mieszkańcy i wolontariusze zdali egzamin”. „A Państwo Polskie?”. „Polska od kilkunastu lat nie wyciąga wniosków z katastrof. Obojętnie czy u władzy była PO, PiS, AWS czy SLD – katastrofy pokazywały, że państwo sobie nie radziło” – mówi Ossowski. Jego zdaniem „powinniśmy stworzyć system ostrzegania i reagowania”. „Uczmy się od najlepszych – Stanów Zjednoczonych” – komentuje Gość Radia ZET. Łukasz Ossowski skarży się też na podziały polityczne, które dały o sobie znać po kataklizmie. „Zwykły Kowalski cierpi na tym, że nie potrafimy się pojednać. Jest licytacja kto i jak” – dodaje.

Łukasz Ossowski Gościem Radia ZET

fot. Radio ZET

 

Konrad Piasecki:  Wśród powalonych drzew, kikutów i resztek tego, co jeszcze niedawno było potężnym lasem, gościem Radia ZET jest człowiek, który stał się symbolem walki ze skutkami sierpniowej nawałnicy, sołtys Rytla, Łukasz Ossowski, dzień dobry, witam.

Łukasz Ossowski: Dzień dobry, witam wszystkich.

Ten krajobraz wokół nas to jest krajobraz, jak z jakiegoś nierealnego świata. Pan się już zdołał oswoić z widokiem tego wszystkiego, co nas otacza?

Nie, na pewno nie zdążyłem się oswoić. Ja myślę, że nie będzie takiego momentu, kiedy będziemy mogli powiedzieć, że to, co wokół nas jest, jest naturalne i nie mamy z tym problemu, że to widzimy.

Przyznam panu szczerze, że widziałem oczywiście zdjęcia, filmy, czytałem mnóstwo o tym, co się tutaj wydarzyło, ale kiedy się tutaj przyjeżdża to jest szokujący widok. To, że przez parę kilometrów się jedzie wśród czegoś, co jeszcze niedawno było lasem, a dzisiaj jest czymś niewyobrażalnym.

Tak, dokładnie. To dopiero naocznie można samemu stwierdzić, kiedy się to widzi tak w rzeczywistości. A nasze rozgoryczenie takie, no żal, że wyrwało nam tutaj coś więcej niż tylko sam las.

Rozumiem, że i tak to wygląda już dzisiaj trochę lepiej niż wyglądało w ten poranek 12 sierpnia, kiedy pan pierwszy raz oglądał skutki nawałnicy.

Tak, dokładnie. Tu została już ogromna praca wykonana przez różne służby, też naszych wspaniałych wolontariuszy, mieszkańców Rytla, że w tej chwili możemy w tych głównych drogach poruszać się i w miarę bezpiecznie.

A proszę powiedzieć, tej nocy z 11 na 12 sierpnia, w którym momencie wy sobie uświadomiliście, że to nie jest zwykła, ani nawet bardzo potężna burza, tylko to jest coś, z czym do tej pory nie mieliście do czynienia?

Pierwsze nasze wyjście nastąpiło krótko po północy, kiedy już na tyle opady deszczu i wiatru uspokoiły się, warunki atmosferyczne na to pozwoliły. No i to co wyszliśmy, zobaczyliśmy tylko przy takich resztkach błysków błyskawic już pewne były obawy, że stały się naprawdę coś, co jeszcze nie miało miejsca na tą skalę.

A sama burza, kiedy padał deszcz, wiał wiatr, błyskały pioruny, już wiedzieliście, że dzieje się coś niezwykłego?

Tak, tak, ja to już kiedyś powiedziałem, że przed samym uderzeniem tej nawałnicy wywołała się taka bardzo gęsta atmosfera. Taka dziwna szarość nastąpiła, nienaturalna wręcz, jak przed jakąkolwiek burzą. I to już sugerowało. I to, co działo się podczas tego uderzenia, fruwające przedmioty, zwierzęta, po prostu straszne, straszne widoki.

Jak wyszliście natychmiast wiedział pan, że to jest coś, z czym będzie się pan musiał mierzyć przez długie dni, tygodnie, miesiące?

Pierwszą myślą, która była, jak zobaczyłem połamane słupy energetyczne jak zapałki i to przeróżnego, średniego, wysokiego, niskiego napięcia, to zdałem sobie sprawę, że my prądu najprawdopodobniej, od razu, pierwsze co pomyślałem, chyba z miesiąc nie będziemy mieli.

A w którym momencie zdał pan sobie sprawę, że jesteście praktycznie odcięci od świata, bo rozumiem, że nie było prądu, ale nie było też dróg wyjazdowych, nie było komunikacji, nie było telefonów.

Dokładnie. Nic nie działało tak naprawdę, poza jakimiś śladami, widokiem na poszczególnych ulicach ludzi, którzy się zbierali, po prostu schodzili się razem i w milczeniu patrzyli na to, co nas otacza. Wtedy wiedzieliśmy, że to jest coś na niewyobrażalną skalę.

Można było po Rytlu chodzić normalnie?

Nie, nie, po prostu drogi były zatarasowane leżącymi albo drzewami, albo słupami energetycznymi, albo też kablami, drutami energetycznymi. Ja sobie nawet też nie wyobrażałem w jakim jesteśmy niebezpieczeństwie, tylko byliśmy w świadomości, że skoro te druty leżą na ziemi, te słupy są przewrócone to one nie mają zasilania. Ale tak naprawdę stąpaliśmy po tym, chyba sami nie byliśmy świadomi zagrożenia, jakie na nas tam czekało.

Ten obóz harcerski w Suszku, na terenie którego zginęły dwie dziewczynki jest kilka kilometrów stąd. Szybko zdaliście sobie sprawę, że tam mogło dojść do tragedii, że tam mogło wydarzyć się coś złego i że wydarzyło się coś złego?

Do nas informacja, że coś złego stało się w Suszku dotarła przez strażaków OSP, bo oni mieli jedynie łączność, że coś się tam wydarzyło. Natomiast ta informacja bardzo późno do nas dotarła, bo my byliśmy odcięci od świata, więc my nawet nie wiedzieliśmy, co gdzie, w jakim miejscu się stało.

Jest tak, że od kilkunastu dni jest pan w centrum sporu o to, jak państwo radzi sobie w obliczu takiej klęski żywiołowej, jaka spadła na Pomorze w sierpniu. Pan, samorządowiec, człowiek, który o sobie sam mówi, że chce być daleko od polityki, odpowie, że państwo radzi sobie, czy państwo jednak zawodzi w takim momencie?

Musimy sobie odpowiedzieć przede wszystkim na jedno pytanie. I tak naprawdę dzieje się już chyba od 97 r. od powodzi we Wrocławiu. Obojętnie, czy u władzy była Platforma, PiS, AWS, czy ktoś inny, te katastrofy pokazywały, że to państwo nie radziło sobie. I tutaj, to co pan powiedział, to nie jest jakikolwiek mój pogląd, że kogokolwiek chcę zaatakować, po prostu państwo, nadal nie wyciągnęliśmy wniosków z tamtych katastrof. I oby byśmy teraz z tej wyciągnęli wnioski.

Ale rozumiem, że pana państwo rozczarowało?

Moje państwo Rytel mnie nie zawiodło.

A państwo Polska?

Jeśli chodzi o państwo Polska uważam, że nie wyciąga wniosków od kilkunastu lat z katastrof, które mają miejsce i ciągle brniemy w tym samym.

Dlatego, że nie uprzedza o tym, że coś takiego może się wydarzyć, czy kiedy się już wydarzy reaguje nazbyt wolno, ślamazarnie, że długo sobie zdaje z tego sprawę, jak bardzo jest tu potrzebna pomoc.

Wydaje mi się, że przede wszystkim to, co powiedziałem, nie wyciągamy konsekwencji z poprzednich katastrof.

A jakie powinniśmy wyciągać pańskim zdaniem?

Przede wszystkim powinniśmy pomyśleć o rozwiązaniach w jaki sposób ostrzegać, stworzyć system ostrzegania, stworzyć system reagowania. Nie wiem, uczmy się od najlepszych. Jesteśmy w takim sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, u nich już w szkole dzieci uczą, kiedy nadchodzi cyklon, kiedy nadchodzi tornado, w jaki sposób się zachowywać. U nas tego nie ma, bo cały czas bagatelizowaliśmy, że nas to nie będzie dotyczyć, a się okazuje, że przychodzą te katastrofy takie, na taką skalę. A gdybyśmy byli tego nauczeni, zachowań poszczególnych to, co harcerze. Harcerze w Suszku dzięki swojej genialnemu zorganizowaniu uniknęli większej tragedii. To musimy sobie zdać sprawę z tego.

Od pierwszych godzin po tej klęsce żywiołowej padały też pytania o obecność wojska. Pan też pytał i czekał na wojsko w Rytlu?

W mojej ocenie wojsko, gdyby pojawiło się szybciej na pewno zwiększyłoby poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom, tak.

A tego poczucia, rozumiem nie było.

W tamtym momencie byliśmy zdani sami na siebie.

I wypatrywaliście tego wojska, jako symbolu państwa i symbolu pomocy państwa?

No, jest gdzieś utożsamiane wśród społeczeństwa, że wojsko to poczucie bezpieczeństwa. Więc ja myślę, że pewnie gdyby pojawiło się szybciej to i to poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego dla ludzi byłoby większe.

