Drukuj

  • a
  • a
  • a

Janusz Śniadek

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Janusz Śniadek, przewodniczący „Solidarności” wita Monika Olejnik, dzień dobry panu.

Janusz Śniadek: Dzień dobry, pozdrawiam.

Monika Olejnik: Panie przewodniczący, czy nie wstydzi się pan za to, co się wczoraj wydarzyło z okazji 30 rocznicy powstania „Solidarności” gwizdy, gwizdy na Henrykę Krzywonos, gwizdy na Donalda Tuska?

Janusz Śniadek: Wczoraj, na uroczystym zjeździe „Solidarności”, który chcieliśmy, zależało nam na tym żeby był uroczysty rzeczywiście przeniosły się, przeniósł się cały bagaż emocji, zdarzeń, kłótni z minionego czasu i to się w jakiś sposób skumulowało, owoce tego zbieraliśmy na tym zjeździe niestety.

Monika Olejnik: A nie jest panu wstyd, bo był pan... tak.

Janusz Śniadek: Natomiast jeśli za coś mi wstyd, czy z jakiegoś powodu, nie, jest mi przykro, że w dniu wczorajszym po 15 minutowym filmie, wspomnieniowym, pokazującym przekrój tego, co było przez te 30 lat, gdzie głównym przesłaniem tego filmu było jest jedna „Solidarność” – zabiera głos pan premier i rozpoczyna od tego, że są dwie „Solidarności” nie ustalając daty śmierci tej pierwszej, więc tu bym, o to pytał pana premiera, po czym poucza na czym polega „Solidarność”, mówi że miłość i szacunek to był w PRL, a dzisiaj mamy nienawiść.

Monika Olejnik: A czy tak nie jest?

Janusz Śniadek: Więc nie jest mi wstyd, no więc dobrze, pani się wpisuje w ten ton, że szacunek do ludzi, że ludzi szanowano w PRL, a dzisiaj mamy nienawiść, dobrze.
Monika Olejnik: Ale wie pan, proszę nie przekręcać moich słów, bo widzę, że jest pan mistrzem panie przewodniczący, bo ja oglądając wczoraj zjazd zauważyłam, że nie było Lecha Wałęsy w pana wspomnieniach, nie było Bronisława Geremka...

Janusz Śniadek: Bo żyje, Bogu dzięki.

Monika Olejnik: Ale nie było Bronisława Geremka, który nie żyje, nie wspomniał pan o nim.

Janusz Śniadek: Tak, tej osoby może zabrakło rzeczywiście, no więc sądzę, że lista tych, którzy odeszli, których nie wspomniałem jest dużo dłuższa, przepraszam.

Monika Olejnik: I chciałam panu powiedzieć, że...

Janusz Śniadek: I jeśli mam za cokolwiek to tylko za to.
Monika Olejnik: Chciałam panu powiedzieć, że przewodniczącym „Solidarności” był również Marian Krzaklewski, nie usłyszałam podziękowań dla niego i nie usłyszałam również podziękowań dla Lecha Wałęsy.

Janusz Śniadek: No więc takich rzeczy, czy spraw, które wczoraj nie padły jest bardzo wiele. To czego mi najbardziej brakuje to to, że w dniu wczorajszym no i tu oczekiwaliśmy tego ze strony rządzących, przede wszystkim w ogóle się nie odniesiono do bieżących problemów najistotniejszych spraw Polski, o jakiej ważnej sprawie dzisiaj powiedział pan premier, czy prezydent. Więc nie usłyszałem tego wczoraj i tego, tego mi brakowało.

Monika Olejnik: A proszę powiedzieć, jak pana koledzy gwizdali, nie miał pan, dlaczego pan nie poprosił ich o to żeby nie gwizdali, pan też miał ochotę gwizdać tylko po prostu panu nie wypadało?

Janusz Śniadek: Wie pani, prawdę mówiąc to kiedy pan premier mówił właśnie o tym, co powiedziałem przed chwilką, że szacunek do ludzi to był w PRL, a dzisiaj mamy nienawiść, nie wiem czy by nie zareagował podobnie. Natomiast kiedy stwierdzał o tym, że „Solidarność” w 80 r. to było 10 milionów, a gdzie jest dzisiaj te 10 milionów, to też miałem ochotę zagwizdać, albo nie potępiam w najmniejszym stopniu, albo jestem z tymi ludźmi, którzy z sali wołali, że na bezrobociu, bo mówił to parę metrów od tej stoczni, gdzie te nieruchome dźwigi, statuy wolności...

Monika Olejnik: A kto się do tego też przyczynił, nie przyczynili się do tego również stoczniowcy, którzy...

Janusz Śniadek: Pani redaktor, wie pani co, ja tak jak pani Henryka Krzywonos nie dam sobie przerwać i powiem swoje do końca, także proszę się nie trudzić, a więc jeszcze raz powiem, że w tym momencie, kiedy pan premier mówił o tym, gdzie jest te 10 milionów, te okrzyki z sali, że na bezrobociu nikogo z tych ludzi nie potępiam, sam miałem ochotę tak zawołać. Więc zamiast dzisiaj mówić o problemach ludzi, rozwiązywać te problemy, to serwujemy sobie te problemy zastępcze, zajmujemy się w tej chwili sporem, który owszem jest ważny, ale niech go toczą historycy, a my proszę zajmijmy się problemami ludzi.

Monika Olejnik: A w przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego była nieprawda na temat Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka, to się panu podobało?

Janusz Śniadek: Nie, no więc po raz kolejny potwierdza się, wie pani co, bo ja nie jestem w stanie – pani mówi nieprawda, ja nie wiem.

Monika Olejnik: A...

Janusz Śniadek: Niech się tym zajmują badacze, profesorowie z IPN, nie wiem, pani wie, no więc podziwiam, zazdroszczę, ja tej wiedzy nie mam, nie wiem i uważam, że dzisiaj mamy w Polsce ważniejsze, sto razy ważniejsze sprawy – pomóc powodzianom, a nie toczyć te spory, które w tej chwili są absolutnie zastępcze. I nie mielibyśmy prawa nazywać się „Solidarnością”, gdybyśmy dzisiaj nie zajęli się, nie pochylili się nad tymi ludźmi. Jaką ważną sprawę wczoraj poruszył pan premier Donald Tusk, czy w imieniu ludzi stanęła wczoraj pani Henryka Krzywonos?

Monika Olejnik: A jaką pan ważną sprawę poruszył, proszę powiedzieć, jaką ważną sprawę poruszył Jarosław Kaczyński, może pan powiedzieć.

Janusz Śniadek: Tak, Jarosław Kaczyński mówił o relacjach, o środowisku, o stosunku pracy, o doniosłości, ważności stosunku pracy dla rozwoju Polski. Ja również mówiłem o tych sprawach, wyliczyłem postulaty Sierpnia, które nie zostały spełnione i które się przemilcza. Dzisiaj oskarżeniami o rzekome jakieś podteksty polityczne uchyla się od rozmowy o problemach Polaków. Proszę bardzo wyliczę – postulat 16, dotyczący służby zdrowia, dostępności służby zdrowia i poprawy warunków pracy dla wszystkich pracowników.

Monika Olejnik: A czy ten uroczysty zjazd był właśnie po to. Ja chciałam panu przeczytać, skoro pan tak broni Jarosława Kaczyńskiego, co Jarosław Kaczyński, bo pan mówi, że warto czasami zajrzeć gdzieś, w 94 r. mówił o „Solidarności”. „Solidarność” nie przystawała do demokracji, ruch ze względu na swój charakter i konstrukcje także organizacyjne, do demokracji się nie nadawał przede wszystkim z dwóch powodów: oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, wyrażał w istocie ambicje polityczne, co jest klasyczną cechą komunizmu, oraz był z samego założenia, w swoich intencjach, ruchem wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm” – tak mówił Jarosław Kaczyński w 94 r. w wywiadzie z Teresą Torańską.

Janusz Śniadek: No tak, naszukała się pani i ładnie pani czyta. Natomiast ja powiem w ten sposób, te obchody, bo odpowiem na wcześniejsze pytanie.

Monika Olejnik: I co pan na to, na te słowa?

Janusz Śniadek: Te obchody, nie odpowiem, że...

Monika Olejnik: A...

Janusz Śniadek: ...obchody mają sens tylko wtedy i tylko po to jeśli wyniknie z nich jakiś pożytek dla ludzi. Nie mają najmniejszego sensu, jeśli mają służyć tylko sporom i odwracaniu uwagi od problemów Polski. Te obchody „Solidarność” organizowała i przygotowywała po to żeby dotknąć najważniejszych problemów ludzi, bo taka była „Solidarność” w roku 80, po to powstała i po to jest dzisiaj. I obchody, organizowanie obchodów po to żeby stawiać pomniki, wznosić na cokoły i ludzi kłócących się między sobą, spychających się nawzajem kto na tym cokole ma większe prawo stanąć, na pewno nie jest tym, czego dzisiaj potrzebują Polacy.

Monika Olejnik: No mnie się wydaje, że pan wczoraj pokazał, kto powinien stanąć na tym cokole.

Janusz Śniadek: Ja się zastanawiam, ja się zastanawiam, nieprawda, dziękuję, że mi pani pomaga. Ja się zastanawiam, jak wytłumaczyć tej młodzieży, że ci skłóceni, niemogący na siebie patrzeć ludzie cokolwiek dobrego zrobili dla Polski, proszę tym się zastanowić, jak przekazać tej młodzieży, że warto...

Monika Olejnik: A jak pan odbiera przemówienie Henryki Krzywonos.

Janusz Śniadek: Wie pani, próbowałem dobrze zrozumieć o co jej chodzi, w końcu, że tak powiem, do mnie dotarło, na pewno nikt jej nie przeszkadzał i w odróżnieniu od nas również, od „Solidarności” tej krajowej – ona dostała głos. Nas się natomiast nie słucha, nie daje się nam głosu, a to jest brak szacunku, brak dialogu oznacza brak szacunku.
Monika Olejnik: Wydaje mi się, że żyjemy w kraju, gdzie jest Komisja Krajowa, czyli odbiera się głos, nie ma Komisji Krajowej, „Solidarność” nie ma prawa występować, nie ma prawa manifestować.

Janusz Śniadek: Jest, jest „Solidarność”, jest Komisja Krajowa, mamy prawo, więc dopiero musimy robić manifestacje żeby nas usłyszano, a i to nie zawsze. Nie, no w tej chwili też próbuję coś powiedzieć, pani mi pomaga.
Monika Olejnik: Dobrze, ale czy to było dobre przemówienie, niedobre - pani Krzywonos.

Janusz Śniadek: Czyje?

Monika Olejnik: Pani Krzywonos.

Janusz Śniadek: Pani Krzywonos? Wie pani, Krzywonos dała wyraz swoim emocjom, pokazała – to co mówię, że ludzie Sierpnia, czy wielcy dzisiaj obok siebie raczej usiąść nie mogą, pozostaje ten problem, o którym mówię, jak wytłumaczyć młodzieży, że ci skłóceni ludzie zrobili tak dużo dobrego dla Polski, natomiast pani Krzywonos nie pochyliła się nad żadnym realnym problemem ludzi dzisiaj, nie pochyliła się nad portfelami. To co mówiłem, pan Donald Tusk niedawno mówił, że gospodarka to portfele prostych ludzi, rozmawiajmy dzisiaj o tych portfelach a nie o problemach zastępczych.

Monika Olejnik: To dlaczego pan mówił wczoraj o tych, którzy zginęli w katastrofie, czy to są portfele?

Janusz Śniadek: Nie bo to jest, to jest wydarzenie, które najbardziej położyło się cieniem nad myślę sytuacją, atmosferą, nastrojem w tym roku i wspomniałem kilka osób, które zginęły. Wspomniałem tutaj w taki sposób starając się dobierać, żeby nikt nie postawił mi zarzutu, że jakieś tendencyjnie tylko z jednej strony, wymieniłem kilku, powinienem wymienić kilkudziesięciu, lista jest bardzo długa. Zresztą, nie będę tu zresztą nad tym się rozwodził. Było tylko krótkie nawiązanie właśnie po to żeby nie natknąć się na zarzuty, że nadużywam tragedii smoleńskiej do jakiś innych celów.

Monika Olejnik: Henryka Krzywonos usłyszała od posła Jaworskiego, że jest „głupią krową”, co pan na to?

Janusz Śniadek: Wie pani, nie wyobrażam sobie, nie przyjmuję, że w ogóle tego typu sformułowania padały, natomiast na pewno nie będę publicznie wdawał się w komentarz na te sprawy - i to jest właśnie znowu pytanie, czy to jest rozmowa o polskich problemach.

Monika Olejnik: Nie, wie pan, to jest rozmowa o tym...

Janusz Śniadek: Czy to jest rozmowa o problemach powodzian.
Monika Olejnik: Wie pan, nie jesteśmy tutaj po to żeby rozmawiać o powodzianach, bo – to proszę powiedzieć ile „Solidarność” przekazała pieniędzy dla powodzian?

Janusz Śniadek: Wie pani co...

Monika Olejnik: Ile?

Janusz Śniadek: Oj, to są już setki tysięcy w tej chwili.

Monika Olejnik: Tak, no to się bardzo cieszę.

Janusz Śniadek: Tak.

Monika Olejnik: A wczoraj zjazd nie był po to żeby rozmawiać na temat powodzian, tylko po to żeby porozmawiać o historii, o tych 30 latach, o tych ludziach, którzy tworzyli „Solidarność” i zabrakło tego.

Janusz Śniadek: No zabrakło tego.

Monika Olejnik: Jeżeli pan uważa, że nie, inaczej pan czuje, to inne wrażliwości są.

Janusz Śniadek: Nie, więc powiem w ten sposób – o tym też mówiłem w przemówieniu.

Monika Olejnik: Nie, nie słyszałam żeby pan wymieniał tych, którzy tworzyli, nie słyszałam żeby pan wymienił Tadeusza Mazowieckiego, o którego się upomniał, o którego się upomniała Henryka Krzywonos.

Janusz Śniadek: Przepraszam panią, bardzo serdecznie, starannie witałem pana Tadeusza Mazowieckiego kiedy witałem gości obecnych na sali. Natomiast rzeczywiście w krótkim, bo tak ustaliliśmy, tak się umawialiśmy żeby te wystąpienia były około 10 minutowe, żeby ten zjazd nie trwał parę godzin, musieliśmy się zmieścić przed koncertem nie wymieniłem bardzo, bardzo wielu ludzi. I tu jest pani w stanie w każdej chwili wyliczyć taką listę osób.

Monika Olejnik: A proszę powiedzieć, czy tak ciężko panu przechodzi przez usta nazwisko Lech Wałęsa.

Janusz Śniadek: Nie, tutaj pana prezydenta Wałęsę, myślę że zachowuję się wobec niego absolutnie poprawnie i z należytym szacunkiem.
Monika Olejnik: Ale wczoraj był nieobecny w pana ustach.

Janusz Śniadek: Natomiast nie było powodu żeby w dniu wczorajszym na sali wymieniać to nazwisko w jakiś sposób szczególny i nie o to chodzi. No ja rozumiem, że pani

Monika Olejnik: A, rozumiem, to myślę, że to jest dobra puenta, dziękuję bardzo, Janusz Śniadek był gościem Radia ZET, rozumiem, że Lech Wałęsa w sposób...

Janusz Śniadek: Nie, nie puentą jest tak, święto „Solidarności” ma sens tylko wówczas, jeśli służy ludziom, jeśli ma służyć tego typu sporom i odbieraniu uwagi...

Monika Olejnik: Tylko panu powiem jeszcze na koniec, panie przewodniczący, że nie wiem czy pan pamięta, że Lech Kaczyński przegrał wybory na szefa „Solidarności” z Marianem Krzaklewskim. Dziękuję bardzo.

Komentarze

Co ten pajac zrobił dla ludzi pracy oprócz pier....nia głupot?

Im dalej od historycznych wydarzeń Sierpnia, im więcej ukazuje się materiałów na temat sporów polityczno-ideowych w łonie polskiego ruchu antykomunistycznego z lat 70. i 80., im bardziej nabrzmiewa spór polityczny w Polsce, tym śmielsze stają się zamachy na pamięć pokoleń. Pretekstem do kolejnej ofensywy na pamięć historyczną było wystąpienie uczestniczki Sierpnia '80, Henryki Krzywonos, na jubileuszowym zjeździe NSZZ "Solidarność" z okazji 30-lecia powstania związku. Do zabrania głosu skłonił podobno Krzywonos fragment wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, w której nie tylko przypomniał on rolę swojego brata w wydarzeniach rozgrywających się wówczas w Stoczni Gdańskiej, lecz wskazał również na ważny spór merytoryczny, którego Lech Kaczyński był uczestnikiem. Czynny politycznie Jarosław Kaczyński wciąż ma możność przebicia się ze swoim przekazem do mediów. Zawdzięcza to sprawowanej przez siebie funkcji. Wspólnie z bratem Lechem, zajmując stanowisko premiera i prezydenta RP, zdołali wprowadzić do dyskusji ważną część nieopowiedzianej dotychczas historii wyrażanej głosami np. Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Kornela Morawieckiego czy Antoniego Macierewicza. Nie ma co ukrywać - jest to interpretacja, do której braciom Kaczyńskim było w ciągu ostatnich dwóch dekad bliżej. Niemniej jako suwerenni obywatele suwerennego państwa mieli prawo wyrażać tego typu poglądy. Co więcej - mieli prawo toczyć w ich obronie sp

Co więcej - mieli prawo toczyć w ich obronie spór. Ale jakby na przekór tym truizmom, pod pozorem okolicznościowego wystąpienia, część dawnych opozycjonistów postanowiła odebrać Jarosławowi Kaczyńskiemu nie tylko prawo głosu, ale i godność. Zamazać treść jego wystąpienia, ogniskując uwagę Polaków na formie prezentowanej przez Krzywonos. Festiwal zakłamania Nawiązując do Sierpnia '80 na Wybrzeżu, Władysław Frasyniuk stwierdził: "Ja bym musiał powiedzieć: Jarek, pier... nie było cię tam!". Znaczenie Lecha Kaczyńskiego postanowił zredukować także ówczesny działacz Komitetu Obrony Robotników Bogdan Borusewicz słowami: "Pojawił się na dwa dni przed zakończeniem strajku i nie musiał nikogo reprezentować z grupy doradców".

Stawkę podbił Bogdan Lis, w okresie "karnawału 'Solidarności'" współpracownik Lecha Wałęsy: "Lech Kaczyński z nikim w naszym imieniu nie negocjował, bo na stoczni był może godzinę, może godzinę 15 minut". Ale zwycięzcą wyścigu okazał się oczywiście sam Wałęsa: "Lech Kaczyński był daleko, daleko, jeszcze dalej, w ogóle nie liczącym się działaczem w tamtym czasie, a Jarosław w ogóle nie był w związku 'Solidarność'". Podsumowując te głosy, jeden z trzech młodych inspiratorów strajku w stoczni - Jerzy Borowczak, uznał, że rola Lecha i Jarosława Kaczyńskich w Sierpniu '80 była bez znaczenia i bracia jako opozycjoniści zaistnieli dopiero później, w 1988 roku. Wysyp takich i podobnych wypowiedzi powinien sprowokować wielką dysputę historyczną wśród badaczy dziejów. Nie nastąpiła, choć nie wymagała prawie żadnego wysiłku. Dostęp do materiałów stoi otworem zarówno dla udającego leniwego Normana Daviesa, który wyjawił, że nic nie wie na temat losów Lecha Kaczyńskiego w stoczni, jak i zaiste leniwego, publicznie chełpiącego się powiększającą się listą nieprzeczytanych publikacji, Andrzeja Friszkego. Każdy z wymienionych powyżej działaczy, poza Frasyniukiem, minął się z prawdą. Każdy z nich, poza Borusewiczem, rozpoczął działalność antykomunistyczną później niż bracia Kaczyńscy. Każdy z nich, poza Lechem Wałęsą, zajmował przynajmniej równorzędną do Kaczyńskich pozycję w strukturach p...

Jak powinien był zachować się Władysław Frasyniuk na obchodach rocznicy Sierpnia w Gdyni, słysząc słowa Lee Feinsteina, ambasadora USA w Polsce, o wkładzie w narodziny "Solidarności" Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz i Jacka Kuronia? Czy słysząc nazwisko Kuronia, powinien był wykrzyknąć: "Nie było go tam!"? Wszak Kuroń siedział wówczas w więzieniu, a o jego uwolnienie zabiegał w stoczni m.in. Lech Kaczyński. A gdzie był wówczas Frasyniuk? Frasyniuk był naonczas tam, gdzie... Jarosław Kaczyński - we Wrocławiu. 26 sierpnia w stolicy Dolnego Śląska zastrajkowała komunikacja miejsca. Tak ruszyła fala strajkowa, która objęła swym zasięgiem cały region. Na czele tutejszego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego stanął Jerzy Piórkowski, dopiero na początku marca 1981 roku zastąpił go we władzach regionu Frasyniuk - kierowca Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Jarosław Kaczyński odwiedził we Wrocławiu siedzibę lokalnego MKS mieszczącego się w zajezdni autobusowej przy ul. Grabiszyńskiej, gdzie spotkał się m.in. z Piórkowskim. Frasyniuk, jako jeden z setek ówczesnych strajkujących, może o tym nie pamiętać. Kaczyński przebywał też w jednym z największych wrocławskich przedsiębiorstw - Państwowej Fabryce Wagonów, gdzie dostarczył paczkę z "bibułą". Autorzy przewrotnych głosów: "Jasne, a może to Kaczyński, a nie Wałęsa, przeskoczył w Sierpniu płot", uspokoją się nieco, gdy się dowiedzą, że i...

