Drukuj

  • a
  • a
  • a

31.01.2010.

Posłuchaj wywiadu z premierem Donaldem Tuskiem

Pobierz oryginalny plik

Monika Olejnik: A „7 dzień tygodnia” wyjątkowo znad morza, w Gdańsku premier Donald Tusk i Monika Olejnik, dzień dobry panie premierze.

Donald Tusk: Moje uszanowanie.

Monika Olejnik: Panie premierze, nie dostaniemy, nie będziemy mieli złota, zmartwiony pan jest, widział pan mecz wczorajszy.

Donald Tusk: Widziałem i, znaczy zmartwiony, wszyscy wiedzieli, że te mistrzostwa będą bardzo trudne, one są trudniejsze tak naprawdę i od Olimpiady i od Mistrzostw Świata, trochę, jak w przypadku piłki nożnej, Europa to jest absolutna czołówka i dlatego ja i tak bardzo się ucieszyłem, jak doszli do czwórki, bo to, co nam zafundowali, jak zawsze zresztą, ten horror, te emocje nadzwyczajne w kilku meczach, szczególnie z Czechami, no to już, ja już jestem usatysfakcjonowany.

Monika Olejnik: Ale kibice są źli na sędziów norweskich, pan podziela te opinie, że sędziowie byli, nie byli bezstronni.

Donald Tusk: Kiedyś się zezłościłem na sędziego sportowego.

Monika Olejnik: Pamiętam.

Donald Tusk: I już więcej mnie nikt nie na ciągnie na komentowanie pracy sędziów.

Monika Olejnik: Rozumiem, to wystarczy, że trener naszych sportowców dostał szału i żółtą kartkę wczoraj.

Donald Tusk: I szkoda, bo trener Wenta jest w takiej naszej zbiorowej wyobraźni też pozytywnym bohaterem i też przy bardzo przecież skomplikowanym tym sportowym życiorysie, pokazał, że można stać się takim narodowym bohaterem w Polsce, po właśnie takim sportowym życiu, jakie miał Bogdan Wenta, więc - ale ja rozumiem emocje. Ja pewnie bym się tak samo zachował, zachowywał, a później bym tego trochę żałował.

Monika Olejnik: I nie żałuje pan swojej decyzji, że powiedział pan nie, nie będę kandydował.

Donald Tusk: Nie, nie żałuję.

Monika Olejnik: Naprawdę nie.

Donald Tusk: Nie, no przecież pani widzi.

Monika Olejnik: Tak, ja widzę, że jest pan zadowolony, tak jakby pan odetchnął z ulgą, że wreszcie mogłem to powiedzieć nie, nie będę kandydował.

Donald Tusk: Na pewno tego typu decyzji, a właściwie jej zakomunikowaniu towarzyszy ulga, główni dlatego, że od wielu miesięcy przygotowywałem się do tego, jakby oświadczenia, zdając sobie sprawę, że dla bardzo wielu ludzi może być to przykry komunikat.

Monika Olejnik: Od kiedy pan się przygotowywał.

Donald Tusk: Mniej więcej ta decyzja zaczęła dojrzewać prawie rok temu, wczesną wiosną zeszłego roku.

Monika Olejnik: Czyli to nie było w trakcie afery hazardowej.

Donald Tusk: Nie, to w ogóle, każdy, kto widzi związek między aferą hazardową a tą decyzją nie grzeszy, powiedziałbym zbytnią przenikliwością polityczną, ponieważ dla mnie jako urzędującego premiera i to w dodatku premiera, który chciałby dalej robić swoje i także szefa Platformy, kwestia jednoznacznego i ostatecznego wyjaśniania afery hazardowej jest jeszcze ważniejsza niż dla kandydata na prezydenta. Ja dziwię się czasami takim niedojrzałym komentarzom, bo przecież każdy, kto zna się trochę na polityce dobrze wie, że kandydowanie na prezydenta jest wygodniejszą formułą w sytuacji, w jakiej ja jestem, niż kontynuowanie urzędu.

Monika Olejnik: No nie wiem czy wygodne, bo wtedy zaczyna się brudna kampania, także to nie jest wygodniejsze.

Donald Tusk: Ale akurat ta sprawa nie jest niespodzianką, sprawa hazardowa to są wszystkie karty, nomen omen przecież od dawna leżą na stole i z punktu widzenia urzędującego premiera, jeśli ta sprawa nie znajdzie dobrego wyjaśnienia to jest większy kłopot niż kandydata, który zawsze może powiedzieć przecież oni to robią dlatego, bo ja kandyduję.

Monika Olejnik: No dobrze, ale czy to oznacza, że pan dojrzał, bo przecież pięć lat temu starał się pan...

Donald Tusk: Każdy dojrzewa, każdy dojrzewa.

Monika Olejnik: ...starał się pan o to żeby być prezydentem, przegrał pan, chociaż sądził pan, że znajdzie się pan w pałacu prezydenckim i wtedy pan nie mówił, że pałac to tylko prestiż, żyrandole.

Donald Tusk: Ja nie miałem gwarancji, ani pewności, że wygram tamte wybory, wtedy kiedy pięć lat temu decydowaliśmy w Platformie o takim podziale ról, niezbyt fortunnym, jak się okazało, że Platforma, która wówczas była najsilniejszą partią opozycyjną, uznała, że musimy mieć dobrego kandydata na prezydenta i dobrego kandydata na premiera, i że tą nową jakością będzie to, że otwarcie powiemy kto w wypadku wygranej będzie premierem, a kto będzie kandydował prezydenta. I, no taka była wówczas Platforma, taka była wówczas sytuacja, że mnie przypadła rola, nie ukrywam trudniejsza, czyli podjęcia próby wygrania wyborów prezydenckich. Startowałem wówczas z pozycji delikatnie mówiąc – nie faworyta, mówię o samym początku tego wyścigu i, ale sam wynik i sama kampania prezydencka to chyba był taki drugi i kluczowy etap budowy siły w Platformie, także ja tamtego nie żałuję.

Monika Olejnik: Ale nie, ale chodzi mi o coś innego, że teraz pan nagle patrzy inaczej na urząd prezydenta niż pięć lat temu.

Donald Tusk: To nie jest nagle. Ja od wielu lat powtarzałem, że dobrze byłoby w Polsce uzyskać jednoznaczność jeśli chodzi o władzę wykonawczą.

Monika Olejnik: Ale to przepraszam, czemu pan się nie zdecydował na początku, kiedy pan został premierem nie powiedział pan od razu – nie będę kandydował w wyborach prezydenckich, to wtedy nie byłoby takich komentarzy ze strony opozycji, czy też różnych zabiegów...

Donald Tusk: Komentarze będą zawsze.

Monika Olejnik: nie, różnych zabiegów, które mówią, że pan wszystko robi dlatego, że to już jest kampania prezydencka.

Donald Tusk: Ale jak widzi pani z dość dużą cierpliwością przeżyłem te komentarze. Nawet miałem dość też sporo zabawy, kiedy słyszałem czasami najbardziej kosmiczne interpretacje moich zachowań. Był taki moment, że cokolwiek bym zrobił, czy ucałowałem córkę w policzek, czy poszedłem grać w piłkę, albo nie, wszystko było podporządkowane kampanii prezydenckiej, więc w duchu...

Monika Olejnik: Może pana kto inny nie całował w policzek, teraz ostatnio.

Donald Tusk: Więc w duchu się śmiałem z tej interpretacji. Ale mówiła pani, bo i też nie będę ukrywał, że do pewnych decyzji się dojrzewa, tak do tej decyzji też się dojrzewa, też dojrzewałem. Ja nie ukrywam, bo od tego zacząłem odpowiedź na to pytanie, wielu ludzi wiedziałem, że będzie rozczarowanych, kiedy w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy przekonywałem współpracowników, rodzinę, że to jest dużo lepsza droga i dla mnie i tak powiem, to zawsze brzmi trochę na wyrost, ale wydaje mi się, że dla Polski jest też bezpieczniejsza, jeśli chodzi o te najbliższych kilkanaście miesięcy, że w tym takim bardzo ognistym...

Monika Olejnik: właściwie mniej niż kilkanaście, no bo wybory będą we wrześniu to już.

Donald Tusk: Ale konsekwencje kandydowania miałyby też swój dalszy ciąg, mówię o funkcjonowaniu rządu, czy o następnych wyborach parlamentarnych. Tak sobie na kilka lat do przodu poukładałem i dlatego trochę czasu to kosztowało zanim też złamałem opór niektórych, bo w Platformie nie wszyscy z satysfakcją przyjęli wiele, wiele miesięcy temu ten mój pomysł.

Monika Olejnik: A co to znaczy, że pan łamał opór politycznie, w „Gazecie Wyborczej” powiedział pan, że łamał pan ten opór politycznie, to znaczy niektórzy odeszli z pana rządu dlatego, że mieli inne zdanie.

Donald Tusk: Nie było bezpośredniego związku, ale na pewno są takie momenty próby dla każdego szefa, dla każdego przewodniczącego, nie wiem szefa rządu, że kiedy ma się odmienne zdanie co do kluczowej strategii, to zmieniają się także relacje, a przyszedł moment, w którym – bo ja ludzi staram się przekonywać i perswadować, używać argumentów. Ale w pewnym momencie czas na taką decyzję, w której muszę powiedzieć, także bliskim współpracownikom – nie zmieniłeś zdania, ja swoją decyzję podtrzymuję, będzie tak, jak ja chcę. I to jest ten moment, on wcale nie jest przyjemny zademonstrowanie władzy.

Monika Olejnik: I dlatego odszedł Rafał Grupiński, Sławomir Nowak, Grzegorz Schetyna to były te osoby, które pana namawiały do kandydowania.

Donald Tusk: Nie, każdy z tych polityków miał własny pogląd na tę kwestię, ale to, co jest dla mnie dzisiaj ważne, to że wszyscy przyjęli tę decyzję, nie wszyscy z entuzjazmem.

Monika Olejnik: Ja rozumiem, ale z kim pan się musiał rozstać...

Donald Tusk: Nie, ja nie mówię, że musiałem się rozstać. Musiałem pokazać kilku osobom, że nadal rządzę.

Monika Olejnik: Ale komu pan musiał pokazać, że nadal pan rządzi.

Donald Tusk: No to już jest taka nasza kuchnia polityczna, ale się przecież pani domyśla.

Monika Olejnik: Rozumiem, chodzi o Grzegorza Schetynę, tak.

Donald Tusk: No, liczę na pani domyślność.

Monika Olejnik: No dobrze, w każdym razie prezydent Aleksander Kwaśniewski oburzył się pana słowami na temat tego, co pan sądzi o urzędzie prezydenta. Powiedział premier ma wielką władzę wykonawczą, ale prezydent też ma władzę jako głowa państwa i wpływ na legislację. Słowa Tuska przyjąłem źle, bo wypowiada je człowiek, który pięć lat temu przegrał, to nieeleganckie, w sprawie pana wizji prezydentury, i że według pana ważniejszy jest...

Donald Tusk: Ale to, że nieeleganckie to jest pani komentarz, że Aleksander Kwaśniewski się...

Monika Olejnik: Nie, to jest komentarz Aleksandra Kwaśniewskiego, którego pan prosił pięć lat temu o poparcie, jak pan kandydował w wyborach prezydenckich.

Donald Tusk: Znaczy, każdy będzie miał tu własną opinię, prezydent Kwaśniewski trudno żeby miał sceptyczne podejście do tego modelu prezydentury, był 10 lat prezydentem i dlatego ja nie oczekuję od prezydenta Kwaśniewskiego żeby zgadzał się z moim poglądem na kwestie ustrojowe. Rozmawiałem z prezydentem Kwaśniewskim kilka miesięcy temu.

Monika Olejnik: Radził się go pan, co zrobić, czy warto?

Donald Tusk: To za dużo powiedziane, ale ja prosiłem o takie konsultacyjne rozmowy wtedy, kiedy proponowałem zmiany w konstytucji, rozmawiałem i z prezydentem Lechem Wałęsą i z prezydentem Kwaśniewskim, z premierem Bieleckim i z premierem Mazowieckim, z premierem Cimoszewiczem i oczywiście rozmawialiśmy także o tym modelu ustrojowym czy prezydent, czy premier, czy jeden ośrodek władzy wykonawczej i w tej sprawie różnię się z panem prezydentem Kwaśniewskim nie od dziś. Ale nie jest to jedyna sprawa, w której się różnimy, ale nie zmienia to faktu, że cenię też jego intuicję polityczną i dorobek takiej łagodnej prezydentury.

Monika Olejnik: Opozycja twierdzi, że pan stchórzył po prostu, opozycja Prawo i Sprawiedliwość.

Donald Tusk: A co mają mówić. Widzę bezradność taką, intelektualną bezradność na twarzach tych, którzy w ogóle mają odwagę komentować, bo zauważyłem, że liderzy, ci czołowi liderzy PiS nawet nie mają takiej śmiałości intelektualnej podjąć to wyzwanie.

Monika Olejnik: Znaczy brakuje panu głosu komentarza prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego?

Donald Tusk: To jest w ogóle nadzwyczajna sytuacja, że po tych zdarzeniach z ostatnich kilku dni, czy mojej decyzji, która dotyczy także bezpośrednio losów Lecha Kaczyńskiego, jego przyszłości czy decyzji dotyczących propozycji zmian tej reformy finansów publicznych, lider opozycji powinien zabrać głos, znaczy to przed audycją nie ukrywajmy, wymieniliśmy parę uwag na ten temat i ja wyraziłem to zdziwienie, że co, jak co, ale w tym tygodniu szef partii opozycyjnej powinien być obecny i powinien powiedzieć Polakom, co sądzi na temat przede wszystkim tych propozycji dotyczących zmian ustawowych w tym programie naprawie finansów publicznych państwa, a zniknął na cztery dni. Wyobraźmy sobie, co by było, gdybym ja przez cztery dni nie komentował tego typu zdarzeń.

Monika Olejnik: No, straszne to by było. Panie premierze, ale sytuacja jest taka, no nie ukrywajmy, że z jednej strony Polska jest ważna, ale z drugiej strony też pewnie pan się bał, co się wydarzy w Platformie Obywatelskiej kiedy pan by kandydował, zaczęłyby się kłótnie, tarcia i pana piękne ugrupowanie mogłoby się rozpaść na kilka skrzydeł.

Donald Tusk: Tego typu zagrożenie moim zdaniem nie istnieje, bo akurat Platforma jest, nie to nie jest, piękne są pory roku i kobiety...

Monika Olejnik: Czyli w ogóle nie myślał pan o tym, że pan kandyduje, powiedzmy wygrywa pan wybory prezydenckie i co dalej z Platformą.

Donald Tusk: Nie, oczywiście prowadzenie prac rządu i partii politycznej to jest też nieustanne kalkulowanie, co jest lepsze i gdzie można być skuteczniejszym, więc ja też rzecz jasna, może nie każdego dnia, ale ciągle zastanawiam się jakie decyzje podejmować żeby one były bezpieczne z punktu widzenia państwa, to jest mój obowiązek i Platformy, to jest też mój, w jakimś sensie przywilej. Ja, znaczy każdy ma różne wady i zalety, ja nie sądzę żeby w polityce ktokolwiek mi mógł zarzucić lęk czy tchórzostwo, czy bojaźń. Mam też swoje wady, ale akurat tej w sobie nie dostrzegam.

Monika Olejnik: Leń – też było kiedyś.

Donald Tusk: Słucham?

Monika Olejnik: Leń też było.

Donald Tusk: Leń tak, ale mówię lęk.

Monika Olejnik: A, lęk.

Donald Tusk: I też tak na zdrowy rozum raczej ta decyzja, którą podjąłem wymaga odwagi, bo to nie jest decyzja o abdykacji z tronu, to jest decyzja o tym, że tam, gdzie naprawdę są te najbardziej, no i trudne i kuszące wyzwania, ale też najwięcej konfliktów, największej odpowiedzialności zresztą w kontekście zapowiedzi, które będą budziły opór bardzo wielu ludzi, czy grup. Więc zarzucanie tchórzostwa to jest klasyczna, pisowska metoda, jeśli nie mam nic do powiedzenia to na wszelki wypadek komuś dokopię, komuś dokuczę. Dla mnie to jest o tyle zastanawiające, taka bezradność połączona z agresją PiS, że przecież gdybym ja był ich doradcą, to bym kazał im, a wiadomo, że ci politycy często działają pod taki jakby sznurek decyzji wewnętrznej, kazałbym im wszystkim demonstrować radość i uznanie, tak gdyby, natomiast widać, że to jest ponad ich siły.

Monika Olejnik: No dobrze, czy wydaje się panu, że to będzie trudniejsze wyzwanie dla prezydenta Kaczyńskiego konkurować – nie wiem – z Radosławem Sikorskim czy z Bronisławem Komorowskim.

Donald Tusk: Największym, najtrudniejszym zadaniem dla Lecha Kaczyńskiego jest konkurowanie z sobą samym, z własnym bratem i z własnym ugrupowaniem. Lech Kaczyński przegrywa tą prezydenturę, ja nie mówię, że przegra wybory, bo to wyborcy decydują, ale przegrywa biorąc pod uwagę ocenę jego prezydentury przez ludzi, nie dlatego, że wokół jest mrowie genialnych kandydatów i ludzie sobie myślą – on jest o wiele słabszy od tych pozostałych, tylko dlatego, że ta prezydentura nie jest, niewielu ludziom w Polsce odpowiada ten typ prezydentury, jaki zaproponował Lech Kaczyński i zaplecze polityczne, jakie za nim stoi, to się Polakom nie podoba i Lech Kaczyński żeby wygrać wybory prezydenckie musiałbym pokonać samego siebie, musiałby zmienić wszystko wokół siebie, musiałby być kimś innym.

Monika Olejnik: No dobrze, ale da sobie radę, pięć lat temu przegrał pan z Lechem Kaczyńskim, chociaż też wydawało się, że większe szanse ma pan niż Lech Kaczyński.

Donald Tusk: Dlatego zawsze będę podkreślał, szczególnie przy moim doświadczeniu, tak jest bezpieczniej, że to jest moja ocena, czy mój pogląd, a decyzje będą podejmowali ludzie. Ale wydaje mi się, że dzisiaj jest trochę inna sytuacja, znaczy dzisiaj i Kaczyńskiego, i Tuska, i PiS, i Platformę ludzie oceniają

Monika Olejnik: w rządzeniu...

Donald Tusk: mając dużo więcej wiedzy na temat nas, naszych umiejętności, braków, deficytów i dlatego te wybory będą dużo bardziej okrutne, nie jeśli chodzi o skalę agresji wewnętrznej tylko jeśli chodzi o wyrok wyborców.

Monika Olejnik: Czy będą prawybory w Platformie Obywatelskiej?

Donald Tusk: To nie, nie sądzę żeby formuła prawyborów, czyli wielomiesięcznego jeżdżenia i kandydatów, którzy będą przekonywali, że ten inny nie jest najlepszy szczególnie, że jednym z takich naturalnych kandydatów jest, znaczy naturalny w sensie oczywistych, narzucających się – jest marszałek sejmu urzędujący, to ja bym wolał żeby nie doszło do takiej ostrej, wewnętrznej kampanii.

Monika Olejnik: A czy przekonał pan marszałka...

Donald Tusk: Ale...

Monika Olejnik: Tak...

Donald Tusk: Ale nie wykluczam, bo ja się zastanawiam nad tym, czy nie można by po raz pierwszy też w Polsce doprowadzić nie do prawyborów, ale do takiego powszechnego wyboru wśród wszystkich członków Platformy. To jest dzisiaj 50 tysięcy ludzi i może ich decyzja byłaby, a to jest technicznie możliwe, Internet i ta wewnętrzna organizacja pozwala na taki, no może nie eksperyment, ale taką, takie przedsięwzięcie.

Monika Olejnik: Czyli to nie będzie tak, że ...

Donald Tusk: I nie wykluczam, że się na to zdecydujemy. I wtedy...

Monika Olejnik: I wtedy wchodzi do gry Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski, Janusz Palikot...

Donald Tusk: W ogóle to jest poza dyskusją, że jeśli pojawi się, bo przecież to nie będzie moja, jednoosobowa decyzja, ja wierzę w to, że moja rekomendacja będzie bardzo poważnie rozważana w Platformie, bo nie narzekam na swoją pozycję w Platformie, ale wiadomo, że ktoś w Platformie, jakiś zbiór ludzi tą decyzję podejmie i będziemy wybierali pomiędzy różnymi możliwościami.

Monika Olejnik: A kto będzie trudniejszym przeciwnikiem dla Lecha Kaczyńskiego według pana – Radosław Sikorski czy Bronisław Komorowski.

Donald Tusk: Ja powiem szczerze, nie wiem czy mam rację, ale dzisiaj z przekonaniem powiem, że jeden i drugi powinien wygrać, że my nie mamy dzisiaj jakiegoś szczególnego dylematu, że mamy powiedzmy dwóch, czy trzech potencjalnych kandydatów...

Monika Olejnik: No ja wiem, a pan ma dylemat, kto będzie bardziej lojalny wobec pana czy Radosław Sikorski, czy Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski jest nowym nabytkiem dla Platformy Obywatelskiej, był związany z PiS, z Janem Olszewskim, różne miał koleje w swoim życiu losu.

Donald Tusk: Od czasów Owidiusza wiemy co to są metamorfozy. I ja się napatrzyłem takich przemian, szczególnie u ludzi, którzy awansowali, że ja nie mam jakiś szczególnych złudzeń czy oczekiwań, generalnie wobec polityków. Lojalność nie jest pierwszą polityka, a zresztą być może wcale nie jest najbardziej pożądaną cechą i mnie to kryterium dzisiaj, jakby mniej interesuje. Dla mnie jest ważne żeby Platforma wygrała wybory prezydenckie, a następnie wybory parlamentarne.

Monika Olejnik: Ale to jest złe, sam pan pięć lat temu mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” w takiej debacie z Lechem Kaczyńskim, że to bardzo by było złe, gdyby w pałacu prezydenckim zasiadał przedstawiciel z PiS i premier z PiS był, pamięta pan, tak pan mówił, a teraz co się zmieniło?

Donald Tusk: Tak, tak, tylko i te dwa lata, ale ja nie jestem z PiS.

Monika Olejnik: No nie, ale pan by chciał być premierem, prawda i żeby w pałacu prezydenckim zasiadała osoba z Platformy Obywatelskiej.

Donald Tusk: Tak.

Monika Olejnik: Tak, no a czy władza nie deprawuje?

Donald Tusk: Po pierwsze nie mamy braci bliźniaków.

Monika Olejnik: Absolutna.

Donald Tusk: Po pierwsze nie mamy braci bliźniaków.

Monika Olejnik: Ale podobno ma pan brata bliźniaka Jana Krzysztofa Bieleckiego, to jest pana doradca, doradcą najważniejszym, z którym wszystko ustala...

Donald Tusk: Jak pani wie, jak pani wie...

Monika Olejnik: I cały plan był z nim razem przeprowadzony.

Donald Tusk: Lekka przesada, ale cieszę się, że mam wokół siebie kilku ludzi, którzy mają doświadczenia więcej ode mnie, i którzy z taką najlepszą życzliwością i bez własnych ambicji potrafią czasami mądrze doradzić. Chociaż nie ukrywam, że od jakiegoś czasu jestem dość samodzielny w tego typu decyzjach. Akurat tą decyzję Jan Krzysztof Bielecki mi odradzał, a nie doradzał.

Monika Olejnik: Ale wracając do tego, że w pałacu byłaby osoba z PO i pan premier z PO.

Donald Tusk: Dla mnie najważniejsze jest to...

Monika Olejnik: Czyli władza absolutna właściwie...

Donald Tusk: Nie i to nie tylko jest tak, że kiedy dzisiaj słyszę ze strony PiS, ale też ze strony SLD taki niepokój, że Platforma może mieć władzę absolutną, mówią to przedstawiciele ugrupowań, zarówno PiS, jak i SLD, które funkcjonowały w sytuacji prezydent z ich ugrupowania i premier z ich ugrupowania.

Monika Olejnik: Nie, ale ja się nie odwołuję do opozycji, tylko odwołuję się do pana słów, kiedy pan uważał, że to będzie niedobre dla Polski.

Donald Tusk: Nazwijmy rzecz po imieniu, niedobre było i to było niedobre dla Polski i byłoby w przyszłości, gdyby premierem i prezydentem byli bracia bliźniacy. Problem polega na tym, że w każdej innej sytuacji takie rodzinne powiązania, no wyobraźmy sobie Platforma wystawia moją małżonkę w wyborach prezydenckich uznane byłoby za jakąś chorobliwą fanaberię, albo za już tak przesadny wyraz nepotyzmu, nie do zaakceptowania. Uważam, że ta sytuacja z czasów PiS była sytuacją nie do zaakceptowania, tym bardziej, że nawet główni bohaterzy tamtej sytuacji, premier Kaczyński i prezydent Kaczyński nie ukrywali, że stanowią taką polityczną jedność, w której Jarosław decyduje o tym, co robi Lech. I to nie jest normalna sytuacja, nie oszukujmy się.

Monika Olejnik: No dobrze, a byłaby polityczna jedność między Sikorskim a Tuskiem, Komorowskim a Tuskiem.

Donald Tusk: Wszyscy wiedzą, że nie. Przecież nikt się nie zastanawia czy Sikorski jest bliźniakiem Tuska, czy Komorowski jest bliźniakiem Tuska, wszyscy spekulują, jak szybko się, przepraszam za sformułowanie urwą, czy będą lojalni, ja nie dbam o to czy będą lojalni. Ja wiem, że dobrze byłoby dla Polski gdyby Lech Kaczyński nie był dalej prezydentem jestem o tym przekonany. Nie dlatego, że mi to przeszkadza, tylko że to przeszkadza skutecznemu rządzeniu. I kłopot polega na tym, że prezydent Lech Kaczyński jest tak organicznie związany z liderem opozycji i z partią opozycyjną, że zamiast być prezydentem Rzeczpospolitej był tak naprawdę patronem i liderem opozycji, dlatego to nadużywanie z jego strony takiej chęci do blokowania, czy przeszkadzania w trakcie rządów.

Monika Olejnik: Pytałam pana o łatwiejszego, trudniejszego przeciwnika nie w sensie psychicznym, dlatego że wiemy zresztą, że pan prezydent nie lubi Radosława Sikorskiego, Radosław Sikorski kiedyś mówił, że mówił o nim, że jest ruskim agentem, krytykuje politykę zagraniczną uważa, że to jest polityka zagraniczna Radosława Sikorskiego, mówi o tym brat jeden i brat drugi, że rząd polski ma kompleks niemiecki, a z drugiej strony jest Bronisław Komorowski, o którym pisze się, mówi się, Roman Giertych powiedział, że już w kancelarii BBN na dole w piwnicy są teczki przygotowane na Bronisława Komorowskiego, dotyczące Wojskowych Służb Informacyjnych, więc moje pytanie tego dotyczy, który jest łatwiejszym, trudniejszym przeciwnikiem.

Donald Tusk: W pani pytaniu jest zawarta odpowiedź dlaczego tak ważne jest żeby tego typu ludzie w Polsce więcej nie rządzili, którzy mają obsesję gromadzenia haków, teczek, materiałów i tak rozumieją politykę. Nie wiem, czy jest prawdą co mówi Roman Giertych, no, ale mówi to człowiek, który był zastępcą Jarosława Kaczyńskiego, był wicepremierem w jego rządzie, adwokat, bynajmniej nie sympatyk Platformy i te słowa brzmiały bardzo złowrogo. Jeśli rzeczywiście główną pasją Jarosława Kaczyńskiego jest zbieranie, kompletowanie dokumentów na potencjalnych przeciwników politycznych, to to jest zwyrodnienie, które – takie polityczne zwyrodnienie, taka polityczna patologia, która tym bardziej motywuje mnie do tego, aby tacy ludzie Polską nie rządzili. No i tak mamy wystarczająco dużo złej atmosfery i takiego przekonania, że władza jest od tego żeby podsłuchiwać, żeby śledzić i żeby używać służb specjalnych przeciw konkurentom czy przeciw obywatelom. I jest rzeczą ważną, dla mnie bardzo ważną, żeby każdego dnia, każdego miesiąca przywracać też to zaufanie na tym zupełnie elementarnym poziomie, ludzi do samych siebie. I pamiętamy ministra Ziobro, który podsłuchiwał ministra ze swojego rządu, osobiście miał, czerpał z tego jakąś dziwną satysfakcję, jeśli jest rzeczywiście tak, że ta kampania będzie wyglądała tak, jak wyobraża to sobie Roman Giertych, że bracia Kaczyńscy będą wyciągali teczki to tym bardziej trzeba tę kampanię wygrać.

Monika Olejnik: A czy przekonał pan Bronisława Komorowskiego do tego żeby chciał się ubiegać o to stanowisko, a czy on przekonał swoją rodzinę do tego żeby została, żeby ich przekonać też.

Donald Tusk: Jestem przekonany, że jeśli wspólnie zdecydujemy, że Bronisław Komorowski będzie kandydatem to on przyjmie na siebie ten, jakby nie było zaszczytny obowiązek.

Monika Olejnik: No nie, ale nim pan podjął taką decyzję i powiedział pan nie, to chyba musiał pan rozmawiać z potencjalnymi kandydatami czy się zgadzają, bo mógł równie dobrze pan się spotkać z odpowiedzią odmowną, rozumiem, że to było przygotowywane, że robili państwo jakieś sondy wewnętrzne, sprawdzali, który z panów ma realne szanse na to żeby wygrać.

Donald Tusk: Tak, tak, ja mam dość dobre rozpoznanie i oczywiście przy tym politycznym planowaniu braliśmy też pod uwagę czy istnieje ktoś, kto skutecznie może zastąpić moją kandydaturę. I ja dlatego z takim spokojem to planowałem, bo od wielu miesięcy widać było, że ta grupa liderów Platformy, przynajmniej w kontekście szans prezydenckich to jest dość wyrównany zespół i było co najmniej kilku polityków, którzy mogą z nadzieją na wygraną startować, bez żadnych kompleksów i wśród nich jest też rzecz jasna Bronisław Komorowski. Ale ja też znam trochę życie i wiem, że dopiero twarde postawienie przeze mnie sprawy i ogłoszenie tej decyzji każe ludziom też na serio się zastanawiać – aha, rzeczywiście to jest wolne, jakby to jest to miejsce, gdzie na mnie czekają i wtedy te ich życiowe, rodzinne, osobiste decyzje są jakby takie dojrzalsze, bo i Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski wiedzą dobrze, że to już żarty się skończyły, że to naprawdę może ich spotkać ten ...

Monika Olejnik: A jeżeli byłyby prawybory, czy w prawyborach mógłby wziąć udział – nie wiem – Andrzej Olechowski, Włodzimierz Cimoszewicz?

Donald Tusk: Ponieważ ja też ze względu na tą moją nową rolę od kilku dni nie chciałbym aby tym nieustannym testom, badaniom opinii publicznej podlegali kandydaci, którzy mówią, że nie będą kandydowali, więc o Włodzimierzu Cimoszewiczu nic nie będę mówił, bo on także w ostatnich kilkudziesięciu godzinach powiedział twardo, że to nie zmienia jego decyzji, co zresztą budzi uznanie muszę powiedzieć, bo mógłby sądzić słusznie, że to zwiększyłoby jego szanse. W ogóle nie wiem czy pani zauważyła, mamy dwie kategorie dzisiaj polityków w kontekście wyborów prezydenckich, tacy, o których się sądzi, że mogliby wygrać i nie kandydują i tacy, którzy bardzo chcą kandydować, i o których wszyscy sądzą, że nie mogą wygrać. Włodzimierz Cimoszewicz jest w tym pierwszym klubie.

Monika Olejnik: A Andrzej Olechowski w drugiej.

Donald Tusk: Co do Andrzeja Olechowskiego, ja nie mam nic przeciwko temu żeby Platforma wyraziła też zbiorową opinię, czy jest gotowa wesprzeć kandydaturę Andrzeja Olechowskiego, czy też nie. Gdyby sam zechciał skorzystać z tego typu formuły, bo on, Andrzej Olechowski kilka razy wspominał, że zależałoby mu bardzo na wsparciu Platformy, co mnie zresztą trochę dziwi, bo...

Monika Olejnik: No ostatnio dwa dni temu powiedział, że to jest, puścił oko do Platformy i powiedział, że ma nadzieję, że Platforma go poprze.

Donald Tusk: Przez wiele tygodni słyszałem o tym, jak zła jest Platforma, jak zła jest polityka Platformy, jak źle rządzi mój rząd...

Monika Olejnik: Premier jest do niczego...

Donald Tusk: ...i jaki ja jestem do niczego, od dwóch dni słyszę od tego polityka, że premier jest godzien najwyższego szacunku, że Platforma...

Monika Olejnik: Miło chyba.

Donald Tusk: Znaczy mi miło, tylko trochę nie wiem czy panu Andrzejowi Olechowskiemu jest miło tak musieć tak szybko korygować pewne opinie. Ale mogę powiedzieć tak, jeśli w Platformie zdecydujemy o takim głosowaniu powszechnym to każdy, kto chce poparcia Platformy powinien móc uczestniczyć w tym wewnętrznym rankingu, ale reguły są regułami. Jeśli przegrywa – nie kandyduje.

Monika Olejnik: Aha, czyli rozumiem, że gdyby Andrzej Olechowski...

Donald Tusk: Jeśli ktoś chce być kandydatem Platformy Obywatelskiej to przyjmuje reguły...

Monika Olejnik: tak, tak, byłby w tym rankingu, czyli się wycofuje w takim razie.

Donald Tusk: To przyjmuje reguły Platformy Obywatelskiej. No ja uważam, że tak jest uczciwie, a ja mogę powiedzieć, że gdyby na przykład Andrzej Olechowski zyskał wsparcie większości w Platformie Obywatelskiej to sam bym powiedział OK., powinien być kandydatem.

Monika Olejnik: Z ciężkim sercem?

Donald Tusk: To chyba bardzo, bez serca, bez serca.

Monika Olejnik: Bez serca by pan powiedział.

Donald Tusk: Ale, jak ja lubię się trzymać reguł, gdybyśmy się tak umówili na pewno bym tego dopilnował.

Monika Olejnik: Jan Krzysztof Bielecki, jak podaje portal, już nie pamiętam, który, ale chyba portal „Wprost” ma zostać ministrem spraw zagranicznych, Radosław Sikorski ma być ministrem obrony, a Bogdan Klich ma kandydować, o! – robi pan duże oczy – w wyborach prezydenckich w Krakowie. Prawda – nieprawda?

Donald Tusk: Nieprawda. Jedną z tych, jednym z walorów tej nowej sytuacji jest to, że coraz częściej będę mógł robić swoje i nie zważać na tego typu komentarze, plotki, czy czasami...

Monika Olejnik: Ale sam pan mówił, że będzie rekonstrukcja w rządzie.

Donald Tusk: No tak, ale to jest tyle, co miałem do powiedzenia, jak będę miał powód i przygotowaną decyzję to to zrobię, to nie będzie elementem kampanii. To jest, dla mnie rzeczywiście jest rzeczą bardzo ważną, jeszcze dosłownie jednym zdaniem wrócę do początku naszej rozmowy. Ja sobie zdałem sprawę, i lepiej późno niż wcale, że jednak prowadzenie kampanii prezydenckiej i równoczesne bycie premierem w Polsce jest praktycznie niemożliwe jest, jeśli chce się robić jedno i drugie dobrze. I to nie chodzi już tylko o niezdolność do podejmowania decyzji wtedy, kiedy trzeba się coraz intensywniej podobać każdemu, czy prawie każdemu. Chodzi też o to, że przez tych najbliższych kilka miesięcy mielibyśmy konflikt nie tylko polityków, bo to jest normalne w demokracji, ale instytucji państwowych. Tu byłby prezydent, tu byłby premier z rządem i uważam, że przerwanie tej logiki jest największym walorem mojej decyzji, znaczy, że nie będzie takiej sytuacji, która – i uważam, że dlatego też trzeba zmienić konstytucję żeby w przyszłości nie było sytuacji, w której do boju politycznego zamiast ludzi i partii politycznych, stają kancelaria prezydenta, kancelaria premiera...

Monika Olejnik: No, ale tego pan nie zmieni.

Donald Tusk: Bank centralny, dziennik rządowy, media publiczne tu...

Monika Olejnik: No, ale konstytucyjnie pan tego nie zmieni, nie zakaże pan – nie wiem – szefowi NBP wypowiadać się dobrze o prezydencie czy o premierze.

Donald Tusk: Tak, ale jeśli zmienilibyśmy ustrój tak jak ja proponuję, gdzie władza wykonawcza jest w jednym ośrodku, gdzie prezydent jest, nie ma uprawnień, które mu umożliwiają prac rządu, mówiąc krótko, że ten system jest dużo bardziej jednolity i czytelny to wybory prezydenckie i parlamentarne nie będą w nieustannym konflikcie. Czy ktoś w Niemczech słyszał o tym, że wybory prezydenckie, wybory prezydenta konfliktują instytucje państwowe...

Monika Olejnik: Ale to jest tak, ale wiadomo, że jest inny system wyborczy w Niemczech, w Polsce są wybory powszechne, które dają o wiele większy mandat i wpływy prezydentowi, no tak to jest, my wybieramy prezydenta, silniejszą pozycję.

Donald Tusk: Tak, silniejszą pozycję, natomiast w sytuacji, w której i uważam, że osiągnąłem tu pewien sukces, nie wysłuchano moich propozycji konstytucyjnych, będziemy dalej proponowali je już na poziomie parlamentu, ale mam też wrażenie, że ta moja decyzja może sprzyjać także pewnej nowej praktyce. Znaczy gdybyśmy osłabili trochę weto prezydenta to być może coraz więcej ludzi także rozumiałoby, że lepiej dla kraju jest, kiedy po wyborze Polacy wybierają, wybierają kogoś do władzy i ten ktoś sprawuje tę władzę przez kadencję, przez cztery lata i nikt mu nie przeszkadza.

Monika Olejnik: Czy wicepremier Pawlak dowiedział się o pana decyzji z telewizji, czy pan mu o tym powiedział?

Donald Tusk: Powiedziałem mu, oczywiście, uprzedziłem go wyraźnie wcześniej i w tej sprawie miał podobny pogląd do mojego.

Monika Olejnik: Premier Pawlak uważa, że są zamulane projekty ustaw, narzeka na ministra Boniego, zdenerwowany jest tym, że minister Boni zajmuje się rolnictwem i mówi na temat KRUS, wedle premiera Pawlaka KRUS jest dużo wydajniejszy od ZUS.

Donald Tusk: Dlatego ja wkroczyłem na pewnym etapie w tę dyskusję o tym, jak ma wyglądać system ubezpieczeń także emerytalnych i składkowych, zdrowotnych i oczywiście mamy do czynienia tak naprawdę z jednym problemem, są grupy zawodowe uprzywilejowane, uprzywilejowane nie dlatego, że mają więcej pieniędzy, bo wiadomo, że wyraźna większość rolników w Polsce nie dysponuje jakąś nadzwyczajnymi możliwościami finansowymi.

Monika Olejnik: Ale czy przekonał pan do tego PSL i premiera Pawlaka.

Donald Tusk: Natomiast chodzi o to żeby ten system był możliwie neutralny wobec ludzi i żeby też nie było takiego poczucia, że niektóre grupy zawodowe korzystają na przykład z opieki zdrowotnej nie płacąc składki, co zresztą z punktu widzenia minister Kopacz jest coraz trudniejsze do wytłumaczenia, kiedy tych miliardów złotych brakuje, w związku z niepełnym systemem.

Monika Olejnik: To chyba jest najsłabszy punkt pana rządzenia, służba zdrowia, jak się patrzy na kolejki, na to co się dzieje, nic się właściwie nie zmieniło.

Donald Tusk: Bardzo dużo się zmieniło.

Monika Olejnik: Nie, panie premierze to panu się tak wydaje z...

Donald Tusk: No zanim pani to powie, niech pani się zastanowi czy na pewno...

Monika Olejnik: ...z okien pana gabinetu.

Donald Tusk: ...czy na pewno jest pani pewna wiedzy na temat tego...

Monika Olejnik: nie wiem czy pan widział materiał na temat lekarzy Akademii Medycznej przy Oczki, gdzie ludzie chcieli dostać się do lekarza, okulisty

Donald Tusk: Gdyby pani mi dała dokończyć, to wiedziałaby pani, co się zmieniło w służbie zdrowia – zmieniła się ilość pieniędzy w służbie zdrowia ich jest z roku na rok, nie dzięki mnie, tylko dzięki temu, że ta składka związana z zarobkami ludzi jest coraz większa, ilość pieniędzy w służbie zdrowia się zwiększa tylko, że zwiększają się także oczekiwania pracowników służby zdrowia, proszę zapytać lekarzy czy z ich punktu widzenia sytuacja się zmieniła.

Monika Olejnik: No, przede wszystkim pacjentów, pacjenci nie mogą być upokarzani.

Donald Tusk: I..., ale ja nie sądzę, żebym upokarzał pacjentów. Pyta się pani, co zmienia się w służbie zdrowia, więc mówię zmienia się ilość pieniędzy, ale zmieniają się także oczekiwania. Oferta ze strony ochrony zdrowia jest coraz szersza, co niestety oznacza coraz mniej dostępna, znaczy coraz więcej chorób jest leczonych przez coraz większą ilość lekarzy przy pomocy bardzo różnych procedur, poziom zdrowia jest coraz wyższy, są bardzo konkretne kryteria, którymi się posługujemy żeby ocenić sytuację zdrowotną społeczeństwa.

Monika Olejnik: Prezydent jest zaniepokojony, BBN wysyła listy, pisma do dyrektorów szpitali z pytaniem czy dają sobie radę.

Donald Tusk: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, nazwa dość charakterystyczna, jak zauważyliśmy w ostatnich tygodniach zajmuje się wszystkim, co służy kampanii prezydenckiej. To jest w ogóle odrębny temat, jak marnuje się publiczne pieniądze przeznaczone do obsługi prezydenta w zakresie bezpieczeństwa państwa na czysto kampanijne działania. A to, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wysyła ankiety do szpitali publicznych, których szanse na zreformowanie zablokował dwa lata temu pan prezydent, no wydaje mi się szczególnie cynicznym sposobem działania.

Monika Olejnik: A uważa pan, że gdyby prezydent nie zablokował tej ustawy to byśmy...

Donald Tusk: Ja wiem, jak wygląda szpital dzisiaj niepubliczny, albo szpital, który uzyskał prawdziwego gospodarza, jakim jest samorząd i wiem, jak wygląda szpital państwowy. Ja wiem, które są zadłużone, które oferują pacjentom godne warunki, a które nie. I to była taka, może uproszczenie, ale ono dzisiaj niestety ma, jest w pełni uzasadnione. Mówi się często szpitale prezydenckie o tych, które są zadłużone i o tych, które straciły szanse na szybkie przekształcenie. Tu wiem, wiem jak trudna jest sytuacja pacjentów, wielu grup, wiem, że tych pieniędzy zawsze będzie za mało.

Monika Olejnik: No a właśnie, lekarze apelują do pana żeby pan zwiększył nakłady na służbę zdrowia.

Donald Tusk: Ja też, to będzie pewnie jeszcze nieraz okazja żeby rozmawiać o tym na ile lekarze, czy wszyscy lekarze dzisiaj mają prawo nawoływać mnie do zwiększania środków na ochronę zdrowia. Mówię o sposobie gospodarowania tymi środkami, które są dzisiaj w dyspozycji, bo nie wszyscy są niezadowoleni w ochronie zdrowia, znaczy to też jest kłopot, że – no najmniej zadowoleni są pacjenci, a najbardziej zadowolone są niektóre grupy lekarzy, dla mnie, zamykając ten temat, mówię oczywiście o dzisiejszej rozmowie, dla mnie rzeczą najważniejszą jest, aby ta pula pieniędzy, która jest do dyspozycji była podzielona możliwie sprawiedliwie i żeby nie była marnowana. Przekształcenia szpitali, tak jak to proponowała minister Kopacz, dawały na to szanse, że jedną sprawę chociaż załatwimy, nawet to zostało zablokowane. I to, że dzisiaj bracia Kaczyńscy będą wykorzystywali kwestie ochrony zdrowia przeciw mojemu rządowi, chociaż sami zrobili wszystko żeby utrudnić naprawdę tego systemu, uważam za cynizm.

Monika Olejnik: Panie premierze, ale wracając jeszcze do Waldemara Pawlaka, premier Waldemar Pawlak z dystansem i ministrowie w pana rządzie z PSL, z dystansem odnieśli się do pana biznesplanu, który pan przedstawił w czwartek. Uważają, że to jest Platformy Obywatelskiej a nie PSL, to trudne, jak jesteście w koalicji.

Donald Tusk: To nie są decyzje rządu, to są moje propozycje i które, nad częścią z nich pracujemy wspólnie z ministrami PSL od wielu, wielu miesięcy. W kilku kwestiach różnie poglądów ma minister Fedak i minister Boni.

Monika Olejnik: Minister Fedak uważa, że nie należy wydłużać wieku emerytalnego....

Donald Tusk: Będziemy pracowali w rządzie nad tym żeby to miało charakter ustaw i ja się cieszę...

Monika Olejnik: A pan uważa, że należy wydłużyć wiek?

Donald Tusk: Tak. W Polsce dzisiaj pracujemy najkrócej.

Monika Olejnik: A pan uważa, że KRUS jest dobrą instytucją?

Donald Tusk: Nie.

Monika Olejnik: A nie może pan go zreformować przez PSL.

Donald Tusk: Nie jestem, mamy dzisiaj dość duże możliwości, jestem dość silnym premierem, ale nie jestem aż tak silny żeby zrobić coś przeciw partnerom, z którymi współpracuję.

Monika Olejnik: Ale to może, ale to można zaryzykować, bo być może akurat pałac prezydencki powie tak, być może Prawo i sprawiedliwość pana poprze i SLD pana poprze.

Donald Tusk: Proszę ich o to spytać. Ja nie będę opierał polityki na być może pani redaktor Moniki Olejnik. Ja będę, ja mogę opierać politykę na stwierdzeniu – jesteśmy gotowi poprzeć tego typu rozwiązanie. Proszę spytać o to pana Napieralskiego, pana Kaczyńskiego, czy są, które z tych rozwiązań, a my mówiliśmy bardzo konkretnie.

Monika Olejnik: Ale nie ja jestem premierem, pan jest premierem, jest pan liderem Platformy Obywatelskiej i mógł pan spotkać się z przedstawicielami tych ugrupowań i zapytać się, co jest realne, a co jest nierealne, spotkać się z prezydentem i zapytać się czy prezydent zaakceptuje takie zmiany.

Donald Tusk: My nie żyjemy na innych planetach, my mamy nieustanny kontakt ze sobą, to nie jest tak, że...

Monika Olejnik: No to pytał pan o to, czy poprą panowie – nie wiem – wydłużenie wieku emerytalnego, pytanie.

Donald Tusk: A czy nie ma bardziej otwartego pytania niż to pytanie, które ja zadaję wszystkim partnerom ogłaszając publicznie tak wyglądają nasze propozycje. Co przeszkadza odpowiedzieć komukolwiek kto jest w ten proces zaangażowany, OK.

Monika Olejnik: Nie, ale to pan jest premierem kraju i pan powinien spotkać się z nimi i zapytać się, a nie ogłaszać na Politechnice i czego pan oczekuje, że będą w kolejnych programach telewizyjnych odpowiadali na pytania czy się zgadzają, czy nie. No, trzeba stworzyć sobie większość w parlamencie żeby przeprowadzić reformę.

Donald Tusk: Znaczy, jeśli ma pani lepszy know-how na rządzenie krajem to proszę pani redaktor się nie krępować.

Monika Olejnik: Nie, poczekam, bez parytetów też sobie dam radę, poczekam.

Donald Tusk: Czy jest pani przeciwko parytetom?

Monika Olejnik: Nie, pytam się, mówię, że bez parytetów też mogę sobie dać radę.

Donald Tusk: Nie, ja uważam, że jest takim, że to nie jest uczciwa dyskusja kiedy ktoś mówi Tusk proponuje coś, ale to nie ma sensu, bo przecież inni się nie zgodzą. Ja nie mam, zresztą gdybym miał to bym chyba z tego nie korzystał, nie mam jakiejś izby tortur, gdzie mogę tych moich oponentów przymuszać do przyjęcia mojego punktu widzenia. Za zaproponowałem coś, czego do tej pory – tak uważam powiem może to zabrzmi nieskromnie, ale mało było do tej pory, w ostatnich latach szczególnie polityków, którzy w sezonie wyborczym, a to jest sezon prezydencki, samorządowy, za rok parlamentarny i w dodatku premier, który jest szefem partii politycznej, który mówi jestem gotowy wziąć na siebie, bo ja biorę za to na siebie odpowiedzialność.

Monika Olejnik: Ale co pan takiego proponuje, co nami wstrząśnie, co wstrząśnie finansami publicznymi, co jest jakąś radykalną reformą, w ciągu tych dwóch lat pan mówił, że nic pan nie może zrobić radykalnego mocnego dlatego, że przeszkadza prezydent, że prezydent na pewno zawetuje.

Donald Tusk: Nie, mówiłem o tym wtedy, kiedy prezydent wetował, a to, co udało się zrobić to – na przykład emerytury pomostowe, nadal...

Monika Olejnik: Ale proszę powiedzieć, co w tym biznesplanie jest takiego odważnego, co pan proponuje.

Donald Tusk: Emerytury mundurowe, odważył się ktoś do tej pory, na razie wszyscy moi oponenci robili wszystko żeby...

Monika Olejnik: No, że od 2012 roku nie będzie przywilejów, tak.

Donald Tusk: Żeby wczuć system emerytalny i wyłączać poszczególne grupy.

Monika Olejnik: Ale będzie to dotyczyło tylko tych nowych wchodzących, a nie tych, którzy są.

Donald Tusk: Tak, oczywiście, bo ja nie narażę żadnej ustawy na wywrócenie jej werdyktem Trybunału Konstytucyjnego, poprzez ten spór o tak zwane prawa nabyte, więc będziemy szukali sposobu, który upowszechni system emerytalny, naprawi tę sytuację, ale mnie chodzi też o działanie skuteczne tak, jak w przypadku emerytur pomostowych. Proszę zwrócić uwagę na to, że prezydent podpisał, bo nie miał innego wyjścia, a nie że chciał pomóc, bo gdyby nie podpisał to nikt w Polsce nie miałby prawa do wcześniejszej emerytury. I dlatego ja namawiam wszystkich do takiej rzetelnej analizy – kto w polskiej polityce jest gotów podejmować odważne decyzje, a kto jest gotów do nich namawiać, po to żeby później je zablokować, to jest różnica, przyzna pani.

Monika Olejnik: Czy test Mariusza Kamińskiego na przywództwo Donalda Tuska wypadł dobrze?

Donald Tusk: Dla Tuska dobrze, dla Kamińskiego gorzej.

Monika Olejnik: A czy premier Donald Tusk nie powinien natychmiast zgłosić do prokuratury informacji o przecieku, kiedy pan się dowiedział w piątek dowiedział się pan o tym minister Cichocki, a poniedziałek pan się dowiedział, czy natychmiast pan nie powinien był zawiadomić prokuratury i pana służby.

Donald Tusk: O czym?

Monika Olejnik: O przecieku w aferze hazardowej.

Donald Tusk: Wtedy, kiedy pojawił się przeciek w aferze hazardowej, czyli kiedy pojawiły się publikacje w „Rzeczpospolitej” zawiadomiliśmy prokuraturę.

Monika Olejnik: Nie, nie, ale to nie ten przeciek w publikacji „Rzeczpospolitej” tylko przeciek, o którym poinformował Mariusz Kamiński, że był przeciek, inny przeciek, panie premierze już pan niedługo będzie przesłuchiwany.

Donald Tusk: Nie, ale to...

Monika Olejnik: Mówię poważnie.

Donald Tusk: Żeby odpowiedź była precyzyjna pytanie musi być precyzyjne.

Monika Olejnik: Pytanie jest precyzyjne, Mariusz Kamiński zawiadamia min. Cichockiego o tym, że nastąpił przeciek.

Donald Tusk: Powinien zawiadomić prokuraturę, nie min. Cichockiego i nie premiera Tuska. Problem polega na tym, że...

Monika Olejnik: On natychmiast powinien zawiadomić, tak.

Donald Tusk: Tak, znaczy jeśli jest, nawet nie pewność, ale domniemanie, że ktoś popełnił przestępstwo i to domniemanie wynika z pracy operacyjnej służb specjalnych to one są zobowiązane natychmiast zawiadomić prokuraturę, a nie premiera. Tym bardziej, że zawiadomienie mnie o tym było taką polityczną insynuacją, że to ja jestem autorem tego przecieku. Więc proszę nie oczekiwać ode mnie, że jeśli widzę informację nieprawdziwą, która jest de facto taką właśnie polityczną pułapką czy insynuacją, i że z tym doniesieniem pan Kamiński nie idzie do prokuratury tylko idzie do mnie to dobrze wiem z kim mam do czynienia. I ja od tego momentu, wspólnie z min. Cichockim wiedzieliśmy, że tu chodzi naprawdę o dość paskudną, polityczną grę ze strony Kamińskiego.

Monika Olejnik: A kiedy pana poinformował o sprawie afery hazardowej, kiedy przyszedł do pana pierwszy raz to pan nie uważał, że powinien...

Donald Tusk: Nie zastąpi pani komisji - ja mam za kilka dni przesłuchanie jako świadek i każdy sensowny świadek nie będzie odpowiadał na pytania dziennikarzy zanim nie odpowie komisji. Za chwilę będziecie państwo wszyscy świadkami moich odpowiedzi.

Monika Olejnik: A przygotowuje się pan do tego spotkania.

Donald Tusk: To jest w tej chwili, ta pani próba była pierwszym moim kursem.

Monika Olejnik: A Zbigniew Chlebowski według pana dobrze przeszedł test komisyjny.

Donald Tusk: Nie wiem, nie oglądałem.

Monika Olejnik: A czy ma szanse na powrót do Platformy, Zbigniew Chlebowski, minister Drzewiecki.

Donald Tusk: Jeśli sprawa będzie wyjaśniona w taki sposób, który oczyści ich to z wszelkich nie tylko zarzutów, bo to jest kwestia prokuratury, ale dwuznaczności to tak. Dzisiaj na pewno nie mam takiego przeświadczenia.

Monika Olejnik: A brakuje panu ministra Drzewieckiego w rządzie.

Donald Tusk: Musimy sobie dawać radę, więc – mam, jest mi osobiście przykro, bo Mirosław Drzewiecki to mój wieloletni przyjaciel i brakuje mi jako człowieka, ale jeśli chodzi o robotę to w robocie nie mam sentymentów, daję radę.

Monika Olejnik: Ale wstydzi się pan za nich, za to, co zrobili, jest panu głupio?

Donald Tusk: Jeśli chodzi, to o czym wiemy, to co jest bezdyskusyjne i co Zbigniew Chlebowski potwierdził, mówię o sposobie zachowania się, komunikowania, języku to tak, uważam, że to jest niedopuszczalne.

Monika Olejnik: A takie blatowanie się z biznesem.

Donald Tusk: Pewnie każdy ma gdzieś przyjaciół w różnych zawodach i ja, znaczy dla mnie biznes nie jest czymś podejrzanym z definicji. Bo, jak użyła pani tego typu języka, można podłożyć pod słowo biznes każde inne słowo – bo to...

Monika Olejnik: No pamiętam, jak Aleksander Kwaśniewski, krytykowano go za blatowanie się z biznesem, pamięta pan.

Donald Tusk: Zbyt bliskie związki, z których wynika pewien typ podległości, czy wypełniania zamówień jest równie niebezpieczny kiedy dotyczy biznesu, ale też związków zawodowych, czasami nawet Kościoła. Generalnie od polityków oczekiwalibyśmy, szczególnie tych sprawujących funkcje żeby postępowali zgodnie z prawem i zgodnie z własnym rozumem i jakby z polityką ekipy, której są członkami, a nie zgodnie z tym, co podpowiadają im siły zewnętrzne. Czy to jest biznes, czy to jest związek zawodowy, czy cokolwiek innego to samo w sobie jest dwuznaczne.

Monika Olejnik: Ale to jest tak, że daje pan i Zbigniewowi Chlebowskiemu, Mirosławowi Drzewieckiemu możliwość wytłumaczenia się z tego wszystkiego i czeka pan na to, co powie prokuratura, a w przypadku Krzysztofa Piesiewicza pan od razu ogłosił, że to jest koniec Krzysztofa Piesiewicza jako polityka.

Donald Tusk: Nie, podwójnie się pani myli pani redaktor, ja wobec Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego podjąłem konkretne decyzje. Znaczy, kariera polityczna Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego jeśli chodzi o tą moją intencję i to, co się z nimi stało została zakończona. W przypadku senatora Piesiewicza powiedziałem, że w mojej ocenie jeśli te zdarzenia zostaną potwierdzone może oznaczać koniec politycznej kariery senatora Piesiewicza. I nie mam sobie, znaczy ja jestem przekonany, że te moje decyzje czasami bywają za raczej zbyt radykalne, czy zbyt twarde wtedy, kiedy pojawia się jakaś dwuznaczność, ale nikt mi nie może zarzucić, że nie podejmuję szybkich decyzji. Proszę zobaczyć, jak reagowali w takich sytuacjach poprzednicy. Ja nie czekałem na żadne werdykty komisji hazardowej czy prokuratury żeby podjąć decyzję.

Monika Olejnik: No Jarosław Kaczyński wyrzucił ministrów z rządu, dwóch, koalicjantów.

Donald Tusk: Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi właśnie o kwestie Totalizatora Sportowego i hazardu to nie tylko, że nie wyrzucił ministrów zaangażowanych w poprzednich latach w bardzo dwuznaczne sytuacje, ale są to ciągle jego najbliżsi współpracownicy.

Monika Olejnik: Kto?

Donald Tusk: Gdybyśmy tak się zastanowili kto tak naprawdę powinien z powodów hazardowych opuścić polską politykę, gdyby się tak zastanowić czy protektorzy, którzy bez żadnego zażenowania spotykali się z ludźmi, którzy wspierali obcą firmę, o której się nie tylko mówiło, ale co stwierdzono, że w użyciu było 20 milionów dolarów na szczególne działania, aby ta firma uzyskała swoje tutaj możliwości robienia swoich interesów...

Monika Olejnik: To było za rządów Jerzego Buzka.

Donald Tusk: I gdybyśmy zbadali kto był protektorem, z kim się spotykali mocodawcy i organizatorzy tego biznesu to w naprawdę poważnym kłopocie byliby politycy, którzy dzisiaj formułują takie bardzo ogniste zarzuty pod adresem Drzewieckiego i Chlebowskiego.

Monika Olejnik: Mariusz Kamiński stwierdzi, że teraz CBA jest rozstrzeliwane za czasów nowego szefa CBA, że jego współpracownicy są przesłuchiwani przy pomocy wariografu, to powiedział w telewizji publicznej, w programie, że są nękani, ale my tu jeszcze wrócimy – tak powiedział.

Donald Tusk: Mam nadzieję, że tego typu ludzie, jak pan Mariusz Kamiński już nigdy nie będą żadnych, odpowiedzialnych funkcji w państwie polskim pełnić niezależnie od tego kto będzie pełnił władzę polityczną. I wszyscy mamy dzisiaj wiedzę wystarczającą żeby z ulgą przyjąć jeden ze skutków afery hazardowej, znaczy, że takich ludzi też nie będzie w polskiej polityce na tak wysokich stanowiskach.

Monika Olejnik: Wybiła 10. tak, że musimy kończyć, jeszcze na koniec się spytam czy internauci, zgodzi się pan z internautami na to żeby nie blokować stron, internauci uważają, że to jest prewencja, czyli właściwie prezydent Kaczyński nie powinien podpisać ustawy hazardowej.

Donald Tusk: Oczywiście, że – jak będę rozmawiał, umówiłem się z tymi, którzy będą chcieli ze mną o tym rozmawiać, ale po to żeby wytłumaczyć, że oczywiście będziemy reagowali wtedy, kiedy na stronach internetowych pojawiają się działania ewidentnie przestępcze. Więc wolność Internetu tak, będę chciał znać ich, poznać stanowisko wszystkich, którzy troszczą się o wolność Internetu, ale nie wolność dla przestępców pedofilów i dla przestępców, którzy używają Internetu do oszustw finansowych.

Monika Olejnik: Żona zadowolona z pana decyzji, pani Małgosia.

Donald Tusk: Jak się pani domyśla w domu też o tym dyskutowałem tak, wszyscy przyjęli tą decyzję no bez entuzjazmu jakiegoś, ale z zadowoleniem.

Monika Olejnik: Ale woli żeby tak.

Donald Tusk: Nie, nie, nie, dzieci w ogóle szczęśliwie, bo dzieci myślą sobie, że dzięki temu będziemy mniej kłopotów wynikających z obecności polityki.

Monika Olejnik: No tak, a żona?

Donald Tusk: A, no myśmy z Małgosią przeszli tyle różnych etapów, że przyjęłaby każdą decyzję z akceptacją, ze zrozumieniem, znaczy tę decyzję, która jest moją polityczną, większość innych decyzji podejmuje ona.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, gościem Radia ZET w „7 dniu tygodnia” był premier Donald Tusk, dziękuje Monika Olejnik.

Donald Tusk: Dzięki.

Monika Olejnik: Dziękuję panie premierze.

Komentarze

Powtórzenie tego, co politycy PO i wszyscy komentatorzy wałkują od trzech dni.
A dług publiczny ogółem sięga już 740 mld złotych i narasta, bo dojdzie do niego kwota tegorocznego deficytu. Samo spłacanie rat i odsetek od tak ochoczo zaciąganych po 1989r. kredytów co roku pochłania 40 mld(!) złotychi i też będzie rosnąć. I to jest, niestety, pewna wiadomość.
I w sumie w końcu nie wiadomo też, czy ta swego czasu szumnie zapowiadana reforma emerytur mundurowych,( nabycie praw po 20 latach słuzby ze zamianą sposobu naliczania emerytury) to w końcu wchodzi w życie od 2011 r, czy nie? A jak wchodzi, to po co druga reforma, tylko że rok później I czy nie można było załatwić sprawy tak od razu ? I gdzie jest ta sprawność rządu?
No, a gdzie są te propozycje zmian konstytucyjnych, ciągle w opracowywaniu? A miały być przy końcu stycznia.
Wszystko jak w tytule sztuki Szekspira " Wiele hałasu o nic". Dobrze byłoby, aby w końcu PO w samozachwycie swojejo wspaniałego istnienia i rządzenia przestało się zajmować sobą, a wzięlo się za rozwiązywanie problemów, bo same pompatyczne i bizantyjskie w wyglądzie prezentowanie pseudobiznesplanów absolutnie już nie wystarcza.

Na to Twoje wezwanie trzeba miec mozliwosci , a nie dwuwladze i nastwienie spoleczenstwa akceptujace tylko to co dobre tylko dla jednostki, a nie ogolu spoleczenstwa.

Istniejące ograniczenia:
Prezydent z wetem przez następne ok 10 miesięcy.
Koalicjant PSL, który nie jest bardzo skory do reform, zwłaszcza tzw "cięć",i którego rola hamulcowego wzrośnie po ustąpieniu L Kaczyńskiego i wygranej PO w wyborach prezydenckich.

Skoro domagasz się rządzenia rządu, czyli istotnych zmian w kraju, to dlaczego jednym tchem nie domagasz się przede wszystkim zmiany systemu konstytucyjnego (vel rządzenia) w naszym kraju, żeby zwycięska w wyborach partia mogła faktycznie rządzić?

Aktualnie jest tak, że partia musi zdobyć 45% głosów, żeby mieć 50% + 1 miejsc w sejmie. Problem jest taki, że żadna partia przez te 20 lat III RP nigdy takiego wyniku nie osiągnęła i może nigdy nie osiągnie. A to oznacza, że skazani jesteśmy na rządy koalicyjne, które tworzy się z musu i na zasadzie blokowania ugrupowania silniejszego przez ugrupowanie słabsze w koalicji. Z reguły "wspólny mianownik" między koalicjantami (umowa koalicyjna) jest tak niski, a klinczowanie się, tak skuteczne, że znowu nie mamy rządzenia, tylko jedynie administrowanie krajem. Dlaczego nikt na to nie zwraca uwagi? Ponadto rządy koalicyjne zwykle nie są w stanie przetrwać pełnej kadencji parlamentu i kończymy przyśpieszonymi wyborami albo rządami mniejszościowym, które znowu zamiast rządzić jedynie administrują.

W III RP wszystkie rządy były koalicyjne, a żaden nie przetrwał pełnej kadencji 4 lat!!! Jedyna koalicja jaka przetrwała pełną kadencję parlamentarną to koalicja SLD-PSL (1993-1997), podczas której nie podejmowano istotnych reform, a i tak trzeba było aż 3 premierów (Pawlak, Oleksy, Cimoszewicz).

Więc o czym my tu w ogóle Redeye mówimy?

Nie potrafimy nawet zracjonalizować konstytucji, żeby premier z prezydentem nie musieli się przepychać o samolot, czy miejsce przy stole konferencyjnym, a Ty chcesz RZĄDZENIA?!
Mamy od 1997 (a jest już 2010, czyli przez bez mała 13 lat) konstytucję, która pozwala prezydentowi zawetować KAŻDĄ ustawę większości sejmowej. KAŻDĄ z wyjątkiem budżetu! A przecież każda większość sejmowa to KOALICJA, więc każda ustawa, to już efekt kompromisu 2 rożnych partii politycznych! Więc jak tu rządzić do cholery?!

Konstytucjonaliści dokonali już korekty (przynajmniej w zakresie zmian na linii rząd-prezydent) i teraz sprawy są w rękach polityków, czyli de facto w rękach wyborców, czyli... w naszych! :D

Prezydent też jest politykiem wywodzącym się z prawicy. Jak się okazało.że jego pozycja jest jednak dominująca, a jest taki, jaki jest, trzeba było z nim rozmawiać, przedstawiając wstępne propozycje ustaw. A dumę trzeba było wsadzić w kieszeń. PO mogło też, gdyby chciało, pozyskać poparcie SLD dla co najmniej poszczegolnych swoich projektów, i wtedy każde weto prezydenta zostałoby obalone. Albo nie miało projektów albo nie chciało rozmawiać. Raczej to pierwsze.
Społeczeństwo - a kto przedstawiał zielone mapki ( ostatnio też) i zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą? Rok 2009 rząd PO zdecydowanie zmarnował. Teraz mówi, że wychodzimy " na prostą ' i jednocześnie zaczyna alarm w sprawie finansów publicznych. Albo jedno, albo drugie.
Przy okazji - Tusk chce powołaania specjalnego ministra do dyscyplinowania innych ministrów.
A od czego włąściwie jest premier i wicepremierzy?

Jeżeli Ty tak myślisz, to zastanawiam się co muszą myśleć inni.... Ty, wytrawny znawca i komentator polityki na tym forum, zgłaszasz de facto propozycję koalicji PO-PSL-SLD-PiS w sprawach, gdzie różnice programowe między partiami są najistotniejsze!!!
Bo jeżeli uważasz, że PO może równie dobrze "dogadać" z prezydentem (PiS), jaki z drugiej strony z SLD, to twierdzisz de facto, że jest możliwa i dobra dla Polski koalicja PO-PSL-SLD-PiS!
Dla mnie jest to absurd i zdumiewa mnie, że coś takiego w ogóle mogłeś zaproponować!
Co z różnicami programowymi partii? Kto ma wtedy pełnić rolę opozycji, która jest przecież bardzo potrzebna, jako alternatywa dla aktualnie rządzących?
Redeye, czy Ty przemyślałeś swoją koncepcję w ogóle, czy powtarzasz po prostu jakieś obiegowe opinie publicystyczne?

To może w ogóle wprowadźmy z powrotem system liberum veto? Albo chociaż, żeby ustawy były uchwalane większościową 70-80%.

Według mnie trzeba iść w odwrotnym kierunku, żeby rządziła jedna partia, która ma 50% + 1 w sejmie. Wtedy będziemy mieli stabilne, skuteczne i łatwe do rozliczenia rządy.

Mich, zdecydowany i silny atak. Piękny.
PO działa w takich realiach politycznych, w jakich działa i tego nie zmieni. Nalezy na boku pozostawić problemy konstytucyjne, bo zmiana konstytucji wymaga czasu, zgodnie z obowiązującymi zapisami konstytucji, czyli ta zmiana weszłaby w życie dopiero po wyborach przydenckich. Taki był wniosek z debaty, kiedy PO puściła pierwszy balon próbny, mówiąc o potrzebie zmiany systemy władzy. Zresztą ich zamiary konstytucyjne sa niedopracowane, w fazie początkowej, i jak one będą wyglądać, dopiero się okaże. Też zresztą wymagają uzgodnień partyjnych,a raczej należy wykluczyć konsensus. Ale obojętnie co i jak, co najmniej trzeba czekać półtora raoku - dwa lata na wejscie w zycie nowego systemu politycznego.
Wniosek jest prosty i PO powinna to wiedzieć. Trzeba było zrobić sobie analizę.
Ma jeszcze dwa lata rządzenia w obecnym układzie parlamentarnym i na to nie ma rady, chyba, że będą przedterminowe wybory parlamentarne.
Nie wiedziała, że grozi nam kryzys finansów publicznych, nowelizując w 2009r. budżet, a wcześniej przedstawiając budżet z dużym defcytem? Musiała wiedzieć, albo też w tym rządzie pracują dytetanci. Tertium non datur. Rok 2009r z uwagi na kryzys światowy byl szansą na wprowadzenie naprawdę powaznych reform - dokończenie reformy emerytalnej, reformę KrUS, ZUS i jeszcze paru spraw. Społeczeństwo było przestraszone mozliwością powrotu Wielkiego Kryzysu i dałoby przyzwolenie na poważne zmiany. Zresztą, na reformę emerytur służb mundurowych czeka od dawna. Nie, coś zrobiono w tej sprawie i odpuszczono sobie - bez końcowego rezultatu. A teraz wraca się do tematu w innym rozszeroznym zakresie, bo to jest już konieczne. Tylko że nie zaoszczędzono finansów budzetu juz za dwa - trzy lata, gdyby taką zmianę wproadzono od 2011r. Tak jest w prawie wszystkich sprawach - przykład kolejny - abonament tv. Zamiast zrobić projekt porządnej nowelizacji, mówiącym o odpisie z podatku w kwocie 5-7 zł, robi się projekt stałej dotacji z budżetu, uzgadnia z SLD, a póżniej wycofuje rakiem z uzgodnień. Weto prezydenta podtrzymane. I fiansowy problem tv nie jest rozwiązany do dzisiaj, a dzięki temu bałaganowi PiS króluje w progamie I TVP. PO sama sobie strzeliła samobója.
PO rysuje sobie zielone mapki, że jest tak wspaniale, a teraz widać, że obsługa długu zaczyna zżerać budzet. 40 mld zł kosztów obslugi długu ( dane za wczorajsżą "GW") to jest naprawdę dużo, to prawie 2/3 planowanego w 2010r, deficytu!
Ja nie pisałem słowa w komentarzu o PiS. Pisałem o uzyskaniu poparcia SLD.
PiS należy wykluczyć.
To jest wykonalne i realne, bo SLD byłoby to o na rękę i na to pójdzie - wychodzi z szeregu partii drugiego rzędu. Wcale nie pisałem o koalicji - pisałem o porozumieniu politycznym w konkretnych sprawach, i trzeba to było zrobić już w 2008r, jeżeli w PO są tacy profesjonalni politycy. Mozna byłoby z poparciem SLD przepchnąć dobrą, nowoczesną nowelizację ustawy medialnej z likwidacją niepotrzebnej KRRiTV ( zbędny wydatek z budzetu) i obalić weto prezydenta?.Jasne, że tak. Mozna byłoby poważnie rozmawiać na temat reformy emerytur służb mundurowych ? - też.
PO kładzie też jedna rzecz. Widać, że system polityczny z wetem prezydenta może zablokować projekty ustaw. Jasne. Nowelizacja konstytucji z tego punktu widzenia jest więc potrzebna. Ale czy w tak pilnej potrzebie PO skupia się na tej sprawie? W życiu. To jest niedopracowane, raz tak, raz inaczej,sprawia wrażenie propozycji puszczonych " na rybkę", żeby zobaczyć, co z tego wyjdzie. I te propozycje są ciągle zmieniane. A czas biegnie. I co, nie warto siąść do powaznych rozmów z SLD i przedstawić dopracowany projekt zmian? Tylko nie z udziałem mediów. Warto. Ale PO tego nie robi i nie zrobi, dla zasady.
I w sumie propozycje Tuska to " wiele hałasu o nic". Praktycznie wszystko odległe, dalekie, deklaratywne, brak szczegółów. Pomysły jakiś ograniczeń ustawowych wzrostu wydatków budzetowych, a jak prezydent zawetuje ustawę, to sami będziemy to stosowali. To po co jest potrzebna w ogóle ustawa?
Przyjmuję zakłady, że z tym stylem sposobem załatwiania spraw przez PO w połowie tego roku będzie następna nowelizacja budżetu, może tylko bez zielonych mapek.

Charakterystyczne dla sposobu dzialania Donalda Tuska jest jego wypowiedź z tego wywiadu, że jak już przedstawił swoją koncepcję na Politechnice Warszawskiej, to opozycja je zna i powinna się do nich ustosunkować. Chodziło konkretnie o reformę emerytur mundurowych. A premier już kontaktować się z nimi nie będzie, bo ją znają i powinni przyjść do niego. W innym fragmencie Donald Tusk mówi, że w sumie to nie były propozycje rządu i chyba nawet nie PO, tylko jego osobiste propozycje jako premiera. Tak się skutecznej polityki nie robi.

Doprawdy,Redeye,myslales serio,ze premier bedzie mowil glosem PiS?(takie wrazenie odnioslem czytajac twoje pierwsze zdanie)A dlug publiczny rosnie wszedzie,rekordowy jest w Niemczech,USA,to czemu nie u nas?Takie jest postepowanie w czasach kryzysu.Lepsze to niz bezradnosc i upadek.Nie my to wymyslilismy,tak twierdza ci ,ktorzy to juz przerabiali.Interesuje cie to,bo moze jestes placony z "budzetowki".Przenies sie do przemyslu,problem pozornie zniknie.Podpowiadasz premierowi,zeby "dume chowal do kieszeni".Ja to widze inaczej.To nie duma premiera jest tu przeszkoda.A deklaracja zlozona przez prezydenta po przegrane PiS,ze zacznie walke wetami.Zapomniales?.A przypomnij sobie co robil w czasie swojej kadencji premier Kaczynski,mniej wiecej po takim czasie jaki przeszedl premier Tusk.Otoz montowal prowokacje przeciw swojemu zastepcy Lepperowi.Czy jestes sobie w stanie wyobrazic,zeby w tej chwili premier Tusk montowal prowokacje przeciwko Pawlakowi?.Bo ja nie,nie ten typ czlowieka.Ja sie ciesze,ze jestesmy wolni,powoli dochodzimy do normalnosci.CBA robi swoje,skutecznie,bez angazowania wczesnie rano ekip telewizyjnych.Przestepcy ktorym udowodniono przestepstwo sa w ciupie .Gdyby nadal rzadzili psychopaci typu J.Kaczynski i Ziobro,dzisiaj kazdy kto ma telefon czy internet bylby podsluchiwany.To nie ulega watpliwosci.Bo pozywka tych psychopatow byly uklady,obojetne,rzeczywiste czy urojone.Ich czlowiek do dzisiaj wykonywal polecenia tych odstawionych do rezerwy psychopatow.Premier ma racje.Czemu sam nie zawiadomil prokuratury(Kaminski) ?Pulapka zastawiona na premiera,nic wiecej.Zycze panu premierowi zrealizowania zalozonych celow.A wam,jego przeciwnikom zwichniecia nogi.

Premier Tusk nie będzie mówił głosem PiS-u, bo nie musi. I nie powinien.
Premier i PO chcą, jak znowu oświadczają, przeprowadzić poważne reformy. Chcą ograniczyć dług publiczny i wprowadzić zmiany, systemowo ograniczające możliwość deficytu i zmniejszające dług publiczny. W istniejących realiach prawno-politycznych nie mają możliwości obalenia weta prezydenta. Żeby myśleć realnie o tych zmianach, muszą poszerzyć poparcie polityczne w sejmie tak, aby obalić weto prezydenta. Nie może z przyczyn oczywistych takim sojusznkiem być PiS. PO pozostaje więc tylko poszukiwanie poparcia SLD, jeżeli poważnie myśli o realizowaniu swoich pomysłów ( dość ogólnikowych).
Część pomysłów PO byłaby dla SLD do zaakceptowania od zaraz, część - po konsultacjach. I po herbatce.
Proste, chociaż dla PO pewnie niemiłe- z przyczyn zasadniczych.
Dopowiem, że w RFN długo funkcjonowała "wielka koalicja" CDU-SPD z dobrym dla Niemiec skutkiem. I co, mogli się dogadać?
Polityka jest sztuką kompromisów i jeżeli chce się coś naprawdę powaznie zrealizować, trzeba tego kompromisu szukać i umieć go znależć.
A Tuskowi życzyłbym takich przeciwników politycznych, jeżeli tylko zechciałby wyciągać właściwe wnioski z przedstawianych argumentów.

No to moja wersja:
1)Skala kryzysu była nie do przewidzenia, a rząd nic nie mógł zrobić, bo nastąpił spadek popytu zagranicznego
2)Rząd oparł się nawołaniom opozycji do "pompowania" w gospodarkę i "pompował" tylko tyle ile było zaplanowane (np podwyżki dla nauczycieli)
3)Rząd utrzymał poziom wydatków i to wystarczyło, żeby deficyt budżetowy skoczył o 100%
4)Połowiczna reforma emerytalna przeszła tylko dlatego podpisana przez biurko prezydenta bo głowa musiała podpisać w tym wypadku (o tym wspomniał dzisiaj Tusk w audycji)
5)Media publiczne są zarządzane przez porządek prawny i personalny ustanowiony jeszcze przez PiS. PO-PSL przygotowało ustawę, żeby go zmienić, ale prezydent zawetował ta ustawę. SLD nie udało się wpłynąć na kształt ustawy więc podtrzymali weto prezydenta i zawiązali sojusz medialny z PiSem, czego potwierdzeniem jest nowy podział wpływów w mediach publicznych.
6) Zamiast rządów, gdzie potrzeba do rządzenia 3 partii z 4 zasiadających w sejmie i 64% większości do uchwalania ustaw(propozycja Redeye), ja proponuję model, gdzie zwycięska w wyborach partia może samodzielnie rządzić większością 50%+1 potrzebną do uchwalania ustaw. Wedy mamy znacznie stabilniejszy i czytelniejszy model, gdzie są jasno rozdzielone role i odpowiedzialność tak rządzących, jak i (co również b ważne) opozycji.

Mich, odnoszę się do spraw politycznych na dziś i na jutro, bo tak przedstawia je donald Tusk. .
Z ustawą medialną nie było tak, bo była właśnie uzgodniona z SLD , ale premier Tusk oświadczył, że nie wyraża zgody na wprowadzenie do budzetu nowego stałego wydatku na finansowanie mediów publicznych. Wtedy jeszcze nie było mowy o kryzysie. Więc ustawa padła przy wecie prezydenta, bo SLD poczuło się oszukane. Znana historia. Teraz tworzy się kilka nowych projektów i sprawa będzie się ciągnęla jeszcze długo. I bez SLD PO w tej sprawie nie da rady.
Między poparciem politycznym a nowym członkiem koalicji jest zasadnicza różnica. Ale żeby swoje zamiary zrealizować tu i teraz, Donald Tusk musi to poparcie polityczne do obalenia weta znależć.
Co proponuje Tusk?
1. Ustawę/y wprowadzającą ograniczenie wzrostu wydatków budzetu o inflację + 1% ( dwa wskażniki) - SLD to może poprzeć bez wahania,
2. Zmianę zasad emerytalnych służb mundurowych od 2012 r. - to też SLD poprze bez mrugnięcia okiem, bo nie narusza ona praw nabytych,
3. Zmianę zasad emerytur dla najbogatszych rolników, chyba właścicieli gospodarstw od 15 ha - SLD to poprze, bo akurat to nie jest elektorat tej partii. PO może mieć problem z poparciem PSL.,
4. SLD może poprzeć nawet kolejną ustawę zdrowotną, pod jednym warunkiem,że jednoznacznie zostanie zapisane, że budynki, sprżet, wyposażenie szpitali pozostaną własnością publiczną. Nie zgodzi się na prywatyzację, ale na inne formy przekształceń i oddanie szpitali w gestię samorządów - tak.
5. Na przedłużanie wiekuemerytalnego SLD się nie zgodzi - straci elektorat.
SLD chce wejść w orbitę spraw rażadowych, nie tylko parlamentarnych, i przedstawić się jako powazny i doceniany partner polityczny. Pewnie, że zyskają punkty w sondażach. Ale PO też zyska, i to duzo, jako partia umiejąca załatwiać problemy, autor pomysłów i skutecznie rządząca partia.
Tylko zamiast parlamentaryzmy medialnego, Tusk jako premier powinien w końcu zacząc upawiać normalną politykę parlamentarną i pozyskiwać sojuszników do działań politycznych, jeżeli brak mu glosów do obalenia weta. Taka jest bieżąca gra polityczna i żle, że tego nie rozumie. Chyba nie umie i już nie nauczy się tego robić, a wyborcy zaczynają, i słusznie, po prostu oczekiwać konkretów.
A w sumie, gdyby trochę zszedł na polityczną ziemię, wcale nie byłoby to trudne.
A 40 mld zl wydawane co rok to kupa pieniędzy.

Panie Premierze dlaczego pan tak bardzo nie lubi Inspekcji Transportu Drogowego? Co oni panu zrobili? Dlaczego pan tak krzywdzi tych ludzi, którzy stoją po 12 godzin w mrozie do -20 w upale do 35, w kurzu drogowym, spalinach tirów. Dlaczego pan ich tak skrzywdził wydając i podpisując rozporządzenie i niższych zarobkach? Miało być lepiej za pana rządów, a jest gorzej.

Jestem przekonany, że tych 600 inspektorów + rodziny nigdy nie zagłosują na PO

znowu masa bzdetow,obiecanek a wielka kicha z tego rzadzenia wychodzi,tak jak ktos wczesniej napisal,pan Tusk czlowiek sukcesu bez sukcesu,boje sie ze pod rzadami PO toniemy,brak poprawy,a afera goni afere,naduzywanie wladzy przez ten rzad jest niebywaly,nawet czlowiek z PO pan Mezydlo,wstydzi sie za swoich kolegow,to cos mowi o tym rzadzie.

mUSIAŁBYŚ POSŁUCHAĆ WYWIADU Z tw "jAR"...

Po twoim komentarzu wnioskuję,że lepięj będzie ci na BIAŁORUSI.Słyszałeś może kiedyś ,ze mamy największy kryzys na ŚWIECIE od lat 20-stych.

Sobotnia audycja Beaty Michniewicz - to "Przy sobocie po robocie" z PRL-u.
Jest muzyczka, prowadzaca,ktora reprezentuje jedynie sluszna (PiS-owska ) linie.
W dyskusji publicystow nie ma prawa wystepowac przedstawiciel Gazety Wyborczej.
Wszystko sie kreci w takt muzyczki jak za dawnych ,dobrych lat.Jesli odpowidajacy ma klopot z odpowiedzia, Beata Michniewich podsuwa mu jedynie sluszna,oczekiwana przez kierownictwo stacji, odpowiedz.

Patrzcie jak PIeSkom brakowało szczekającego kolejarza-bandyty. Idźcie teraz ze złożonymi na krzyż rączkami do kościółka, katolickie obłudne szatany.

naprawde wstyd pani Moniczko,troszecze wysilku,dobrze wiemy ze jest pani rzecznikiem PO,ale do tego stopnia,zeby pan Tusk pisal pani pytania i sam na nie odpowiadal.

a po tym wywiadzie jeszcze sie poglebila,pan Tusk w tym wywiadzie znowu zajol sie soba,i swoimi kompanami z PO,a sprawy obywateli znowu w koncie,zalozenie;a co mnie to obchodzi,wazne ze mam wladzie,a ludzie niech sobie sami radza.

gdzie w tych wszystkich wywodach i madrosciach jest czlowiek,ludzie zamarzaja,gloduja,spia po dworcach,nie moga zwiazac koniec z koncem,upokarzani w kolejkach do lekarza,a pan Tusk i wszyscy pseudo dziennikarze martwia sie kto bedzie kandydowal na prezydenta,oto wizerunek super cudotworcow i nieudacznikow z PO,oby nikt z PO,bo komisji sledczych bedzie o wiele wiecej.

Bardzo przyjemny wywiad- bez szczekania i biadolenia, konkretne odpowiedzi. To dobrze spędzona niedzielna godzinka.
Pozdrawiam.

Pani Mario "konkretne odpowiedzi", to znaczy, że trzeba powiedzieć " a lub b" a Pan premier mówi "z" i to jest konkret.

Skoro wcześniej były ustalone,to jak może być inaczej.A gdzie pytania o sprawny system służby zdrowia,dobrze zarabiających obywateli,afery itd.????

Takie gdakanie pędzącego królika

Przyjemna?? Może i była ale co z niej wynika, mydlenie oczu i nic więcej, czyli to co Premier potrafi najlepiej.

Wstyd, wstyd!!! pani Olejnik, ponoć zadaje Pani trudne pytania, a tymczasem lanie wody, sranie w banie!!! Gdyby obok pani siedział ktoś z PiS-u to wątpię by była pani pokorna jak baranek. Dość lizania **y Platformie proszę o więcej obiektywizmu!! Brak Pani reakcji na stwierdzenie słońca Peru, że sytuacja w służbie zdrowia to wina PIS u to kompromitacja dla Pani i całego Radia ZET!!!

ale jastescie c.i.o.t.y pisoskie podlizujecie sie braciom Kaczkom a oni co zrobili dobrego z panem leperem i tym drugim nawet pisac mi sie niechce jego nazwiska jak o muwia kaczki niejestescie z mojego podwurka

Nowy komentarz

eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS