Dlaczego Facebook musi tłumaczyć się z reakcji po zamachach w Paryżu?

Użytkownicy Facebooka zastanawiają się dlaczego Paryż jest dla Marka Zuckerberga ważniejszy niż Bejrut. Wszystkie osoby, które przebywały w Paryżu w trakcie zamachów, mogły za pośrednictwem portalu powiadomić swoich znajomych i rodzinę, że są bezpieczni. Funkcja „safety check” nie została jednak uaktywniona w czwartek, gdy do zamachów terrorystycznych doszło w stolicy Libanu.

Facebook stosuje „podwójne standardy”. Takie właśnie oskarżenia pojawiły się pod adresem popularnego portalu społecznościowego. Internautom nie spodobał się fakt, że bezpieczeństwo przebywających w Libanie osób nie było dla nich równie ważne. W stolicy kraju doszło w czwartek do podwójnego zamachu bombowego, w wyniku którego zginęło co najmniej 48 osób, a 250 zostało rannych.

Mark Zuckerberg wyjaśnia

Na liczne głosy krytyki odpowiedział sam założyciel Facebooka. Zuckerberg skorzystał oczywiście ze swojego oficjalnego profilu na portalu społecznościowym. Amerykanin stwierdził, że opcja „safety check” miała być wykorzystywana jedynie w przypadku katastrof naturalnych. Włączenie jej po zamachach w Paryżu było decyzją spontaniczną. 

Zuckerberg zapewnił jednocześnie, że w przyszłość będzie ona dostępna także podczas innych katastrof humanitarnych.

- Wiemy, że na świecie jest wiele konfliktów. Troszczymy się o cały świat i dlatego będziemy pracować, by pomóc wszystkim cierpiącym - napisał Zuckerberg.

Głos zabrał również pracujący dla Facebooka Alex Schultz. Na oficjalnym profilu dotyczącym bezpieczeństwa, mężczyzna oświadczył, że decyzja o uaktywnieniu funkcji po zamachach w Paryżu wynikała z faktu, że zauważono wzmożoną aktywność użytkowników. Ludzie dzielili się tym co wiedzą i szukali informacji o swoich bliskich. Właśnie wtedy podjęto decyzję o zmianie polityki dotyczącej „safety check”.

Safety check, czyli raporty o bezpieczeństwie wprowadzono rok temu. Za ich pomocą każdy użytkownik może poinformować swoich bliskich, co się z nim dzieje i czy jest bezpieczny. Po zamachach w Paryżu z funkcji bezpieczeństwa skorzystały ponad 4 mln osób. Według ustaleń firmy, aż 360 mln użytkowników otrzymało powiadomienie o tym, że ich znajomi lub rodzina są bezpieczni.

Pierwsze słowa krytyki

Pierwszą osobą, która wyraziła swoje niezadowolenie z działań Facebooka był libański bloger Joey Ayoud. Jego post z... Facebooka udostępniono ponad 10 tysięcy razy.

- Nie dostajemy „safety button” na Facebooku. Nie dostajemy kondolencji od najważniejszych mężczyzn i kobiet na świecie i milionów innych użytkowników - napisał bloger. 

Podkreślił również, że świat nie jest zainteresowany losem Libańczyków. Mężczyzna jest jednak myślami ze wszystkimi ofiarami zamachu oraz osobami cierpiących z powodu dyskryminacji, która będzie skutkiem ubocznym działań terrorystów.

Nie wszyscy się z nim jednak zgadzają. Jeden z libańskich dziennikarzy, Doja Daoud powiedział, że funkcja bezpieczeństwa w Bejrucie nie byłaby po prostu tak skuteczna, jak w Paryżu. W przypadku jakichkolwiek bombardowań, deszczu, eksplozji czy protestów łączność telefoniczna w Libanie zostaje odłączona lub pada. Właśnie dlatego ludzie z tej funkcji nie mogliby nawet skorzystać.

Radio ZET/MR

Więcej: