Paddy McGuinness o nowym sezonie Top Gear

29.01.2020 16:55

- Wszystko jest prawdziwe. Pokazujemy to tak, jak się wydarzyło. Czasami jest to wręcz przerażające, ale właśnie to wszystko sprawia, że Top Gear to telewizja z prawdziwego zdarzenia - powiedział Paddy McGuinness, jeden z prowadzących popularnego programu motoryzacyjnego. Angielski komik opowiedział również m.in.o swoich odczuciach przed wyczynami kaskaderskimi.

Paddy McGuinness o nowym sezonie Top Gear fot. Top Gear/Facebook

Czy wasze przygody w Top Gear są wyreżyserowane?

- Nie, wszystko jest prawdziwe. Pokazujemy to tak, jak się wydarzyło. Czasami jest to wręcz przerażające, ale właśnie to wszystko sprawia, że Top Gear to telewizja z prawdziwego zdarzenia.

Czy zdarza Ci się stresować czekającymi Cię przerażającymi wyczynami kaskaderskimi, które wykonujesz w takich miejscach jak Peru?

- Nie, ponieważ producenci nigdy nie informują nas o nich z wyprzedzeniem. Gdyby powiedzieli wcześniej, że będziemy jechali tą czy tamtą drogą, gdzie jest naprawdę wysoko i wietrznie, moglibyśmy powiedzieć, że nie mamy na to ochoty. A tak nie dają nam wyboru.

Możesz to nieco rozwinąć?

- Kiedy ostatnio widziałem nagrania z tego, co robiliśmy, pomyślałem, że to było naprawdę ryzykowne, ale w tamtej chwili czułem się tak podekscytowany, że po prostu zaakceptowałem wyzwanie pod wpływem adrenaliny.  

Czy kręcąc Top Gear zawsze nocujecie w luksusowych hotelach?

- Nie, wiele miejsc do których się udajemy jest tak daleko od utartych szlaków, że możesz zapomnieć o byciu rozpieszczonym celebrytą z popularnego programu. Ale najgorsze w trasie są publiczne toalety. Czasami wchodzisz do nich i myślisz sobie, że to musi być najgorszy kibel na świecie, rodem z „Trainspotting". Potem przejeżdżasz kolejne 10 mil, zatrzymujesz się gdzieś indziej, po czym stwierdzasz, że jest jeszcze gorzej. Widzieliśmy kilka naprawdę okropnych toalet! Powinniśmy zrobić mini show na iPlayerze o najgorszych kiblach świata...

Czy podróżując po świecie odczuwacie popularność Top Gear?

- Tak, zawsze mnie zadziwia to jak często jesteśmy rozpoznawani w najbardziej zaskakujących miejscach. Chris jest zdecydowanie typem faceta, który nie lubi być w centrum uwagi, ale kiedy pojechaliśmy do Etiopii, gdy tylko wysiedliśmy z samolotu, otoczyli go ludzie wykrzykujący jego imię. Pomyślałem, że to trochę dziwne, ale właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że tak właśnie jest z Top Gear. To show na światową skalę. Trzeba się do tego trochę przyzwyczaić.

A Ciebie ludzie wszędzie rozpoznają?

- Nie, w Nepalu nikt mnie nie rozpoznał, za to wszyscy znali tam Freda, ponieważ krykiet jest tam niezwykle popularny. Chociaż może trudno się dziwić skoro miał na sobie swój biały strój krykietowy.

Czy ucieszyła Cię pozytywna reakcja na pierwszą serię prowadzoną przez Ciebie, Freddiego i Chrisa?

- Tak, kiedy kręcisz materiał, dobrze się bawisz, ale nigdy nie wiadomo ja odbiorą to widzowie, póki materiał nie trafi na antenę. Niektóre rzeczy się sprawdzają, a inne nie. Ja osobiście zawsze czułem się komfortowo z tym, co nakręciliśmy. To naprawdę miłe słyszeć, że fani myślą podobnie.  

Możesz podać nam przykład?

- Producenci przesłali nam mnóstwo statystyk dotyczących programu. Na przykład oglądalność w Ameryce wzrosła o 33%. Szczerze mówiąc, kiedy kręcimy razem materiał, czujemy się trochę jak w jakiejś bańce, odcięci od świata, nie zastanawiamy się nad oglądaniem statystyk. Dlatego bardzo miło słyszeć, że ludzie na nowo pokochali Top Gear. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że program wrócił na szczyt i naprawdę przyjemnie się go ogląda.

Nawet w czasach, gdy Top Gear radził sobie słabiej, towarzyszyło mu wiele negatywnych emocji i każdy miał na jego temat swoje własne zdanie, z jakiegoś powodu wciąż czułem, że widzowie nie chcą, by ten projekt upadł. Pragnęli, by odzyskał swoją dawną pozycję. Nie chcieli, żeby zniknął z anteny. Program jest w Wielkiej Brytanii prawdziwą instytucją, dlatego bardzo się cieszę, że wszyscy jesteśmy teraz jego częścią.

Między Tobą, Freddiem i Chrisem iskrzy od docinek …

- To prawda, mówiłem już producentce wykonawczej Clare Pizey, że powinniśmy umieścić w sieci cały materiał, który nie trafia ostatecznie do programu. Tyle się dzieje poza kamerą, że być może to trochę za dużo jak na jeden odcinek, ale gdyby wrzucić to na iPlayera, ludzie pewnie chętnie by to obejrzeli.

Skąd ta chemia między Wami?

- Jeśli robisz coś na siłę, widz to zauważy. U nas jest inaczej i nic się nie zmieniło, odkąd zaczęliśmy współpracować. Drzemy z siebie łacha bez litości - zwłaszcza, gdy nie jesteśmy nagrywani. Wszyscy to wiemy i nikt nikogo nie oszczędza. Ale za to jeśli jeden z nas ma zły dzień, zawsze możemy na siebie liczyć. To nie jest jakaś wymuszona relacja. I to właśnie jest piękne.

RadioZET.pl

Oceń
Tagi