Internautka ostrzega: „fotografują stacje metra”. Jest się czego bać?

Internautka twierdzi, że była świadkiem podejrzanego zachowania mężczyzn o orientalnym typie urody. W mediach społecznościowych zawrzało. 

Poczucie bezpieczeństwa Europejczyków zniszczyły ataki terrorystyczne w Paryżu i w Brukseli. Temat ten pojawia się we wszystkich europejskich mediach. Nawet w Polsce ludzie zwiększyli swoją czujność i zgłaszają podejrzane zachowania. 

Ostatnio media społecznościowe obiegł apel internautki. 

"

Nocami po ulicach Warszawy kręcą się faceci, którzy starannie fotografują stacje metra - piszę na Facebooku internautka. - W nocy ze środy na czwartek (13/14.04) około 1.30 ktoś dokładnie „uwieczniał” stację Rondo ONZ. Pominę milczeniem orientalny typ urody. I najwyższą klasę sprzętu, jakim robiono zdjęcia. To nie jest żart, widziałam na własne oczy, sprawa jest megapoważna. Podawajcie te info dalej, gdzie się da. Błagam - dodaje. "

Iwona Jurkiewicz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji nie potwierdza informacji o takim zgłoszeniu. 

Oby nie okazało się, że ten apel jest tylko próbą zwrócenia na siebie uwagi. Takie zachowanie, w dobie fałszywych alarmów, mogłoby tylko osłabić czujność społeczeństwa. 

Zgubiony portfel

To już nie pierwsze takie wydarzenie. Na początku grudnia 2015 roku w internecie pojawia się historia kobiety, która miała pomóc muzułmaninowi, gdy wypadł portfel. Bohaterka historii miała go podnieść i przekazać właścicielowi. Mężczyzna w ramach podziękowania miał ją ostrzec, żeby 12 grudnia nie wsiadała do warszawskiego metra.

Bartosz Milczarczyk, rzecznik prasowy Urzędu m. st. Warszawy, zapewniał wtedy, że nie ma żadnego zagrożenia, a całą historię należy traktować jako miejską legendę. 

Internauci nie pozostali obojętni wobec tamtej historii i na swój sposób odnieśli się do całego zamieszania. Na Facebooku powstało wydarzenie „12-GO GRUDNIA WSIADAM W METRO”, które miało być formą protestu przeciwko szerzeniu paniki.

Fałszywe alarmy

Od ostatnich zamachów terrorystycznych na skutek fałszywych alarmów dwa razy ewakuowano lotniska - raz w Modlinie, a raz Chopina. 

Pierwsza ewakuacja miała miejsce 27 marca na lotnisku w Modlinie. Okazało się wtedy, że zgłoszenie było żartem pijanych ludzi, którzy byli na imprezie. Ten „dowcip” będzie słono kosztował autora. Grozi mu od pół roku do nawet 8 lat więzienia oraz kara finansowa liczona w setkach tysięcy złotych.

Prawie tydzień później, bo 5 kwietnia, ewakuowano około 300 osób z terminala na lotnisku Chopina w Warszawie na podstawie anonimowego zgłoszenia o podłożeniu bomby. Strefa ogólnodostępna terminala była wyłączona z użytkowania przez około półtorej godziny. Alarm spowodował opóźnienia w odlotach 13 samolotów. Wkrótce po zgłoszeniu okazało się, że alarm jest fałszywy, a policja ujęła jego autora, którym okazał się 29-letni mieszkaniec Starachowic w woj. świętokrzyskim. Naczelny dyrektor przedsiębiorstwa Porty Lotnicze, które zarządza Lotniskiem Chopina, podjął decyzję o wystąpienie z roszczeniami wobec autora fałszywego alarmu i domaganiu się na drodze sądowej zwrotu poniesionych kosztów akcji oraz stosownego zadośćuczynienia.

Radio ZET/MB

Więcej: