Mała Nika została pozostawiona na pewną śmierć. Teraz dochodzi do zdrowia

W 2014 roku misjonarka Sarah Conque uratowała przed śmiercią małą Nikę. Gdy biologiczna matka dziewczynki dowiedziała się, że jej córka cierpi na wodogłowie, chciała ją porzucić. Na szczęście dziewczynka w porę otrzymała pomoc i teraz dochodzi do pełni sił. 

Nika urodziła się na Haiti. Niestety jej matka, która jest prostytutką, od momentu, w którym dowiedziała się, że jest w ciąży, za wszelka cenę chciała usunąć dziecko.

"

Z rozmowy z matką Niki dowiedziałam się, że jeszcze w czasie, gdy była w ciąży, piła różne trucizny, aby ją usunąć. Chciała również sprzedać córkę, ale – jak sama powiedziała – nikt nie chciał jej kupić – napisała na swoim blogu misjonarka Sarah Conque. "

Matka dziewczynki w końcu zwróciła się o pomoc do organizacji, w której pracuje Sarah. Pomimo tego, że stan małej Niki wymagał natychmiastowej pomocy, kobieta sprzeciwiała się jego leczeniu. Sytuacja zmieniła się w momencie, kiedy misjonarka odwiedziła dom, w którym mieszkała Nika.

"

Weszłam do mieszkania i zobaczyłam, że Nika jest sama i leży na worku z ryżem. Wokół niej leżą porozrzucane śmieci i kręcą się psy. Miała wówczas 11 miesięcy i ważyła 3 kilogramy, z czego większość masy stanowiła głowa – tłumaczyła Conque. "

Powrót do zdrowia

Misjonarka natychmiast – za zgodą matki - zabrała dziewczynkę i poddała ją leczeniu. Nika przeszła operację spuszczenia płynu z mózgu i wszczepienia implantu, który zatrzymuje nawrót choroby. W 2015 roku Sarah otrzymała pełne prawa do opieki nad Niką i zabrała ją do Stanów Zjednoczonych, gdzie dziewczynka przeszła szereg innych zabiegów.

Od 2 lat Sarah na bieżąco zamieszcza na Instagramie zdjęcia małej Niki. Dzięki temu internauci doskonale widzą poprawę, jaka zaszła w zdrowiu dziewczynki.

"

Z każdym oddechem, który bierze Nika, wiem, że warto walczyć z przeciwnościami losu. Uświadamiam sobie, że niemożliwe staje się bardzo realne – napisała na blogu kobieta. "

Wielkie serce wolontariuszy

Na początku 2016 roku internet obiegło zdjęcie wolontariuszki Anji Ringgren Loven, która podaje wodę małemu, wychudzonemu dziecku. Z relacji kobiety wynika, że nigeryjski chłopiec został porzucony przez rodziców, ponieważ ci uznali, że jest… czarownikiem.

Chłopiec natychmiast trafił pod opiekę pracowników organizacji, którzy nadali mu imię Hope, co po angielsku oznacza nadzieję.

Ponad miesiąc po tym wydarzeniu Dunka opublikowała na Facebooku kolejne zdjęcie malca. Jednak tym razem chłopiec zmienił się nie do poznania.

"

Jego imię jest dla mnie wyjątkowe, nie tylko ze względu na jego znaczenie, ale też na to, co się za nim kryje – napisała Anja Ringgren Loven pod zdjęciem radosnego malca. "

Historia Hope tchnęła ludzi dobrej woli do wsparcia finansowego Fundacji Pomocy i Rozwoju Dzieci Afrykańskich. Datki pochodziły głównie od prywatnych darczyńców i innych fundacji. W ciągu kilku tygodni ta charytatywna instytucja wzbogaciła się o dodatkowy milion dolarów.

 

Radio ZET/SK

Więcej: