Drukuj

  • a
  • a
  • a

Abp Tadeusz Gocłowski

Gość Radia ZET: Apb Tadeusz Gocłowski

Pobierz oryginalny plik

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski, witam Monika Olejnik, dzień dobry.

abp Tadeusz Gocłowski: Dzień dobry, witam panią redaktor, witam państwa.

Monika Olejnik: Księże arcybiskupie, jak ksiądz arcybiskup patrzy na Polskę aferalną, Polskę afer hazardowych, stoczniowych?

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor, jak wiadomo, tu w Gdańsku człowiek nie mógł być obojętny na to wszystko, co się działo w ciągu ostatnich 20 lat, szczęśliwych lat, w tym wolność itd., smutnych lat, gdy chodziło o tego typu sprawy, które no niestety budzą pewien niepokój, bo powinno być pięknie, a jest smutnawo.

Monika Olejnik: Ale smutnawo jest przez kogo, przez polityków?

abp Tadeusz Gocłowski: Ja myślę, że politycy pewnie chcieliby dobrze tylko może za mało uważają na otaczające je środowiska, które czasami chcą robić brudne rzeczy z pięknych, czystych, dobrych spraw.

Monika Olejnik: Brudne rzeczy, brudne interesy wstrząsnęły premierem Donaldem Tuskiem i postanowił zakazać hazardu w Internecie, słusznie, rząd postanowił rozliczać i zrewolucjonizować Polskę.

abp Tadeusz Gocłowski: Byłbym najszczęśliwszy w świecie, gdyby hazardów nie było, dlatego że hazard on niszczy w jakiś sposób człowieka, wciąga go, po prostu jest to w pewnym sensie jakiś dramatyczny nałóg, ale jesteśmy w świecie cywilizowanym i pewnie wszędzie tego typu sprawy są, dlatego owszem trzeba podejmować ważne decyzje, ale trzeba uważać, co na ten temat mówią europejskiej przepisy by jednak znowu nie pójść za daleko, niszcząc zło, no w jakiś sposób podjąć decyzje, które mogłyby pewnie być słuszne, ale w jakiś sposób trochę by w dziwnej sytuacji Polskę stawiały. Dlatego na pewno Unia Europejska i te wszystkie zarządzenia powinno się uwzględniać, natomiast walczyć o to żeby nie dopuścić do tego typu podobnych sytuacji, które były.

Monika Olejnik: Czyli ksiądz arcybiskup opowiada się za hazardem w Internecie, za obstawianiem Ligi Angielskiej?

abp Tadeusz Gocłowski: Jestem absolutnie przeciwny wszelkim hazardom. Dlatego nie chcę nikogo atakować, ale uważam, że hazard on niestety napotyka w człowieku na pewne chęci szybkiego wzbogacenia, a równocześnie szybkiego tracenia swoich funduszów, które czasami są okradaniem własnej rodziny.

Monika Olejnik: Ale to jest tak, że rząd chce walczyć na przykład z jednorękimi bandytami mówiąc o tym, że młodzież może grać dopiero od 18 roku życia, nie wiedząc o tym, że właśnie w ustawie, którą przyjęto parę lat temu jest mowa o tym, że te automaty powinny być dostępne dla młodzieży od 18 roku życia, tylko chodzi o to, że przepisy nie są przestrzegane.

abp Tadeusz Gocłowski: Na tym sprawa polega, że my czasami budujemy względnie dobre przepisy, a ich potem nie respektujemy w praktyce. I stąd, bądźmy konsekwentni, prawo jeśli jest przemyślane, wolne od jakiś tam lobbingowych wpływów, ale potem bądźmy konsekwentni, pilnujmy tego. Tak, jak alkoholizm, no jest 18 lat i broni przed tym, tak samo i tutaj trzeba uważać żeby nie wciągać młodych ludzi w ten bardzo niebezpieczny tryb szybkiego wzbogacania, a jednocześnie bardzo częstego, no niestety poniżania nawet swojej godności przez to, że człowiek gubi się w tym wszystkim.

Monika Olejnik: Czyli dobrze się stanie, że w Polsce znikną jednoręcy bandyci z budek, sklepików, z osiedli.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor, nie jestem w tym specjalistą, dlatego się nie znam, nigdy w życiu nie grałem w tego typu sprawy. Ale ludzie myślący, niech podejmują mądre decyzje, przemyślane, po konsultacji ze środowiskami, z pedagogami żeby w ten sposób uniknąć nieszczęścia.

Monika Olejnik: A jak ksiądz arcybiskup patrzy na wojnę, która jest pomiędzy byłym szefem CBA a premierem Donaldem Tuskiem.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor, ja jestem za tym, żeby rzeczywiście służby jeśli są, no muszą być, to nie ulega wątpliwości, ale żeby te służby były absolutnie w służbie Rzeczpospolitej, a nie określonych nurtów partyjnych, bo to jest najbardziej przykre. Jeśli się służy by był ład, był porządek, nie było naruszone prawo, a jednocześnie jeśli za tym się kryje jakaś chęć partycypacji w sposób wyraźny, by nie powiedzieć brutalny, tylko w kierunku jednej partii, czy to będzie taka partia, czy to będzie taka partia to zawsze jest zło. Trzeba służyć Rzeczpospolitej, a nie określonemu nurtowi politycznemu.

Monika Olejnik: Czyli według księdza arcybiskupa Mariusz Kamiński służył tylko jednemu nurtowi politycznemu?

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor, wolałbym się na ten temat szczegółowo nie wypowiadać, mówię ogólnie, a nie chcę do spraw personalnych się zbliżać, bo to jest – jak pani wie – dla biskupa to nie temat.

Monika Olejnik: No tak, ale dla biskupa to jest temat, kiedy najważniejsze osoby w państwie kłócą się, Jarosław Kaczyński w dzisiejszym dzienniku „Polska” mówi – „Donald Tusk ostentacyjnie łamie prawo, jak Wałęsa, tak naprawdę to on jest głównym bohaterem afery hazardowej”.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor z panem Jarosławem znamy się chciałoby się powiedzieć od zawsze, bo przecież pracowaliśmy w różnych dziedzinach, takich społecznych różnych itd., dlatego nie mogę nic mówić przeciwko panu Jarosławowi, bo nie mam powodu. Natomiast boję się takich wszelkich uogólnień ten jest zły, tak jak tamten jest zły, jakie w ogóle zestawianie, na litość boską, trzeba indywidualnie każdego człowieka analizować, a nie znowu poszerzać, ten jest zły, bo się nazywa Tusk, ten jest zły, bo się nazywa Wałęsa. I jedno i drugie jest fatalne stwierdzenie, to nie jest dla polityka.

Monika Olejnik: A dlaczego tak się dzieje, że prezydent Kaczyński jest tak nisko oceniany w sondażach?

abp Tadeusz Gocłowski: No szkoda, dlatego, że przecież wiadomo pan profesor Kaczyński jest człowiekiem mądrym tylko trochę myślę, że rzutuje autorytet rodzinny, a ten trochę niestety jakoś tak się uogólnia.

Monika Olejnik: Księże arcybiskupie ksiądz zapewne czytał, słyszał o cudzie w Sokółce.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor na drugi dzień, kiedy ten cud się zaczął ujawniać, dzwonił ktoś do mnie z redakcji i powiedziałem dla mnie największym cudem jest cud Eucharystii, który sprawuję codziennie i to jest największy cud. Natomiast absolutnie jestem przeciwny żeby podejmować tego typu jakieś tam refleksje. Jeśli w ogóle coś jest, dla mnie to nie ma żadnego sensu, bo cud eucharystyczny jest codziennie, Kościół żyje dzięki Eucharystii to jest istotna sprawa, a cudów takich, jeśli tak można powiedzieć nam nie potrzeba. Jeśli ktoś, Pan Jezus kiedyś powiedział to plemię znaków szuka, Pan Jezus odciął się od tych rzeczy. Owszem, Kościół uznaje cuda i nie ulega wątpliwości, że jeśli jest kanonizacja Zygmunta Szczęsnego-Felińskiego to tylko dlatego, że udowodniono cud związany z jego życiem, to są fantastyczne sprawy, ale zostawmy cuda eucharystyczne, bo nam niepotrzebne, dlatego że cud eucharystyczny to jest codzienna msza święta.

Monika Olejnik: No właśnie, ale czy przez to, co się działo w Sokółce to się nie ośmiesza religii, profesorowie badają Hostię, sprawdzają czy to nie jest mięsień, czy to nie jest mięsień serca.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor nie chciałbym używać tego słowa mocnego, pani redaktor ma prawo, ale nie chciałbym używać tego słowa ośmiesza, ale coś jest na granicy, nie róbmy takich rzeczy, bo rzeczywiście się czasami ośmieszamy.

Monika Olejnik: No tak, ale z kolei biskup napisał list, nie ksiądz biskup tylko biskup tamtej parafii, który...

abp Tadeusz Gocłowski: Proboszcz tam.

Monika Olejnik: Proboszcz przepraszam, do biskupa i list został przekazany do Watykanu, czyli już Watykan nawet jest włączony w cud w Sokółce.

abp Tadeusz Gocłowski: Pani redaktor my jesteśmy w codziennych kontaktach z Watykanem. Jeśli mamy jakieś wątpliwości to piszemy do Watykanu, jeśli mamy jakieś problemy odnosimy się do Stolicy Apostolskiej, ale nie po to żeby angażować autorytet Stolicy Apostolskiej, biskup miał prawo się odnieść, powiedzieć, że tego nie rozumiemy, prosimy o opinię, ale nic więcej, Watykan się takimi sprawami nie zajmuje.

Monika Olejnik: Księże arcybiskupie i na koniec chciałam się dowiedzieć, co ksiądz arcybiskup myśli o cmentarzach wirtualnych.

abp Tadeusz Gocłowski: Wolałbym rzeczywiste cmentarze, bo jednak, omnibus hominis moriendum est – mówili Rzymianie, każdy człowiek musi umrzeć, oczywiście w swej rzeczywistości duchowo fizycznej. I śmierć to jest droga, poprzez którą musimy przejść. Natomiast wydaje, że chrześcijanie, wiadomo chrześcijanie zawsze preferowali, czyli woleli mieć humację, czyli zakopanie ciała do ziemi. Kościół nie broni się przed kremacją, która jest dopuszczalna, natomiast jakieś wirtualne cmentarze, na litość boską, pani redaktor, no to jest właśnie taka pokusa XXI albo XXII wieku, po co takie rzeczy.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski był dzisiaj gościem Radia ZET.

Komentarze

A mnie to wszystko bawi. Pani Moniko nie zapomniała Pani pocałować biskupa w ..... rękę ?...

DO ZWOLENNIKOW PO
Tak sie zastanawialem jeszcze kilka dni temu czy wy macie jeszcze jakis wstyd i honor ale po obejrzeniu na youtube(ciemna strona parti)jestem teraz pewien ze was nic nie rusza ze nie zawachacie sie uzyc zadnej propagandy.Powiem szczeze to jest tragedia dla polski i narodu polskiego

Myślę, że Ty jesteś PO "ciemnej stronie mocy". A o PO się nie martw.Z Tobą,czy bez i tak PO sobie poradzi.Dorżniemy tą watahę.

DO ZWOLENNIKOW PO
Tak sie zastanawialem jeszcze kilka dni temu czy wy macie jeszcze jakis wstyd i honor ale po obejrzeniu na youtube(ciemna strona parti)jestem teraz pewien ze was nic nie rusza ze nie zawachacie sie uzyc zadnej propagandy.Powiem szczeze to jest tragedia dla polski i narodu polskiego

A, co Pani Monika na kolanach, to nie są odciski?

Monika Olejnik wraca do korzeni. Pytanie - odpowiedź, pytanie-odpowiedż. Wszystko w doskonałym tempie. Ciekawy zestaw pytań. Odpowiedni czas na wygloszenie kwestii przez interlokutora, bez zbędnego wtrącania się w wypowiedź i rozmydlania wątku dyskursu o uboczne sprawy. Bez prób natychmiastowej oceny sprawy z punktu widzenia prowadzącej program. Odpowiedzi i osoba arcybiskupa - seniora .... to każdy sam sobie oceni. I wyrobi sobie opinię. I chyba o to chodzi. Tak trzymać w przyszłości. choć oczywiście w stosunku do polityków życzyć sobie należy solidnej dozy drapieżności. Zresztą z uwagi na merkantylne wymogi komercyjnej stacji radiowej jest to i tak nieuniknione.

Moniko !
W internecie możesz grać hazardowo za "ciężkie pieniądze" na wszystkim i o wszystko ! Dostępne są CAŁE KASYNA !!! Las Vegas w domu !

"Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego..." - rozpoczyna ojciec Rydzyk codzienną modlitwę. A Bóg uśmiecha się dobrotliwie do swojego wyznawcy. Z zielonych banknotów. I ma twarz Jerzego Waszyngtona.
Kariera tego człowieka jest nieprawdopodobna. Od zera do bohatera. Co tam bohatera - do imperatora trzymającego w garści rząd ponad 2 milionów dusz! I każdy kolejny rząd też.
Zaczynał jako skromny katecheta w Szczecinku, dziś jest w pierwszej setce najbogatszych Polaków i kpi sobie z prawa i sprawiedliwości. Może kpić, bo Prawo i Sprawiedliwość, które rozdaje wiele kart w tym kraju, stoi za nim murem. Bez tego symbiotycznego układu partia Kaczorów od dawna by nie istniała, a i on sam skończyłby marnie. Przyjrzyjmy się bliżej personie, której miejsce jest w celi. Klasztoru redemptorystów? Nie tylko...
W roku 1986 do Tadeusza Rydzyka, ubogiego nauczyciela religii, uśmiecha się los. Przez macierzysty zakon zostaje wysłany na placówkę misyjną do Niemiec. W miasteczku Balderschwang styka się z katolicka rozgłośnią radiową. Działalność `Radia Maria International' robi na nim wielkie wrażenie. Pozytywne, bo jest skrajnie ksenofobiczne i nietolerancyjne. A poza tym miesza się w politykę. I tę lokalną, i narodową. Powoduje to ostra reakcję władz (także kościelnych), co doprowadza do karnego zamknięcia rozgłośni. I otwarcia pewnej klapki w mózgu redemptorysty. Już wie, co będzie robił i to na dużo lepszym gruncie. Już ma cel w życiu. Tylko pieniędzy nie ma na spełnienie marzeń. Ale to nie problem dla człowieka o jego pomyślunku. Bez mała za dnia na dzień uruchamia biznes polegający na sprowadzaniu do Polski niemieckich samochodów (darowizny) z przeznaczeniem na cele kultu religijnego (sic!). Kilka lat później bydgoska prokuratura wszczyna dwa śledztwa w tej sprawie. Jedno dotyczy fałszerstw darowizn (dokumenty wystawiał niemiecki klasztor, który gościł Rydzyka), drugie - kwestii nieuiszczania opłat celnych. Redemptoryście zaczyna się palić grunt pod nogami, ale skrajna prawica nie daje mu zrobić krzywdy, bo Rydzykowi urosły już plecy. Oba postępowania zostają umorzone, a prokuratorzy w uzasadnieniu piszą, że nie dopatrzyli się znamion czynu zabronionego. Gdyby jednak ktoś chciał wrócić do sprawy i przejrzeć sfałszowane dokumenty, to już nigdy tego nie zrobi, bo kilkanaście kilogramów kwitów ginie bezpowrotnie w niewyjaśnionych okolicznościach. W tym samym czasie siedemnastoletni chłopiec zostaje skazany na trzy miesiące więzienia za sfałszowanie pieczątki na szkolnej legitymacji. No tak, ale ów młodzian to nie Rydzyk. Nawet nie ma na imię Tadeusz.
Mamy rok 1991. Redemptorysta zakłada kalkę swojej niemieckiej fascynacji, czyli Radio Maryja. W dokumentach założycielskich przedstawionych Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji figuruje zapis niebywały. Otóż redemptorysta ustanawia sam siebie jednoosobowym organem nadzorczym, zarządzającym - UWAGA! - kontrolnym. Czegoś podobnego KRRiT nie powinna nigdy zatwierdzić. A zatwierdza bez mrugnięcia oka! Godzi się też na taki handel: w zamian za rezygnację z reklam, oczywiście czysto teoretyczną, zmniejszona zostaje o 80 procent ogólnopolska opłata koncesyjna. Czyli na starcie, nowy, samozwańczy dyrektor stacji dostaje w prezencie ponad 6 milionów złotych. 117 lokalnych koncesji na częstotliwości (Krajowa Rada przyznaje je redemptoryście hurtowo) złożonych do kupy pokrywa niemal 90 procent powierzchni kraju.
RM zaczyna nadawać i już na wstępie zdobywa milion słuchaczy. Głównie wiejskich, powyżej 60 roku życia.
Zaczyna jednak - jak się wydaje - brakować pieniędzy, więc Rydzyk sprowadza z Niemiec dwa luksusowe mercedesy, jakoby podarowane stacji, które zostają sprzedane na pniu. Oba, znów jako przedmioty kultu, są zwolnione od cła i podatku. `Dokumenty na auta są fałszywe' - informują prokuraturę celnicy. Ta wszczyna śledztwo i... - tak jak poprzednio - zaraz je umarza `ze względu na niestwierdzenie zaistnienia czynu zabronionego'. Kolejne śledztwo dotyczy wywożenia z kraju, bez stosownego zezwolenia, ogromnych sum pieniędzy (w gotówce! W torbach i walizkach!), ale śledczy nadal jakoś tracą zapał i serce do drążenia tematu, który ginie gdzieś w przepastnych szafach prokuratury.
W roku 1996 o Radiu Maryja robi się naprawdę głośno. Oto Tadeusz Rydzyk namawia słuchaczy Radia Maryja do golenia głów (dosłownie) tym posłom, którzy głosowali lub w przyszłości będą głosować nad liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. `Tak samo jak golono głowy hitlerowcom!' - krzyczy redemptorysta.
Tego wydaje się za dużo nawet dla niektórych politycznych opiekunów Radia. Toruńska prokuratura wszczyna śledztwo z urzędu, stawiając Rydzykowi zarzut lżenia naczelnych organów państwa i namawiania do przemocy, czyli do przestępstwa. Dyrektor dostaje sześć kolejnych wezwań na przesłuchanie. I co? I w swojej sztandarowej audycji `Rozmowy niedokończone' kpi w żywe oczy z tych `nędznych usiłowań', no i ani razu nie stawia się w prokuraturze. Wobec tego przed bramą RM pojawia się policja z nakazem doprowadzenia redemptorysty. Ten jednak ma swoich ludzi w organach ścigania i uprzedzony kilka dni wcześniej o akcji organizuje odsiecz. Policjanci zderzają się z tłumem kilkuset rozmodlonych słuchaczek (zwiezionych do Torunia autokarami z całej Polski) oraz kilkudziesięcioma najbardziej znanymi i gniewnymi aktywistami Narodowego odrodzenia Polski i Młodzieży Wszechpolskiej. Obrońcy Rydzyka śpiewają religijne pieśni, w rękach trzymają podobizny papieża i obrazy Matki Boskiej. Atak na zakonnika jest atakiem na `największe świętości'.
Pod nakazem widnieje podpis jednej z toruńskich prokuratorek, więc z tłumu padają propozycje, aby powiesić kobietę na latarni (jeszcze długo później na adres domowy pani prokurator będą przychodzić listy z pogróżkami i życzeniami śmierci).
Policja jest bezradna i odstępuje od planowanych czynności. Niedługo później toruńska prokuratura umarza śledztwo ze względu na (nie zgadniecie)... na `znikomą szkodliwość społeczną czynu'.
Cóż, prokuratorzy wiedzą, co robią, bo teraz Rydzyk to już nie jest ten sam Rydzyk co kiedyś. Radio Maryja dzień i noc promuje 30 kandydatów na posłów i wszystkich 30 wprowadza z list AWS. W ten sposób radiowy guru staje się quasi - przywódcą partii z całkiem liczna reprezentacją parlamentarną. Czyżby zakonnik miał ambicje polityczne? Chodzi raczej o coś innego.
Oto w tym samym czasie (1997 rok) Tadeusz Rydzyk rozpoczyna słynną zbiórkę pieniędzy `na ratowanie stoczni'. Bez zezwoleń. Bez kontroli. Bez potrzeby rozliczenia się. Z anteny RM co kilkanaście minut nadawane są błagalne apele odwołujące się do patriotyzmu, do polskości i do Zawsze Dziewicy, więc do Torunia płynie rzeka pieniędzy. Z Polski i z zagranicy. Szacuje się, że do rozgłośni wpływa kilkadziesiąt milionów dolarów i półtora miliona świadectw udziałowych NFI wartych 120 milionów złotych.
Takie pieniądze rzeczywiście uratowałyby upadające stocznie, więc ich związkowcy (w tym `S') ze łzami wdzięczności dziękują Rydzykowi i... nieśmiało proszą o przekazanie środków. `Nie dam wam, bo byście wszystko przeżarli' odpowiada osłupiałym stoczniowcom `dobroczyńca'.
Nikt, żadna kontrola, żaden NIK, żaden Urząd Kontroli Skarbowej nie pojawia się w Toruniu po tym niebywałym w skali światowej przekręcie. Ale przecież pojawić się nie ma prawa, skoro u władzy są ludzie ojca dyrektora, których kariera może prysnąć jak bańka mydlana po jednej nieprzychylnej radiowej audycji. Nie ma chętnych do poniesienia ryzyka.
Tymczasem ogromne pieniądze mają posłużyć zbudowaniu imperium Rydzyka. Już nie jakiejś tam jednej rozgłośni, lecz prawdziwej potęgi medialnej. Powstaje finansowa odnoga koncernu o nazwie Lux Veritatis. Działalność rozpoczyna `Nasz Dziennik', a wkrótce - telewizja `Trwam' (największe studio telewizyjne w Polsce). No i oczko w głowie zakonnika - Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej.
Jednak jest ktoś, kto nie godzi się z zawłaszczeniem przez RM i jej dyrektora pieniędzy na ratowanie stoczni. 15 września 2000 r. Bolesław Hutyra (wraz z dwoma kolegami ze Stowarzyszenia Obrońców Stoczni) jedzie na umówioną rozmowę z ministrem skarbu państwa. Temat rozmowy: co się stało z pieniędzmi z ogólnopolskiej zbiórki Rydzyka i jak je odzyskać.
Około godziny 7. 30 ich opel calibra uderza na prostym odcinku drogi (w okolicach miejscowości Powierż koło Nidzicy) w wielką maszynę do zrywania asfaltu. Pogoda jest idealna, a drogowy kombajn z daleka widoczny. Śledztwo nie wykazuje śladów hamowania. Przy denatach policjanci nie znajdują żadnych dokumentów (identyfikacja zwłok trwa kilka dni). Nie ma kwitów - ani osobistych, ani takich, które mogłyby pomóc w trakcie dyskusji z ministrem. Ot, panowie jechali z pustymi rękami, bez dowodów osobistych, bez legitymacji, bez praw jazdy i dowodu rejestracyjnego pojazdu... Co więcej, nie ma żadnego świadka wydarzenia. Jedna z najbardziej ruchliwych dróg w Polsce jest akurat (przypadkowo?) pusta. Są osoby, które do dziś twierdzą, że ruch na trasie został wiele minut wcześniej wstrzymany, aby...
W każdym razie już nikt więcej nie kwestionuje prawa Rydzyka do zebranych pieniędzy. Nie ma też odważnych, by wyjaśnić tajemniczą, potrójną śmierć na szosie. Śledztwo zostaje umorzone `ze względu na niestwierdzenie...'. To już niemal mantra, nieprawdaż?
W roku 2001 Rydzyk umacnia swoją pozycję polityczną, tworząc od podstaw Ligę Polskich Rodzin. Reklamując ją wszystkimi siłami swoich mediów, wprowadza do Sejmu 38 posłów. To już nie są przelewki. Jakby tych sukcesów było mało, pełną parą rusza wspomniana wcześniej uczelnia redemptorysty, by kształcić posłuszne dyrektorowi pokolenia przyszłych dziennikarzy.
Pieniądze płyną strumieniami. Telewizja `Trwam' zarabia z reklam kilkadziesiąt milionów rocznie. Dekodery telewizyjne wciskane moherowym babciom dają kolejne miliony. Krocie zarabia też `Nasz Dziennik'. Tymczasem łączny koszt działalności Rydzykowych podmiotów (szacunkowy, bo sprawozdań finansowych brak) zamyka się kwotą 22 miliony złotych rocznie.
Za spokój ze strony wścibskiego fiskusa Rydzyk umie się odwdzięczyć. W 2005 roku rzuca wszystkie siły swoich mediów z poparciem dla Kaczyńskiego. I znów się udaje! Głosami głównie wiejskiego elektoratu bliźniak zostaje prezydentem RP. Europa przeciera oczy ze zdumienia. Zdziwi się jeszcze bardziej, gdy redemptorysta wyciągnie jedną rękę po fundusze z Unii (16, 5 miliona euro), a jednocześnie z jasnogórskich murów będzie głosił takie oto słowa: `Państwo polskie składa swoje najlepsze dzieci na pożarcie molochowi Unii Europejskiej w mglistej nadziei, że ci, co nie zostaną zmiażdżeni stalowymi kłami europejskich norm, zapewnią sobie dobrobyt i opiekę pod skrzydłami nieobliczalnego, nowego neopogańskiego bóstwa, którego sanktuarium socjaldemokraci wszystkich stolic budują w Brukseli'.
Nachodzą lata 2007 - 2008, a z nimi wojna redemptorysty o kolejne wielkie pieniądze. Tym razem na odwierty geotermalne. Niestety (dla nas na szczęście), dziesiątki milionów złotych (już przyznanych) odpływają z upadkiem rządu Kaczyńskiego. Tego się Rydzyk nie spodziewał. Ale szybko się otrząsnął z chwilowej porażki i wynalazł `rydzykofon'. I znów tysiące naiwnych, rozmodlonych wyznawców sięgają do portfeli, by kupić swój pierwszy w życiu, kompletnie zbędny telefon komórkowy. Zbędny? Jak dla kogo. Teraz ofiary zakonnika będą mogły ofiary słać pieniężne w postaci SMS - ów (4 złote + VAT) nawet dwa razy dziennie.
Czy wraz z nastaniem rządów łuskowców Rydzykowi coś się złego stało? Czy chociaż jakiś niepokój go dopadł? A gdzie tam! Nadal podmioty imperium Rydzyka nie płacą podatków, nie składają sprawozdań finansowych, nie są kontrolowane. Są państwem a państwie. Kompletnie bezkarnym.
Są tacy, którzy żartują, że sam Stwórca woli nie zadzierać z ojcem dyrektorem. Bo jeszcze zostanie ekskomunikowany. Albo marnie skończy gdzieś na drodze Gdańsk - Warszawa w okolicy miejscowości Powierż koło Nidzicy.

Świetny artykuł. Skromnie dodam tylko, że " lux veritatis" tłumaczyć należy jako " światło prawdy". Możliwe jest też tłumaczenie tej nazwy jako " światło rzeczywistości, sprawiedliwości, uczciwości, szczerości, otwartości ", jeżeli uwzględnić wszystkie znaczenia rzeczownika łacińskiego " veritas ".

To znaczy, że na PO głosowali tylko ateistyczni i antyklerykalni intelektualiści w odróżnieniu od katolickiej, zaściankowej, ciemnogrodzkiej inteligencji, która głosowała na Prawo i Sprawiedliwość.
Nie ma co się dziwić! Teraz wiemy, kto broni i popiera działania mafijne tego rządu.
Brawo intelektualiści! Oby tak dalej!

Artykuł dotyczący szacownego ojca dyrektora nic nie mówi o tym, jak kto i na kogo głosował. I nie zawiera negatywnej oceny słuchaczy Radia Maryja. Interesująco i ciekawie opisuje pewne zjawisko, też samo w sobie interesujące, a i pouczające zarazem. Wątpliwości w uwagach Arbiego o negatywnej ocenie słuchaczy Radia Maryja - tego w artykule w ogóle nie ma ! Trzeba większej dyscypliny poznawczej i odrzucenia jednostronnego zacietrzewienia w ocenie pewnych zjawisk społecznych, jakim niewątpliwie jest Radio Maryja. Fiat lux !

Jeżel;i przyjąć za prawdziwe stwierdzenia kolegi internauty Arbiego, to grupa inteligencji jest w Polsce znaczna. Nie pamiętam, ilu wyborców oddało głosy na PO, ale chyba oscylowało to w granicach 4 milionów wyborców, może więcej. Trzeba przyznać, że Polska w okresie PRL - u, a później rządów SLD dorobiła się znacznej ilości osób wykształconych. Znakomita sprawa !

Nie bardzo pojmuję jak ten komentarz ma się do wywiadu?

Wiedziała Moniczka kogo zaprosić. Szefa największego przekrętu na wybrzeżu - Stella Maris, który śmieje się w twarz wymiarowi sprawiedliwości, komornikom itp.
Jak ktoś z tak czarnym charakterem ma czelność zabierać publicznie głos. Zero wstydu . FUUj.

bardzo rozsadne opinie szkoda ze nie wszyscy duchowni sa na tyle wstrzemiezliwi w swoich wypowiedziach

Ale popisała się pani Olejnik!Zapraszając biskupa do wywiadu na temat hazardu co miała na celu?Potępienie projektu,wyrażenie zgody czy pozostawić w takim stanie w jakim jest.Odpowiedź biskupa była jasna: jestem przeciw jakimkolwiek grach hazardowych.Apelując zaś o rozwagę w podejmowaniu decyzji w sprawie proponowanym zmianom przez pana Premiera,biskup wypowiedział się tak,jak nakazuje,reprezentowany przez niego kościół.Przede wszystkim nie szkodzić zwykłym obywatelom.I tutaj muszę się z wypowiedzią biskupa zgodzić.To,co proponuje Premier,to znowu popieranie bogatych,a zubożenie biednych.Tak być nie może.Można ograniczyć w wydawaniu licencji,ale nie kasowanie a całości tych gier.Widać z tego,że pan Premier wszystkich rozumów nie zjadł,a jego sztab,od lat nic w tym kierunku nie robi.Czasami sensacje o ukazywanie się cudów,przynoszą pozytywne wyniki,ale ten cud o zamianie hostii w ciało,jest zupełną ciemnotą nie tylko parafian,ale przede wszystkim proboszcza.Chodziło o zauważenie wiary w tej parafii,czy o pokazanie ciemnoty ludzkiej w Polsce.Chyba chodziło o odwrócenie uwagi społeczeństwa od spraw na ziemnych.Cud poszedł w świat i na tym sprawa się zakończy,tak zresztą jak poprzednie cuda.

Nowy komentarz

eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS