Zamknij

„W gimnazjum zakochiwałam się co dwa tygodnie” – Sandra Drzymalska o filmie „Ostatni Komers”

18.06.2021 09:18
Ostatni Komers - kadr z filmu
fot. materiały prasowe Galapagos Films

„Ostatni Komers” to debiut Dawida Nickela – film opowiadający o wchodzeniu w dorosłość i związanych z tym problemach, emocjach. O wspomnieniach z gimnazjum, roli tańca i muzyki w filmie oraz o roli kościoła w życiu młodzieży, rozmawialiśmy z Sandrą Drzymalską, ekranową Moniką.

"Ostatni Komers" – wywiad z Sandrą Drzymalską

Michał Kaczoń: Na początek chciałem zapytać, jak rozumiesz angielski tytuł Waszego filmu –„Love Tasting”?

Sandra Drzymalska: Smakowanie miłości. Po prostu. Bo ten o film właśnie o tym jest – o pierwszej fascynacji i odkrywaniu zauroczenia drugą osobą. Wcześniej zresztą funkcjonował po prostu jako „Komers”.

To prawda. A czy przed pracą nad tym filmem znałaś i korzystałaś z tego słowa? 

Szczerze? Nie. Jednak Dawid szybko mi powiedział, co ono znaczy, bo ja byłam na samym początku pracy nad tym filmem, jak robiliśmy go jeszcze w Szkole Wajdy, jako takie zadanie warsztatowe. Więc szybko się dowiedziałam i ucieszyłam się, że mam nowe słowo do swojego słownika (śmiech). W sumie wydaje mi się, że właśnie dlatego tyle było przepraw z tym tytułem. Nie wszyscy od razu wiedzą, co oznacza.

To teraz jak już wiesz, że „komers” to impreza na koniec gimnazjum, to może porozmawiamy o tym, jak wspominasz swoje gimnazjum/liceum. Z czym Ci się najbardziej kojarzą i czy jest jakieś wydarzenie, które najlepiej wspominasz z tego okresu?

Sielanka (śmiech). Jeśli zaś chodzi o wydarzenie, to nie wiem, czy mam jakieś konkretne, ale moim ogólnym wspomnieniem z tego okresu jest fakt, że mniej więcej co dwa tygodnie podkochiwałam się w innym chłopaku. Ale tak skrycie, platonicznie. Byłam dość nieśmiała, na dodatek miałam duszę romantyczki, więc tak tylko sobie wyobrażałam różne rzeczy.

Dokładnie jak w Waszym filmie. 

No tak. Wydaje mi się, że to dlatego, że ten film pokazuje dokładnie ten moment w życiu, który wszyscy przeżywamy dosyć podobnie. Nagle odkrywamy to zainteresowanie kimś innym. Ja teraz już nawet nie pamiętam dokładnie imion ani twarzy tych chłopaków, pamiętam tylko, że było ich dużo i że mocno przeżywałam każdą z tych fascynacji.

Ostatni Komers - Sandra Drzymalska

Idąc zgodnie z chronologią filmu, chciałem cię zapytać o sceny związane z kościołem, śpiewanie w chórze, motyw niesienia darów. Jakie Twoim zdaniem miejsce ma kościół w życiu bohaterki?

Patrząc na to życiowo - mam wrażenie, że mało kto jako nastolatek chodził do kościoła dla samego siebie. Raczej dlatego, że mama czy tata kazali. Ja szanuję wiarę i rozumiem, że ktoś może być wierzący, ale nie ukrywajmy, że jako nastolatkowie, nie do końca rozumieliśmy, o co chodzi w idei kościoła. No więc ten kościół to się tak trochę omijało (śmiech). Albo się stało na zewnątrz i pogaduszki były urządzane, albo się chodziło na spacer i obchodziło kościół trzy razy. I moja bohaterka, Monika, chyba też to odbiera w ten sposób. Pamiętam na przykład, że nie bardzo rozumiałam, o co chodzi w całym tym bierzmowaniu. Że teraz mam sobie imię wybrać, tak? Wydaje mi się, że kwestia wiary musi być przemyślana, a jako młodzi ludzie nie mamy jeszcze w pełni wyrobionego zdania na niektóre tematy, by o sobie w ten sposób decydować. Co jednak ciekawe – pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam np. nosić dary. Ale traktowałam to bardziej jako rodzaj występu. Lubiłam też śpiewać w kościele czy czytać. Uwielbiam też pieśni kościelne, zwłaszcza jak śpiewa piękny chór. Przy wzniosłym wykonaniu „Ave Maria” potrafię mieć ciarki. Ale musiałam też do tego dojrzeć, by takie elementy mogły być dla mnie ciekawe. Jako nastolatka traktowałam to jak Monika – nudna konieczność, narzucona z góry. Albo jak możliwość wystąpienia przed innymi i pokazania jakichś talentów, chociażby wokalnych.

W samym filmie pojawia się zresztą motyw niesienia darów i pełni ważną rolę. Jak znacząca była dla Was ta scena i jak ją czytaliście?

