Historia jak z filmu, czyli jak zwrócić na siebie uwagę na bezludnej wyspie? [ZDJĘCIA]

Trzech mężczyzn rozbiło się na Pacyfiku. Dopłynęli do bezludnej wyspy. Tam walczyli o przetrwanie i żyli nadzieją, że ktoś ich odnajdzie. 

Cała historia przypomina scenariusz jak z hollywoodzkiego filmu. 

To był nieszczęśliwy wypadek. Łódź została przewrócona przez wielką falę. Mimo panującej nocy, rozbitkowie postanowili płynąć przed siebie wpław. Przez trzy kilometry otaczał ich ocean i odległy horyzont. Udało im się dopłynąć do wyspy Fanadik. Tam mężczyźni czekali na pomoc. O życie walczyli przez 72 godziny.

Walka o przetrwanie

Rozbitków zauważyli piloci Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Patrolowali oni okolice Mikronezji na Pacyfiku. Podczas lotu dostrzegli wielki napis „HELP”, ułożony z liści palmowych. Przy napisie stali mężczyźni i machali kamizelkami ratunkowymi. 

Od razu rozpoczęła akcja ratunkowa. Na wyspę wypłynęła łódź. Na miejsce przybyła po niespełna dwóch godzinach. Rozbitkowie nie odnieśli poważnych obrażeń. Byli jednak wycieńczeni. Obecnie są pod obserwacją w szpitalu.

Mikronezja to państwo na Oceanie Spokojnym. Kraj ten był w przeszłości obszarem powierzonym przez ONZ administracji USA. Uzyskał niepodległość w 1986 roku.

Zdradliwe wody

Przygoda tych trzech mężczyzn zakończyła się happy endem. Z takim szczęściem niestety nie spotkał się 59-letni podróżnik z Niemiec.

1 marca 2016 roku media na całym świecie obiegły zdjęcia zatopionego jachtu. Przy małym stoliku na dolnym pokładzie znajdowały się zmumifikowane zwłoki mężczyzny. Dzięki dokumentom i albumom fotograficznym, które znajdowały się na pokładzie, bardzo szybko udało się ustalić, że zmumifikowane ciało należy do Manfreda Fritza Bajorata. Żeglarz ostatni raz kontaktował się z przyjaciółmi w lutym 2009 roku.

Filipińscy funkcjonariusze ustalają teraz przyczyny śmierci żeglarza. Po dokładnych oględzinach pokładu jachtu, wykluczono udział osób trzecich. Śledczy podejrzewają, że Manfred Fritz Bajorat zmarł nagle.

"

Mężczyzna prawdopodobnie próbował wezwać pomoc za pomocą telefonu, który stał na stoliku nawigacyjnym. Ułożenie ciała może świadczyć o tym, że podróżnik mógł umrzeć wskutek np. zawału serca – stwierdził kryminolog prof. Frank Wehner w rozmowie z niemieckim tabloidem „Bild”. "

Jedno jest pewne - żeglarz umarł w samotności, a pomoc nie zdołała dotrzeć na czas.

Radio ZET/SJ

Więcej: