Zamknij
Lars von Trier
Lars von Trier podczas Berlinale w 2014 r.
fot: JOHANNES EISELE/AFP/EAST NEWS
LEGENDA EUROPEJSKIEGO KINA

Najbardziej prawdziwe kłamstwo. Rozmowa z autorem biografii von Triera

Michał Kaczoń
Michał Kaczoń Redaktor Radia Zet
16.09.2021 11:50
16.09.2021 11:50

Woli brutalną szczerość i bycie sobą w każdych okolicznościach. Kiedy więc mówi wprost to, co myśli, rozbija w ten sposób napięcie wynikające z pewnych konwenansów sytuacji - mówi o reżyserze Larsie von Trierze Nils Thorsen, duński dziennikarz oraz autor książki "Lars von Trier. Życie, filmy, fobie geniusza". 

Nils Thorsen to dziennikarz, na co dzień pracujący w dzienniku „Politiken”, dla którego tworzy rozmowy-portrety różnych znanych osobistości. W 2009 roku zdecydował się na współpracę z Larsem von Trierem w celu napisania przeglądowej książki o jednym z najważniejszych duńskich reżyserów. Thorsen przez niemal rok towarzyszył twórcy, podglądając go nie tylko przy pracy, ale i przy codziennych czynnościach. Chciał w ten sposób zrozumieć jego fenomen i zgłębić nietypowy charakter. Lars von Trier jest bowiem twórcą niezwykle kontrowersyjnym. Jego filmy rodzą wiele dyskusji po premierze, a sam von Trier uznawany jest za niezwykle skomplikowaną osobę. Thorsen próbował rozgryźć tajemnicę reżysera i opisać ją w formie biografii. Tak powstała książka „Lars von Trier. Życie, filmy, fobie geniusza”. Mieliśmy szansę porozmawiać z autorem podczas jednej z edycji festiwalu filmowego Nowe Horyzonty.

Michał Kaczoń: Czy masz poczucie, że odkryłeś prawdę o Larsie von Trierze?

Nils Thorsen: Myślę, że tak (śmiech). A zupełnie poważnie – nie sądzę, żeby ktoś kiedykolwiek był w stanie odkryć całą prawdę o drugim człowieku. To jest właśnie fascynujące, że zawsze możemy poznawać nowe cechy danej osoby, nawet po wielu wspólnych latach. Mając to na uwadze, sądzę, że udało mi się rzeczywiście zebrać ciekawy zestaw informacji i naszkicować wiarygodny, prawdziwy portret Larsa. Po duńsku mamy zresztą takie powiedzenie: „Najbardziej prawdziwe kłamstwo o czyimś życiu”. Sądzę, że ta książka to właśnie najbliższe prawdy kłamstwo, jakie mogłem powiedzieć o reżyserze.

„Życie, filmy, fobie geniusza” to dość szczegółowy portret artysty.

Lars von Trier jest laureatem Złotej Palmy, Cezara i Europejskiej Nagrody Filmowej.

Często tworzę tego rodzaju sylwetki. Lubię długie rozmowy i bardzo osobiste pytania. Staram się skupić na historii życia. Podejmując się pracy z Larsem, wiedziałem, że będziemy spędzać dużo czasu razem. Mam wrażenie, że właśnie to umożliwiło mi zbliżyć się do jego esencji i poznać, jaki jest naprawdę na co dzień. Sądzę, że nie ma w tej książce zbyt wielu wystudiowanych momentów, fałszu czy gry z jego strony. Zresztą nie jest aż tak dobrym aktorem (śmiech). Nieśmiało powiem, że to chyba najlepszy portret von Triera, jaki dotychczas powstał. Celowo starałem się obalić kilka mitów, które przez lata narosły wokół jego osoby, jak i zwrócić uwagę na rzeczy, o których dotąd nie słyszeliśmy.

Stworzenie opowieści o życiu drugiego człowieka to skomplikowana sprawa. Jak zabrałeś się do tego zadania? Co było najtrudniejsze w procesie edycji tak wielu godzin wywiadów?

Liczba znaków. Zawsze się o nią spieram z moim redaktorem prowadzącym. Moje portrety są zwykle długie i pełne detali, a miejsce jest ograniczone. Tym razem było jednak łatwiej, bo książka to nie gazeta. Można nie tylko z nią spędzić więcej czasu, ale też odpowiednio podkreślić wszystkie drobne elementy, które są według mnie niezwykle ważne. Innym wyzwaniem było, w jaki sposób poprowadzić opowieść o życiu innego człowieka. Z jednej strony dość oczywistym jest podążanie za chronologią. Z drugiej – zależało mi, by nie była to tylko sucha książka faktograficzna.

I nieźle ci to wyszło. W swojej książce często opowiadasz o własnych emocjach, związanych z tym, jak to jest przebywać z nim w jednym pokoju, jak sam reagujesz na jego powiedzonka i zachowania.

Chciałem pokazać, jak to jest przebywać w bliskości z Larsem von Trierem, uczestniczyć w jego codzienności. Starałem się uchwycić wiążące się z tym emocje. Zdecydowałem się pokazać te momenty, w których, słysząc jego ironiczne uwagi, próbuję zrozumieć czy żartuje, czy mówi poważnie. Pamiętam też, jak bardzo stresowałem się przed pierwszym spotkaniem i weekendem, który mieliśmy spędzić wspólnie w jego domu. Byłem niespokojny i niepewny, a on otworzył mi drzwi w samej bieliźnie. Zwyczajnie niczym się nie przejmował.

W końcu był w swoim domu.

Tak, był u siebie, więc czuł się jak u siebie. Później, gdy wyjąłem dwa dyktafony – bałem się, że któryś nagle przestanie działać, więc wolałem się zabezpieczyć – zwrócił na to uwagę i zaczął się ze mnie śmiać. „Widzę, że też masz lekkie OCD (zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne, przyp. red.) jak ja”. Mógłbym pewnie wyrzucić tego typu teksty z książki, te momenty, w których dokuczał mi albo innym osobom, ale mam wrażenie, że właśnie przez ich umieszczenie, udało mi się oddać pełnię jego ducha. Właśnie takie momenty stanowią moim zdaniem ważny element pełnego portretu. Sądzę, że wiele mówią o drugim człowieku. Zresztą łatwo można zauważyć, że jego żarty nigdy nie są wycelowane stricte w drugą osobę. Lars potrafi być przede wszystkim krytyczny wobec siebie i raczej śmieje się z samego siebie, nawet gdy zwraca uwagę na coś, co robią inni. To zresztą pomogło nam przełamać lody. Dzięki temu obaj zaczęliśmy się przekomarzać i wzajemnie sobie dokuczać. To sprawiło, że poczuliśmy się ze sobą swobodniej.

Co najbardziej cię zaskoczyło po poznaniu Larsa? Coś, czego się nie spodziewałeś?

Najbardziej zaskoczyło mnie, jak bardzo publiczna persona Larsa różni się od tego, jaki jest prywatnie. Zanim się spotkaliśmy, obawiałem się, że poznam kogoś manipulującego, zapatrzonego w siebie, kto bardzo dba o swój wizerunek. Na samym początku zresztą chwilami taki się wydawał. Jednak dosłownie minutę później był już niezwykle przystępnym, twardo stąpającym po ziemi facetem, który potrafi być dosadnie szczery. To zresztą jedna z jego charakterystycznych cech. Jego przyjaciele śmieją się, że jest wręcz „chorobliwie szczery”.

Nils Thorsen (z lewej), autor książki "Lars von Trier. Życie, filmy, fobie geniusza"
fot. Bukowy Las

Co mają na myśli?

Lars mówi to, co myśli, nie zastanawiając się zbytnio nad konsekwencjami i nad tym, czy wypada. Gdy zapytałem go o to, odpowiedział, że wychodzi z założenia, że jeśli może coś pomyśleć, to chyba może to też powiedzieć.

Dość odważne podejście.

Tak. Ale ta jego szczerość też rozbraja napięcie. Lars mimo wszystko nie lubi być w centrum zainteresowania, bywać na przyjęciach i odbywać small-talków. Wydają mu się sztuczne. Woli brutalną szczerość i bycie sobą w każdych okolicznościach. Kiedy więc mówi wprost to, co myśli, rozbija w ten sposób napięcie wynikające z pewnych konwenansów sytuacji. Równocześnie mam wrażenie, że Lars w dużo większym stopniu niż inni, potrafi zakładać na siebie różne maski. Po ich zdjęciu zaś jest jeszcze bardziej szczery niż przeciętny człowiek. Kieruje nim jakiś rodzaj intensywności. W jednej chwili wydaje się zdystansowany i wyobcowany, a po chwili zaczyna się z tobą przekomarzać i zdradza ci jeden ze swoich największych sekretów. I wygląda przy tym, jakby w ogóle go to nie obchodziło.

Wspomniałeś, że rozmawiałeś też z osobami z jego otoczenia. Gdy wersje wydarzeń się od siebie różniły, jak dochodziłeś do tego, czyja wersja jest tą prawdziwą?

W różny sposób. Gdy jakieś szczegóły się nie zgadzały, częstokroć zwyczajnie przedstawiałem różne wersje wydarzeń. Dałem swobodę czytelnikowi, by zdecydował, która wersja jest najbliższa prawdy. Tym, co podoba mi się w formacie książki, to fakt, że daje ona przestrzeń na eksplorację. To możliwość opowiedzenia różnych historii, z wielu perspektyw. Dzięki temu mamy wrażenie, że powstał wielowymiarowy, pełnoprawny portret.  

Lars mimo wszystko nie lubi być w centrum zainteresowania, bywać na przyjęciach i odbywać small-talków. Wydają mu się sztuczne

Ile osób musiało zatwierdzić finalną wersję książki?

Dwie. I co ciekawe – żadną z nich nie był sam Lars. Stwierdził, że nie może tego czytać, gdyż będzie to dla niego zbyt zawstydzające, niemal żenujące. Manuskrypt przeczytała jego żona oraz producent. Myślę, że był to nieprzypadkowy wybór. Na wczesnym etapie zdradził, że nie chce rozmawiać o dwóch rzeczach: nie chce powiedzieć czegokolwiek, co mogłoby zaszkodzić jego żonie i podejmować tematu narkotyków, żeby przypadkiem nie zachęcić swoich dzieci do używek. O tym drugim mogę zresztą teraz powiedzieć, bo od czasu publikacji, Lars sam już publicznie podjął przecież ten temat. Żona była zaś bardzo zadowolona z podesłanej wersji i nie miała żadnych uwag.

A jak poszło z producentem?

Miałem z nim więcej problemów. Musiałem kłócić się o niektóre fragmenty. Chodziło głównie o momenty związane z procesem twórczym Larsa i okoliczności towarzyszące niektórym pomysłom. Podczas jednego z pierwszych spotkań, Lars był między projektami i głośno zastanawiał się nad tym, jakiego rodzaju film chciałby tworzyć. Pamiętam, że zależało mi bardzo na tym, by umieścić w książce fragment, dotyczący jego “rozważań samochodowych” na temat uczucia melancholii.

Nad czym konkretnie się zastanawiał?

Jadąc autem, zaczął się zastanawiać nad tym, jak nietypowe jest doznanie uczucia melancholii. Mówił, że człowiek czuje się wtedy ociężały, jakby coś dosłownie go przytłaczało. Następnym razem zastanawiał się nad tym, jak by to było gdyby na ekranie zamiast chronologicznych wydarzeń, pokazać stateczne obrazy, oddające stany emocjonalne bohaterów. Rozważał, czy stateczna fotografia może w ogóle mieć swoje miejsce w filmie, który polega przecież na ruchu i zmienności. To wszystko było oczywiście przed powstaniem filmu „Melancholia”, więc niejako w trakcie naszych rozmów uchwyciłem ten proces twórczy.

Producent nie chciał, żebyś zdradził te tajniki przed premierą?

Chciał chyba zachować trochę tej filmowej magii pod przykrywką. Zwłaszcza, że jak potem obejrzałem film, to dokładnie widać w nim realizację obu pomysłów. Gdy Charlotte Gainsbourg idzie po plaży i jej nogi tak mocno zapadają się w ziemię. A potem dostajemy ten montaż złożony ze statecznych zdjęć. Te pomysły powstały równolegle z pracami nad książką.

Mam wrażenie, że Lars w dużo większym stopniu niż inni, potrafi zakładać na siebie różne maski

Wspomniałeś wcześniej o legendach, które krążą wokół Larsa. Czy udało Ci się niektóre z nich obalić?

Myślę, że tak. Czasem chodziło tylko o drobnostki, ale udało mi się na przykład obalić powszechnie znaną historię na temat przyrostka „von” w jego nazwisku. Widziałem kilkakrotnie, że rzekomo dodał go sobie po tym, jak w szkole filmowej jeden z nauczycieli zarzucił mu, że jego prace są zbyt artystowskie i na tyle pretensjonalne, że “brakuje tylko, byś zaczął nazywać się „Lars VON Trier”. Nie jest to prawdą. Widziałem pierwsze jego filmy z okresu, zanim w ogóle poszedł do szkoły filmowej. Już wtedy podpisywał je tym przyrostkiem.

Później dowiedziałem się zresztą, że może to mieć związek z pewnym rodzinnym żartem. Gdy jego dziadek Sven podróżował po Niemczech, zawsze podpisywał się jako „Sv. Trier”. Tylko, że to „v kropka” zwracało tak dużą uwagę, że zaczęto się do niego zwracać jako „Herr von Trier”, bo właśnie w ten sposób rozumiano to małe „v.”. Mowa o takich drobnych rzeczach. One de facto nie mają aż takiego znaczenia, jednak w jakiś sposób rzeczywiście tworzą legendę Larsa jako twórcy.

Michał Kaczoń
Michał Kaczoń

Dziennikarz kulturalny i fan popkultury w różnych jej odmianach. Wielbiciel festiwali filmowych i muzycznych, których jest częstym i chętnym uczestnikiem. Salę kinową traktuje czasem jak drugi dom.