Słuchaj
Michał Korościel, Damian Michałowski
Marcin Sońta , Mateusz Ptaszyński
Justyna Dżbik, Kamil Nosel
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Kasia Kowalska — „Aya”. Recenzja Marcina Wojciechowskiego

28.06.2018 12:26

Czekałem na ten album. Pytanie „kiedy nowa płyta?” jest chyba na tym samym poziomie, co słynne koszalińskie pytanie do Wojciecha Waglewskiego: „jak powstają Pana piosenki?”.

Kasia Kowalska Aya fot. mat. prasowe

Kasia Kowalska — „Aya”. Recenzja Marcina Wojciechowskiego

Ci, którzy twierdzą, że Kasia Kowalska śpiewa „depresyjnie” są albo bardzo szczęśliwymi ludźmi, albo idealnie wypierają ciemniejsze strony rzeczywistości, ewentualnie od muzyki oczekują tylko rozrywki. Tutaj mamy przede wszystkim refleksje otoczone pięknymi dźwiękami.

Z muzyką Kasi jestem na bieżąco od początku, czyli jeszcze od zespołów Talking Pictures i Evergreen, a pieniądze na „Gemini” zostały przeze mnie „pożyczone” bez zgody, do czego przyznałem się kiedyś na antenie.

Wystarczy posłuchać dowolnej płyty Kasi, żeby zorientować się w jakim momencie życia się znajduje. Na albumach były nawiązania do bieżących sytuacji społecznych, ale przede wszystkim do Jej historii. Pozwala nam się poznać tymi tekstami. Opowiada co czuje, o tęsknotach, pragnieniach, ale też o tym co ją drażni i czego unika. Na „Aya” słyszę mieszankę emocji, jakbym czytał przypadkowe kartki z pamiętnika z ostatnich lat. Nie wiem, czy Kasia pisała te piosenki przez dziesięć lat, wybrała najlepsze i umieściła je na jednym albumie czy też to pewien przegląd ostatnich czasów? Dokładnie 2 lata temu poznaliśmy tytułowy singiel „Aya” (ayahuasca — w dużym skrócie wywar leczniczy, oczyszczający, który Kasia stosowała lecząc boreliozę). Słyszę w nim inspiracje dźwiękami Afryki, Ameryki Południowej. Wyrazisty puzon. Kasia w moim programie opowiadała wtedy, o czym jest ta piosenka, o jej pozytywnym przesłaniu. Zabawnie sugerowała, że to nie „zdołowana” Kowalska.

Z jednej strony słyszę mocny, amerykański wpływ na granicy z country („Alannah (Tak Niewiele Chcę)”), dalej wzruszający hołd oddany niedawno zmarłemu tacie Kasi. Dialog z ojcem. To nie jest tren. Piosenka wskazująca na pogodzenie z utratą, wyrażenie wdzięczności i nadzieja na spotkanie. Osobisty, przeszywający tekst. Podobnie jak „Tam gdzie nie sięga ból” z tekstem, z którym chyba identyfikuję się najbardziej. Bardzo „kasiowa” to ballada, znak charakterystyczny. W „Czas się kurczy” artystka rzuca wyzwanie zegarowi i dowodzi, że na miłość zawsze warto czekać. Bliźniacze refleksje powracające na płytach Kasi (13 czerwca) słyszę w „Czerni i Bieli”. Zdarzają się momenty ostrzejsze, które już wyobrażam sobie na koncertach („Przebaczenia Akt” czy „Krew ścinanych drzew”).

Nie mam przekonania czy rozkładanie każdej piosenki na czynniki pierwsze ma sens, dlatego zwróceniem uwagi na anglojęzyczną wersję „Alannah” z udziałem Alannah Myles chciałbym mocno polecić tę płytę. Jest doskonale nagrana. Dobrze się słucha tego materiału w całości. Zaskakuje mnie brzmienie. Naturalne, rześkie, czyste i nie czuję się zmęczony po wysłuchaniu całości. Nie mam ochoty przesuwać utworów o kolejne 30 sekund, nie mam potrzeby przerzucać na kolejną ścieżkę.

To muzyka, w której Kasia często wraca do lat 90. Chórki, instrumenty, istotne sprawy poruszane w tekstach. To płyta na przekór nowoczesnym i banalnym brzmieniom, jakże popularnym ostatnio także na naszym rynku. To nie kolejna płyta „z poczuciem humoru”, z ciśnieniem na radiowe przeboje (tych oczywiście Kasi życzę). To nie jest żaden kolejny „dojrzalszy od poprzedniego” album. To płyta na dziś, na tu i na teraz. Katarzyna nie jest osoba strzelająca piórami pod publiczkę i krzycząca z radości w telewizyjnych widowiskach, Kasia Kowalska kocha muzykę, zna ją, sama pisze, tworzy i ma do niej ogromny szacunek, a to chyba podstawa stworzenia dobrej muzyki. To moja najlepsza z polskich płyt wydana dotychczas w 2018 roku. Gratuluję i polecam nie tylko fanom, ale także wrażliwcom.

Brawo!

P.S. Duży plus za piękne wydanie fizyczne albumu. Będzie też winyl.

M.

Oceń