Zamknij

Terenowo na sportowo — Mitsubishi Eclipse Cross | TEST

Redakcja
11.02.2018 21:55
Terenowo na sportowo — Mitsubishi Eclipse Cross | TEST

Producent zapewnia, że dorzucając końcówkę „Cross” do nazwy Eclipse, stworzył samochód, który ma odmienić japońską markę. Sprawdziliśmy, czy tak faktycznie się stało.

Godzina 7.55 rano, dzwoni telefon.

— Dzień dobry Panie Marcinie, przepraszam, że tak wcześnie, ale właśnie zwolnił nam się samochód na testy, jest Pan zainteresowany?

— Faktycznie wcześnie, jaki? 

— Mitsubishi Eclipse Cross.

— Bardzo chętnie, przyjadę w ciągu godziny. 

IMG_0553
fot.

FOT. MARCIN ŁUKASIK

Nowy model Mitsubishi był dla mnie zagadką. Jeżeli sięgniemy pamięcią, szybko zorientujemy się, że Eclipse to przecież sportowe auto. A raczej było sportowe, bo produkcji coupe zaprzestano w 2011 roku. Szkoda — obok Toyoty Celicy wspominam Eclipse’a jako najszybciej wyglądające auto podczas wieczornych popisów na parkingu pod Tesco. 
Wśród tłumu Golfów TDI z 94’ oraz BMW 3 z naklejką M kupioną na allegro — pozytywnie się wyróżniał. 

IMG_0525
fot.

Eclipse Cross to najnowszy model od japońskiego producenta. Warto wiedzieć, że zbudowany został na płycie Outlandera, ale jest od niego mniejszy. W ofercie sprzedażowej mieści się pomiędzy ASX-em a właśnie Outlanderem. 

Ten mały SUV stylistycznie jest hybrydą. Przód charakterystyczny dla Mitsubishi, linia boczna całkiem ciekawa i wyróżniająca się na drodze. Ale osoba, która zaprojektowała tył pojazdu, powinna odsiedzieć swoją fantazję na karnym jeżyku. Nie przebierając w słowach, jest on najzwyczajniej w świecie brzydki. Nie pasuje. Jestem w stanie zrozumieć inspirację nadwoziem coupe, ale mamy tutaj namacalny przykład tego, jak wiele SUV z coupe ma wspólnego. A właściwie jak niewiele. 

IMG_0503
fot.

W środku auto jest dopracowane. Japończycy dołożyli wszelkich starań, aby wnętrze było nowoczesne, a jednocześnie praktyczne. Wszystko jest dobrze spasowane i współgra ze sobą. 

Na pokładzie znajdziemy takie zabawki jak m.in. kamery 360, adaptacyjny tempomat, asystenta pasa i ostatnio mój ulubiony prosty bajer — system ostrzegający o pojazdach w martwym polu. Próżno natomiast szukać… nawigacji. Konstruktorzy doszli do wniosku, że w XXI wieku to przereklamowana sprawa. Gratuluję odwagi i w pełni się zgadzam. Ostatni raz w samochodzie odpaliłem wbudowaną nawigację, kiedy przełączałem dźwięk z radia na Spotify i nacisnąłem zły przycisk. Wszyscy mamy dużo lepszą nawigację w telefonach, po co mnożyć narzędzia. Konstruktorzy — szacun za odwagę. 

IMG_0538
fot.
IMG_0540
fot.

Skoro już tak sobie posłodziliśmy, to teraz zmieńmy smaki. Powiem krótko — system multimedialny. Tak mało intuicyjnego rozwiązania dawno nie widziałem. To coś na zasadzie dotykowej płytki, z którą przez kilka dni walczyłem. Próbowałem zrozumieć, jak to działa. Nadal nie wiem. Na szczęście oprócz „płytki” można dotykać zwykłego ekranu i z tej opcji korzystałem. Audio na pokładzie spełnia oczekiwania przeciętnego użytkownika. Nie jest to Harman Kardon lub inny Bose, ale do słuchania radia w drodze z pracy sprawdza się OK. 

IMG_0530
fot.

Nie można narzekać na przestrzeń wewnątrz pojazdu. Miejsca zarówno z przodu, jak i z tyłu jest sporo. Jedynym zakątkiem, który choruje na „minimalizm”, jest bagażnik. Każdy, kto rozgląda się za SUV-em ze sporą ilością miejsca na walizki, poczuje się zawiedziony. Standardowo mamy zaledwie 341 l. Po przesunięciu foteli tylnej kanapy uzyskamy 448 l. Dla porównania w Skodzie Karoq znajdziemy 521 l.

IMG_0507
fot.

Prowadzenie Eclipse Crossa to dobrze układająca się współpraca między kierowcą a samochodem. Przyzwoicie trzyma się drogi. Czuć w nim ten sportowy pazur, który planowali konstruktorzy. W dużym skrócie to takie uczucie jakbyście prowadzili coupe z wyższym zawieszeniem. Chociaż zdarzają się sytuacje, że podczas wchodzenia w zakręty traci przyczepność. 

IMG_0515
fot.

Czy rynek dobrze przyjmie nowego Japończyka? 

Mitsubishi twierdzi, że głównymi rywalami Eclipse'a na rynku będzie VW Tiguan oraz Mazda CX-5. Polski cennik otwiera kwota 93 990 zł za Eclipse Cross w wersji Inform. W elementach wyposażenia znajdziemy: automatyczną klimatyzację, 16-calowe felgi aluminiowe, 7 poduszek czy światła LED. Producent podkreśla, że i tak jest sporo tańszy od konkurencji. Volkswagen Tiguan 1.4 150 KM w wersji Trendline kosztuje delikatnie ponad 100 tys. zł, a Mazda CX-5 2.0 SkyGo — 95.5 tys. zł. 

Producenci o nowym modelu w stacji Mitsubishi powiedzieli: „Chcieliśmy stworzyć samochód o sportowym wyglądzie, ale nie sportowy”. Jak na moje oko — udało się. Jeżeli dodamy do tego charakterystyczny tył pojazdu jako element wyjątkowo przyciągający fanów marki — to auto odnajdzie swoich zwolenników. Może to właśnie SUV skrojony wprost dla Was? 

Test w wersji audio. 

Marcin Łukasik