Szczerze mówiąc, nie lubię zbytnio interpretować filmów. Wolę zostawić widzom możliwość wyrobienia sobie zdania na jakiś temat. Jednak mam wrażenie, że zdecydowanie kluczowe jest to, że bohater zrywa z Moniką tuż przed tym wspólnym niesieniem darów. Wydaje mi się, że to mogło być czytane przez nich jako taki rodzaj połączenia. W końcu zostali niejako wybrani i poproszeni o pomoc jako para, mieli to zrobić wspólnie. Wydaje mi się więc, że to zerwanie to taki podwójnie symboliczny moment. Bohater stwierdza, że wspólny udział w uroczystości nie byłby szczery i uczciwy. Decyduje się na jakiś samodzielny krok do przodu.

Taniec w tym filmie odgrywa bardzo ważną. Ty też masz bardzo charakterystyczną i znaczącą sekwencją taneczną. Chciałem Cię zapytać o to, w jaki sposób przygotowywałaś się do jej realizacji?

Powiedziałabym nawet, że sceny taneczne w „Ostatnim Komersie” są wręcz sztampowe. Tylko w tym pozytywnym znaczeniu - że są takie przepełnione emocjami. Są też wprowadzone w konkretnym celu, dodają dużo znaczeń do tej historii. Bo taniec opiera się przecież na ruchu ciała, a ciało to bardzo ważna sfera naszego życia. To sposób wyrażania siebie i swoich emocji poprzez ruch, ale także seksualność. Taniec jest bardzo ważny. 

Ja czytałam te sceny taneczne, a w szczególności taniec Moniki jako taki manifest siły. Bardzo wiele pracy poszło w stworzenie tych sekwencji. Nie chodzi mi tutaj stricte o choreografię, ale przede wszystkim o przepracowanie emocji, związanych z tańcem. Bo ten ruch stanowi ich ujście dla bohaterów. Pracowaliśmy zresztą ze świetną choreografką – Kasią Szugajew, która bardzo czerpała z nas samych. Czerpała z mojego ciała i moich emocji. To było wspaniałe, bo wiedziała dokładnie czego potrzeba w konkretnej scenie i jak wyrazić postać, i jej emocje właśnie poprzez ruch. Nie robiliśmy zresztą jakichś wielkich, wymyślnych choreografii, które trudno byłoby w ogóle powtórzyć. Szukaliśmy właśnie, w jak najlepszy sposób oddać tę cielesność i emocje bohatera.  To była bardzo przyjemna praca. Zwykle to są trudne sceny, bo długo się je kręci, wielokrotnie się je powtarza, gdyż trzeba zgrać ze sobą bardzo wiele czynników i jest to niezwykle męczące. Tutaj było to jednak wyjątkowo przyjemne. We mnie aż paliły się emocje w tym tańcu.

Ostatni Komers - Sandra Drzymalska na scenie

Muzyka to drugi ważny element tego filmu. W związku z tym chciałem Cię zapytać o twój wymarzony soundtrack. Gdyby ktoś zrobił film o Twoim życiu, to jakie utworu koniecznie musiałyby się na nim znaleźć?

Muszę chyba sobie stworzyć jakąś listę, bo nigdy nie wiem, jak odpowiadać na takie pytania (śmiech). Ja słucham bardzo dużo różnych rzeczy, w zależności od humoru, więc trudno mi tak z marszu coś odpowiedzieć. Ostatnio chyba dobrze oddaje mój stan emocjonalny utwór „Paris Tropical” zespołu Minuit.

Czy gdyby padł pomysł zrobienia kolejnego filmu – z okazji 10-lecia ukończenia szkoły, wiedziałabyś, co słychać u twojej bohaterki? Czy pracując nad rolą, zastanawialiście się w ogóle, jaka przyszłość maluje się przed waszymi postaciami?

Nie, raczej nie. Skupialiśmy się raczej na jak najlepszym oddaniu emocji z tu i teraz; na uchwyceniu tej prawdy chwili bieżącej. To był zresztą momentami taki wręcz dokumentalny styl kręcenia i muszę przyznać, że było też sporo improwizacji, co było niezwykle ciekawe. Ja się prywatnie też przyjaźnię z Dawidem i bardzo mi się podoba, jakie on ma wyczucie, jeśli chodzi o bohaterów. Także wręcz celowo nacisk położyliśmy na te doznania bieżące, a nie zastanawianie się nad przyszłością.

Na koniec chciałem cię jeszcze zapytać o to, co bohatera Michała Sitnickiego ma napisane na tatuażu na klatce piersiowej?

(śmiech). O rany! To było półtora roku temu, nie pamiętam. Kojarzę tylko, że rzeczywiście było tak, że wszyscy próbowali to zgadnąć. Ja chyba w tym nie uczestniczyłam, bo byłam zajęta czymś. Graniem chyba (śmiech). Sęk tkwi w tym, że to jest jego prawdziwy tatuaż. Pewnie, gdyby był naklejany, to wszyscy by wiedzieli. A tak to chyba właśnie o to chodzi, że wie to tylko on sam. 

Pewnie tak. Zresztą to przecież też jest motyw w tym filmie. Ja też pytam, bo widziałem, że na Instagramie był konkurs, związany z tym, co tam jest napisane. Więc fakt, że Ty też nie wiesz, dodaje tylko smaczku całości.

„Ostatni Komers” w kinach od 18 czerwca.

Czytaj także: Co obejrzeć w tym tygodniu? Najciekawsze filmowe i serialowe premiery [14.06-20.06]

RadioZET.pl