Drukuj

  • a
  • a
  • a

Włodzimierz Cimoszewicz

Gość Radia ZET: Włodzimierz Cimoszewicz 11.03.2010

Pobierz oryginalny plik

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest senator Włodzimierz Cimoszewicz, były premier, były minister spraw zagranicznych wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Włodzimierz Cimoszewicz: Dzień dobry, kłaniam się.

Monika Olejnik: Co jakiś czas prezydentowi, byłemu prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu marzy się sojusz z Prawem i Sprawiedliwością, sojusz lewicy demokratycznej, czy to jest pragmatyzm, czy jakieś dziwne marzenia i o co chodzi?

Włodzimierz Cimoszewicz: Ja mam wrażenie, że może nie co jakiś czas, bo raz się na ten temat wypowiedział. Po drugie, nie wiem czy mu się marzy, czy to był taki język jakby próbujący opisać możliwą rzeczywistość, ja nie dosłyszałem w tym postulatu, ale nie dosłyszałem też przestrogi przed tym, nie ukrywam tego, mnie bardzo zabrakło, bo ja sobie po prostu nie wyobrażam takiej możliwości, zarówno ze względów, które powinny się liczyć w polityce, która wymaga pewnej elastyczności, ale nie poza pewnymi granicami. Te względy to chociażby w tym przypadku totalny brak jakiejkolwiek bliskości programowej.

Monika Olejnik: Młodzi politycy Prawa i Sprawiedliwości, tak jak Adam Hofman uważają, że czas na zasypanie podziałów i możliwa byłaby taka koalicja PiS i SLD.

Włodzimierz Cimoszewicz: Byłoby w polskiej polityce rzeczą rozsądną żeby przestać rzeczywiście kierować się racjami sprzed lat 20, 30 itd., bo tego by wymagał zdrowy rozsądek. Natomiast tymi formacjami, chciałbym wierzyć, że istnieją autentyczne, ogromne różnice programowe. No, ale jest coś jeszcze, co dotyczy okresu rządów PiS i tych wszystkich rzeczy złych, które wyprawiano, włącznie z takimi, które kończyły się tragicznie. I w moim przekonaniu taki polityk lewicy, który po wszystkim co pamiętamy, a co się wiąże ze śmiercią Barbary Blidy gotów byłby współpracować z tą formacją polityczną, z PiS zachowałby się niegodziwie.

Monika Olejnik: No, ale mamy koalicję w mediach publicznych PiS i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a prezydent Kwaśniewski, były prezydent mówi, że to dobry początek właśnie na większą koalicję.

Włodzimierz Cimoszewicz: Jej prawdopodobnie uczestnicy jak wiemy temu zaprzeczają, no fakty zdają się potwierdzać, że coś takiego jest i to bardzo źle nie tylko dlatego, że jak raz SLD z PiS się dogadały, prawdopodobnie dogadały, tylko dlatego, że w przypadku mediów publicznych nikt z nikim nie powinien się dogadywać, bo one po prostu powinny być niezależne. Dramatem mediów publicznych, odwiecznym w naszej rzeczywistości, może w najmniejszym stopniu za śp. Drawicza było tego, jest to, że są pod przemożnym wpływem jakiś dyspozytorów politycznych i oczywiście przez to tracą swoją wiarygodność.

Monika Olejnik: Ale jak widać zbliżenia są możliwe, bo zbliżyła się Platforma Obywatelska do Ligi Polskich Rodzin...

Włodzimierz Cimoszewicz: Przynajmniej w Krakowie, tak.

Monika Olejnik: tak, i Jarosław Gowin powiedział, że on osobiście negocjował, mówi w „Rzeczpospolitej”, że osobiście negocjował z Romanem Giertychem to porozumienie i powiedział w Radiu ZET, że jemu jest bliżej do Giertycha niż do Włodzimierza Cimoszewicza.

Włodzimierz Cimoszewicz: No wie pani, ludzie mają swoje przypadłości i różne, każdy sobie dobiera takich, którzy mu się podobają. Jeżeli mu bardziej odpowiadają politycy, którzy często okazywali pogardę wartościom demokratycznym i wartościom państwa liberalnej demokracji, to tylko mogę pogratulować. To co się stało w Krakowie niby świadczy o takim pragmatyzmie politycznym, oni chyba potrzebowali dopełnienia swojej większości w miejscowych władzach, ale za to się płaci cenę, bo to jest cena, ceną jest utrata twarzy, utrata jakiejkolwiek tożsamości, wyróżników itd.

Monika Olejnik: Ale to jest tak, że Platforma ma bardzo dużo, ma 50 parę procent poparcia, i chce jeszcze więcej.

Włodzimierz Cimoszewicz: No, być może tak, być może chciałabym to utrwalić, ale tego typu posunięciami raczej zwiększenia ryzyko osłabienia, bądź też zwiększenia takiej niestabilności poparcia.

Monika Olejnik: To chyba źle świadczy o partii, która najpierw krytykuje Romana Giertycha, koalicję Jarosława Kaczyńskiego z LPR i Samoobroną, a potem zawiązuje koalicję z tymi ugrupowaniami.

Włodzimierz Cimoszewicz: Oczywiście, że tak, oczywiście, że tak. Są pewne kroki, których nie wolno wykonywać. Mnie mniej może interesują konkretni ludzie, z którymi się tam porozumiano w Krakowie, ale zdaje się, że przeszłość mają i to tę bardzo świeżą, nie sprzed 20 lat, tylko sprzed dwóch, czy trzech lat niezwykle nieciekawą i świadczącą, że po prostu byli to jacyś bojówkarze.

Monika Olejnik: Jeden z nich.

Włodzimierz Cimoszewicz: No dobrze, jeden z nich, jeżeli tacy ludzie pasują do Platformy, to sądzę, że gdybym ja był w Platformie miałbym z tym bardzo poważny problem i przyzwoici ludzie w Platformie nie powinni po prostu przemilczeć tego, tylko się powinni zastanowić, no ale to jest ich sprawa.

Monika Olejnik: A gdyby pan był w Platformie to kogo by pan wybrał Sikorskiego czy Komorowskiego.

Włodzimierz Cimoszewicz: No miałbym jeszcze parę dni na zastanowienie.

Monika Olejnik: Ale nie jest pan w Platformie i może pan powiedzieć...

Włodzimierz Cimoszewicz: Ponieważ nie jestem to mam jeszcze więcej czasu.

Monika Olejnik: No tak, ale który z tych kandydatów byłby lepszym konkurentem dla Lecha Kaczyńskiego.

Włodzimierz Cimoszewicz: Sondaże zdaje się zaczynają świadczyć o pewnej dynamice korzystnej dla Bronisława Komorowskiego z tego punktu widzenia. Obserwując z boku i zastrzegając się, że nie chciałbym tutaj wchodzić w wewnętrzne sprawy Platformy i też w jakieś niepotrzebne scysje polityczne, należę do osób przekonanych, że pan Sikorski popełnił parę błędów już w tej początkowej fazie prawyborów platformianych i pewnie płaci, być może i zapłaci za to cenę.

Monika Olejnik: Czy chodzi o jego wypowiedź na temat prezydenta Kaczyńskiego, tak?

Włodzimierz Cimoszewicz: W zasadniczym stopniu tak, o to, to był po prostu bardzo zły pomysł na to pierwsze, symboliczne, ważne wystąpienie. Tam powinna była być wizja prezydentury, wizja przyszłości Polski. To powinno być po prostu wielkie wystąpienie, człowieka, który dowodzi wielkiego wymiaru intelektualnego, wizjonerstwa, wielkiego wymiaru także etycznego, tymczasem usłyszeliśmy tam takie niezbyt eleganckie bon moty, które w moim przekonaniu raczej były obliczone na poklask wyborców o niezbyt wygórowanych wymaganiach.

Monika Olejnik: A może to jest pana osobista niechęć do Radosława Sikorskiego, bo pamiętamy, że to pan przeciwstawił się temu żeby Radosław Sikorski był ambasadorem w Brukseli, kiedy pan był ministrem spraw zagranicznych, a miał to zapewnione już przez Aleksandra Kwaśniewskiego, miał to w kieszeni.

Włodzimierz Cimoszewicz: No i zdaje się dlatego Aleksander Kwaśniewski uważa, że zrobiłem to z jakiś niezrozumiałych względów, co gdzieś publicznie nawet oświadczył. Pan Sikorski wie, bo rozmawialiśmy na ten temat, opinia publiczna zainteresowana też, bo mówiłem to wielokrotnie, nie wyraziłem zgody na to żeby został naszym ambasadorem, ponieważ miał wtedy podwójne obywatelstwo. Ktoś myśleć inaczej, a ja myślałem i myślę, że osoba z podwójnym obywatelstwem nie powinna pełnić wysokich stanowisk w państwie, ponieważ z mocy prawa ma obowiązek być lojalna wobec więcej niż jednego państwa.

Monika Olejnik: Panie senatorze, czy senatorowie się nie skomplikowali tym, że nie zgodzili się na uchylenie immunitetu Krzysztofowi Piesiewiczowi, prokurator Gacek skarżył się na łamach „Rzeczpospolitej”, że nawet nie chcieli zajrzeć do akt śledztwa, chociaż proponowano im to.

Włodzimierz Cimoszewicz: Proszę pani, wtedy kiedy podejmowano tę decyzję nie wyglądała ona tak powiedziałbym dwuznacznie, jak w tej chwili po ujawnieniu tego typu informacji, o których pani wspomniała, pod warunkiem oczywiście, że są ścisłe, że są prawdziwe. Jeżeli rzeczywiście członkowie senackiej komisji etyki nie zapoznali się z dokumentacją śledztwa i mimo to poinformowali senat, bo przecież pozostali senatorowi postępowali zgodnie z opiniami, ocenami przedstawionymi przez kolegów, którzy się sprawą zajmowali, że nie ma silnych dowodów, czy dowody nie są wiarygodne, no to wtedy byłoby to rzeczywiście bardzo, bardzo dyskusyjne.

Monika Olejnik: A czy senator Piesiewicz powinien według pana wrócić do polityki?

Włodzimierz Cimoszewicz: Proszę pani po pierwsze dopóty, dopóki mu się czegoś w kategoriach prawnych nie udowodni, to oczywiście pozostaje niewinny i z tego powodu, z tej przyczyny nie ma powodu żeby się wycofywał. Ja już publicznie mówiłem, że mnie jest trudno wyobrazić, jak można w takich okolicznościach wrócić do tej polityki nie narażając się na rozmaite przykrości. Wydaje mi się, tak po ludzku, że najrozsądniej byłoby jednak zrezygnować z działalności publicznej, uniknąć wszystkich takich krępujących sytuacji, jakie pewnie się będą mnożyły.

Monika Olejnik: Senator Włodzimierz Cimoszewicz Radio ZET, przechodzimy na www.radiozet.pl.
A czy nie sądzi pan, że chociaż, Ryszard Kalisz powiedział, że słusznie zrobił sanator Piesiewicz, senator Piesiewicz nie chciał się poddać badaniom na toksyny, kiedy mu proponowała prokuratura.

Włodzimierz Cimoszewicz: No wygląda to oczywiście absolutnie dwuznacznie. No, jeżeli tam tej kokainy nie było to ...

Monika Olejnik: Jesteśmy w Internecie.

Włodzimierz Cimoszewicz: Aha, to ... byłoby to jednoznacznie, a więc wydaje mi się, że raczej powinien był to zrobić, chociaż oczywiście z punktu widzenia prawnego nie miał obowiązku, ale byłoby to rozsądne.

Monika Olejnik: A w ogóle, jak pan patrzy na tę sprawę senatora Piesiewicza.

Włodzimierz Cimoszewicz: No bardzo przykra, bardzo bulwersująca, zaskakująca. Wiele jest osób, ja do nich należę, które czuję się osobiście tak niezwykle zakłopotane, jednocześnie współczuję mu, bo mam dla niego bardzo wiele szacunku i żal mi, że jak raz takiemu człowiekowi coś takiego się przydarzyło. Jakie były do końca fakty tego ostatecznie nie wiemy. Jeżeli były one takie, jakimi się wydają być na podstawie tego co widzieliśmy, nie tylko co czytaliśmy czy słyszeliśmy to oczywiście by znaczyło, że popełnił jakiś dramatyczny błąd w swoim życiu.

Monika Olejnik: A czy senat nie powinien naprawić swojego błędu, jeżeli to był błąd, może jeszcze raz prokuratura powinna przesłać wniosek do senatu i senatorowie jeszcze raz powinni głosować.

Włodzimierz Cimoszewicz: W zasadzie tego się nie praktykuje, bo raz rozstrzygnięta rzecz powinna być ostatecznie rozstrzygnięta. Ale jeżeli by prokuratura po wysłuchaniu argumentów, jakie padały w debacie senackiej doszła do wniosku, że może – czy jest w stanie, dysponuje takimi materiałami wzmocnić tę zawartość dowodów, gdy chodzi o dokumentację sprawy to rzeczywiście mogłaby to przedstawić. W przeciwnym razie oczywiście prokuratura będzie mogła wrócić i pewnie wróci do tej sprawy za jakiś czas, kiedy senator nie będzie już chroniony immunitetem. Ja nie chciałbym, broń boże porównywać tych spraw, bo są naprawdę inne i ludzie, których to dotyczy są inni, ale ja kiedyś jako prokurator generalny występowałem o uchylenie immunitetu panu Aleksandrowi Gawronikowi, kiedy był senatorem i głosowanie w tej sprawie, jako prokurator przegrałem jednym głosem, nie uchylono tego immunitetu.

Monika Olejnik: Pamiętam, Aleksander Kwaśniewski chyba głosował wtedy za immunitetem Gawronika.

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie, nie, bo to było w senacie.

Monika Olejnik: Nie, w senacie, bo coś było, to z Sekułą było, o z Sekułą było.

Włodzimierz Cimoszewicz: Tak, z Sekułą, to był drugi taki przypadek, no więc prokuratura poczekała i to sporo odczekała, nie pamiętam sześć, czy osiem lat, ale doczekała się i sprawa była osądzona.

Monika Olejnik: A pan jakby głosował, gdyby pan głosował?

Włodzimierz Cimoszewicz: Pewnie bym głosował za uchyleniem immunitetu, bo po pierwsze Piesiewicz sam o to wnosił.

Monika Olejnik: Ale potem zrezygnował.

Włodzimierz Cimoszewicz: To prawda, ale po drugie ja uważam, że immunitet powinien chronić parlamentarzystów przed ewentualnymi nadużyciami ze strony władzy, władzy publicznej itd., nie miałem wrażenia żeby w tym przypadku zachodziła tego typu sytuacja, żeby Piesiewiczowi groziło jakieś represjonowanie ze strony obecnie rządzących. Nawiasem mówiąc, skoro o tym wątku mówimy, ja wczoraj usłyszałem, przyglądałem się pani rozmowie z panem Schetyną, on tam między innymi wspomniał o jednej z propozycji dotyczących zmian konstytucji, w sprawie immunitetu, żeby teraz immunitetu nie było tylko mógł być ustanawiany przez większość sejmową. Pozwoli pani, że skorzystam z tej okazji żeby powiedzieć, że to jest piramidalna bzdura. Istotą immunitetu jest obrona głównie posłów, czy senatorów opozycji przed niezasłużonymi represjami większości rządzącej, czyli władzą. Otóż to, co pan Schetyna wczoraj powiedział można interpretować tak, jeżeli ktoś, kto jest przekonany, że jest prześladowany przez rząd podległą prokuraturę, czy jakieś instytucje będzie chciał się chronić to musi się zwrócić do większości rządowej żeby go zechciała chronić przed samą sobą.

Monika Olejnik: No tak, to trochę...

Włodzimierz Cimoszewicz: Więc to jest zupełnie absurdalne. Chcieli coś koniecznie z tym immunitetem zrobić, bo ludzie nie lubią tego, że są jakieś tam święte krowy, jak się ludziom wielu wydaje w tym parlamencie, nawiasem mówiąc czasami oczywiście ta ochrona immunitetowa była nadużywana, to trzeba przyznać.

Monika Olejnik: No tak, w tym przypadku, kiedy – nie wiem – zatrzymywano...

Włodzimierz Cimoszewicz: Więc wymyślono coś takiego, co jest zupełną karykaturą.

Monika Olejnik: A jak pan ocenia kampanię Platformy Obywatelskiej, tę kampanię, czy ta kampania popsuje demokrację, czy jest dobra dla demokracji?

Włodzimierz Cimoszewicz: Sam pomysł na prawybory, chociaż zdaje się przypadkowy, okazuje się być dobry i myślę, że rośnie prawdopodobieństwo, że będzie naśladowany przez innych, przez inne partie, co samo w sobie jest naprawdę, byłoby dobrym scenariuszem. Bo ja jestem głęboko przekonany, że paradoksem polskiej demokracji jest to, że tworzy on niedemokratyczne partie, partie wodzowskie, partie wewnętrznie niezwykle zhierarchizowane, gdzie władza jest arbitralna, co najwyżej stosuje pozory demokratyzmu, ale tak naprawdę wiadomo kto i w jakich okolicznościach decyduje, rozstrzyga, itd. Więc wprowadzenia do życia wewnątrzpartyjnego elementów autentycznej demokracji jest dobre, to buduje pewną kulturę, rodzaj świadomości demokratycznej wśród polityków itd. Natomiast te prawybory, jak do tej pory przynajmniej, no o tyle nie są prawdziwe, że tu nie obserwujemy sporu programowego, my nie obserwujemy sporu konfliktu wizji Polski, konfliktu wizji przyszłości.

Monika Olejnik: Tylko raczej inne osobowości, trochę to jest tak.

Włodzimierz Cimoszewicz: Trochę inne osobowości, to jest raczej rywalizacja popularności, sympatii personalnej.

Monika Olejnik: Taki casting właściwie, a nie prawybory, bo ja nie wiem czym się różnią Sikorski od Komorowskiego tak naprawdę w programie wyborczym.

Włodzimierz Cimoszewicz: Chyba nikt z nas nie wie, gdy chodzi przynajmniej o deklarowane poglądy, pomysły na to, co robić, stosunek do rozmaitych kontrowersyjnych kwestii. Jak wiemy ostatnio, raptem Bronisław Komorowski ku miłemu mojemu zaskoczeniu, zdecydował się zadeklarować, że popiera stosowanie metody in vitro i zapytał co Sikorski, no Sikorski odpowiedział, że również.

Monika Olejnik: Że również popiera.

Włodzimierz Cimoszewicz: Więc to bardzo oczywiście dobre, szkoda może tylko, że jeżeli dwaj, jedyni kandydaci Platformy Obywatelskiej popierają to, to cała partia nie zdecydowała się na przyjęcie stosownej regulacji prawnej w parlamencie.

Monika Olejnik: Bo, jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach, jesteśmy za metodą in vitro, ale...

Włodzimierz Cimoszewicz: No tak, tak.

Monika Olejnik: Tylko co dalej z tym zrobić, to jest tak, czy jesteśmy za Gowinem, za Kidawą - Błońską, czy jeszcze za kimś tam innym, za ich projektami, tak to jest, więc właśnie trzeba się tutaj pytać o szczegóły, a nie, że jesteś za taką, czy za inną metodą. A czy według pana nie jest to kompromitujące, że na prawie 140 stanowisk w Unii Europejskiej nie mamy żadnego, nie mamy żadnego ambasadora.

Włodzimierz Cimoszewicz: Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że ta obsada rozwija się w pewien szczególny sposób, że w pierwszej kolejności trafiają tam wysocy urzędnicy struktur Komisji Europejskiej, więc skoro mamy tutaj mało swoich ludzi to maleje prawdopodobieństwo, że jest kim obsadzać wysokie stanowiska w tworzonej dyplomacji europejskiej. Ale prawdą jest, że ta podana przez panią informacja, najbardziej syntetyczna, sto kilkadziesiąt stanowisk, ani jednego dla Polaka no przekracza wszelkie granice, które można jakoś racjonalnie wytłumaczyć i tak, jak ja jestem przeciwny stosowaniu w stosunkach, w polityce zagranicznej takich metod typu uderzenie pięścią w stół, to tak symboliczne oczywiście nikogo nie zachęcam do tego żeby walił tą pięścią w stół, ale to jest coś, co wymaga absolutnie stanowczego poruszenia. Trzeba byłoby się spotkać z panią Ashton i powiedzieć jej, że kategorycznie się z tym nie zgadzamy, po prostu to jest niedopuszczalne, Polska nie może być tak traktowana. I to nie tylko ze względu, że należne nam prawa, prawo do równego traktowania itd., itd.

Monika Olejnik: Na liczbę mieszkańców.

Włodzimierz Cimoszewicz: Na liczbę mieszkańców, tylko dowcip polega na tym, że tworzy się właśnie w tej chwili służba dyplomatyczna, która będzie pod istotnym wpływem ludzi sprawujących w niej kierownicze stanowiska. Będzie budowana pewna wiedza, pewna świadomość, pewna praktyka itd. My mamy pewne szczególne interesy polityczne w Unii, zwłaszcza dotyczące wschodniego sąsiedztwa i nie powinniśmy w żaden sposób pozwolić się odepchnąć od tego i trzeba niezwykle stanowczo rozmawiać, mówiąc także w czym ewentualnie rzeczywiście w przyszłości przeszkodzimy jeżeli nasze racje, oczywiste, ewidentne zostaną zlekceważone.

Monika Olejnik: Może pan minister powinien jednak być w Kordobie, gdzie była pani Ashton.

Włodzimierz Cimoszewicz: Powinien być, tak powinien być. Ja osobiście nie mam wątpliwości, to było ważne spotkanie, nie wolno było go bagatelizować, sam brałem udział w wielu tych spotkaniach w tak zwanej formule „Gimiś”, to są nieformalne spotkania od 36 lat we wspólnocie robione, one są, w moim odczuciu bywają czasami ważniejsze od formalnych w Brukseli.

Monika Olejnik: Mnie najbardziej zaskoczyło, że przegraliśmy nawet stanowisko w Afganistanie.

Włodzimierz Cimoszewicz: No tak, to zaskakujące, tam kandydatem był pan Ananicz...

Monika Olejnik: Był pan Ananicz.

Włodzimierz Cimoszewicz: Jest świetny, świetnie wypadł w tych wszystkich rozmowach, no jednak przegraliśmy.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, gościem Radia ZET był Włodzimierz Cimoszewicz, który nie kandyduje w wyborach prezydenckich i nie zamierza pan kandydować.

Włodzimierz Cimoszewicz: To prawda.

Monika Olejnik: I nawet, gdyby się okazało, że – nie wiem – bo jest jakiś termin, ale sondaże pokazują, że jednak Lech Kaczyński to co wtedy robi Włodzimierz Cimoszewicz.

Włodzimierz Cimoszewicz: Już pewnie będzie za późno, niestety, nie można wykluczyć że i tak to się wszystko potoczy.

Monika Olejnik: Ale nie żałuje pan, że powiedział pan nie.

Włodzimierz Cimoszewicz: Nie, nie żałuję wie pani dlatego, że po pierwsze nie ukrywam nie bardzo chcę, w życiu w różnych momentach zmieniają nam się hierarchie, preferencje rozmaitych, a po drugie no trzeba być realistą. Jak pani doskonale zdaje sobie sprawę z tego jestem trochę politycznym samotnikiem.

Monika Olejnik: A czy Szmajdziński jest realistą, czy nie?

Włodzimierz Cimoszewicz: To zależy od tego, jak definiuje sobie cele związane z udziałem w tej kampanii.

Monika Olejnik: No ten cel, to wiemy, pałac.

Włodzimierz Cimoszewicz: No wie pani, różnie można je definiować. W 90 r. kiedy kandydowałem tak naprawdę z góry wiedziałem oczywiście, że nie mam szans na wygranie, cel polityczny był inny. Celem politycznym było pokazanie, jak się wydawało cywilizowanej twarzy polskiej lewicy i ten cel został wtedy zrealizowany.

Monika Olejnik: A teraz? Dobrze, dziękuję bardzo, gościem Radia ZET był Włodzimierz Cimoszewicz.

Komentarze

Pan Cimoszewicz jest najlepszym kandydatem na Prezydenta ale u nas tak już jest że musimy wybierać wśród słabszych. Uważam że na zgłoszenie tej kandydatury nigdy nie jest zbyt późno (zachowane muszą być tylko prawne terminy) i pan Cimoszewicz wygrać może wybory bez żadnej kampanii wyborczej i bez zaplecza politycznego. Wystarczy kampania telewizyjna w zakresie przewidzianym prawem. A tak na marginesie to czy pani Jarucka z panem Miodowiczem poniosą w końcu jakąkolwiek odpowiedzialność za prowokację jakiej dopuścili się?

Ta afera jak wiele innych nigdy nie będzie rozliczona. Po co prowadzić kosztowne kampanie wyborcze skoro o wynikach wyborów przesądzić może prowokacja tak jak w przypadku ostatnich wyborów prezydenckich.

fakty, mity i wątpliwości

Do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie został złożony wniosek o zbadania zasadności nadania ich przodkom polskiego obywatelstwa. Wszystko bowiem wskazuje na to, że zostało ono wyłudzone.

Na wstępie trzeba powiedzieć, ze Kaczyńscy nie są to żadnymi filosemitami, nie są oni też zwykłymi Żydami. To czystej wody i największej próby nacjonaliści żydowscy, probujący w sposób wyjątkowy budować na gruzach RP... Judeopolonię.

Co wiemy o Kaczyńskich?

Rajmund Kaczyński, urodzony w Grajewie z matki Franciszki ze Świątkowskich, zrodzonej w Gronowce koło Odessy, z rodziny Naczelnego Prezesa Sądu Wojskowego z okresu stalinizmu, pułkownika armii czerwonej Wilhelma Świątkowskiego – też urodzonego w tej samej Gronowce. Sami bracia Kaczyńscy podają, że przodkowie Rajmunda Kaczyńskiego po mieczu byli wysokimi oficerami armii carskiej.

Co to oznacza? Jedno! Nie mógł on być Polakiem, bo ci byli na ogół albo prawie zawsze – wyznania katolickiego.

W imperium Rosyjskim obowiązywał od polowy XIX wieku carski ukaz, który zakazywał piastowania wysokich urzędów przez Polaków wyznania rzymsko-katolickiego oraz Żydów mojżeszowego wyznania. Identyczna sytuacja dotyczyła innych wysokich posad, np. dyrektora stacji kolejowej. Zatem funkcja oraz imiona zarówno Rajmund jak i Wilchelm wskazują na to, że mogli to być Żydzi wyznania ewangelickiego. Nic dziwnego. Zarówno w Polsce zaborowej jak na wschodzie Europy było całe mnóstwo takich haskalizowanych (Haskala) Żydów.

Do Rosji przenosili się w ramach kolonizowania południowych rubieży cesarstwa rosyjskiego tj. tworzenia tzw. „Nowej Rosji”. Pierwotnie Nazwisko Świątkowski, brzmiało Sviatkowski, co można potwierdzić w bazie genealogicznej jewishgen.org. Interesującym źródłem informacji o żydowskich i ewangelickich osadach i ich składzie są żydowskie strony **, pokazujące osadnictwo, budowanych na zasobach archiwów rosyjskich państwowych. Na wschód Europy szli polscy i pruscy (menonici) Żydzi.

Przodkowie po stronie ojca, np. matka ojca Rajmunda, Aleksandra Kaczyńskiego, Zofia z domu GUTOWSKA, też wykazują żydowskie korzenie.

Zaskakujące jest też to, ze ojciec Rajmunda Kaczyńskiego ożenił się z Żydówka z Odessy, co miało miejsce około 1922 roku, będąc kolejarzem w okolicach Grajewa, granicznej stacji kolejowej. W tym czasie przez ta cześć granicy przybywało z rejonów Odessy mnóstwo żydów uciekających z Rosji wskutek prześladowań przez bolszewików lub rożnych innych pogromów. Na stronach żydowskich poświęconych koloniom żydowskim na południowej Ukrainie, są umieszczone dokumenty, np. wizy ze zdjęciami mówiące o tym ze uzyskiwano je w drodze przestępstw miedzy innymi w konsulatach polskich w krajach bałtyckich. Aby dostać się z rejonu Rygi czy Tallinna w kierunku na Warszawę niestety trzeba było przejechać jedyną linią kolejową tj. przez Grajewo.

Czy tam właśnie ojciec Rajmunda Kaczyńskiego wyszukał sobie przyszłą żonę?

Przemyt Żydów z Rosji organizowały organizacje żydowskie z Wielkiej Brytanii oraz USA. Centralą tej przestępczej działalności była Łódź, a miejscami gdzie przechowywano na początku przemyconych żydów był szkoły religijne.

Dalsza poszlaka żydowskiego pochodzenia jest fakt, potwierdzany przez samych Kaczyńskich, mówiący o tym, że po przeniesieniu się do Baranowicz na Polesiu, Franciszka Kaczyńska zajmowała się prowadzeniem agencji nieruchomości. Ze stron internetowych związanych z tym miastem i rożnych innych dowodów, np: książki telefonicznej, wynika, że w 100 % pośrednictwa nieruchomościami było zdominowane przez Żydów. Jeden wpis dotyczy Kaczyńskiej - jest w nim przypis – interes żydowski. Jeszcze większe zdziwienie budzi to, że kiedy Żydzi polscy uciekali na wschod Europy, rodzina ojca Kaczyńskich, a konkretnie – jak podają sami Kaczyńscy sam Rajmund, przeprowadził się do Warszawy - czyli pod okupację niemiecką.

W jednej z publikacji książkowych (Zdrajcy narodu?) dotyczących Volksdeutschy jest mowa o tym, że na Zachód jechali żydzi. Na peronach kolejowych, podczas postojów pociągów Żydzi z Zachodu dziwili się Żydom ze Wschodu, że ci uciekają do niemieckiej strefy wpływów, tj. pod okupację niemiecką. Wtedy nie mógł nikt wiedzieć, o jakich Żydów chodzi. Wyjątkowo dziwnym jest to, ze prócz szczątkowych informacji dotyczących Rajmunda nie do odszukania w publikacjach podawanych przez samych Kaczyńskich są informacje dotyczące dziadka i babki. Co się z nimi stało? Póki co nie wiadomo.

W przypadku Rajmunda Kaczyńskiego i jego ojca oficera armii carskiej jest znamiennym to, ze do czasu wejścia w życie Traktatu Ryskiego musiał on mieć rosyjska przynależność państwowa i być obywatele imperium rosyjskiego. Gdyby było inaczej, to nie byłby tak wysoko postawionym oficerem. Kaczyńscy twierdza, ze wśród ich przodków był nawet generał carski. Co to oznaczało dla niego w późniejszym okresie? Otóż, a aby otrzymać stwierdzenie lub uznanie obywatelstwa polskiego w ramach Traktatu Ryskiego, nie można było być wysokim oficerem armii carskiej lub piastować inne wysokie funkcje państwowe.

Z tajnych dokumentów, różnych rozporządzeń i ogólników z lat 30 wynika, że nie można było nadać obywatelstwa takim osobom. Nadto koniecznym było dokładne badanie życiorysów takich osób, w tym przodków począwszy od 1863 roku, w szczególności zaś, czy przodkowie nie byli beneficjentami skonfiskowanych majątków. Kaczyńscy taki majątek posiadali pod Łomżą.

W przypadku Rajmunda Kaczyńskiego istnieje jeszcze jedna wątpliwość. Jest nią okres zaraz po II wojne światowej i jego rzekoma akowska działalność. Tu nie ma prawie żadnych informacji, prócz tego, ze studiował on na Politechnice Łódzkiej. Jeżeli chodzi od działalność w Powstaniu Warszawskim, to z analizy monografii oddziału AK "Baszta", nie wynika, aby taka osoba należała do tego oddziału.

Dziwnym jest też to, że ten "akowiec", już w 1945 roku w październiku, załapał się nas studia na Politechnice Łódzkiej. Inni za działalność w AK byli prześladowani, a pan Rajmund studiował zdobywając w ciągu roku z hakiem tytuł magistra.

Dalsza działalność Rajmunda jest znana - beneficjent okresu stalinizmu.
Żona Rajmunda była Jadwiga Kaczyńska z domu Jasiewicz, córka Aleksandra Jasiewicza oraz Stefanii Szydlowskej primo voto, Fyuth,.

Jadwiga, jak sama podaje, urodziła się w Starachowicach w 1926, jako córka inżyniera budującego Zakłady Starachowickie. Kiedyś Pani Jadwiga w jednym piśmie chlapnęła, że braćmi stryjecznymi byli Adam i Jerzy Szydłowski, urodzeni w 1924 roku w Sosnowcu. Dalsza kwerenda, wykazała, że syn jednego z braci stryjecznych, Adam Szydłowski, będący obecnie zastępca USC w Będzinie, jest przewodniczącym Zagłebianskiego Centrum Kultury Żydowskiej. Informacja ta jest dostępna na stronie ** tego stowarzyszenia.

Adam Szydłowski w jednej z rozmów potwierdził, ze jego ojciec i stryj wyglądali z rysów tak, że powinni trafić jako Żydzi z pierwszym transportem do Oświęcimia. Jak widać bliska rodzina braci Kaczyńskich ma żydowskie pochodzenie. Sam Adam Szydłowski junior, twierdzi, że nie wie nic o tym, jakoby był rodzina do prezydenckiej rodziny. Obydwie rodziny dziwnym zbiegiem okoliczności twierdza, że są z Szydłowskich tego samego herbu. Jako naczelnik USC w Będzinie nigdy tez nie zajrzał do ksiąg i nie wie, w jakiej wierze zostali ochrzczeni ojciec i stryj. Jerzy Szydłowski, stryj Jadwigi Kaczyńskiej zginął w KZ Mauthausen. Za życia był dyrektorem gimnazjum im Prusa w Sosnowcu i załozycielem wielu drużyn harcerskich. Zona Jerzego Szydłowskiego pochodziła z Galicji i nazywała się z domu Mokrasinska. Z tego samego rejonu pochodzą przodkowie Szydłowskich i Jasiewiczów. Taka informacja jest do odszukania w publikacjach pisanych z udziałem Kaczyńskich.

Z monografii szarych szeregów wydanej w Starachowicach wynika, że skończył on UJK, przy czym z rejestru danych miasta Sosnowica, wynika, iż ukończył on chemie na Politechnice Lwowskiej. Jerzy Szydłowski przynależał do klubu BBWR

Krótko jeszcze do Aleksandra Jasiewicza. Do 1939 roku mieszkał on przy Al. Jerozolimskich 87. Próba sprawdzenia książki meldunkowej nie przyniosła efektu bowiem akurat dla tego domu się nie zachowała. Obok tak, ale nie dla tego domu.

Aleksander Jasiewicz miał w 1940 roku dotrzeć do Starachowic i zamieszkać wraz z rodzina na czas wojny. W czasie okupacji zamieszkiwał on wraz z rodzina w urzędniczej dzielnicy, tj Orłowie. Sama Kaczyńska twierdzi jednak w wypowiedzi dla Gazety Starachowickiej, ze na koniec wojny zamieszkiwała ona w leśniczówce przy drodze wylotowej na Wierzbicy. Co wiec się stało, ze z Orłowa Jadwiga przeprowadziła się pod miasto, do leśniczówki?

Jest jedno pewne wytłumaczenie. Otóż, AJ był inżynierem budownictwa pracującym w zakładach Starachowickich również w czasie okupacji. Zapewne tam dorabiał! W jednej z żydowskich publikacji wydanych w Starachowicach wynika, ze 20 sierpnia 1943 roku hitlerowcy otoczyli ścisłym kordonem zakłady i zabrali około 1000 osób. Wszystkie osoby wywieziono do Bliżyna filii Majdanka i dalej do Oświęcimia.

Czy był wśród nich ojciec Jadwigi? Jeżeli zatem założyć, iż AJ był wśród internowanych, to zasadnym jest próba tłumaczenia, ze leśniczówka mogła służyć jako miejsce ukrywania się matki i córek.

Dziwny los AJ wydaje się tez potwierdzać fakt, że nie pojawia się on w żadnych publikacjach powojennych dotyczących losów rodziny Jasiewiczów czy tez seniorów Kaczyńskich. Jest Jadwiga, jest Rajmund, jest Stefania Szydłowska (na zdjęciu z lat 50) ale nie widać nikogo innego. Dlaczego? Czy zginęli w ramach Holokaustu? Czy z tego powodu jest patologiczna niechęć do Niemców?

Dalsza kwerenda dziejów przodków zarówno Jasiewczow jak i Szydłowskich, doprowadziła do Bukowiny i województwa Braclawskiego. Tam właśnie na stronie internetowej **.odessa3.org, lub na stronie **.jewishgen.org, można było odszukać przodków tych rodzin. Są to okolice Niemirowa koło Winnicy, Radautza w Rumunii oraz Czerniewic na granicy ukraińsko-bukowińskiej. Można była nawet odszukać informacje dot. ślubu Jas(i)ewicza z Szydłowską. Z tych samach dokumentów widać, że protoplasta rodu Szydłowskich był Leon SZYDŁOWSKI.. Taka osoba jest podawana przez samych Kaczyńskich. Rejony też był wyjątkowo żydowskie. Z innych żydowskich stron internetowych, a mianowicie z bukowińskich ewangelików, wynika wprost, że byli to Żydzi.

Strony tych ziomkostw prowadzone na amerykańskich serwerach internetowych w sposób ewidentny pokazują, ze mamy do czynienia z jednej strony z kolonizatorami niemieckimi tamtych stron, a z drugiej ci ludzie wyraźnie potwierdzają, ze są Żydami, oraz ze im tęskno za heimatem. Co ciekawe, nikt z tych Żydów nie używa typowego dla Żydów imienia, np. Riwka, Lejser itd. Same niemieckobrzmiace. Ostatnio media niemieckie donoszą, że do RFN przybyla znaczna ilość ukraińskich Niemców wyznania mojżeszowego. jeżeli byli by to jedynie potomkowie dawnych menonitów, to dlaczego dziś deklarują sie jako wyznawczy judaizmu?

Nie bez znaczenia jest tez to, ze Kaczyński podaje w dla WPROST, ze Neyli Jasiewicz, stryjenka, w okresie miedzy wojennym był lekarzem na dworze króla Rumunii. Czyż to nie potwierdza skąd byli Jasiewiczowie vel Jasiewiczowie? Inna sprawa - Kaczyński twierdzi, ze Jasiewiczowie byli dobrymi znajomymi Józefa Becka, ministra Spraw Zagranicznych. W tym miejscu trzeba zaakcentować, ze Józef Beck był Żydem rumuńskiej prowinencji (zresztą zmarł w Rumuni, rzekomo – jak podają sami Kaczyńscy- na rekach Neyli Jasiewicz) kalwińskiego wyznania.

Wszystko zatem wskazuje na to, ze rodziny Szydłowskich i Jasiewiczów byli konwertowanymi luteranami pochodzącymi z Ukrainy i Bukowiny. Pewna odpowiedz dała by analiza wykazu członków zboru ewangelickiego lub ewangielicko-reformowanego z Warszawy za lata do 1939.

Takie dokumenty są w całości znajdują się one w AGAD - Warszawa, jednak archiwum pokazuje spis członków filialu Paproć Duża (miejsce ślubu Piłsudskiego) ale nie chce nic pokazać tego samego z terenu Warszawy. Dlaczego?

Indagowany ostatnio o potwierdzenie pochodzenia Lech Kaczyński odpisał, iż nie musi on tego podawać. Jednak w ostatnich dniach będąc na Kazimierzu w Krakowie - Lech Kaczyński przyznał wobec obecnych... że historia narodu żydowskiego jest jego historią...

Teraz pozostaje jedynie udać się do pewnych archiwów zagranicznych i zakupić metryki. Do dokładniejszego zbadania pozostaje tez inny aspekt życia Rajmunda Kaczyńskiego, a mianowicie za okres II wojny światowej. Nie da się wykluczyć ze niedługo światło dzienne ujrzą nowe okoliczności.

Trzeba tez zadać pytanie - w jakich okolicznościach ewakuował się on z Warszawy w Kierunku na Pruszków i Skierniewice. Z dokumentów poniemieckiego zespołu archiwalnego EinwanderungsZentrale Litzmanstadt wynika, ze w tym samym czasie i w tym samym kierunku ewakuowało się około 10 tyś. Volksdeutschy. Póki co nie da się nic wyjaśnić, AP w Warszawie odmówiła bowiem wglądu do Volkslisty, przy czym wgląd do takich dokumentów wyraziła naczelna dyrekcja w odniesieniu do łódzkiej volkslisty. Na Volksliście są jednak np Sasinowie...

Prócz tego, ze Kaczyńscy są Żydami ważniejszym jest zbadanie wszystkich aspektów ich zachowania tak są jak ich przodków – to wydaje się bardziej ciekawe. Kaczyńscy maja bowiem tendencji do konfabulacji jeżeli chodzi o życiorysy.

Najważniejszym powodem prowadzenia tych badań jest fakt wyjątkowej przychylności władz stalinowskiej Polski do rodziny Kaczyńskich. Jeżeli ma się jednak w rodzinie takich stalinowców jak płk. Wilhelm Świątkowski, to trudno było być prześladowanym. Osobne pytanie, to kwestia ministra sprawiedliwości z lat czterdziestych, Henryka Świątkowskiego. Kaczyńscy wspominają, iż maja PPSowskie konotacje. Ten ostatni był ppsowcem.

W związku z powyższym został złożony do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego wniosek o zbadanie w trybie ówcześnie obowiązujących ustaw, czy polskie obywatelstwo nie zostało wyłudzone, a przede wszystkim - w jakim trybie nadano przodkom braciom K. polskie obywatelstwo?

Poniżej zainteresowania badawcze jednego z najważniejszych historyków Żydowskiego Instytutu Historycznego:

dr Paweł Fijałkowski

zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce (X-XVIII w.), historią polskiego protestantyzmu, pradziejami Mazowsza oraz obyczajowością starożytnych Greków i Rzymian.


Najważniejsze publikacje:

Mennonici na Mazowszu (od połowy XVIII w. do 1945 r.), „Rocznik Mazowiecki”, t. 13, 2001,

Parafia św. Mikołaja na Kamiennej Grobli w Królewcu jako centrum polskiego luteranizmu w Prusach, „Studia Historica Slavo-Germanica”, t. 22, 1997-1999,

Rozwój społeczności ewangelickiej i powstanie sieci parafialnej w środkowej Polsce w II połowie XVIII i początkach XIX w., w: Przeszłość dla przyszłości. Z dziejów luteranizmu w Łodzi i regionie łódzkim, pod red. B. Milerskiego i K. Woźniaka, Łódź 1998,

Cudowne przypadki z życia Kaczyńskich-Kalksteinów ...

1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego.

Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie, dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR.

2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle.

W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce.

3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV.

4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji, kręgu doradców Lecha Wałęsy nie zostaje internowany.

5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalkii, jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989.

6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji, ujawnia swoja teczkę dopiero po naciskach prasy.

7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków
i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym?

Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund Kaczyński, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską.

Opowieściami o wykańczaniu bolszewików?

Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał?

Adam Szydłowski z Centrum Kultury Żydowskiej

Adam Szydłowski, prezes Zagłębiowskiego Centrum Kultury Żydowskiej w Będzinie, bliskim krewnym braci Kaczynskich. Obie rodziny twierdzą, że przez ponad 60 lat nie utrzymywaly z sobą kontaktu...nawet o sobie nie wiedziały.

Kim jest Adam Szydłowski,

prezes Zagłębianskiego Centrum Kultury Żydowskiej?

Informuje, że przeciwko Wirtualnej Polsce zostaje złożony pozew o spowodowanie zamknięcia tego serwisu. Przyczyną miały być rzkomo antysemicie treści i popełnianie przestępstw. Już po O. Rydzyku widać, jakie to przestepstwo antsemityzmu popełniaja Polacy podający prawdę. Od zamykania tego rodzaju serwisów czy czasopism są sądy czy postanowienie prokuratura, a nie Wirtualna Polska.

Zostaje też do UOKi K złozony wniosek o uznanie regulaminów Operatorów Hostingu za niezgodne z konstytucja. Pieniaczom, którzy twierdzą, że moje maile są ofertą handlowa odsylam do Dzienników Ustaw i Centrum Doskonalenia Zawodowego. W Polsce obowiazuje polskie prawo a nie "Tablice Mojzeszowe", jak twierdzi Stasinski z GW

Adama Szydłowskiego poznałam "tropiąc" żydowskie akcenty w życiorysie braci Kaczyńskich. Cala historia z żydostwem Kaczyńskich zaczęła się przypadkowo od publikacji teczki Jarosława Kaczyńskiego, w której oficer zajmujący się Kaczyńskim uznał go za filosemitę.

W teczce była też zawarta informacja ukazująca miejsce urodzenia Jadwigi Kaczyńskiej, z domu Jasiewicz, matce Kaczyńskich - z domu Szydłowska. Żeby sprawdzić, ja k to jest z pochodzeniem naszych rządzących udałem się do Starachowic aby przeprowadzić dziennikarskie śledztwo.

Na początek odwiedziłem ludzi związanych z "Szarymi Szeregami", bowiem matka braci twierdziła tu i owdzie, że była czynnym członkiem tej organizacji. Dotarcie do tych ludzi nie było to trudne! Spotkałem się z weteranem tamtych czasów... panem Derelatką. Człowiek ten od prawie końca wojny zajmował się dokumentowaniem działalności partyzanckiej oraz innych organizacji walczących w tym Szarych Szeregów. W swoich zbiorach posiadał miedzy innymi monografie dotyczącą tej organizacji. Jadwiga Jasiewicz nie byla znana nikomu przez 60 lat. (Historia wygląda na wymyśloną) Są w niej wymienione nazwiska poległych lub zamordowanych harcerzy, w tym założyciela drużyn Jerzego Szydłowskiego, ale ani śladu po mamusi Kaczyńskich. Z zawartych informacji wynika, iż Jerzy Szydłowski był dyrektorem gimnazjum im Prusa w Sosnowcu. Został o n zamordowany w 1951 roku w Mauthausen Gusen.

Jerzy Szydłowski nie stałoby się przedmiotem moich dociekań, gdyby nie fakt, że Jadwiga Kaczyńska pisząc historie swoje działalności w Szarych Szeregów na terenie Starachowic przekazała ponad pół roku Derelatcie informacje, z której wynikło, iż miała ona dwóch stryjecznych braci... Adama i Jerzego Szydłowskiego, rodzonych w Sosnowcu w 1924 r., synów Jerzego Szydłowskiego, owego dyrektora z Sosnowca.

Taka sytuacja dowodzi, że Jerzy Szydłowski był faktycznie stryjem Jadwigi Kaczynskiej, z domu Jasiewicz z domu Szydłowska.

Nie było lekko odszukać zarówno Jerzego jak i jego synów, a tym bardziej wnuczków. Dopomógł przypadek. W lokalnym dodatku, bezpłatnej gazecie... METRO, której wydawca jest Gazeta Wyborcza odnalazł sie syn jednego z braci stryjecznych Jadwigi Jasiewiczównej. Z artykułu... „TORA JEDZIE NA FLORYDE" wynikało, że prezesem Zagłebiowskiego Centrum Kultury Żydowskiej jest niejaki... Adam Szydłowski.

Ustalenie kontaktu telefonicznego nie nastręczało problemów, bowiem wszelkie dane, dotyczące jego osoby, widnieją na stronie ** tegoż stowarzyszenia. Trzeba było coś wymyślić by uzyskać potwierdzenie, ze jest on synem któregoś z braci stryjecznych Jadwigi Kaczyńskiej. Już podczas pierwszej rozmowy telefonicznej Adam Szydłowski potwierdził, ze jest synem Jerzego urodzonego w 1924 roku jak brat bliźniak Adama. Zaskoczenie było duże. Bliska rodzina Kaczyńskich, syn brata stryjecznego matki prezydenta jest... żydowskim aktywistą, ba nawet prezesem lokalnej organizacji, w miesicie, które przed II wojna światowa uchodziło za stolice żydostwa.

Na lokalnych będzińskich stronach Żydzi będzińscy chełpią się tym, iż na 30 radnych miejskich wszyscy byli Żydami. Trzeba było użyć dziennikarskiej prowokacji być dotrzeć do informacji potwierdzającej, czy Adam Szydłowski wie o tym, ze jest rodziną do Jadwigi Kaczyńskiej. Oczywiście trudno było się z góry zapytać, czy wie o tym, ze jest bliską rodzina do prezydenta RP, bo pewne zacząłbyz góry podejrzewać, iż bardziej tu chodzi o prezydenta niż o niego samego i rodzinę Szydłowskich. Zastosowałem dziennikarską prowokacje. Wymyśliłem więc, że moja matka była nieślubnym dzieckiem Jerzego Szydłowskiego i pokojówki, pracującej u rodziny Szydłowskich. Pan Adam nie za bardzo dowierzał, ale postanowił zweryfikować podaną informacje. Zagadnięta Adama Szydłowskiego babcia potwierdziła, iż dziadek faktycznie miał dziecko na boku. W taki właśnie sposób staliśmy się „rodzina”.

Pan Adam jest w Będzinie urzędnikiem Stanu Cywilnego i nie ma on większego problemu z weryfikacją ksiąg trzeba było wymyślić dane osobowe dla mojej rzekomej babci niczym agenci CBA. Tu sprawa była łatwa, bowiem Żydzi prowadzą w Internecie ogromne banki metrykalne. Gdyby pan Adam chciał sprawdzać pokojówkę, to ta akurat miała prawdziwe dane. Zapytany o swoje żydowskie pochodzenie nie chciał tego potwierdzić wprost, ale swoje żydowskie zainteresowana argumentował tym, że w kulturze żydowskie wychowała go babcia mieszkająca na będzińskiej Syberce. Zapytałem wprost, czy jeżeli moja matka była Ż ydówka po swojej matce pokojówce, to czy sprawdzili swojego ojca i stryja urodzonych w 1924, tj. w jakim wyznaniu zostali ochrzczeni i zarejestrowani? Jak przystało na osobę zajmująca się dziejami żydostwa w Będzinie, co nóź bywająca w Izraelu, kierownika USC w Będzinie – odpowiedz brzmiała... NIE!

Nic... dalej brnęliśmy w historie naszych przodków. Pan Adam zaproponował, abym podesłał mu fotkę mojej mamusi bo jak będzie miał zdjęcie, to od razu pozna po rysach, czy jesteśmy rodzina... czy była Żydówka? Usłyszałem tez coś bardzo dziwnego. Otóż, pan prezes Centrum Kultury Żydowskiej w Będzinie, stwierdził, ze tata i stryj mieli taki wygląd, że powinni zostać wywiezieni z pierwszym transportem Żydów do Oświęcimia. Dopiero na końcu zapytałem mojego przyszywanego ciotecznego brata, czy wie, ze jesteśmy rodziną do Kaczyńskich? W odpowiedzi, znawca dziejów żydostwa, aktywista zydowski, badacz genealogiczny dla Żydów, kierownik USC, osoba, która jak twierdził wykonuje badania genealogiczne dla Żydów z całego świata, stwierdził, iż nic mu o tym nie wiadomo. Wiedział jednak to, że są z tych samych Szydłowskich, do których przyznają się Kaczyńscy, tj. tego samego herbu.

Jerzy Szydłowski, był w od 1935 roku radnym miasta Sosnowca, należał do BBWR.

Na koniec pytanie – czy Kaczyńscy nigdy nie interesowali się jako Żydzi, co stało się z braćmi stryjecznymi ich matki? Wiedzieli, gdzie są urodzeni, gdzie mieszkali, co robił przed wojną stryj matki, ale nic pozatym. Czy można też uwierzyć Adamowi Szydłowskiemu, że badając losy dziadka nigdy nie natrafili na rodzinę Kaczyńskich? Jest to tym bardziej dziwne, że Jadwiga Kaczyńska na zapytanie jakiegoś kombatanta ze Starachowic potrafila jednak podać dokładne dane osobowe Adama i Jerzego Szydłowskiego oraz jego żony. To wiedziała, ale z jakiegoś powodu nie potrafila lub nie chciała nawiązać kontaktu z stryjecznymi bracmi.

Co jest powodem, że nie chcą się do siebie przyznać. Czy tym powodem jest aktywność Adama Szydłowskiego jak oczywistego Żyda.

...dziwaczna kreatura, stara sie mowic spokojnym wywazonym tonem, izoluje sie od ugrupowan zaszywajac sie gleboko w szuwarach, probujac zapomniec o przeszlosci a przeszlosc te byla i zawsze bedzie haniebna, dzialalnosc po 89 mizerna, czasem nawet mocno szkodliwa, syn wyjatkowo plugawego czlowieka, jeden z tych tak zwanych autorytetow lewicy tfu... Kilka faktow:
Czerwone życiorysy
Cimoszewicz - syn oficera stalinowskiej Informacji

W pa�dzierniku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszło�ci ojca Włodzimierza Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji Wojskowej.
Według Beszty-Borowskiego: "Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z lud�mi, trzymajšc w ręku pistolet i obracajšc nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt �mierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów" (cyt. za "Gazetš Wyborczš" z 11 pa�dziernika 1991 r.). O�wiadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtownš publicznš ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-Borowskiego "załganym łobuzem", a w innym tek�cie (w "Gazecie Współczesnej") stwierdził m.in.: "Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych dziennikarzy, babrzšcych się w takich prowokacjach, wybawcami byli nazi�ci, skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługujš na miano oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy, którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie przytoczyć żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczšcych Jego postępowania. 'Dowody' Borowskiego sš łgarstwem" (cyt. za: Piotr Jakucki "Pułkownik Cimoszewicz", "Gazeta Polska" z 4 listopada 1993 r.).
Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza poseł Beszta-Borowski skierował przeciwko niemu skargę do sšdu, przedstawiajšc dowody prawdziwo�ci swych zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym li�cie do "Gazety Lokalnej" (por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniajšce dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: "(...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, majšc lat 22, nie uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej bronišcej ojczyzny przed dwoma naje�d�cami. Przeciwnie - już w pa�dzierniku 1939 r. jest poborcš dostaw obowišzkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz naje�d�cy". Jakucki w cytowanym wcze�niej artykule powoływał się na zeznania �wiadka Romualda U., który zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku Cimoszewicz skończył szkołę pracowników politycznych i do końca wojny był w aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 roku robi błyskawicznš karierę w Informacji Wojskowej - w cišgu 3 lat zostaje komendantem w Głównym Zarzšdzie Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy, pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesujšco naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza ("Metamorfozy pana C.", "Życie Warszawy" z 31 marca 1997 r.) pisał, że ojciec Cimoszewicza "(...) w 1951 r. trafia do Wojskowej Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy wcze�niej byli w AK". Dokonujšc tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni, major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat pó�niej - w 1957 roku, skończył liceum i zdał maturę (!).
Dodajmy do tego informacje o wcze�niejszej roli Mariana Cimoszewicza w likwidowaniu oddziałów AK - sam się chwalił podczas spotkania z oficerami akademii, że w 1944 r. zlikwidował oddział AK. Według innych �ródeł, w 1946 r. jako oficer IW kierował grupš likwidujšcš "bandę" Bohuna (za: P. Jakucki, op. cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boernerowie (Bemowo), odebranym prawowitym wła�cicielom, których przymusowo wysiedlono z Boernerowa na poczštku lat 50. jako "element politycznie niepewny" ("Gazeta Lokalna" nr 2/104 z lutego 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece WAT na miejscu poprzedniej pracowniczki tej biblioteki Ewy Cecetki-Cymerman, zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M. Cimoszewicza ("Gazeta Lokalna" z 27 czerwca 1992 r., nr 12-13/42-43). Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu łgarstwa przez W. Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich jak on "wybawcami byli nazi�ci".
Włodzimierz Cimoszewicz, występujšc z takš furiš przeciw przypominaniu przeszło�ci ojca, jako motto do swej ksišżki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig: "Kto przekre�la PRL, ten przekre�la cały mój życiorys". Trzeba przyznać, że swojš publicznš identyfikację z PRL-em zaczšł bardzo wcze�nie. Już jako maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu ówczesnych rzšdów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków" i uzyskał wydrukowanie proreżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach "Życia Warszawy" (por. W. Cimoszewicz "Czas odwetu", Białystok 1993 r., s. 40). Wielu jego rówie�ników było w tym czasie "pałowanych" na rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się z totalitarnš dyktaturš. Jakżeby mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni 1968 roku studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się działaczem uczelnianej organizacji Zwišzku Młodzieży Socjalistycznej. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r. zostaje przewodniczšcym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu Uczelnianego PZPR. Nawet swš błyskawicznš karierę w ZMS tłumaczył pó�niej jako swoisty przykład niezależno�ci, twierdzšc, że: "Przynależno�ć do ZMS mogła nawet przeszkadzać" (!!!) (W. Cimoszewicz "Czas odwetu", s. 43) - był bowiem dużo czę�ciej odpytywany na zajęciach. Kiedy doszło do połšczenia - pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden Socjalistyczny Zwišzek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych zwolenników tego połšczenia, narzuconego studentom przez partyjnš biurokrację i został... komisarycznym szefem SZSP na UW. Józef Oleksy wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracajšcego uwagę swojš pryncypialno�ciš. Pisał, że wionęło pryncypialno�ciš, gdy tylko Cimoszewicz wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzie�cia kilka lat, gdy uzyskał kolejny błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, akurat w czasie pogłębiajšcego się kryzysu politycznego pó�nego Gierka, w okresie aktywizacji opozycji. O dokonanej przez Gierka zmianie konstytucji serwilistycznie uzależniajšcej Polskę od ZSRS wspominał: "Wszyscy mieli�my skłonno�ć do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec Zwišzku Radzieckiego, byli�my przekonani, że inne zachowania mogłyby być gro�ne dla Polski". W sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: "Nas jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie popadali�my przez to w jaki� konflikt sami ze sobš" (W. Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej siły, jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko awansujšcego działacza partyjnego.
W 1980 roku został wysłany na
3 miesišce do pracy w konsulacie w Malmö. We wrze�niu tego roku za� wyjechał na stypendium Fulbrighta do USA dzięki decyzji władz PRL, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien się wycofać (op. cit., s. 55). Pozostał wierny PZPR-owi w czasach "Solidarno�ci" i po ogłoszeniu stanu wojennego. Podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 roku powrócił do pracy na warszawskš uczelnię.
Według informacji z listy Macierewicza, Cimoszewicz w 1980 roku pod pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu.
Ustosunkowujšc się do tej sprawy w swej biografii "Czas odwetu", stwierdzał m.in.: "Z wypowiedzi Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniały możliwo�ci preparowania dokumentów, majšcych cechy autentyczno�ci dokumentów antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet na takš awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę znale�ć się na li�cie Macierewicza. Kiedy Olek Kwa�niewski przedstawił mi dokumenty, z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt, jaki w 1980 roku nawišzał ze mnš przed wyjazdem na stypendium Fundacji Fulbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych dokumentach przedstawiony jako kontakt z wywiadem (...)" (op. cit., s. 25-26).

Alergia na polsko�ć
Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstšpił do SdRP. Fakt ten próbowano pó�niej częstokroć eksponować jako dowód niezależno�ci Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej lewicy. Rację majš jednak raczej ci, którzy sšdzš, że Cimoszewicz nie doceniał wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi zmarginalizowany.
W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku wła�nie Cimoszewicz został kandydatem postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwa�niewski obawiał się wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakich� trzech procent. W tej sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasujšc się na czwartym miejscu za Wałęsš, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993 roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwo�ci w rzšdzie Pawlaka. Jako minister sprawiedliwo�ci zasłynšł głównie akcjš "Czyste ręce". W jej ramach ujawnił nazwiska wysokich urzędników państwowych, którzy biorš równocze�nie pienišdze za zasiadanie w radach nadzorczych firm państwowych. Akcja w rzeczywisto�ci nie zaszkodziła osobom skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtšd chodzić w nimbie nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii.
Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osišgnięciami; powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sšdów i prokuratury. Cimoszewicz miał na to szczególne wytłumaczenie - twierdził, że podczas weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rzšdu Pawlaka nie wszedł do rzšdu Oleksego. Urażony, że nie zaproponowano mu wicepremierostwa, nie chciał przyjšć wyłšcznie teki szefa resortu sprawiedliwo�ci. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.
W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi �rodowiskami z kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i Bujakiem. Nieprzypadkowo wła�nie "różowi" tzw. Europejczycy stanowili najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP. Głównym efektem tych zacie�niajšcych się kontaktów stał się gło�ny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujšcych o zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszło�ci. Cimoszewicz, podobnie jak Kwa�niewski i inni liczni politycy SLD, stanowi typ człowieka uodpornionego na takie pojęcia jak polsko�ć, polski patriotyzm, poczucie polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak kategorycznymi sšdami w tej sprawie, polecam uważnš lekturę "Czasu odwetu". W tej ksišżce widać aż nadto wyra�nie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do napisania jakich� cieplejszych słów o Ojczy�nie, patriotyzmie, uczuciach narodowych, nie mówišc już o trosce z powodu występujšcych dzi� zagrożeń dla Polski i polsko�ci. Więcej tam za to ataków na wszystko, co się z polskimi uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły antyżydowsko�ci w Polsce. Na s. 39 "Czasu odwetu" pisze: "Nie będšc Żydem poznałem, co to znaczy być nim w Polsce". Na s. 192 insynuuje, iż: "Prawdš jest niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu".
W ksišżce z pasjš atakował "niepodległo�ciowe slogany" (s. 13), "narodowš tromtadrację", oczywi�cie idšcš w parze z "zoologicznym antykomunizmem" (s. 270), "polskš ksenofobię" (s. 273) etc.
Po doj�ciu do władzy jak mógł dawał wyraz napadom skrajnego filosemityzmu. Wystšpienie Cimoszewicza jako premiera RP podczas uroczysto�ci w Kielcach, w lipcu 1996 r., ku czci ofiar kieleckiej prowokacji z 1946 roku przyniosło jaskrawy dowód tego, jak bardzo nieważna dla niego jest prawda o historii i godno�ć własnego kraju. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień, postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków stwierdzenia, jednostronnie obcišżajšce ich winš za wszystkie problemy w stosunkach z semitami.

To szczera prawda! z taką przeszłością Rodzinną to bym się zapadł pod ziemie .
A nie jeszcze zabierał publicznie głos.
Hańba!Hańba!Hańba!

A pan to UB-ek czy ORMO-wiec? A czy pańska żona rozmawia przez telefon podczas stosunku gdy pan zadzwoni? Teczki, haki - typowy pisowiec - kapuś ze spalona teczką.

Gdy Cimoszewicz stal mocno na Lewicy, medialny Goebbels PO , czyli Monika O. nie zapraszała go do programów propagandy Platformerskiej .
Cimoszewicz teraz jest gościem z amnezją polityczną i wspiera rudy rząd, to nawet twarz konia jest dla niego miła! Cimoszewicz liczy na Ambasadora w USA, za poparcie kandydata PO na prezydenta .

POLITYCY OPOZYCJI BOJKOTUJCIE PROGRAMY MONIKI O.

Bardzo trafne spostrzeżenie, 100/100 - co do "końskiej wary" i Cimoszewicza (ma On b.bliską rodzinę w USA). A co do apelu do tzw. "polityków", to obawiam się że jest to samotne wołanie w ostępach Puszczy Białowieskiej.

Warto było wysłuchać wywiadu z p.Cimoszewiczem.Gdyby takich wykształconych i mądrych ludzi było więcej w Senacie,to może coś by się udało zmienić.Dziwię się jedynie człowiekowi,który w swoim komentarzu "polityczna niepamięć",śmierć ks Popiełuszki przypisuje dzisiejszemu rozmówcy.Dobrze byłoby.gdyby najpierw zweryfikował swoje poglądy na rzeczywistość tego świata.Trwanie przy poglądach,że winę za wszystkie zło ponosi każdy b.członek PZPR,jest małostkowe i nie wnoszące nic nowego w budowaniu demokracji.Ponadto,gdyby ten pan śledził bieżące wydarzenia,to by wiedział,że p.Cimoszewicz nie już członkiem SLD,a Senatorem został jako indywidualny kandydat.Wypominanie wszystkim zło,bez udowodnienia winy,jest małostkowe i kryciem się za plecami obecnych tzw.bohaterów,walczących o wolność.Były dochodzenia i sądownie udowodniono winy ludziom sprawującym wówczas władze,a wracanie do tych wydarzeń bez wskazania dodatkowych winnych ludzi,przekracza ludzką przyzwoitość.W tej demokracji nie potrzeba ludzi powtarzających wypowiedzi demagogicznych tylko po to,ażeby spodobać się innym wyznawcom poglądów politycznych.Pozdrawiam komentatorów,którzy nie popadli w taki nawyk.
'

A ja odniosłem takie wrażenie że to naturalny (komuch) i czym tu się podniecać !;-).

A co mnie one obchodzą? Niech sobie pra-wybierają w PO! PO to nie cała Polska a tak zdaje się być przekonaną P.Redaktor Olejnik.
Jak się w tej PO wybiorą..to niech wtedy wystawią kandydata(który MUSI miec poparcie D.TUska..i taki to "wolny" wybór Platformersów").Cała Polska "napastowana" ważnością prawyborów w PO!.Co MNIE OBCHODZI PO I ICH JASEŁKA...nie wie Pani czasem?
A przy okazji jest nachalnie marginalizowna możliwośc wybrania kogo innego i z innej opcji politycznej.Cóż za paskudne strategie psychotechniczne!!!! a Polacy jako króliki doświadczalne, poddawane praniu i tak już(u niektórych!) króliczych móżdżków!
Tfuuuuuu!!! obrzydzenie zbiera, jakby w Polsce tylko "grzęda" dla PO była najwazniejsza! A MY????POLACY??? z róznych środowisk to już nie POLSKA????
To zostawmy Platformersów z ich "pracowitoscią"!!!!!..ciekawe ile sobie "napracują"...czy tylko będa patrzeć jak okantować jeden drugiego!!!

Cimoszewicz powinien być przewodniczącym SLD według mnie i nie rozumiem czemu nim nie jest. Sam nie chce, czy też nie ma poparcia w szeregach partyjnych? Kto kogo nie chce? SLD Cimoszewicza, czy Cimoszewicz funkcji przewodniczącego SLD?

Jak se sam założy partie, to może być ale nie w SLD!
I wybij sobie to z łba !!!

Ach ta "amnezja" na zamówienie!
Wiesz Pan co, Panie Cimoszewicz co do "winnych" smierci B.blidy to zdaje się Pan senator jako żywo "zapomniał" że partia polityczna której jest liderem pochodzi w lini prostej i nie tak dalekich znowu koligacjach od PZPRu! który to PZPR rządzący POlską przez pół wieku ma na swoich rękach( bez personalnych wycieczek! a dałoby się wiele nazwisk wymienić ktore do tej pory mają wielki mir "na lewicy"), na swoim sumieniu prześladownia dzieiątków tysięcy Polaków_Rodaków!..a rządzący z tej partii mają na rękach krew ks.Popiłeuszki, G.Przemyka, Pyjasa..To LEWICA!!! wystawiła na górników i strajkujących na Wybrzezu czołgi i wojsko!!
Panie Cimoszewicz, trzeba nie mieć honoru żeby posiłkowac się takimi psimi argumetami jak robi to Pan!
Lewica to jednak nadal -PO czyni "starania" żeby dogonić w rankingu!-najbardziej skompromitowana formacja polityczna! Stary partyjny beton -wśród niego i Pan Cimoszewicz!-rękami i nogami! nawet za cene układania się PO(bo przy władzy!)..nie chca dopuscić młodych socjalistów do władzy.Może pora odejsc p.Cimoszewicz bo jest pan reliktem paskudnej i źle kojarzonej przez Polaków przeszłości.
Idź Pan i nie mąć spokoju i prób(podejmowanych przez młodych) konsolidowania wokół spraw waznych dla Polski I Polaków wszystkich środowisk politycznych.Leć Pan na Księzyc z Senyszynową!!..Widać odpowiada Panu partyjniactwo PO!!

A kim są ci młodzi socjaliści ? Jakoś o nich w ogole nie slychać.
A Cimoszewicz ostatnie wybory do senatu wygrał w swoim okręgu wyborczym w cuglach.
To niech młodzi socjaliści spróbują zrobić to samo, na początek na przykład w wyborach samorządowych albo od razu w parlamentarnych.

To bardzo dobrze,że pan Cimoszewicz określił jednoznacznie partię PIS.Przecież ta,cała partia ma krew na rękach nie tylko Barbary Blidy.Należy tylko ubolewać,że popiera ją kościół katolicki na czele z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem...Ale jaka religia,taka też doktryna

Co ty człowieczku pleciesz!!! W tym kraju już wszystkiego można się spodziewać!!
Ale takiego idiotyzmu i ****izmu nie spodziewałem się przeczytać!!!
Czy to może Kazimierz Z.???

Pan senator jako żywo "zapomniał" że partia polityczna której jest liderem pochodzi w lini prostej i nie tak dalekich znowu koligacjach od PZPRu! który to PZPR rządzący POlską przez pół wieku ma na swoich rękach( bez personalnych wycieczek! a dałoby się wiele nazwisk wymienić ktore do tej pory mają wielki mir "na lewicy"), na swoim sumieniu prześladownia dzieiątków tysięcy Polaków_Rodaków!..a rządzący z tej partii mają na rękach krew ks.Popiłeuszki, G.Przemyka, Pyjasa..To LEWICA!!! wystawiła na górników i strajkujących na Wybrzezu czołgi i wojsko!!
Pan Kazimierz takoż zapomniał o tysiacach ludzi zatłuczonych przez "aparat władzy" PZPR..i ten dorobek IPNu którego autorstwo nie nalezy do PiSu ale do ideowych antenatów pana Cimoszewicza!..a prezydent "lewicy" przewracał się pijany na grobach polskich żołnierzy pomordowanych przez NKWD!

Panie Di,
widac,malo Pan czyta i slucha. Wystarczy nastawic Radio Maryja lub posluchac
jakiegokolwiek kazania i juz tonie Pan w idiotyzmach, guslach, zabobonach,wiecznych dziewicach itp.Polska staje sie ku Pana uciesze coraz bardziej panstwem wyznaniowym.

Pozdrawiam Pana

A kto jej kazał palnoć sobie w łeb , chyba Mafia jej kazała, bo by musiała ich wydać .
To zrobił to samo co Zyrajewski !!!

Nie nazywajcie tzw. "ojca" Rydzyka przywodzca kosciola katolickiego. Nie ma on z nasza wiara nic wspolnego i nie byl, nie jest i miejmy nadzieje ze nie bedzie przywodzca. (Jest jedynie samozwanczym przywodzca jakiejs sekty powolujacej sie na wiare). To jest jak z PiS-em, kto z nich zna prawo i ktory to jest sprawiedliwy?

co ma ojciec rydzyk do kosciola katolickiego?? NIC!

Ja myślę że prawo to odziedzieczyli po Ojcach UBEKACH tylko byli komuniści .
Aż strach ich do władzy dopu****** !!!

A w jakich kategoriach p.Cimoszewicz plasuje przyjęcie przez L.millera miejsca na liscie wyborczej tej "paskudnej" Samoobrony?W jakich kategoriach moralnych-może jakieś nazwanie p.cimoszewicz- fraternizowanie się przez Pana-"dogadywanie się" z Po i D.Tuskiem którzy w walce politycznej sięgają po najbardziej żenujące i haniebne metody i wykazuje zypełny brak zasad morlanych..Zreszta ma Pan Cimoszewicz i własne doświdczenie kiedy został "wyeliminowany" z walki wyborczej przez PO i D.Tuska w paskudny sposób. I co nie wadzi "tom razom" P.Cimoszewicz?
Znowu wylazł z "senatora mściwy komuszek, który nie widzi swego 'pod nosem" ale czyje "pod lasem" i jeszcze moralizuje!..
Panie Cimoszewicz przez takich jak Pan..polska lewica traci!

Nowy komentarz

eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS