Teraz gramy

"Co by było, gdyby… " - nowy felieton Marzeny Chełminiak [PRZECZYTAJ]

07.01.2018 10:51

Każdy z nas pamięta chwile, kiedy rodzice nie stanęli na wysokości zadania. Kiedy wydawało się nam, że gdyby oni podjęli inną decyzję, byli bardziej konsekwentni, uważni, to i my postąpilibyśmy inaczej, a co za tym idzie – nasze dorosłe życie ułożyłoby się lepiej.

"Co by było, gdyby… " - nowy felieton Marzeny Chełminiak [PRZECZYTAJ]

Rodzice R. byli artystami. Wychowywali ją w atmosferze wolności, więc R. chciała tę wolność poczuć. Poszła za głosem serca i poddała się sile miłości. W imię wolności łamała jeden stereotyp za drugim. Rzuciła studia, ale urodziła dwie piękne córki. Związała się z mężczyzną młodszym o dekadę i chociaż z takim lepiej niczego nie budować – ona zbudowała. Po latach jednak wzdycha: „Ech, gdyby rodzice narzucili mi dyscyplinę, gdyby gonili mnie do ćwiczeń przy fortepianie… Miałam przecież talent, ale brakowało mi wytrwałości.  Gdyby oni wtedy mnie pilnowali…”. Miłość do muzyki jej została, ale umiejętności nie posiadła. Czasem bardzo żałuje.

A. jest środkowym dzieckiem. Odkąd pamięta, zawsze był tym „niedokochanym”. Starszy brat – wiadomo: pierworodny. Młodsza siostra – wymarzona dziewczynka, tym bardziej wiadomo. On taki pomiędzy. Robił wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę rodziców. To rowerkiem rzucił, to fuknął czy tupnął nóżką, że dalej nie pójdzie. Albo przewrócił się na nartach i demonstracyjnie krzyczał przez łzy, że już nie wstanie. Pewnego dnia oznajmił, że nie będzie chodził do szkoły. Bo kto go zmusi? Na złość rodzicom. Bo nie kochają, a jemu z tym źle. A. dorósł, poznał dziewczynę, kończy studia, pracuje. Ale uczucie „niedokochania” zostało. Za szybko się wyprowadził, za szybko wszedł w dorosłość, za mało miał przytulania… Gdyby rodzice dali mu więcej ciepła, może bardziej wierzyłby w siebie. Może byłby w innym miejscu – zastanawia się dzisiaj.

Dorosłość zaczyna się wtedy, gdy bierzemy za siebie odpowiedzialność. Gdy pokornie przyjmujemy to, na co nie mamy wpływu. Gdy akceptujemy własną przeszłość. Zarówno to, czym zostaliśmy obarczeni, jak i to, czego nie dostaliśmy od losu czy rodziców. A moment, w którym uświadomimy sobie, że to od naszych – nawet tych najdrobniejszych – decyzji zależy, kim jesteśmy, jest prawdziwie uwalniający.

Mój kolega z Irlandii, znany z ciętego języka, napisał kiedyś na fejsbukowej ścianie: „Ciekawe, czy w jakimś talk show pojawi się ktoś, kto przyzna: Mama była w porządku. Tata w sumie też. To po prostu ja wyrosłem na kogoś, kto nie daje rady”.

Może wśród wielu postanowień noworocznych zróbmy i takie, by wejście w ten rok stało się symbolicznym początkiem lepszej reszty życia? A może początkiem dorastania? Bez oglądania się na okoliczności, przeszłość czy rodziców.

750x200_doublebillboard (1)