Słuchaj
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Konrad Piasecki
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Mateusz Ptaszyński
Kamila Terpiał , Roman Osica
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Stanisław Gawłowski: Idą po mnie, ale nie boję się PiS. Będę pierwszym więźniem politycznym IV RP

08.02.2018 06:37

„Takie mam uczucie, że idą po mnie. Będę pewnie pierwszym więźniem politycznym IV RP. PiS idzie drogą Erdogana i Orbana — kompromituje się i wsadza polityków opozycji. Potem będzie wsadzać dziennikarzy, żeby mieć władzę raz zdobytą i nigdy jej nie oddać” — mówi gość Radia ZET, sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski. Prokuratura zarzuca politykowi m.in. przyjęcie około 200 tys. złotych łapówki i dwóch luksusowych zegarków wartych ponad 25 tys. „Moja sprawa zaczęła się od o. Rydzyka. Jestem tym człowiekiem, który zabrał mu pieniądze na geotermię. Od jednego z kardynałów usłyszałem: Rydzyk tobie nigdy nie zapomni, nie odpuści” — uważa Gawłowski. Podkreśla, że nie boi się Prawa i Sprawiedliwości. „PiS nie jest straszny — jest śmieszny, niebezpieczny i badziewny. Nawet, gdyby mieli mnie zamknąć, to ja to przeżyję” — komentuje gość Radia ZET. Jego zdaniem zarzuty prokuratury są „żenujące” i „dyskredytujące i kompromitujące” ją.

Konrad Piasecki: Polityk, któremu prokuratura stawia zarzuty korupcyjne, chce zgody na jego zatrzymanie i aresztowanie — sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski. Idą po pana?

Stanisław Gawłowski: Takie mam uczucie, że idą po mnie.

I lada dzień dojdą?

Może tak, może nie...

Wygląda na to, że pod koniec lutego pan trafi do któregoś z aresztów śledczych, pewnie do tego w Szczecinie.

Może tak. Będę pewnie pierwszym więźniem politycznym IV RP. PiS się prędzej czy później skończy. A te podstawy, na których idą po mnie, jak to pan ładnie powiedział, są żenujące i dyskredytujące dla prokuratury.

To o tych zarzutach za chwilę, ale to jest tak, że jak człowiek wie, że lada chwila trafi za kraty, jakoś bardzo ciężko mu się z tym żyje?

Łatwo nie.

Cieszy się pan ostatnimi dniami wolności?

Ani się łatwo nie żyje, staram się nie myśleć w tych kategoriach. Mam świadomość, że kiedyś sobie żartowałem w takich sytuacjach, że nie wiadomo, kiedy głupi żartuje, i jak ma się do czynienia z tego typu ludźmi, raczej należy na wszystko uważać. Teraz nie używam tego słowa „głupi żartuje”, bo PiS z niczym nie żartuje. To jest ekipa, która idzie drogą Erdogana czy Orbana, kompromituje i wsadza polityków opozycji, potem będzie wsadzać dziennikarzy, żeby władzy raz zdobytej nigdy nie oddać.

Jak pan wykorzystuje ostatnie dni wolności? Co człowiek robi w takim momencie, jak wie, że zegar tyka?

Normalnie, pracuję. Nie wsadzą mnie.

To wsadzą pana czy nie?

Nie, nie wsadzą.

Jeśli prokuratura składa wniosek o pańskie zatrzymanie i aresztowanie, to po coś.

Prokuratura się kompromituje.

Chyba że Sejm nie wyrazi zgody tak jak w przypadku senatora Koguta Senat. Tu chyba szansa mniejsza.

Tutaj w moim przypadku jestem przekonany, że Sejm wyrazi zgodę, gdyby ten wniosek był zgłoszony prawidłowo. Ale ten wniosek jest jedną wielką kompromitacją dla prokuratury. Sam w sobie zawiera plagiat, a więc jest przestępstwem. Wniosek, który zawiera zarzuty, których nie popełniłem, bo ja już potrafię to udowodnić, gdzie są np. zegarki. Szkoda pieniędzy podatnika na utrzymywanie takiej prokuratury i CBA, policji politycznej, bo ja przez miesiąc robiłem dla wyjaśnienia tej sprawy więcej niż oni przez kilka lat.

No to skoro o zegarkach — u mnie na zegarku 8.05, a u pana?

Zapytać proszę prokuratora, bo on ma mój zegarek.

Pan nie ma żadnego?

Nie mam żadnego.

Bo wszystkie zarekwirowała panu prokuratura i CBA?

Koledzy się ze mnie nabijają, bo jak pytam, która godzina, to oni wszyscy mają żart. Widzę, że pan akurat trafia w tę samą nutę. Nie mam zegarka, nie wiem, która jest godzina.

Ale ten zegarek, który prokuratura panu zarekwirowała, to jest zegarek, który pan dostał w prezencie?

Tak, w 2007 r., od żony. Żona kupiła w Szczecinie, w centrum handlowym Galaxy. Mam odpowiedni dokument. Ja zawsze jestem przygotowany do takich rozmów.

Prokuratura uważa, że pan dostał dwa zegarki jako łapówkę czy raczej wyraz wdzięczności.

Jesteśmy w radiu, nie w telewizji, to ja panu będę pokazywał. Proszę zobaczyć: data 2007 r., centrum handlowe...

22 listopada.

Centrum handlowe Galaxy. Dodam: 27 listopada mam urodziny, żeby wyjaśnić, dlaczego żona kupiła wtedy ten zegarek.

To jest taki sam zegarek, jak ten, który jeden z ludzi, którzy mogli wyrażać panu wdzięczność, kupił za kilkanaście tysięcy złotych?

Nie. To jest następna kartka. Też panu redaktorowi pokażę. Na tej kartce — to jest mój zegarek. A to są te zegarki, które miałem dostać w formie łapówki. Zupełnie różne.

Ale wyglądają, tak czy inaczej, na dosyć drogie, wartościowe.

Ten kosztował 6 tysięcy.

Ten pański.

Ten mój. Niecałe 6. Te dwa: jeden około 13-14 zł.

Czy pan kiedykolwiek dostał jakiś zegarek jako wyraz wdzięczności od jakiegoś urzędnika państwowego? Bo taki jest zarzut prokuratury.

Dostałem reklamówkę od prezydenta Kołobrzegu wartą z 50, może 100 zł.

Nigdy więcej wcześniej ani nigdy później nie dostał pan żadnego zegarka jako wyrazu wdzięczności?

I dostałem reklamówkę od prezesa AZS Koszalin, wartą też ze 100 zł, może 150, taką koszykarską zabawkę.

A wziął pan kiedyś łapówkę? Bo prokuratura uważa, że wziął pan ok. 200 tys. łapówki.

Nie. Chciałem jeszcze o zegarku.

Wiem, że pan chce pokazać mi zdjęcie, na którym jest osoba, która, jak pan twierdzi, ma ten zegarek, który wręczono panu rzekomo jako łapówkę.

Dyrektor Mieczysław O., który mnie obciąża, że wręczył mi te zegarki, w 2013 r. ma taki zegarek na ręku.  A ja miałem dostać te zegarki w 2011 r. Gdyby prokuratura wezwała mnie na świadka i naprawdę chciała wyjaśnić sprawę, to ja bym im te dowody dał.

Ale nie mogła pana wezwać na świadka, bo wiedziała, że pan zaraz będzie oskarżony w tej sprawie.

Potem zawsze można oskarżyć.

Ale widać, że prokuratura zamierza komuś postawić zarzuty, jeśli nie wzywa go na świadka.

Od razu widać, że ma złe intencje i nie chce wyjaśnić sprawy.

Nie, praktyka prokuratorska jest taka, poza tym prawo jest takie.

Nie, prawo takie nie jest.

Dostał pan kiedyś łapówkę? Dostał pan kiedyś 200 tysięcy?

Nigdy nie dostałem łapówki.

Prokuratura przedstawia wyciągi z konta osoby, która twierdzi, że panu wręczyła tę łapówkę. Rzeczywiście 230 tysięcy z tego konta zniknęło.

Z jego konta zniknęło. Mówi, że wręczył mi łapówkę w wysokości 170 — w tych zeznaniach — 175, 190 albo 200 tysięcy.

Nie pamięta, bo to parę lat temu było.

Gdyby pan od kogoś dostał albo komuś wręczył 10 tysięcy złotych, to pan by wszystkie szczegóły pamiętał. Ja też.

Przyzna pan, że wokół pana krąży jakieś fatum, bo pański współpracownik Tomasz P. też ma zarzuty korupcyjne.

To nie jest mój współpracownik.

A kto to jest? Polityk PO, działacz lokalny PO.

Który od 30 lat pracował w Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych.

Prokuratura twierdzi, że jako szef tego Zarządu Melioracji stworzył zorganizowaną grupę przestępczą, która ustawiła 105 przetargów na kwotę 600 mln złotych.

A przez 10 lat w dyspozycji tegoż zarządu było niecałe 200 mln. I znowu się prokuratura myli.

Ale, tak czy inaczej, jakieś fatum wokół pana, jakieś fatalne zbiegi okoliczności: pan ma zarzuty, on ma zarzuty.

Niech pan tu nie stawia znaku równości. Bo to jest niesprawiedliwe, co pan teraz robi.

Pan powiedział, że nie współpracownik, ale to kto: kolega, przyjaciel, znajomy?

Znajomy tak, na pewno nie przyjaciel i na pewno nie kolega. Człowiek, który pracował w Zarządzie Melioracji na długo, zanim PO wygrała wybory w województwie zachodniopomorskim. Był tam zastępcą dyrektora. Jak odszedł dyrektor, on został awansowany na dyrektora.

Tak czy inaczej, żaden z moich znajomych, jako żywo, nie ma zarzutów prokuratorskich.

Niech pan poszuka. I wszystko przed panem. Nie życzę nikomu.

Oby nie. Może staranniej dobieram znajomych.

Człowiek był zastępcą dyrektora, zanim PO wygrała. Odszedł dyrektor na emeryturę, wysokiej klasy specjalista, został dyrektorem. Zapisał się do PO. Spotykałem go raz na kilka tygodni, raz na kilka miesięcy.

Po czym został zatrzymany.

Po czym został zatrzymany za zarzut w postaci przyjęcia 200 tys. łapówki od Krzysztofa B, który dziś mnie oskarża, że wręczył mi łapówkę — Krzysztof B., członek PiS-u, w 2014 r. wpłacał jeszcze pieniądze na konto PiS-u, w 2011 r. był aktywny w trakcie kampanii wyborczej PiS-u.

A potem twierdzi, że dał panu.

A potem w 2016 r. idzie na współpracę z prokuraturą. Dostaje status, ma łapówkę, małego świadka koronnego, nadzwyczajne złagodzenie kary, on się już oczyszcza. Wystarczy, że oświadczy, że dał Gawłowskiemu łapówkę w 2011 r. Widzi pan tu związek logiczny? Bo ja widzę. On się oczyścił, bo ma nadzwyczajne złagodzenie kary, status świadka koronnego, prokuratura już nie będzie od niego niczego żądała, ale obciążył Gawłowskiego, niech się Gawłowski tłumaczy.

Niech Gawłowski wytłumaczy słuchaczom: dlaczego na wieść, że prokuratura tak bardzo się panem interesuje, pan nie zrezygnował ze stanowiska sekretarza generalnego?

Dlaczego miałbym zrezygnować?

PiS działa w takich sytuacjach odruchowo: jest zarzut... Tak jak senator Kogut — rezygnuje z immunitetu, zawiesza mu się członkowstwo w partii, w klubie... Sytuacja jest czysta.

Jak się PiS zachował w sytuacji Kamińskiego?

Tak, ale sytuacja Kamińskiego to jest sytuacja, w której PiS twierdzi, że zarzuty są polityczne i oparte na fatalnych podstawach.

A Obajtek? Jak to wyglądało z Obajtkiem? Niech mi pan przypomni.

Nie będziemy przypominać sprawy Obajtka, bo to jest historia długa. Ja się bardziej interesuję dzisiaj panem.

Prezes Orlenu, największego koncernu energetycznego, paliwowego w Europie Środkowo-Wschodniej! Facet, który był wójtem, miał zarzuty przed sądem przyjęcia łapówki 50 tys. i wyłudzenia 700 tysięcy. I PiS jego tylko i wyłącznie awansuje. A pan mówi, że PiS się zachowuje odruchowo. W jakiej sprawie?

To nie jest dobra taktyka, kiedy ja pytam, dlaczego pan nie zrezygnował, a pan mówi: bo inni też nie rezygnują.

Pan powiedział, że PiS się zachowuje automatycznie. Nie ma automatyzmu. PiS zawsze broni.

Ale dlaczego w imię zasad i w imię reguł — pan jest sekretarzem generalnym partii opozycyjnej. Naturalne zachowanie: „Nie chcę szkodzić partii i wycofuję się na drugi plan”.

Ja panu pokazuję dowody, że choćby w sprawie tego nieszczęsnego zegarka, który miałem dostać w 2011 r., znajduje się na ręku człowieka, który mnie obciąża, w 2013 roku. Jeżeli tak będziemy działać, to jutro zarzuty dostanie przewodniczący klubu parlamentarnego. Pojutrze ktoś tam, ktoś tam... Wszyscy będą rezygnować.

Wszystko na to wskazuje, że przewodniczący klubu dostanie te zarzuty.

Co na koniec zostanie? Ziobro i triumfujący Kaczyński — tego pan chce?

Sezon polowania na PO się rozpoczął. Dlaczego zaczęli od pana?

Jestem sekretarzem generalnym PO.

Jest parę grubszych ryb w PO.

Jest parę grubszych ryb, paru wiceprzewodniczących. Być może im się wydawało, że są najbardziej przygotowani, a okazuje się, że to jest największa wtopa.

Myśli pan: dlaczego trafiło na mnie, tego najbardziej niewinnego?

Jestem normalnym człowiekiem, zdarza mi się przekroczyć prędkość na drodze i tysiąc innych drobnych rzeczy.

Nie, bo pan wydał oświadczenie: „W swej działalności publicznej zawsze kierowałem się interesem państwa, ściśle przestrzegałem przepisów konstytucji i obowiązującego ustawodawstwa”. Czemu pan nigdy nie powiedział: „Jestem niewinny”?

Jestem niewinny.

Dlaczego dopiero dziś? Po ponad miesiącu od tego, jak sprawa wybuchła.

Powiedziałem to dzisiaj, powiedziałem wczoraj, na pierwszej konferencji prasowej w Sejmie, którą zorganizowałem zaraz po Nowym Roku. Używam tego zdania za każdym razem, tylko być może nie wszyscy chcą to usłyszeć.

Macie w PO przekonanie, że za chwilę będą właśnie następni? I dlatego pan nie rezygnuje, bo boi się pan, że jak zrzuci się pierwszego z sań, to wszyscy następni też będą musieli z nich zsiadać?

Boję się Pana Boga i trochę własnej żony, żeby nie było. Nie boję się PiS-u. PiS nie jest straszny, jest śmieszny, niebezpieczny, badziewny, ale nie boję się PiS-u. Nawet gdyby mieli mnie zamknąć, ja to przeżyję. Jako młody człowiek zdarzyło mi się mieć odwiedziny prokuratora i wtedy też policji politycznej, która się wtedy nazywała SB. Jak porównuję działanie w tamtym czasie w swojej własnej głowie z tym, co mnie dziś spotkało, to to się niewiele nie różni. Te same metody, te same zasady, ten sam mechanizm. Wtedy przeżyłem, przeżyję dzisiaj. Wielka komuna padła, PiS też padnie.

Tylko że pańska sprawa jest dłuższa niż rządy PiS-u, bo ona ma swoje źródła w czasach, kiedy rządziła PO i prokuratura była niezależna. Wobec czego łatwo dziś mówić o SB, komunie i o tym, że to policja polityczna.

Moja sprawa nie jest dłuższa, bo obciążenia w moim przypadku zostały postawione przez Krzysztofa B.

Ale ta pętla zaciskała się na panu od lat.

Od czasów ojca Rydzyka. Ja jestem człowiekiem, który zabrał ojcowi Rydzykowi pieniądze na geotermię.

Myśli pan, że to długie macki Rydzyka pana dotknęły?

Usłyszałem to od jednego z kardynałów. „Rydzyk tobie tego nigdy nie zapomni, nigdy nie odpuści”.

Nie no, błagam. Panie pośle, naprawdę pan to wierzy?

Niech pan zacznie z Rydzykiem. To pan sam się przekona.

Zaczynam od lat, bo pracuję w konkurencyjnej stacji.

Niech pan zacznie z nim naprawdę, niech pan mu zabierze pieniądze i zobaczy pan, co pana spotka.

Bardzo dziękuję.

„Szopka CBA to był dramat dla mojej rodziny. Dobę przed wigilią zabrali nam talerze, naczynia”

Szopka CBA była dramatyczna dla mojej rodziny. Doba przed wigilią — rewizja, wywrócenie domu do góry nogami, zabranie talerzy, naczyń. To jest dramat, to nie są później święta — wspomina Gawłowski w internetowej części programu. Jego zdaniem wejście CBA było „świadomie zaprojektowane, żeby przy każdym stole dyskutowano o tej akcji”. Teatr się odbył — były kominiarki, pistolety, kajdanki i w opinii publicznej ja jestem już skazany — komentuje gość Radia ZET.

Zaczęło się od Rydzyka, a potem było poszukiwanie sposobów, żeby dobrać się do Gawłowskiego — uważa polityk PO. Dlaczego trafiło akurat na Gawłowskiego? Z mojego regionu pochodzi Joachim Brudziński, który nigdy na Pomorzu Zachodnim nie wygrał z PO, a to jest jego ambicja — mówi gość Konrada Piaseckiego.

Ustawa o IPN? Sprzeciwiamy się używania pojęcia „polskie obozy śmierci”, bo to zafałszowywanie historii, ale nie chcemy sprawy traktować w kategoriach zapisu ustawowego, bo to jest śmieszne i niepoważne — ocenia polityk Platformy. Jego zdaniem przez 8 lat rządów PO tego typu sformułowanie pojawiło się około tysiąca razy „i za każdym razem polska dyplomacja skutecznie to zwalczała”. W ciągu ostatniego tygodnia sformułowanie to pojawiło się kilkanaście milionów razy. To jest dyskwalifikujące dla PiS — komentuje gość Radia ZET.

RADIO ZET/MA

Oceń