Autorzy przewrotnych głosów: "Jasne, a może to Kaczyński, a nie Wałęsa, przeskoczył w Sierpniu płot", uspokoją się nieco, gdy się dowiedzą, że istotnie na teren PaFaWagu Kaczyński przedostał się, przeskakując ogrodzenie. W tym czasie Lech Kaczyński wspólnie z Bogdanem Borusewiczem, który powinien o tym pamiętać, współpracował z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w stoczni i pośredniczył w rozmowach komitetu z "ekspertami". Jak wyjaśnia Andrzej Gwiazda, Kaczyński służył strajkującym radą z dziedziny prawa pracy, ponieważ był wtedy jedyną osobą, która się na tym znała. Jeszcze przed przyjazdem 23 sierpnia do stoczni Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka Kaczyński szykowany był na członka zespołu ekspertów Wolnych Związków Zawodowych. Oprócz Kaczyńskiego i Borusewicza mieli się w nim także znaleźć: Mariusz Muskat, Piotr Kapczyński, który sprowadził z Warszawy do zespołu Jadwigę Staniszkis, oraz pomysłodawca tego gremium - Krzysztof Wyszkowski. O projekcie wiedziała gdańska SB. Zgodnie z powyższym należy potwierdzić słowa Jarosława Kaczyńskiego, iż jego brat przez wiele dni toczył merytoryczne boje ze skłonnymi do daleko idącego kompromisu z komunistami "ekspertami". Informuje o tym wcale nie uboga literatura.

Lech Kaczyński - współzałożyciel WZZ Gdyby naciągać życiorysy Kaczyńskich, można by stwierdzić, że swą przygodę z opozycją zaczęli już w 1968 r., biorąc udział w słynnym wiecu 8 marca. Rozpoczęli wówczas naukę na Uniwersytecie Warszawskim jako studenci pierwszego roku prawa. Na początku lat 70. bracia się rozdzielili. Lech wyruszył na Wybrzeże, gdzie w 1977 r. związał się z KOR i ze środowiskiem, które powołało później Wolne Związki Zawodowe. W sensie niesformalizowanym można go nazwać współzałożycielem WZZ, w których znalazł się jeszcze przed przystąpieniem doń Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy. W tym czasie recenzujący dziś Lecha Kaczyńskiego Bogdan Lis trzeci już rok angażował się, ale... w PZPR. Co więcej, pozostał tajnym członkiem partii, współpracując z WZZ i wchodząc do strajku. W związkach "Paragraf", bo tak ze względu na ogromną wiedzę koledzy nazywali Lecha Kaczyńskiego, prowadził wykłady z prawa pracy. Bezcenne, gdy chodziło o wyciąganie robotników z opresji. Szczególnie wiele w tym okresie zawdzięcza mu Wałęsa. Począwszy od 1978 r. aż do 1989 r., Lech Kaczyński był intensywnie rozpracowywany przez SB, najpierw pod kryptonimem "Radca", a od 1986 r. jako figurant "Kacper".

Jarosław Kaczyński w połowie lat 70., natychmiast po obronie doktoratu, zaangażował się w działalność warszawskiego KOR. W 1977 r. włączył się w prace korowskiego Biura Interwencji, wspierając Zofię i Zbigniewa Romaszewskich w żmudnych poszukiwaniach i wyjaśnianiu losów ofiar buntów społecznych z 1976 roku. W 1979 r. wybrał pracę redakcyjną i kolporterską w piśmie niepodległościowego odłamu KOR - "Głos". Właśnie to środowisko 17 września 1980 r., na zjeździe Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich NSZZ "S" i Międzyzakładowych Komitetów Robotniczych z całej Polski w Gdańsku, przeforsowało scentralizowany kształt "Solidarności". Wbrew słowom Wałęsy Jarosław Kaczyński był w "Solidarności", a nawet kierował sekcją prawną Ośrodka Badań Społecznych warszawskiego MKZ, potem Regionu Mazowsze. Jarosława rozpracowywano od 1979 r. w ramach spraw o kryptonimach: "Pomoc", "Prawnik", "Jar" i "Klub". Nie można inaczej niż krytycznie oceniać słów Lecha Wałęsy o marginalnej roli zwłaszcza Lecha Kaczyńskiego latem 1980 roku. Jeszcze pięć minut przed strajkiem Wałęsa nie mógłby powiedzieć, że w WZZ więcej znaczy od Kaczyńskiego. Ba, cztery dni po strajku Kaczyński uczestniczył w naradzie KOR i WZZ, na której ważyły się losy przywództwa Wałęsy. Kuroń z Borusewiczem forsowali wtedy, odrzucający zdobycze Sierpnia, koncept związku oparty na komisjach robotniczych oraz plan usunięcia elektryka z dotychcz...

Jednakże w osłupienie wprawia dopiero głos Jerzego Borowczaka. Działacza, który pięć minut przed strajkiem i pięć minut po strajku w stoczni nie był równorzędnym partnerem w dyskusji dla żadnego z braci Kaczyńskich. Borowczak w latach 1980-1981 realizował w Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańskiej interesy Wałęsy. Na jego polecenie brał udział w wyeliminowaniu Anny Walentynowicz z władz gdańskiej "Solidarności" w 1981 r., a następnie przyczynił się do szykanowania działaczki na terenie zakładu. Jeśli nawet ktoś podejmuje próby reinterpretacji historii, to powinien wiedzieć, że w ostatnim stuleciu mało komu powiodły się one w 100 procentach. Zachowanie najbardziej wpływowych osób w państwie budzi niepokój o to, iż przejęły one metody, które zainstalował w Polsce odrzucony w 1989 r. przez Polaków ustrój. Idą one, o zgrozo, w parze z postulatami wycofywania czy wręcz palenia niektórych książek historycznych oraz z osobliwą torturą - wynalazkiem III RP - ciągania wydawnictw i historyków po sądach. 1 P. Zyzak, Lech Wałęsa - idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności", Kraków 2009, s. 248-252; S. Cenckiewicz, Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010), Poznań 2010, s. 176-182. Autor jest historykiem, stypendystą Institute of World Politics w Waszyngtonie; współpracuje z dwumiesięcznikiem "Arcana"; zajmuje się dziejami lud...

Nie wszystkie elementy stalinowskiej metody "polityki historycznej" były wynalazkiem Józefa Stalina. Ingerencja w przeszłość w celach legitymizacji władzy stanowiła już dawniej istotny element polityki i przypomina choćby czasy cesarstwa rzymskiego, gdy wstępujący na tron cesarze burzyli popiersia swoich poprzedników. Ponowne nasilenie tego rodzaju praktyk Polacy obserwują dziś na ekranach odbiorników telewizyjnych. Z tą różnicą, że obecne są kontynuacją praktyki stalinowskiej, a nie rzymskiej. "Jest człowiek, jest problem, nie ma człowieka, nie ma problemu..." - mawiał Stalin, najbardziej pragmatyczny z bolszewików. Ale bynajmniej nie ograniczał się on do zabójstw i teraźniejszości. By podnieść współczynnik efektywności, sięgał do przeszłości. Mordował pamięć o ludziach, stosując mechanizm przemilczenia, wymazywania i fabrykowania świadectw. Z encyklopedii i słowników wymazywano biogramy, z rzadka zadowalano się usuwaniem fragmentów. Inne życiorysy zyskiwały nieznane świadkom "zasługi".

Mówiący dziś jednym głosem rząd i największe koncerny medialne wytyczyły sobie i reszcie naśladujących je ośrodków medialno-politycznych dwa cele. Po pierwsze, skupić się na zakwestionowaniu kombatanckiej przeszłości Lecha i Jarosława Kaczyńskich, w tym ich legitymacji do udziału w kluczowym dla historii najnowszej dyskursie nad korzeniami przemian w Polsce. Po wtóre, wykreować kobiecy symbol Sierpnia, uprawniony, by zająć miejsce przynależne do tej pory kontestującej rzeczywistość postkomunistyczną Annie Walentynowicz. Symbol zdolny poprowadzić narrację historyczną wedle kursu obranego po 1989 roku.

Czytając pierwsze 5 stron komentarzy uśmiałem się jeszcze bardziej niż gdy pani "ładna" "machała" operatorowi żeby zakończył już rozmowę :). Brawo. Dawno nie miałem takiej radochy z ludzi "zajmujących" się polityką.

Panowie związkowcy niech płace otrzymują ze składek a nie płaci im pracodawca i to z wysokiej kategorii.

ale się wkurzyła na koniec, nie dopuściła Śniadka do głosu! pani Moniko, nieładnie

prosty kmiot sniadek

sniadek ile kaczynski placi zeby takie farmazony gadac

Ten p.Śniadek i ta Monika - wtórna analfabetka - Olejnik, to na pewno nie są miłe i sympatyczne osoby. I oboje na pewno też nie są z mojej "bajki" ale........ poczułem dziką satysfakcję; jak prosty człowiek, i do tego jakiś tam związkowiec, doprowadzi tą szarą blondynę do szczytowania. Jej eminencja, lewica salonowa - Monika "redaktor" Olejnik - bezsilna wobec celnych ripost swojego adwersarza!!!!!. Na koniec wywiadu dała upust swoim prostackim emocją i pokazała z jaką pogardą i lekceważeniem traktuje gości radyjka zet. (patrz. video wywiadu)

Gratuluje tego błyskotliwego wywodu. Z lekceważeniem i pogardą traktuje się ludzi, którzy zapisali się wielkimi literami na kartach polskiej historii. Pan Śniadek również nie jest z mojej bajki, ale z tego co się orientuję to nie jest takim prostym związkowcem (posiada tytuł inżyniera mechanika Politechniki Gdańskiej). Cenię z kolei panią redaktor Olejnik i jeżeli uważasz że celnymi ripostami można nazwać np. słowa: "Nie było powodu wymieniać nazwiska Lecha Wałęsy" to serdecznie gratuluje i zachodzę w głowę jaka jest wg Ciebie niecelna riposta ?

Gratuluje tego błyskotliwego wywodu. Z lekceważeniem i pogardą traktuje się ludzi, którzy zapisali się wielkimi literami na kartach polskiej historii. Pan Śniadek również nie jest z mojej bajki, ale z tego co się orientuję to nie jest takim prostym związkowcem (posiada tytuł inżyniera mechanika Politechniki Gdańskiej). Cenię z kolei panią redaktor Olejnik i jeżeli uważasz że celnymi ripostami można nazwać np. słowa: "Nie było powodu wymieniać nazwiska Lecha Wałęsy" to serdecznie gratuluje i zachodzę w głowę jaka jest wg Ciebie niecelna riposta ?

- mam chęć zrobić szyderę z Twojego nadętego wywodu, ale.... powstrzymam się. Zapytam Cię tylko kogo masz na myśli p.Śniadka, czy może aż.... szarą blondynę p.Olejnik?

Ogólnie nie lubie śniadka i nie popieram jugo pogladów, ale to co zrobiła olejnik w ostatnich sekundach, to machanie ręką o wyłączenie, to była lekka przesada, zapachniało tu chamsko propagandą i flitracją treści !!!

żmija i to bardzo POskudna...Bóg nie rychły ale sprawiedliwy...

To co zaprezentowala tow. Olejnik przypomina mi czasy stalinowskie. Chyba nie wypoczela na wakacjach. Przy okazji udowodnila nam klarownie jak PO rozmawia z Polakami. To jest ta lewacka demokracja, o ktora tak mocno walczyl tow. Geremek. Wielki historyk, ktory nie zauwazyl 1956 roku na Wegrzech, a do PZPR zapisal sie w najbardziej mrocznym okresie stalinowskiego mordyzmu.

Brawo Monika, kmiota Śniadka i resztę tej Solidarnosciowo-PiS-owskiej bandy trzeba tak właśnie traktować - skończyło się Kaczyńskie TKM

Brawo Monika, kmiota Śniadka i resztę tej Solidarnosciowo-PiS-owskiej bandy trzeba tak właśnie traktować - skończyło się Kaczyńskie TKM

Nowy komentarz

eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS