188 fok szarych na polskim wybrzeżu. Wyjątkowe zdjęcie Straży Granicznej

Morski Oddział Straży Granicznej w Gdańsku zrobił z pokładu śmigłowca niezwykłe zdjęcie. Na jednej fotografii udało się uwiecznić kilkaset osobników foki szarej. 

8 kwietnia z pokładu śmigłowca Straży Granicznej Anakonda zaobserwowano stado fok na cyplu u ujścia Wisły. Fotografia została przesłana do Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. Badacze naliczyli na fotografii 188 osobników

"

Zdarza się, że podczas patrolu widujemy w tym miejscu podobne ilości fok - powiedział por. SG Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku. "

Miejsce, gdzie leżały foki, jest bardzo spokojne. Człowiek i inne zwierzęta nie mają tam jak dotrzeć.

"

Coraz częściej obserwuje się foki szare na południowym wybrzeżu Bałtyku. Na tej łasze mają spokój. Człowiek nie ma jak im przeszkodzić w wypoczynku. Teraz rozpoczął się okres linienia, wychodzą więc na plażę i się wygrzewają. To naturalne zachowanie - powiedziała w rozmowie z RadiemZET.pl Paulina Bednarek, opiekun dzikich zwierząt z fokarium na Helu. "

Jak poinformowała Bednarek, na polskim wybrzeżu coraz częściej obserwuje się foki szare

"

Jeśli zobaczymy leżącą fokę szarą na plaży, nie podchodźmy. Poinformujmy ludzi wokół, że lepiej zostawić zwierzę w spokoju. Jeśli widać, że coś złego się z nim dzieje, zróbmy zdjęcie i prześlijmy je do fokarium lub do WWF. To normalne, że spotyka się te zwierzęta na plaży. Odpoczywają po długiej podróży. Nieraz po dwóch dniach wracają do morza i odpływają dalej. Najważniejsze to zapewnić im spokój - wyjaśnia Bednarek.  "

Na ratunek maleństwu

Tego samego dnia pracownicy fokarium na Helu otrzymali zgłoszenie o porzuconym szczenięciu foki szarej. Na miejsce pojechali pracownicy instytucji. Wszystko się potwierdziło. W Chałupach na plaży, blisko morza leżało młode zwierzę. Była to ważąca 12,7 kg samiczka. Nazwano ją Chałka. Teraz trwa walka o życie maleństwa.

W ostatnim czasie udało się również uratować 2-miesięczną niedźwiedzicę w Cisnej. Zgłoszenia o błąkającym się maluchu płynęły do leśników przez kilka dni. Gdy go odnaleziono, natychmiast postanowiono przewieźć do lecznicy weterynaryjnej. Okazało się, że była to bardzo dobra decyzja, bo maluch mógł nie przetrwać nadchodzącej nocy. Był wycieńczony i odwodniony. 

Radio ZET/MB

Więcej: