Zamknij

Jaki wpływ ma wojna na zwierzęta? Obóz dla uchodźców szkodzi zagrożonym gatunkom zwierząt

Redakcja
27.11.2018 21:52
Jaki wpływ ma wojna na zwierzęta? Obóz dla uchodźców szkodzi zagrożonym gatunkom zwierząt
fot. Wikimedia Commons

Muzułmańscy Rohindżowie to obecnie najbardziej prześladowana mniejszość świata. Ratując się przed czystką etniczną uciekają do obozu dla uchodźców w południowo-wschodniej części Bangladeszu. Szacuje się, że tylko pomiędzy sierpniem a grudniem 2017 roku pojawiło się ich około 600 tys. Problem w tym, że ich nowe schronienie znajduje się na przecięciu ośmiu istotnych korytarzy migracyjnych zagrożonych wyginięciem słoni azjatyckich. Wojna nie oszczędza nikogo...

Obóz dla uchodźców zagraża życiu słoni azjatyckich

To niełatwy wybór - czyje życie liczy się bardziej, człowieka czy zwierzęcia? Dla niektórych odpowiedź jest oczywista. Trudno przejść obojętnie obok cierpienia setek tysięcy muzułmańskich Rohindżów, zmuszonych do porzucenia swoich domów w obawie przed masowymi morderstwami, gwałtami i okaleczaniem. Wielu z nich ratuje się ucieczką do znajdującego się blisko Bangladeszu. Szacuje się, że tylko pomiędzy sierpniem a grudniem 2017 roku w tamtejszym obozie dla uchodźców ulokowano ponad 600 tys. osób, przy czym liczba ta stale rośnie. Niestety po pewnym czasie ekologowie dostrzegli niepokojący wpływ ich przybycia na zagrożone wyginięciem słonie azjatyckie. Aż osiem kluczowych dla tego gatunku korytarzy migracyjnych, znajdujących się nieopodal miasta Cox Bazar znajduje się na terenach zajętych przez uciekinierów przed wojną. To musiało się źle skończyć dla obu poszkodowanych grup...

Słonie zabiły już 13 osób

Próbując przedostać się do Birmy słonie trafiły na baraki uchodźców. Zarówno ludzie jak i zwierzęta wpadły w panikę, która zakończyła się tragedią. "Kiedy dotarłem do Kutupalong (główny obóz dla uchodźców na terenie Bangladeszu, przyp. red.) spotkałem płaczącą kobietę. Z jej opowieści wynikało, że jeden z szukających swojej ścieżki słoni zabił jej męża. To było jakieś 500 metrów dalej od naturalnego korytarza migracyjnego tych zwierząt. To tylko podkreśla, jak zdesperowane musiało być nieszczęsne zwierzę, aby znaleźć drogę" - opowiada Raquibul Amin, reprezentujący organizację International Union for Conservation of Nature (IUCN). "Nie było czasu na planowanie przestrzeni. Kiedy Rohindżowie zaczęli napływać z Birmy wszystkim zależało aby natychmiast udzielić im schronienia. Losu zwierząt nie wzięto pod uwagę" - tłumaczył mężczyzna, który podkreśla, że sytuacja jest o wiele bardziej wielowymiarowa, niż mogłoby się wydawać. Słonie azjatyckie obawiają się ludzi - często kojarzą ich zresztą z polującymi na nie kłusownikami. Z kolei przerażeni bliskością olbrzymich zwierząt uchodźcy często próbowali je odstraszyć, rzucając w nie śmieciami, co tylko dodatkowo straszyło i rozjuszało słonie. Kiedy zaczynały w panice biec na oślep wśród terenów obozu, niosły ze sobą śmierć. Obliczono, że pomiędzy wrześniem 2017 roku a lutym 2018 roku zabiły 13 osób.

WARTO WIEDZIEĆ: ONZ: W Birmie trwa „czystka etniczna” 

Co dzieje się ze zwierzętami podczas wojny?

Zwierzętom raczej trudno nagle dostrzec wybuchający na terenie, na którym żyją konflikt zbrojny. To człowiek jest za niego odpowiedzialny i powinien choć spróbować zapewnić im bezpieczeństwo. Z tego samego założenia wyszło IUCN, które w marcu bieżącego roku zaczęło energicznie przeciwdziałać niepokojącemu zjawisku. We współpracy z organizacją United Nations High Commissioner for Refugees (UNHCR) na terenie obozu utworzono specjalne jednostki, składające się w sumie z 550 Rohindżów mieszkających najbliżej siedlisk słoni. Mają do swojej dyspozycji 98 stanowisk obserwacyjnych, dzięki czemu przez całą dobę obserwują teren obozu, a kiedy dostrzegą zagubione słonie, odstraszają je błyskiem fleszy i piszczałkami. Starają się kierować je z powrotem na te ścieżki, gdzie nie napotkają na swojej drodze ludzi. Obie organizacje prowadzą także specjalne szkolenia, podczas których edukują uchodźców na temat słoni azjatyckich, ich zachowań, charakteru i tego, jak zachować się w ich obecności, aby nikomu nie stała się krzywda. Strategia przynosi sukcesy - dzięki tym działaniom udało się zapobiec wtargnięciu aż 28 tych zwierząt na tereny zamieszkałe przez Rohindżów.

Zobacz także

Czy słonie azjatyckie wyginą?

Ekolodzy podkreślają jednak, że zastosowane rozwiązania może i są skuteczne, lecz jedynie na krótką metę. "Słonie nadal próbują przedostać się na teren swoich korytarzy migracyjnych. Nie rozumieją, czemu nie mogą przejść tą samą drogą, którą podążały od pokoleń. W dodatku to jest aż osiem tych korytarzy, a nie jeden czy dwa. Brakuje im pożywienia i czują się zagrożone. Migracja płynie w ich krwi" - przyznaje Amin. Dodaje także, że jeśli słonie nie będą mogły przez dłuższy czas swobodnie krążyć pomiędzy Birmą a Bangladeszem, znacznie ucierpi na tym ich różnorodność genetyczna. A to może przyśpieszyć wyginięcie całego gatunku. Jedynym rzeczywiście efektywnym rozwiązaniem byłoby więc ponowne odsłonięcie korytarzy dla zwierząt. To jednak nie takie proste zadanie - uchodźców na tym terenie wciąż przybywa. Tylko w chwili obecnej ziemie te są domem dla ponad 100 tys. ludzi, ulokowanych w około 24 tys. domów tymczasowych. Już 38 młodych słoni azjatyckich trzeba było z tego powodu uwięzić w odgrodzonym miejscu w lesie, który kiedyś był ich domem. "Rozrastający się obóz z każdym dniem ogranicza tereny naturalnych habitatów słoni azjatyckich. Z czasem sytuacja może stać się tylko poważniejsza. Ale wciąż mamy nadzieję, że uda się temu przeciwdziałać" - podsumowywał Amin. Warto pamiętać o tym, że nie tylko ludzie płacą cenę za wojnę. 

RadioZET.pl/źródło:NationalGeographic/AG

Zobacz także