Zamknij

Ellie Goulding zdradza Radiu ZET: "Świetnie biegało mi się w polskich parkach"

Redakcja
24.06.2020 19:50
Ellie Goulding
fot. mat. prasowe

Ellie Goulding już wkrótce wyda swój nowy album "Brightest Blue". W rozmowie z Radiem ZET brytyjska gwiazda opowiedziała nie tylko o swojej czwartej płycie, ale także o życiu w Nowym Jorku, małżeństwie, nowym hobby i wspomnieniach związanych z Polską. Zdradziła też, z kim chciałaby nagrać wymarzony duet.

Dzień dobry Ellie, dobrze Cię zobaczyć!

- Cześć, pozdrowienia z Londynu.

Ellie, to dla Ciebie wyjątkowy rok. Świętujesz 10-lecie swojego debiutu płytowego. Czy jesteś w stanie wymienić najważniejsze wydarzenia w karierze z tego czasu?

- Trzy najważniejsze momenty… jeej, było ich tak wiele! Trudno jest mi wymienić jakieś konkretne wydarzenie, ale bez wątpienia były to występy na festiwalach muzycznych, które kocham! Nagrałam sporo piosenek, które okazały się sukcesem. Oh, zaskoczyłaś mnie tym pytaniem. Jednak gdybym miała odpowiedzieć konkretnie, to na pewno te wspomnienia wiązałyby się z graniem na żywo i występowaniem na scenie na największych wydarzeniach np. na festiwalu Glastonbury.

Masz dla swoich fanów świetny prezent. 17 lipca wydasz swoją nową płytę „Brightest Blue”. To wyjątkowy album, bo podzielony na dwie części, które opisują dwie Ellie. Opowiesz nam o nich i o zmianach w swoim życiu?

- Pierwsza część skupiona jest na moich przeżyciach i prawdziwych uczuciach. To taka moja refleksja nad tym wszystkim i próba zabrania was do innego świata. Szczerze opowiadam o byciu dziewczyną, stawaniu się kobietą i drodze, jaką przebyłam w tym względzie. Druga część z kolei jest bardziej o nieprawdopodobnie mocnej, silnej kobiecie, którą czułam się śpiewając takie piosenki jak „Close To Me”. Mamy tam również duet z Lauv. Fajnie było wczuć się w te kobiety nagrywając poszczególne piosenki.

Niewątpliwie ważnym wydarzeniem w Twoim życiu był niedawny ślub. Mówi się czasem, że kobieta w małżeństwie się zmienia. Jak to wygląda z Twojej perspektywy? Zmieniłaś się nosząc obrączkę?

- Myślę, że to nie do końca jest prawda (śmiech). Szczerze mówiąc, niewiele się zmieniło. Jeśli ktoś poszukuje małżeństwa z oczekiwaniami wielkich zmian to… nie powinien się na niego decydować. W naszym przypadku po prostu zdecydowaliśmy się na ten krok, nie chcieliśmy niczego zmieniać. To ważne. Poza tym jest całkiem zabawnie. Tak więc ostatecznie – te zmiany chyba nie dotyczą mnie.

Twoja nowa płyta jest o kobiecie, ale bez kobiet – nie ma na niej takiego duetu. W ogóle zdałam sobie ostatnio sprawę, że w Twoim przypadku trudno taki znaleźć. Dlaczego?

- I to jest bardzo dobre pytanie. Nie wiem. Nie powinnam chyba być tak wstydliwa i zaprosić którąś z cenionych przeze mnie artystek. Kocham Christine and The Queens, jest niesamowita, myślę, że mogłabym z nią coś zaśpiewać. Jest też wiele artystek, które nie tworzą teraz muzyki, ale od zawsze je podziwiam np. Kate Bush. Bjork również tworzy muzykę, której można być pewnym, jest bohaterką. Masz absolutną rację, powinnam nawiązać jakąś współpracę. Każdy w jakiś sposób ma na siebie zły wpływ, zdecydowanie nie mogę być tak wstydliwa.

W sumie odpowiedziałaś na moje kolejne pytanie. Byłam ciekawa, czy gdybyś, jako wielka fanka, otrzymała ofertę zaśpiewania z Kate Bush…

- Absolutnie bym nie odmówiła. Powiedziałabym tak, tak, tak. W sumie zrobiłabym wszystko, żeby to się wydarzyło. Ależ by to było wyjątkowe.

Inspiracją dla Twojego nowego albumu był Nowy Jork. Opowiesz nam o czasie, który tam spędziłaś? Mieszkałaś tam przez kilka lat.

- Boże, to był szalony i intensywny czas. To nie jest miejsce dla ludzi o słabym sercu. Jeśli chcesz odpocząć – zdecydowanie się tam nie wybieraj. To miasto zdecydowanie na Ciebie wpływa, na zawsze je zapamiętujesz. Jest kolorowym, pięknym, pełnym energii miejscem. Nie jest możliwe, by nie być nim oczarowanym stylem życia tego miasta i jego muzyką. Trochę słychać to na moim nowym albumie. Mimo wszystko ja bardzo buntowałam się przeciwko temu życiu w szaleństwie i wciąż myślałam o domu. Być może dlatego nowa płyta brzmi nieco bardziej „domowo” niż zazwyczaj.

À propos domu. Spędzamy w nim teraz więcej czasu niż robilibyśmy to normalnie. Czego ostatnio słuchasz?

- Uwielbiam nowy krążek Jacka Garretta, to zupełna nowość, wydana może kilka tygodni temu. Jack jest świetnym performerem, gra na wszystkim, sam pisze – tworzy jednoosobowy zespół, co jest zabawne. Ma przepiękny, unikalny głos, śpiewa duszą. Ten album jest naprawdę warty wysłuchania. Bardzo szczerze opowiada o problemach z lękiem i depresją, otwarcie o tym mówi. Ale z drugiej strony to muzyka podnosząca na duchu, dająca nadzieję. Mocno mnie to zainspirowało.

Podczas kwarantanny ludzie znajdowali nowe hobby i zainteresowania. Jak jest z Tobą?

- Ja jestem lepszą kucharką! Piekę niezłe ciasta, ale z drugiej strony zdarza mi się coś zepsuć – dodaję za dużo cukru. No nie polecam jeszcze, ciągle się szkolę.

A już miałam pytać o jakiś przepis.

- Oj nie, jeszcze tego nie rób. (śmiech)

To na koniec. Twój nowy album nosi tytuł „Brightest Blue”. Niebieski to kolor nadziei na przyszłość. Jaki jest zatem Twój plan na przyszłość?

- To prawda, niebieski to nadzieja. Oczywiście, na razie robię, co mogę, żeby stosować się do wszystkich restrykcji, chciałabym też szybko wrócić na trasę. Marzy mi się zobaczyć na nowo niektóre miejsca. Tęsknię za podróżami, za poznawaniem ludzi, nowych kultur i miast. W swoim życiu spędziłam dużo czasu podróżując, więc stałam się wędrownikiem, muszę ciągle być w ruchu. To jest tak naprawdę mój największy problem w kwarantannie. Tęsknota za dobrym jedzeniem i podróżami.

Mam więc nadzieję, że chociaż tęsknisz także za podróżą do Polski.

- Kocham Polskę i tęsknię za nią, bo mam tam ogromną rzeszę fanów. „Piątka” dla moich fanów, kocham Was, jesteście wspaniali i bardzo… wysportowani. Spędziłam w Polsce naprawdę fantastyczny czas, dużo biegałam – szczególnie w parkach. Świetne jedzenie, fajni ludzie. Mam nadzieję, że niebawem do Was wrócę.

Rozmawiała Magdalena Barczyk