UE porozumiała się w sprawie nowych zaostrzonych celów emisji CO2 dla samochodów

19.12.2018 15:16
xxx zet

Nowe samochody osobowe w UE będą musiały ograniczyć emisję CO2 o 37,5 proc. w 2030 roku, a samochody dostawcze o 31 proc. w porównaniu do 2021 roku – taki kompromis polityczny zawarli w poniedziałek wieczorem negocjatorzy PE i państw członkowskich.

samochody fot. Shutterstock

To podniesienie poprzeczki ustawionej przez Komisję Europejską, która w listopadzie 2017 roku zaproponowała, by średni cel emisji CO2 nowych samochodów osobowych i dostawczych był mniejszy o 30 proc. w 2030 roku w porównaniu z rokiem 2021. Bardziej restrykcyjne normy emisji dwutlenku węgla w pojazdach mają pomóc UE w wypełnianiu zobowiązania wynikającego z porozumienia paryskiego.

Parlament Europejski w swoim stanowisku z października opowiedział się za 40-procentowym celem redukcji emisji CO2, natomiast państwa członkowskie, podzielone w tej sprawie, ostatecznie wypracowały kompromis przewidujący 35-procentowy cel redukcji. Za rozwiązaniami proponowanymi przez KE opowiadały się m.in. Niemcy, które mają bardzo silny przemysł samochodowy. Jednak część krajów, w tym państwa nordyckie i Francja, przeforsowały wyższe cele. Ostateczne polityczne uzgodnienie jest sporo wyższe niż początkowa propozycja KE.

Nowe prawo miało wielu przeciwników, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym. Europejscy producenci ostrzegali, że zbyt daleko idący cel będzie oznaczał utratę miejsc pracy. Ich argumenty nie przekonały jednak legislatorów.

Z takiego obrotu sprawy zadowolona jest organizacja zajmująca się reprezentowaniem interesów konsumentów BEUC, która zwróciła uwagę, że emisje CO2 są bezpośrednio powiązane z ekonomicznością auta. Ich redukcja zatem, przekonuje BEUC, jest dobra dla środowiska, zdrowia publicznego i naszych portfeli.

Porozumienie, które musi zostać jeszcze zaakceptowane przez Parlament Europejski i państwa członkowskie w Radzie UE, przewiduje też średniookresowy cel do 2025 roku. Redukcja emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych ma wówczas wynosić 15 proc.; propozycja nie dotyczy aut ciężarowych, bo do nich odnoszą się inne przepisy.

Polska, choć deklarowała, że zależy jej na czystszym powietrzu i wspieraniu czystej mobilności, opowiadała się podobnie jak Niemcy za niższym celem. Przedstawiciele władz z Warszawy wskazywali na obawy dotyczące kosztów transformacji w kierunku niskoemisyjnego transportu. Polscy dyplomaci przekonywali, że pojazdy nisko- lub zeroemisyjne mogą być droższe od produkowanych obecnie, przez co wielu osób w biedniejszych krajach nie będzie stać na ich zakup. To z kolei może zwiększyć import aut używanych emitujących znacznie więcej CO2 niż nowe.

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

 RadioZET.pl/PAP/MW

Oceń