Zamknij

Maciej Wisławski: Edukacja w szkołach nauki jazdy pochodzi z czasów kamienia łupanego [WYWIAD]

Maciej Walasek
29.03.2019 12:25
Maciej Wisławski

- Metodyka nauczania szkół nauk jazdy jest metodyką z czasów kamienia łupanego. Edukacja w tych placówkach zatrzymała się 40-50 lat temu. Stąd młodzi ludzie są niedouczeni, co jest skandaliczne – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Maciej Wisławski.

Maciej Walasek, RadioZET.pl: Kiedy słyszy Pan sformułowanie „polscy kierowcy”, to co jako pierwsze przychodzi na myśl?

Maciej Wisławski: To mi się źle kojarzy. Przede wszystkim trzeba podzielić kierowców na strukturę wiekową: starsi i młodzi. Ci pierwsi są przyzwyczajeni do zupełnie innych realiów w ruchu i w dzisiejszych czasach jest im bardzo trudno odnaleźć się na drodze. Z kolei młodsi kierowcy to naprawdę masa niedoszkolonych kierowców. Metodyka szkół nauk jazdy jest metodyką z czasów kamienia łupanego. Edukacja w tych placówkach zatrzymała się 40-50 lat temu. Stąd młodzi ludzie są niedouczeni, co jest skandaliczne. Ja szanuję pracę szkół nauk jazdy i ich instruktorów, ale niestety te szkoły poruszają się w granicach prawa, które nie nadążyło za zmianami i nie zweryfikowało się w stosunku do aktualnych wymogów i wielkości obecnej motoryzacji i ruchu drogowego.

- Wspomniał Pan o starszych kierowcach. Czy uważa Pan, że powinna być jakaś granica wieku, do którego powinni prowadzić samochód?

- To byłoby zbyt drastyczne rozwiązanie. Moim zdaniem ich umiejętności powinny być weryfikowane. Ja, jako osoba starsza, wiem, jak następuje taka powolna degradacja organizmu. Zdaję sobie sprawę z moich licznych niedoskonałości i niezbędnych elementów potrzebnych do bezpiecznego prowadzenia samochodu, ale wielu ludzi nie.

- Polacy są złymi kierowcami?

- To zbyt surowe stanowisko. Bardzo dużo im brakuje, żeby byli kierowcami bezpiecznymi. W zasadzie na polskich drogach nie powinien ginąć nikt, a śmierć ponosi tysiące ludzi, a kilkadziesiąt tysięcy z nich wychodzi z wypadków drogowych z bardzo ciężkimi obrażeniami. Jest też mnóstwo osób, którzy są wyłączeni z normalnego życia. Jeżeli pomnożymy to przez członków rodzin tych ofiar, to tworzy się grupa kilkuset tysięcy ludzi, którzy w Polsce mają zniszczone życie.

- W zeszłym roku polscy kierowcy zajęli niechlubne pierwsze miejsce w liczbie mandatów otrzymanych za granicą w krajach UE. Na naszych krajowych drogach również nie wygląda to dobrze. Powiedział Pan, że to wina systemu szkolenia, ale czy wina nie leży też po stronie kierowców?

- To, że my nie respektujemy przepisów ruchu drogowego, to chyba wynika z naszej narodowej cechy. Jednak to nie takie proste. Przez wiele lat nasze prawo nie było zbyt restrykcyjne. Zbyt wiele wykroczeń nie podlegało żadnej karze. Uważam, że karanie to zbyt późne działanie. Moim zdaniem trzeba tak nauczyć jeździć i edukować w przestrzegania prawa, żeby ludzie nie popełniali wykroczeń.

- Czyli szkolenie od najmłodszych lat bez czekania aż takie osoby zapiszą się na kurs prawa jazdy?

- Tak. Moim zdaniem takie zajęcia są niezbędne. Potrzebujemy tzw. wychowania komunikacyjnego czy wychowania drogowego, które będzie uczulać ludzi już za młodu, czym jest ruch drogowy. Takie szkolenia powinny być obowiązkowe już w szkołach średnich, zanim młodzi ludzie zaczną zapisywać się do szkół nauki jazdy. Ja rozumiem, że policja organizuje wiele akcji, że nauczyciele też starają się młodzież czegoś nauczyć, ale to nie powinno mieć charakteru kampanii, czy wydarzenia dobrej woli, lecz powinno być usankcjonowane. Tak jak mamy język polski, matematykę i wiele innych przedmiotów, tak samo powinniśmy mieć na przykład takie zajęcia z wychowania komunikacyjnego, które odbywałoby się w jednym roku lub w jednym semestrze.

RadioZET.pl/MW