Słuchaj
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Konrad Piasecki
Aga Kołodziejska, Tomek Florkiewicz
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Michał Korościel
Justyna Dżbik, Roman Osica
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

"Na własne życzenie" - nowy felieton Marzeny Chełminiak [PRZECZYTAJ]

27.11.2017 19:13

„Możesz być, kim chcesz” – wierzę, że to zdanie naprawdę ma sens

"Na własne życzenie" - nowy felieton Marzeny Chełminiak [PRZECZYTAJ]

K. ma 26 lat. Urodziła się tam, gdzie wszyscy chcieliby się znaleźć, gdy pewnego dnia już rzucą wszystko. Tyle że K. musiała rzucić to miejsce, żeby się uczyć, rozwijać, szukać więcej szans na lepsze życie. Przeniosła się do dużego miasta już w latach licealnych. Potem rozpoczęła studia. Zakochała się i za ukochanym pojechała za granicę. To była nieudana próba zamieszkania jeszcze dalej od domu i nieudana miłość. Wróciła do kraju i zaczęła wszystko od początku w kolejnym dużym mieście. Scenariusz na życie, jakich wiele. Tyle że K. nie czuje się szczęśliwa. Ma dwie niespełnione pasje: śpiew i medycynę. I nie wierzy, że którąś z nich kiedykolwiek zrealizuje. Nie wierzy, że mogłyby stać się jej codziennością.

Próbowała szczęścia w szołbiznesie. Wysiłek spalił na panewce. Po udziale w telewizyjnym show nie było ciągu dalszego. Na medycynę się nie dostała. Zdawała raz, więcej nie próbowała. Poza tym na wszystko trzeba mieć pieniądze. Albo układy – uważa K. To, czym teraz zajmuje się zawodowo, wystarcza, by zarobić na życie, ale by poczuć się szczęśliwą i spełnioną – już nie. Na pytanie, co musiałoby się wydarzyć, by było jej w życiu lepiej, odpowiada: medycyna lub śpiew. Ale to nierealne. Przecież próbowała i nici. W życiu nie możesz być, kim chcesz. Przynajmniej nie każdy może. Koniec i kropka.

I. ma 43 lata. Gdy biologiczni rodzice uznali, że jej nie chcą, i oddali do domu dziecka, szybko znaleźli się nowi. Ci chcieli, ale chyba nie do końca potrafili być rodzicami. W domu rządził alkohol. I. długo nie rozumiała, że nie każda siedmiolatka musi odprowadzać pijanego tatę do domu. Albo wyczekiwać go pod blokiem do nocy, gdy wróci ze spotkania z kumplami. Za to inne dzieci na podwórku rozumiały aż za wiele. To od nich dowiedziała się, że jest znajdą. Od tamtego momentu I. bardzo chciała dowieść przybranym rodzicom, że zasługuje na ich miłość. Zacisnęła żeby i z czasem została sportowcem. Mistrzynią. Wycisnęła, co się dało, ze swoich talentów. Przeżywała chwile ogromnego szczęścia i jeszcze większego opuszczenia. Według zasady: im wyższy szczyt zdobyty, tym większa samotność. Ale nie poddała się. Pokazała innym, a może najbardziej sobie, że może być, kim chce. Nie dała się ściągnąć na ziemię. Nic nie było w stanie odwieść jej od realizacji marzenia. Było dla niej jak iskra zapalającą lont. Przekonała się, że to ona decyduje, czy ktoś ją zgasi. K. pozwoliła, by ktoś zgasił jej iskrę – I. nie tylko jej nie zgasiła, ale wykrzesała mnóstwo nowych iskier, spełniając pojawiające się w życiu kolejne marzenia. To nie stało się samo. Zostało okupione wieloma trudnymi chwilami i ciężką pracą.

Myślę o tych dwóch życiorysach. O wciąż młodej K. Chciałabym, żeby poczuła, że nic nie jest stracone, że dopóki żyjemy – możemy dążyć do tego, by stać się, kim chcemy. 

Felieton pochodzi z miesięcznika "SENS".