A ludzie potrzebowali wojska? Miał pan poczucie, że rzeczywiście ludzie myślą sobie, jak przyjedzie wojsko to będziemy, mówiąc kolokwialnie, zaopiekowani?

O tym już mieszkańcy mówili w sobotę w rozmowach ze mną, indywidualnych, że sami sobie nie poradzimy. A w niedzielę, podczas zebrania wiejskiego, które zwołałem, bo ludzie musieli być poinformowani, to padały pytania, gdzie jest wojsko, dlaczego nam nie chce pomóc. Ale to mówię, to mieszkańcy głośno komunikowali.

A kiedy pan pierwszego żołnierza tutaj zobaczył?

W poniedziałek o godzinie chyba 14.

Ale rozumiem, że jak już wojsko przyjechało to radziło sobie dobrze.

Tak.

Wiedziało, co ma robić, wiedziało jak to robić.

Nie jestem kompetentny żeby oceniać czy wojsko robiło dobrze, czy źle. Skoro są dowódcy, twierdzą, że w ten sposób będą działać, to ja im wierzę.

To jaką ocenę by pan, tak z perspektywy tych już ponad dwudziestu dni, wystawiłby pan państwu polskiemu za to, jak radzi sobie w takiej sytuacji?

Myślę, że rok szkolny, który się zaczyna to dzieciom zostawmy oceny, niech nauczyciele oceniają, wystawiają przede wszystkim same szóstki, nie mi oceniać to w jaki sposób, jaką ocenę mogę państwu wystawić. To co powiedziałem, nie wyciągamy wniosków i od kilkudziesięciu lat.

A czy jest też tak, że miał pan poczucie, że tutaj ludzie, ale też samorządowcy, przedstawiciele rządu, wojewoda potrafią zjednoczyć się ponad politycznymi podziałami w takim momencie?

To co powiedziałem, my, nasza mała ojczyzna Rytel, zdała egzamin. Mieszkańcy, wolontariusze, którzy tutaj przyjeżdżali z lewa, z prawa, z różnymi poglądami politycznymi potrafili się zjednoczyć, szkoda że w takiej sytuacji, ale potrafili to  zrobić. Mam wrażenie, że ciągle zwykły Kowalski cierpi na tym, że nie potrafimy się pojednać, nie potrafimy spojrzeć na wspólne dobro.

Czyli rozumiem z tym pojednaniem wśród elit polityczny, też takich lokalnych, samorządowych nie było najlepiej.

No, ciężko mówić, że było najlepiej skoro wszyscy możemy to obserwować w mediach, gdzie jest licytacja, tak, kto i jak. Nas tutaj to naprawdę nie interesuje. My nauczyliśmy się jednego, pokory do tego, co się stało. Nabraliśmy pokory.

A na ile ma pan taką, no miłą i niemiłą z drugiej strony świadomość, czy poczucie, że o ile Rytel, w którymś momencie stał się symbolem, wobec czego dostał i pomoc i zainteresowanie i przyjeżdżano tutaj, byli ministrowie, była premier, o tyle gdzieś tam, tutaj dookoła nas w tych przysiółkach, jakiś wsiach, wśród tych domów rozrzuconych po lasach to wciąż ten kataklizm wygląda prawie tak, jak w tę sobotę 12 sierpnia, tuż po jego przejściu.

Tak. To też padają zarzuty, że Rytel, Rytel, tylko Rytel, no przepraszam, nikt nie bronił innym osobom, w innych jednostkach, w innych wsiach, sołectwach dokonać tego, co my zrobiliśmy, czy rozpocząć taką walkę oddolnie. Ma pan rację. W większości jeszcze tych wiosek dookoła, czy też w sołectwach, gminach naprawdę sytuacja jest nadal dramatyczna i tam ciągle są problemy takie, z którymi sobie sami mieszkańcy nie radzą.

Patrzymy razem na te leżące dookoła nas drzewa i ciekaw jestem, czy ma pan takie poczucie, że za naszego życia ten świat, w którym pan się wychował, już nigdy nie będzie wyglądał tak, jak 11 sierpnia wyglądał.

No właśnie… To jest, wie pan, lepiej tego nie można powiedzieć. Sytuacja, która nas zastała, to co się teraz dzieje, możemy powiedzieć jedno, ja sam mam taką nadzieję i plan, że moje dzieci, które pamiętają ten las, jak on wyglądał, kiedy będą za te czterdzieści, pięćdziesiąt lat, to już ten las będzie stał, ten nowy i będzie zachowana ta ciągłość tego lasu w ich myślach, w ich mentalności i, że pokolenie, które się będzie teraz wychowywała, tak jak my, no ja nie, ale starsi mieszkańcy rośli z tym lasem, tak moje dzieci będą rosły z tym nowym lasem.

Łukasz Ossowski, sołtys Rytla, bardzo dziękuję.

Bardzo dziękuję.

RADIO ZET/MA