Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Marcin Wojciechowski
Hubert Radzikowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Czy za progiem zwalniającym możemy przyspieszyć? Przepisy nie są jednoznaczne

09.01.2019 14:02

Progi zwalniające mają chronić pieszych przed nieostrożnymi kierowcami.  Jednak nie każdy zmotoryzowany wie, że zbagatelizowanie przeszkody może skończyć się nawet utratą prawa jazdy. Problemy mają też kursanci.

próg zwalniający fot. znakidrogowe.eu

W wielu miejscach w Polsce możemy spotkać progi zwalniające. Są ustawiane m.in. przy szkołach, gdzie ich głównym zadaniem jest chronienie przechodniów przed kierowcami, którzy nagminnie przekraczają prędkość. Z powodu niejednoznacznych przepisów, każdy może zinterpretować prawo po swojemu, a to doprowadza do kuriozalnych sytuacji.

Zagłosuj

Czy przyspieszanie zaraz po przejechaniu progu zwalniającego powinno być zgodne z przepisami?

Dlaczego tak jest? Zacznijmy od tego, że poza strefą zamieszkania, progi zwalniające oznacza się symbolem A-11a, który przedstawia próg zwalniający. Zazwyczaj pod nim widzimy tabliczkę informującą o odległości, którą mamy do „śpiącego policjanta”. Dodatkowo mamy też ograniczenie prędkości, wynoszące najczęściej 20 km/h. Problem w tym, że za „garbem” na próżno szukać znaku B-34, który będzie odwoływał ograniczenie prędkości.

Progi zwalniające: Do którego miejsca obowiązuje ograniczenie prędkości?

Polskie przepisy mówią jasno, że ograniczenie prędkości traci swoją moc za znakiem B-34 lub po pokonaniu skrzyżowania. Najczęściej bywa tak, że kierowcy zwalniają przed progiem zwalniającym, przed którym znajdują się te wszystkie informacje (oprócz znaku B-34)  i po jego pokonaniu natychmiast przyspieszają. Wielu zmotoryzowanych uważa, że ograniczenie ma na celu ostrzeganie ich przed „śpiącym policjantem” i uchronienie przed ewentualnymi uszkodzeniami w wyniku przejechania przez niego na dużej szybkości. Jednak zgodnie z przepisami, po przejechaniu progu zwalniającego, ograniczenie prędkości wciąż nas obowiązuje. Zdarza się tak, że sytuacja może wywołać wiele kłopotów.

Poseł Józef Lassota w jednej z interpelacji dotyczących progów zwalniających powołał się na zdarzenie, które miało miejsce w Katowicach. W trakcie jednego z egzaminów na prawo jazdy na ulicy Śląskiej, zdający zwolnił przed znakiem o ograniczeniu prędkości, pokonał „garba” i przyspieszył z 20 do 30 km/h, czyli do znaku, który znajduje się przy wjeździe na tę ulicę. Egzaminator zakończył egzamin uznając to za błąd. Kandydat na kierowcę odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a ten przyznał mu rację.

Do podobnej sytuacji odwoływał się egzaminator, który oblał jednego z kursantów, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach przyznał mu rację. Sąd wyjaśnił, że zadaniem progów zwalniających jest spowolnienie ruchu, dlatego nie można brać za pewnik tego, że organizator ruchu zamierzał, żeby kierowcy zaraz po minięciu „śpiącego policjanta” natychmiast przyspieszali. W związku z tym WSA orzekł, że ograniczenie powinno obowiązywać.

Jeżeli wzięlibyśmy pod uwagę tylko tę drugą możliwość, wówczas policjanci, którzy ustawiliby się za progiem zwalniającym, złapaliby sporą liczbę kierowców, którzy mogliby stracić prawo jazdy na trzy miesiące. Taka kara groziłaby kierującym po przekroczeniu już 70 km/h.

Skoro każdy sąd i urzędnik inaczej interpretuje ograniczenie prędkości za progami zwalniającymi, nie możemy się dziwić, że każdy kierowca zachowuje się inaczej po pokonaniu tej przeszkody. W związku z tym Józef Lassota wysłał zapytanie do ministra infrastruktury. Wkrótce powinniśmy mieć jasność, co jest zgodne z przepisami, a co nie.

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

RadioZET.pl/autokult.pl/MW

Oceń