Co po „Pitbullu"? Tylko u nas Patryk Vega opowiada o nowych filmach

Patryk Vega nie zwalnia tempa i wraca z trzecią już częścią kultowej serii. „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” to jednak zupełnie nowe spojrzenie na świat policji i gangsterów. Nowe, bo pokazane z perspektywy kobiet. Tylko nam w cyklu "Rozmowy na stronie" reżyser opowiedział o tym, dlaczego tak bardzo fascynuje go świat silnych kobiet, jak radzi sobie z piętnem najbardziej brutalnych historii i dlaczego w pracy nad nowym „Pitbullem” pomagała mu żona. „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” w polskich kinach już od 11 listopada.

Czy to przypadek, że pierwszy film policyjny poświęcony kobietom w Polsce i jeden z pierwszych na świecie w ogóle, ma premierę właśnie teraz, gdy tak głośno mówi się o prawach kobiet?

Nie było to przeze mnie zaplanowane, ale jest to pewien znak naszych czasów. Mnie temat praw kobiet fascynował już dobre kilka lat temu, bo już podczas studiów socjologicznych i dziennikarskich zajmowałem się kobietami pracującymi w męskich zawodach. W tamtym czasie to był jeszcze ewenement i teraz, gdy po premierze „Pitbullla. Nowe Porządki” dowiedziałem się, że 40% funkcjonariuszy przyjętych w zeszłym roku do policji to były kobiety, zapaliła mi się czerwona lampka. Zrozumiałem, że chcę iść tym tropem i robić filmy poświęcone kobietom. A to, że zbiega się to akurat z aktualną sytuacją w naszym kraju to jest signum temporis.

A czy mógłbyś się nazwać feministą?

Pisałem na studiach pracę o feminizmie i sam nie boję się silnych, samowystarczalnych kobiet. To, że kobieta jest tak zaradna życiowo, że potrafi dać sobie radę ze wszystkim, może rzeczywiście powodować, że facet czuje się zupełnie niepotrzebny. Ale to jest już przecież problem faceta… Niestety widzę po sytuacji w kraju, że równouprawnienia wciąż nie ma. Kobieta musi być dwa razy lepsza od faceta, żeby być szanowaną – i to nie dotyczy tylko tzw. zawodów męskich, ale też niemal każdej sfery życia.

Nie oszukujmy się kobiety są bardziej skomplikowane od mężczyzn. Jak pracowałeś nad tym, by kobiece bohaterki w najnowszej części „Pitbulla” nie były papierowe, tylko prawdziwe z krwi i kości?

No cóż.. faceci są debilami emocjonalnymi (śmiech), więc wiedziałem, że nie mogę się wymądrzać na temat kobiet, bo zapewne skończyłoby się to zupełnym fiaskiem. Postanowiłem więc zupełnie oddać im głos. Dotarłem do autentycznych policjantek, przeprowadziłem z nimi mnóstwo rozmów. Dotąd w kinie nie było na to pomysłu – bohaterki w tzw. męskim świecie były zwykle przetrącone przez los, w depresji. Filmowcy szukali głównie odpowiedzi na to, jak w tym trudnym środowisku kobiety mogą sobie poradzić. Ja mam szczęście, bo udało mi się spotkać naprawdę fascynujące kobiety. To są wielowymiarowe postaci, nie było więc łatwe tworzyć ich role. Mimo że od dawna jestem przesiąknięty światem policji, dopiero teraz odkryłem, że jest on jeszcze bardziej złożony. Stało się to wtedy, gdy spojrzałem na to wszystko pierwszy raz, właśnie przez optykę kobiet. Zobaczyłem, że są policjantki, które osiągają nawet lepsze wyniki od swoich kolegów, a jednocześnie po godzinach potrafią wrócić do domu i zrobić obiad dla całej rodziny. I ich życie to – poza pracą w policji – zupełnie nie różni się od życia innych kobiet.

Badania pokazują, że kobiety uczą się szybciej, są bardziej zdyscyplinowane, sumienne, dokładniejsze od mężczyzn. A mimo wszystko kobiety wciąż spychane są do pań zajmujących się wystąpieniami publicznymi, „seksownych pań w drogówce” albo ewentualnie do pracy w pionie logistycznym. Czy jest szansa, żeby ten świat bardziej otworzył się na nas?

Tak, to się powoli zmienia. Kiedy zajmowałem się policją dziesięć lat temu, kobiety w policji zajmowały się głównie pracą biurową. Dzisiaj wiele z nich robi karierę, zawiadując dużymi zespołami. Jestem przekonany, że to wszystko zmierza w dobrą stronę, ale rzeczywiście – małymi krokami.

Nie trzeba być jednak w środku tego świata, by wiedzieć, że wciąż wielu policjantów traktuje kobiety z lekceważeniem. Dlaczego?

Tak, niestety, wciąż wielu mężczyzn twierdzi, że kobiety nie nadają się do tej pracy, że mogą ewentualnie wypisywać papiery, że są obciążone słabościami, które powodują, że nie jest to zawód dla nich. Na szczęście to wszystko powoli się zmienia.

Do perfekcji opanowałeś zabawy wizerunkami aktorów. W „Służbach Specjalnych” pozbawiłeś Olgę Bołądź kobiecości. To tak naprawdę Tobie zawdzięczamy wizerunek twardziela Piotra Stramowskiego. W zwiastunie „Niebezpiecznych kobiet” widzimy Annę Dereszowską, Magdalenę Cielecką, Alicję Bachledę-Curuś, Joannę Kulig w estetyce dalekiej od świata TVN-u, rzucające kurwami jak rasowi budowlańcy. Czy trudno jest przekonać aktorów do takich zmian?

Absolutnie nie. Tak naprawdę aktorzy tego pragną. Przecież to nie jest żadna frajda grać samego siebie. Ludzie po to wybierają ten zawód, który jest w pewnym sensie ucieczką od własnej osobowości, żeby kreować bohaterów jak najdalszych od tego, kim aktorzy są prywatnie. W Polsce, po pierwsze, wciąż pokutuje obsadzanie po warunkach. A po drugie, co bardziej bolesne, lenistwo. Jeśli ktoś dobrze zagrał powiedzmy adwokata, to w następnych produkcjach też jest mu proponowana rola adwokata, bo się w tym zwyczajnie sprawdził. Niestety też często polscy reżyserzy w ogóle nie prowadzą  aktorów. Czasami aktor nawet chce pokonać własne słabości, spróbować czegoś zupełnie nowego, ale nie ma takiego sparingpartnera, który z boku powiedziałby mu, jak to zrobić. U nas niestety wciąż oglądamy przez dwadzieścia lat tego samego człowieka – niby w innych rolach – ale wciąż tego samego człowieka.

Z czyim wizerunkiem najbardziej chciałbyś więc powalczyć?

Przygotowuję teraz trzy kolejne filmy. Po „Pitbullu. Niebezpieczne kobiety” jestem przekonany, że chcę opowiadać głównie o kobietach pracujących w męskich zawodach. Chciałbym się spotkać na planie z Małgosią Kożuchowską i Joasią Brodzik i zupełnie zmienić ich dotychczasowe wizerunki.

W zwiastunie najnowszego „Pitbulla” widzimy, jak silnie świat przestępców przenika się ze światem policji. To powtarza się w każdym Twoim filmie. Czy naprawdę dzieje się to aż na tak wielką skalę? Czy policjantowi jest bliżej do gangstera niż załóżmy panu Zenkowi, właścicielowi zakładu fryzjerskiemu, który bierze wszystkie napiwki dla siebie?

Tak, te światy bardzo się przenikają. Przy pracy nad książką „Niebezpieczne kobiety” dotarłem do tak fascynujących bohaterek, że okazało się, że ich życiorysy są gotowymi scenariuszami na film. W „Pitbullu” nie ma nawet jednego wymyślonego dialogu. Wszystkie sytuacje są autentyczne, wzięte od osób, które chodzą po tych samych ulicach co my.

Z kim się łatwiej się współpracuje: z policjantami czy z gangsterami?

Zdecydowanie łatwiej rozmawia się z policjantami. Bardzo trudno nakłonić czynnego przestępcę do zwierzeń. Ale teraz udało mi się spotkać tak interesującą bohaterkę z naturalnym talentem do opowiadania historii, że dzięki temu nawet moja żona stwierdziła, że wreszcie zrobiłem interesujący film dla kobiet (śmiech). To zresztą ona pomogła mi wymyślić samo zakończenie. Ono jest najmocniejszą częścią tego filmu. Jestem przekonany, że każdego wbije w fotel...

A czy podczas pracy nad najnowszą częścią serii usłyszałeś jakąś historię, która jest prawdziwa, ale wydaje się nierealistyczna? Coś, co zupełnie wbiło Cię w fotel?

Tak, jest sporo takich historii. Poznałem np. jedną policjantkę, która była  podsłuchiwana przez Biuro Spraw Wewnętrznych, bo przewoziła facetów do lasu i tam ich wykańczała, a na co dzień wydaje się kruchą, bardzo delikatną kobietą. Poruszająca była też sprawa jednej z policjantek, która zawodowo zajmowała się pomocą kobietom dotkniętym przemocą w rodzinie. Niestety sama była ofiarą przemocy ze strony męża biznesmena. Cykl wyglądał tak, że najpierw była przemoc fizyczna, a potem miesiąc miodowy – facet się zmieniał w aniołka, był przemiły, kupował kwiaty. Ta kobieta nie mogła już znieść tego napięcia, więc sama zaczęła skracać te okresy przemocy. To było dla mnie bardzo przerażające, bo była ona bardzo inteligentna, wiedziała o tym wszystko, a i tak sama stała się ofiarą. Wtedy też po raz kolejny uświadomiłem sobie, że przemoc dotyczy nie tylko nizin społecznych, ale też wszystkich warstw naszego społeczeństwa. Takich historii jest naprawdę sporo. Mam jeszcze kilka scenariuszy na film na pewno.

Sam jak aniołek nie wyglądasz, ale czy były takie sytuacje, ze wiedziałeś, ze przekroczyłeś już granicę? Że zwyczajnie się bałeś?

Nie mam takich obaw, ale to dlatego, że wiem, co miałbym zrobić w takiej sytuacji. To już jest kwestia doświadczenia, bycia w tym świecie od wielu lat. Bardziej boję się tego, jak duży odcisk takie historie zostawiają na mojej psychice. To wszystko nie jest dla mnie obojętne. W młodości zapijałem to alkoholem, miałem też depresję. Teraz, gdy wróciłem do Kościoła, pomaga mi modlitwa. No, ale jak radzić sobie z tym wszystkim, gdy teraz – podczas pracy nad filmem o handlu dziećmi – rozmawiam z ludźmi, którym porwano dziecko dwadzieścia lat temu i oni wciąż nie wiedzą, co się z nim stało? Nie mają pojęcia, czy to była nielegalna adopcja, czy seksbiznes, czy sprzedanie dziecka na organy, czy jeszcze jakiś inny scenariusz. To już chyba nawet łatwiej  poradzić sobie ze śmiercią. Naprawdę gdy wracam z takiego spotkania, to najzwyklej na świecie – płaczę, bo mam poczucie niemocy. Nie rozumiem, dlaczego akurat ja wracam do fajnego świata, do rodziny, a ci ludzie żyją w piekle. Muszę wierzyć, że jest w tym jednak jakaś głęboka mądrość Pana Boga, której my nie rozumiemy.

Powiedziałeś o tym, że następne filmy też chcesz poświęcić kobietom. Nad czym pracujesz jeszcze oprócz filmu o handlu dziećmi?

Pracuję też nad filmem o kobietach pracujących w służbie zdrowia. To będzie taki „Pitbull”, tyle że o kobietach w służbie zdrowia. I chyba jeszcze atrakcyjniejszy – bo nie  każdy z nas był na komisariacie, a u lekarza już każdy. Trzeci film będzie opowiadał o walce policji europejskiej z międzynarodową przestępczością.

Czyli mimo tego odcisku, o którym mówiłeś, raczej komedii romantycznej Patryka Vegi nie zobaczymy?

Nie, bo nawet, gdybym ją nakręcił, to od razu pisaliby, że to gniot (śmiech). A tak naprawdę znalazłem już swoją drogę, wiem, już w czym czuję się mocny. Wspólnym mianownikiem moich wszystkich następnych filmów będzie oparcie ich na wnikliwej dokumentacji, a tych kilku najbliższych – to, że wszystkie będą opowiadały o kobietach.

Nowy „Pitbull” będzie pokazywany też w Wielkiej Brytanii.  Myślisz o międzynarodowej karierze?

Tak, dlaczego miałbym nie myśleć? Polska jest płytkim rynkiem biznesowo. W Wielkiej Brytanii odnieśliśmy wielki sukces, bo byliśmy na pierwszym miejscu w box office, prześcignęliśmy nawet hollywoodzkie produkcje, takie jak „Księga Jungli”, o czym pisał „The Guardian”. Mamy przedsprzedaż dziewięć tygodni wcześniej, to niebywały precedens, takie rzeczy spotykają tylko produkcje takie jak „Gwiezdne Wojny”. Doceniam to, że na „Pitbulla” chodzą nie tylko Polacy. Nową cześć będą mogli oglądać także widzowie z Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Cieszę się, że te filmy, mimo że oparte są na polskiej historii, stają się uniwersalne i zrozumiałe także przez przedstawicieli innych kultur.

Radio ZET/SI