Zamknij

Kungs w rozmowie z Radiem ZET: "Jestem szczęściarzem, że robię dziś to, co robię"

Redakcja
03.12.2021 20:45
Kungs
fot. mat. prasowe / Samir Benrahma

Kungs to bez wątpienia jeden z obecnie najpopularniejszych francuskich DJ i producentów muzycznych. Znany z wielkich hitów "This Girl" i "Never Going Home" Valentin Brunel wrócił niedawno z utworem "Lipstick". W rozmowie z Radiem ZET opowiedział o nowym singlu, a także m.in. o współpracy z Martinem Solveigiem i kolejnym albumie. W sobotę po godz. 21:00 Kungs zagra ekskluzywnego seta dla naszych słuchaczy w programie "ZET Party".

Magdalena Barczyk: Cześć Kungs, bardzo miło gościć Cię w Radiu ZET, witamy ponownie w Polsce.

Kungs: Dziękuję za zaproszenie!

Widziałam już na Twoim Instagramie, że zdążyłeś już odhaczyć oficjalne punkty pobytu w Polsce – mam na myśli zjedzenie pierogów i odwiedzenie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Gratulacje, jesteś już jednym z nas.

- A tak, tak!

Pierogi smakowały?

- Bardzo! To pyszne danie. Wszyscy polecali mi spróbowanie pierogów i tak mi posmakowały, że zjadłem je na obiad i kolację.

Wróciłeś do nas z bardzo chwytliwym i porywającym numerem „Lipstick”. Opowiesz nam więcej o tej piosence?

- Dzięki! Napisałem tę piosenkę po wydaniu mojego poprzedniego singla „Never Going Home”. To utwór z podobnym klimatem, mocno disco i funkowy. Dodatkowo fajny wokal. Chciałem zrobić coś, co porwie ludzi do tańca. Wczoraj zagrałem ten numer w Warszawie i wszyscy się bawili. To było super.

Być może niewiele osób wie, że w Twoich piosenkach możemy usłyszeć śpiewającego Martina Solveiga! Wiem, że jesteście dobrymi kumplami. Zdradzisz nam, jak wam się wspólnie pracuje?

- Przyjaźnimy się dość blisko od mniej więcej pięciu lat. Pierwszy raz spotkaliśmy się na festiwalu. Potem często widywaliśmy się, pracowaliśmy też razem nad muzyką. Kiedy powiedziałem mu, że robię projekt takiej wesołej i pozytywnej muzyki, bardzo dobrze to przyjął. Zaproponował też swoją pomoc. Napisałem kilka piosenek, wysłałem mu je, on dograł swoje wokale – na przykład do „Never Going Home”. Na początku nie chciał zostawić swojego głosu, bo nie był pewien, czy to dobrze brzmi. Przekonałem go jednak i tak zostało. Dla mnie to zaszczyt, że w moich piosenkach śpiewa sam Martin Solveig. Tak to wygląda.

Czy poza Martinem Solveigiem masz w tej branży jakichś prawdziwych przyjaciół? Mam tu na myśli DJ-ów albo producentów.

- Taaak, trzymam się też z Lost Frequencies. Jest moim przyjacielem, a tak poza tym – super gościem. Właśnie skończyłem remiks jego ostatniego singla, niebawem premiera. Lost Frequencies jest człowiekiem, który według mnie ma dużo pokory. Nie bierze udziału w jakimś wyścigu, jest po prostu wyluzowany. Dlatego uwielbiam tego gościa.

Zobacz także

Skoro już o tym mówimy o tworzeniu i wyścigu. Zajmujesz się muzyką, która w ostatnich latach rozwija się bardzo szybko. Czy wyczuwasz rosnącą konkurencję na rynku muzyki dance?

- Hmmm, nie wiem. Myślę, że trudniej jest rozsławić swoją muzykę, kiedy nie masz wyrobionego nazwiska. Kiedy ja zaczynałem przygodę z muzyką, mieliśmy Soundcloud i tam w prosty sposób można było to zamieszczać. Ludzie potem to udostępniali i dość szybko ta darmowa muzyka stawała się rozpoznawalna. Teraz jest z tym ciężej. Myślę, że pewne rzeczy nie są do końca konkurencją. Ja skupiam się po prostu na tworzeniu swojej muzyki.

Ostatni raz mieliśmy okazję porozmawiać tutaj... jeśli dobrze liczę chyba w 2018 roku. Pamiętam dokładnie, że w tamtym czasie twoim absolutnie największym marzeniem była muzyczna współpraca z Calvinem Harrisem. Czy coś w tym względzie się zmieniło?

- (z uśmiechem) Nie! To marzenie jest nadal aktualne! Spotkaliśmy się na Ibizie, grałem w klubie Ushuaia tuż przed Davidem Guettą, to było lato 2019 roku. Podczas seta zagrałem numer Calvina i on wtedy pojawił się w klubie. Podziękował mi za to, że gram jego muzykę. Powiedział nawet, że lubi moje piosenki. Zaczął też obserwować mnie na Instagramie. Muszę teraz napisać do niego wiadomość coś na kształt – „Hej Calvin, musimy popracować nad czymś wspólnie”. Może w przyszłości...?

Twój singiel „Never Going Home” był jednym z największych hitów minionego lata. Dlatego muszę zapytać Cię jako trochę takiego designera, projektanta muzycznej kolekcji na kolejny sezon – jak będą brzmiały wakacje roku 2022? Jakiś trend?

- Myślę, że będą pełne pozytywnego brzmienia – tak jak ubiegłe wakacje. Po dwóch latach pandemicznej przerwy, lockdownach, braku imprez ludzie chcą znowu się spotykać i śpiewać wesołe numery. Dlatego uważam, że to będzie szalone lato, pełne nowości muzycznych, nowych klubów i ponownie otwartych festiwali muzycznych. To będzie dobre lato.

Kungs
fot. mat. prasowe / Samir Benrahma

Skoro jesteśmy już przy temacie wakacji i relaksu. Twoja muzyka pozwala nam się wyluzować, czasem też zrelaksować. Co prywatnie relaksuje Ciebie? A co powoduje, że być może czasem lubisz też poszaleć? I teraz bardzo ważna kwestia - zostawiamy w tym momencie muzykę zupełnie na boku.

- W sumie nie wiem. Prowadzę bardzo proste i normalne życie, kiedy jestem w domu w Paryżu. Nie mam też zbyt dużo czasu na proste aktywności – na przykład na wyjście do sklepu spożywczego na zakupy, więc nawet takie rzeczy są dla mnie szalone. Lubię też wyjść gdzieś z moją dziewczyną – na przykład na spacer po mieście. Cieszą mnie zwykłe rzeczy.

Wiem, że pracujesz obecnie nad nową płytą, która otrzyma tytuł „Club Azur”. Jaki to będzie krążek muzycznie?

- Bardzo dance’owy. Chcę stworzyć płytę, która sprawi, że ludzie zaczną tańczyć. Dlatego obowiązkowy jest dobry beat. Będzie też w stylu lat 80., disco i funku, ale pojawi się też French Touch z lat 2000. Będą też znane już single –„Lipstick” i „Never Going Home”. Kilka popowych numerów i także klubowych. Taki miks starszego klubowego grania z lat 80. połączony z tym z lat 2000.

Młody i utalentowany człowieku, jakie plany?

- Plany... po pierwsze tworzenie muzyki. Po drugie próba dorośnięcia jako człowiek i jako DJ. Jestem szczęściarzem, że robię dziś to, co robię, że są ludzie, którzy na mnie czekają, i że są tacy, którzy czekają na moją muzykę i jej słuchają. Mogę podróżować po świecie i grać wszędzie moje show. Mam więc nadzieję, że będę mógł to kontynuować, bo sprawa mi to radość.

Ostatnia rzecz, trochę prywata. Zupełnie szczerze muszę Ci powiedzieć, że śledzę Twoją karierę od samego początku i mam taką refleksję, że jesteś ciągle tą samą osobą. Zupełnie się nie zmieniłeś. Nadal sympatyczny i miły – dokładnie taki, jak wtedy kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Przyjmij to proszę jako komplement.

- Bardzo dziękuje, to bardzo miłe.

Kungs, dziękuję, że byłeś dzisiaj z nami i oczywiście trzymamy kciuki za twoje kolejne projekty.

- To ja dziękuję za przyjęcie mnie tu w Radiu ZET i mam nadzieję, że niebawem do Was wrócę. Dzięki.

Do zobaczenia.