Betta Lemme w wywiadzie dla Radia ZET. Zaśpiewała na żywo hit „Bambola”! [WIDEO]

30.08.2018 16:40

Betta Lemme, autorka jednego z największych przebojów tegorocznych wakacji, gościła niedawno w Radiu ZET. Piosenkarka zaprezentowała na żywo swój hit „Bambola” i opowiedziała m.in. o swoich muzycznych inspiracjach, ulubionych piosenkach i historii swojego debiutanckiego singla. Z Bettą Lemme rozmawiał Cezary Bielak.

Betta Lemme fot. Youtube (BETTA LEMME)

Betta Lemme w wywiadzie dla Radia ZET

Miałaś okazję już wcześniej być w Polsce, czy miałaś szansę coś zobaczyć, doświadczyć czegoś, co najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Nie miałam okazji zobaczyć zbyt wiele. Widziałam tylko Opole, ale za to spróbowałam mnóstwo dobrego jedzenia, chociażby żurek w chlebie i to dobrze zapamiętałam. Z tym właśnie kojarzy mi się Polska w tej chwili.

Porozmawiajmy o Twoim pierwszym, na razie jedynym singlu – „Bambola”. Dlaczego zdecydowałaś się nagrać piosenkę w trzech językach i co takiego wydarzyło się w Twoim życiu, że powstała taka historia?

Piosenka jest w trzech językach dlatego, że kocham muzykę z lat 50. i 60. Kiedyś wszyscy coverowali swoje własne utwory, więc moje ulubione brzmienia to muzyka włoska i francuska. Wtedy nawet brytyjscy artyści — jak Dusty Springfield — nagrywali swoje utwory w kilku językach więc pomyślałam, dlaczego nie możemy zmieścić moich ulubionych w jednej piosence? Czemu nie? Więc zrobiliśmy to. Piosenka „Bambola” jest o niechęci do bycia traktowanym jak przedmiot, o tym jak ma się dość, niezależnie czy chodzi o pracę czy miłość, kiedy twoja cierpliwość się wyczerpuje i mówisz: „Więcej tego nie zrobię”. I jeśli chodzi o pracę i o sprawy osobiste. Powiedziałam „Skończyłam”. I to stało się z „Bambolą”. To była dobra decyzja, tak myślę. Wtedy wydawała się zła, bo nie czujesz się dobrze, ale kiedy zdecydujesz, że siebie kochasz najbardziej i może na początku to dziwne uczucie, bo jest to ryzyko, by zostawić pracę, przyjaciół czy kogoś kogo kochasz, ale jest to tego totalnie warte.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem „Bambolę”, to pomyślałem sobie, że sprawnie połączyłaś harmonijność brzmienia włoskiej muzyki z nowoczesnym, amerykańskim bitem. Czy oprócz tego, że najwyraźniej lubisz mieszać różne wpływy w muzyce, to masz też tendencję do takiego mieszania w swoim życiu?

Dziękuję, to trafne spostrzeżenie, właśnie taki miałam zamysł. W muzyce najbardziej lubię instrumenty na żywo. Brzmienia smyczkowe, orkiestrowe. Klasyczne, jak we Włoszech. Najlepsze utwory, jakie zostały spopularyzowane w Ameryce, pochodzą z Włoch. Lubię mieszać brzmienia. W przeciwieństwie do mojego prawdziwego życia, w którym liczą się tylko frytki i ketchup. Wszystko kręci się wokół jedzenia.

Mówisz, że w muzyce najbardziej lubisz żywe instrumenty. Pewnie zwróciłaś uwagę, iż we współczesnej muzyce raczej odchodzi się od „tradycyjnych” instrumentów, zastępując je syntetycznymi brzmieniami komputera. Ostatnio nawet czytałem o tym, że sprzedaż gitar mocno spadła na całym świecie, przez co najwięksi producenci są wręcz na skraju bankructwa. Myślisz, że jest jeszcze szansa na to żeby ten trend odwrócić i przywrócić do łask prawdziwe instrumenty?

Myślę, że powinniśmy wprowadzać do życia dzieci więcej instrumentów. Mogłyby się naprawdę tym cieszyć, ponieważ to jest wspaniała rzecz. Jest w tym pewne piękno, kiedy możesz pójść do komputera i stworzyć coś syntetycznego. Mieć kontrolę nad wszystkimi elementami. Ale to jest zupełnie inny poziom szacunku. Kiedy trzymasz rzeczywisty instrument, możesz tworzyć na zupełnie inne sposoby. Tak to się zawsze zaczynało. Myślę, że to bardzo ważne, by to podtrzymać. Nie sądzę, aby to miało umrzeć. Muzyka się zmienia, potrzebujemy nowych dźwięków. Ludzie zaczynają być zmęczeni ciągle takimi samymi rzeczami, które można stworzyć na komputerze. Wiesz, do pewnego stopnia komputer nie ma duszy. W muzyce musi być choć jeden naturalny element. Myślę, że najważniejsze jest to, żeby pokazać dziecku instrument nawet, jeśli ma być to tylko na zasadzie „Potrzymaj te gitarę i zobaczmy co się stanie”. Będą mieć to w głowie, zobaczą czy chcą spróbować. Instrument trzeba poczuć. To jest relaksujące. Zawsze trzymam instrument w pokoju, żeby sprawdzić, czy ludzie, którzy do mnie przychodzą będą chcieli na nim zagrać. To po prostu stwarza miłą przestrzeń. Któregoś dnia na lotnisku grałam na pianinie i podeszło do mnie małe dziecko. Myślałam że moje serce eksploduje. Dziecko starało się dotknąć klawiszy i pomyślałam sobie wtedy „mam nadzieję że to dziecko będzie kiedyś grało na pianinie”. To było super. To sposób żeby nawiązać więź z ludźmi.

Opowiedz o swoich muzycznych inspiracjach.

Uwielbiam Davida Bowiego. Miał pomysł na siebie, mieszał różne gatunki muzyczne takie jak r&b czy dance. Dawał ponieść się emocjom. Uwielbiam Charlie XCX, Stromae, moich przyjaciół z Soffi Tucker, ale najbardziej muzykę taneczną z lat 90. — Spice Girls z końca dekady albo Aquę i ich „Doctor Jones”. Będą grali we wrześniu w Montrealu, mam bilety na ten koncert i nie mogę się już doczekać. Czekałam na to wydarzenie latami.

Mówisz o muzyce z lat 90. Słyszałem, że bawiąc się w klubie, zdarza Ci się wejść na DJ-kę i wtedy podpinasz swój telefon, żeby puścić Aquę. Czy to prawda?

O mój Boże, kto Ci to powiedział? To się kiedyś zdarzyło, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek o tym mówiła. Zwykle pokazuję DJ-owi na ekranie telefonu i proszę: puść Lollipop lub „Doctor Jones” Aquy. Nawet proszę o Abbę, ponieważ słysząc muzykę w klubie zastanawiam się „Co to jest? Gdzie muzyka, którą lubię?”. To jest tak, jak jesteś sam w domu i tańczysz do swoich ulubionych piosenek. Robisz to w sekrecie, bo nigdy nie przyznasz się publicznie, że tańczysz do numerów Aquy. Uważam, że więcej ludzi powinno tak robić, bo to jest tylko czas dla siebie, możesz tańczyć jak tylko zechcesz. Ja lubię tańczyć do Spice Girls. Jeśli w klubie puścisz „Wannabe”, to wszyscy oszaleją, szczególnie dziewczyny. Nawet kolesie wiedzą, jak do tego tańczyć.

Wydajesz się być bardzo pewną siebie osobą. Widać to również na scenie. Czy musiałaś się tego nauczyć, czy to jesteś po prostu Ty?

Niekoniecznie sądzę, żebym była pewna siebie, bardziej jestem otwarta. Człowiek jest pewny siebie, jeśli naprawdę w siebie wierzy, jeśli zawsze czuję się świetnie. Otwartym jest się, jeśli czujesz się komfortowo rozmawiając z nieznajomym. Myślę, że pewność siebie to bardzo silne określenie kogoś kto mówi:„Ja jestem najlepszy”. Czasem czuję się dobrze podczas rozmowy, ale to zależy, na przykład teraz czuję się dobrze, ale nie wiem czy to pewność siebie. Jeśli chodzi o scenę, to zagrałam jeszcze tak mało koncertów, że mogę policzyć je na palcach i to sprawia, że się denerwuję, ale czasem, kiedy słyszę muzykę, to (stres) odchodzi. Jest coraz lepiej. Zawsze sądziłam, że raczej będę pisać muzykę, niż łapać za mikrofon. Zawsze chciałam robić muzykę do filmów. Do kultowych scen. Wyobraź sobie film Tarantino i scenę walki. Albo... nie wiem. Kiedy coś piszę, słyszę to. Widzę takie scenki i staram się je zapisać. Jak teledysk, który nagraliśmy. Napisaliśmy je od razu po stworzeniu piosenki. Bycie na scenie jest dla mnie nowe i jest naprawdę super. Ale wciąż jestem nieśmiała. Więc wracając do tematu, nie nazwałabym tego pewnością siebie... To była naprawdę długa odpowiedź…

Gdybyś miała wybrać trzy piosenki, które najlepiej opisują Ciebie jako człowieka, to jakie byłyby to numery?

To jest bardzo dobre pytanie. Miłością mojego życia jest zespół Queen. Pierwszym wyborem jest ich „Killer Queen”, ponieważ jestem skrupulatna i precyzyjna. Następna to Aqua „Around The World”, a trzecia to The Supremes i „Nothing But Heartaches”.

Pierwszy utwór wybrałam, ponieważ podoba mi się, jak w piosence „Killer Queen” została opisana bohaterka. Jest nieskruszona, skrupulatna i precyzyjna. Trzyma szampana w swym pięknym kredensie. Jest urocza. Ta piosenka sprawia, że czuję się dobrze. To wesoły utwór, choć skrywa też swoją mroczną stronę.

Lubię „Around The World” Aquy, bo jest optymistyczna, zabawna. Opowiada o podróżowaniu dookoła świata, a jej tekst jest naprawdę miły i co najważniejsze akordy kojarzą mi się z Abbą. Przenosi mnie do nierealnego, pięknego świata. Sprawia, że czuję się lepiej, choć nie do końca jest o mnie, poza wątkiem podróżowania.

A ostatni wybór to „Nothing But Heartaches” grupy Supremes. To piękny utwór. Jest w tym zespole coś niezwykłego, ponieważ tworzyli bardzo szczere i smutne piosenki w warstwie tekstowej. Jakby to był pamiętnik, ale wszystko łączyli z pozytywną muzyką, która porywa do tańca. Słuchając tego utworu zdajesz sobie sprawę z tego, że pomimo tego, iż może czujesz się źle, to warto jednak iść do przodu. Wszystko co złe mija.

Zdradź nam swoje plany na najbliższą przyszłość. Czy są związane z muzyką?

Na razie mamy przygotowanych mnóstwo nowych piosenek, ale jeszcze nie wiem, które znajdą się na płycie i czy w ogóle pojawi się teraz album. Mam dużo utworów, z których jestem bardzo zadowolona. Niektóre są taneczne, niektóre są bardziej spokojne i od serca. Tak więc najbliższe plany zdecydowanie wiążą się z muzyką i może z ciekawymi muzycznymi współpracami.

Rozmawiał Cezary Bielak

Oceń