Zamknij

Hurts w rozmowie z Radiem ZET: "Ponownie zakochaliśmy się w tworzeniu muzyki"

Redakcja
16.09.2020 18:40
Hurts
fot. mat. prasowe

Hurts wrócili z nową płytą. Znany z wielkiego przeboju „Wonderful Life” zespół zaprezentował piąty album zatytułowany „Faith”. Magdalena Barczyk z Radia ZET miała okazję porozmawiać z Theo Hutchcraftem m.in. o tworzeniu najnowszego krążka, zapowiedzianej trasie koncertowej i nietypowej przygodzie artysty w Puławach. W środę na naszej antenie i oficjalnym Facebooku Radia ZET odbył się także wyjątkowy koncert Hurts w ramach cyklu „ZET Akustycznie”.

Dzień dobry Theo, miło Cię widzieć!

— Cześć prosto z Londynu!

Nowy album Hurts już jest. Po kilku latach wracacie z krążkiem, który kilka dni temu trafił do rąk fanów i zrobił na nich gigantyczne wrażenie. Jakie emocje towarzyszyły wam przed dniem premiery?

— To na pewno ekscytacja. Z drugiej strony to trochę dziwne, bo kiedy pracujesz nad albumem i zajmuje to rok lub dwa lata, pracujesz z tymi piosenkami, słuchasz ich, one są twoje. Aż w końcu docierasz do punktu, w którym prezentujesz je ludziom – to jest właśnie ta ekscytacja. Reakcje fanów były bardzo dobre. To cieszy. Piosenki, które do niedawna należały tylko do Hurts – teraz należą do wszystkich. Dopiero teraz zyskały życie.

ZOBACZ: Koncert Hurts w ramach cyklu „ZET Akustycznie”. Nie zabrakło hitu „Wonderful Life” [WIDEO]

Płyta „Faith” pojawiła się po dłuższej przerwie. Zamilkliście na jakiś czas, niewiele działo się w waszych social mediach. Fani zastanawiali się, co dalej z Hurts. Teraz kiedy pojawiliście się z nową płytą można chyba uznać, że w tym trudnym dla wszystkich czasie „Faith” jest taką podwójnie dobrą nowiną.

— Taka myśl napędzała nas, żeby działać. Długo dyskutowaliśmy jak i czy wydać nową muzykę, nie byliśmy tego pewni. Muzyka na szczęście jest środkiem na pokonywanie trudności, również takich, z którymi spotkaliśmy się my. Okazało się jednak, że osób, które podobnie odbierają pewne emocje jest więcej. Cieszymy się, że album pomaga czasem oderwać się od wszystkiego, co nas przytłacza.

Tworzenie tej płyty nie było łatwe. Wiem, że podczas nagrywania zdarzało wam się przechodzić przez kryzysy twórcze. Teraz album jest już wydany, a jak Ty wspominasz pracę nad nim?

— To faktycznie był trudny moment. Musieliśmy co jakiś robić sobie przerwy, żeby wietrzyć głowy. Ja byłem potwornie zmęczony. To było osiem lat nieustannego koncertowania i nagrywania kolejnych płyt, czułem, że potrzebuję odpocząć. Potem powoli wracaliśmy do nagrywania i pisania czegoś na kształt albumu. To akurat było już całkiem przyjemne, bo przychodziło naturalnie, to był proces. Ostatecznie ponownie zakochaliśmy się w tworzeniu muzyki. Można więc śmiało powiedzieć, że wszystko zaczęło się w trudnym momencie, ale skończyło w dobrym miejscu.

To jest najbardziej mroczna i emocjonalna płyta w waszej karierze. Po przesłuchaniu jej miałam wrażenie jakiegoś niepokoju, czasem tajemniczości i intymności. To nie jest „łatwa” płyta.

— Oczywiście. To jest płyta o borykaniu się z problemami, również osobistymi. To krążek inny niż „Happiness” i „Exile”. Tym razem ważne było dla nas wyrażenie siebie, pokazanie innej strony. Chcieliśmy też napisać piosenki o tym, przez co przeszliśmy i co wydarzyło się w naszym życiu. Na wiele sposobów można uznać ten album jako mroczny. Z drugiej jednak strony na tej płycie nie brakuje też nadziei. To płyta, którą musieliśmy zrobić i którą w taki, a nie inny sposób chcieliśmy wydać.

Wspomniałeś przed momentem o tym, że album pokazuje również wasze przeżycia. Wnioskując po słowach i muzyce wydarzyło się zapewne wiele i nie zawsze były to tylko przyjemne sytuacje.

— Tak, na tej płycie nawiązujemy do tego. Zawsze jednak warto się zastanowić czy tworzenie muzyki jest pretekstem do tego, by opowiedzieć o problemach czy raczej odskocznią od nich. W naszym przypadku kluczowa jest szczerość i chęć powiedzenia co faktycznie się wydarzyło. Uznaliśmy, że może po prostu ktoś czuje podobnie, może to ze sobą utożsamiać. Mieliśmy taką nadzieję. Ale prawda jest taka, że różnie to życie się toczy. U nas bardzo dziwnie. Tak, zdecydowanie mam dziwne, zaskakujące i interesujące życie. Ale jestem za to wdzięczny.

Dużo się wydarzyło, ale to nadal jesteście wy i wasz unikalny styl. 11 nowych utworów. Czy któryś z nich jest dla Ciebie szczególnie ważny?

— Bardzo dobre i zarazem trudne pytanie. To zmieniało się w trakcie tworzenia tej płyty. Gdybym jednak musiał wskazać, to „All I Have To Give” – jestem z niego wyjątkowo dumny. To bardzo bezpośrednia, szczera i emocjonalna piosenka. Lubię też „Slave To Your Love”. W ogóle to cała płyta mi się podoba. Wiesz, z piosenkami jest jak ze swoimi dziećmi – trudno któreś wybrać i faworyzować.

Dzisiaj obok ciebie nie ma twojego kolegi z duetu – Adama – wszystko u niego w porządku?

— Jak najbardziej, wszystko z nim ok. Sporo się teraz dzieje, udzielamy wywiadów i promujemy płytę. Dzielimy się obowiązkami.

Ruszyliście już z zapowiedziami trasy koncertowej, która nadchodzi wielkimi krokami. Jak wyglądają obecnie wasze przygotowania do koncertów za granicą?

— Faktycznie bilety trafiły już do sprzedaży, koncerty są zaplanowane. Oczywiście nikt z nas nie wie, co się wydarzy, ale my ze swojej strony postaramy się, aby wszystko zadziałało dobrze. Zdajemy też sobie sprawę, że zawsze trzeba mieć z tyłu głowy różne ewentualności, ale drodzy Polacy – miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, bo występy u was to jedne z najlepszych koncertów jakie gramy na całym świecie. Nie możemy już doczekać się powrotu do was.

To bardzo miłe, Polska również na was czeka. Chociaż wiem Theo, że w Twoim przypadku akurat przygoda z Polską zaczęła się dużo wcześniej.

— Tak! To był niesamowity czas w moim życiu. Miałem chyba 14 lat i przyjechałem do Polski, a dokładnie do Puław uczyć angielskiego w jednej ze szkół. Pamiętam, że często graliśmy w piłkę i chodziliśmy na basen na otwartym powietrzu. Spotkałem tam cudownych ludzi. Pamiętam, że jechałem tam autobusem z Londynu, zajęło to chyba 24 godziny.

Zatem w przyszłym roku przy okazji koncertów możesz wpaść tam raz jeszcze!

— Chciałbym! Mieszkając w Puławach zatrzymałem się u polskiej rodziny, nawiązałem tam sporo znajomości. Może ktoś mnie tam jeszcze pamięta?

Rozmawiała Magdalena Barczyk