Zamknij

Kylie Minogue w wyjątkowym wywiadzie dla Radia ZET: "Prawie zamarzłam na Openerze"

Redakcja
31.07.2020 19:40
Kylie Minogue
fot. face to face/FaceToFace/REPORTER/East News

Kylie Minogue wróciła ostatnio z nowym singlem "Say Something", który zapowiada jej płytę "Disco". Album ukaże się już w listopadzie. W rozmowie z Radiem ZET Australijka opowiedziała o swojej nowej piosence, nadchodzącym krążku i pamiętnym występie na Open'er Festival 2019. Z Kylie Minogue rozmawiała Magdalena Barczyk.

Dzień dobry Kylie, pozdrowienia z Polski!

- Cześć Magda, miło cię poznać.

Kylie, cieszę się, że możemy pogadać o Twoim nowym projekcie – właśnie wydałaś singiel „Say Something”. Jest bardzo dyskotekowy, świeży, jestem pod wrażeniem. Opowiesz o emocjach związanych z nagrywaniem tego numeru?

- Piosenka zainspirowana jest ludźmi, z którymi nagrałam ten utwór. Pracowaliśmy nad nim we wrześniu ubiegłego roku. Teraz patrzę na tę piosenkę inaczej – głównie ze względu na obecną sytuację. Myślę, że pierwszy wers piosenki – „We're a million miles apart in a thousand ways” jest taką bramą do wirtualnej przestrzeni, dystansu. To piosenka o kimś, kto potrafi rozjaśnić twój świat. Dotyka też tematu głębokiej miłości, a nawet ucieczki od niej.

Piosenka jest bardzo chwytliwa, żywa, ma dobre wibracje. Chyba wszyscy teraz tego potrzebujemy.

- Zdecydowanie. Kiedy pisaliśmy tę piosenkę już na początku czuliśmy się, że ten utwór ma to „coś”. Pisze się mnóstwo piosenek, ale nie z każdą tak jest. Spodobała mi się od razu i ostatecznie została singlem zapowiadającym nowy album. Ten utwór jest na zupełnie innym poziomie. Po pierwsze chodzi o muzykalność, ale bardzo doceniam, że mówisz o emocjach w tej piosence. To moja ulubiona odpowiedź na to, co robię. Cieszę się, że ludzie czują utwór, słuchają go i on im się podoba. W jakiś sposób porusza ich emocje. Ja czułam to, kiedy pisałam ten utwór, teraz jest on dostępny na całym świecie i ludzie tak na niego reagują. To jest niesamowite, tak bardzo się cieszę.

Powiedziałaś, że piosenka powstała dzięki ludziom, z którymi pracujesz. Opowiesz o nich?

- Z ogromną przyjemnością. Jednym z nich jest „Biff” (Richard „Biff” Stannard – przyp. red.), który napisał mnóstwo przebojów i odpowiadał za płyty Spice Girls, z czego jest bardzo znany. Można nawet powiedzieć, że on sam ma swój fanklub. Pracujemy razem od 1999 roku, więc to już kawałek czasu. Kolejną osobą jest Jon Green, z którym współpracuję od 2017 roku, kiedy to nagrywałam album „Golden”. Uwielbiam jego energię. Co ciekawe, panowie nigdy wcześniej się nie spotkali, dlatego uznałam, że byłoby świetnie usiąść we trójkę i coś stworzyć. W końcu dopięłam swego i bardzo się z tego cieszę. Utwór nagrywaliśmy w Brighton w Anglii, kończyliśmy go podczas lockdownu.

Piosenka „Say Something” zapowiada Twój nowy album, który nosić będzie tytuł „Disco”. Pamiętasz moment, kiedy zdecydowałaś, że czas na powrót do dyskotekowych brzmień?

- W 2018 roku wydałam album „Golden”, który nagrywany był w Nashville i inspirowany był muzyką country. To wprowadziło nieco świeżości do mojego popowego świata. To było fantastyczne doświadczenie, które bardzo doceniam. W 2019 roku ruszyłam w trasę „Greatest Hits”, która bazowała na brzmieniach i przebojach z poprzednich lat mojej kariery. Ta trasa była niesamowita, zwłaszcza że występowałam wtedy na festiwalu Glastonbury, co jest absolutnie jednym z moich ulubionych momentów w życiu. Dlatego, że śpiewałam swoje największe przeboje, pomyślałam, iż fajnie byłoby mieć jednak nowe piosenki, które mogłabym prezentować światu. Uznałam, że lepiej byłoby być artystką spoglądającą w przyszłość niż w przeszłość. Pomyślałam o powrocie do studia i zrobiłam to. Jedną z pierwszych sesji nagraniowych na nową płytę była ta z Brighton, o której przed chwilą rozmawiałyśmy. Wtedy jeszcze nie miałam konkretnego pomysłu ani na album disco, ani na taki tytuł. Po prostu chciałam pisać. „Say Something” nie było więc pisane z myślą o tym klimacie, poza tym nie jest aż tak bardzo disco jak reszta albumu. Będzie trochę jak spotkanie przeboju „State Of Independence” i Giorgio Morodera. Kiedyś siedzieliśmy w zespole i wymyśliliśmy, że album nazwiemy „Disco”. Takie sytuacje bywają frustrujące, bo chcesz pisać piosenki, które ci się podobają, ale nie pasują do klimatu całego albumu. Wymagało to czasem kompromisu i skupienia, ale ostatecznie okazało się fajną zabawą.

Zadałam Ci to pytanie, bo miałam ogromną przyjemność być na Twoim koncercie w Berlinie w klubie Berghain i dokładnie wtedy, stojąc pod sceną, zastanawiałam się, w którą stronę po country pójdziesz.

- (Śmiech) Faktycznie bywa tak, że nie każda płyta jest stricte identyfikowana z danym artystą. Album „Golden” był mieszanką popu i country, nowym podwójnym światem. Wiesz, ja zakochałam się w disco lat 70. kiedy miałam 10 lat. W kółko puszczałam sobie płyty Donny Summer, które należały do mojego taty. Miałam także ogromną przyjemność spotkać Giorgio Morodera, który jest jak ojciec chrzestny disco. Ta muzyka zawsze kojarzyła mi się najbardziej z latami 70., ale prawda jest taka, że teraz jest obecna niemal w każdym gatunku. Ta płyta nawiązywać będzie głównie do tych lat, ale chociażby w piosence „Say Something” nie brakuje także powiewu lat 80. Nie chcieliśmy robić płyty, która będzie jak album pełen coverów największych przebojów disco, ale marzyło nam się coś nowego, świeżego. I tak się chyba udało.

Pamiętam Twój ubiegłoroczny koncert w Polsce podczas Opener Festivalu…

- Ależ było wtedy zimno!

… Ale też bardzo przyjemnie, bo otrzymałaś pewną nagrodę.

- Tak! To była statuetka dla artysty, którego album wszedł na miejsce pierwszy listy najchętniej kupowanych albumów w Wielkiej Brytanii. Chodziło o płytę „Golden”. Ale wracając do samego Openera, to było to niesamowicie miłe przyjęcie, spędziliśmy tam fantastyczny czas. Ale muszę powiedzieć o jednym wspomnieniu (śmiech). Pamiętam, że chłopaki z bandu wspominali, że mieli tak zimne palce, że ledwo grali na instrumentach, dodatkowo bardzo wiało w kierunku sceny. Graliśmy wtedy chyba 90 minut, bo tyle zazwyczaj trwa show na festiwalach. Walczyliśmy z pogodą i nadal to robimy i to kochamy, ale poważnie – wtedy prawie zamarzliśmy (śmiech).

- Czytałam wtedy komentarze i fani byli zachwyceni, więc jak widzisz – docenili tę walkę (śmiech). Dlatego muszę zapytać, czy planujesz już kolejne występy, a jeśli tak, to czy pamiętasz o tym, żeby wrócić do Polski?

- Oczywiście, że muszę pojawić się w Polsce! Znowu! Wiesz, na ten moment na razie trudno jest coś planować, ale w głowie mam już marzenie o tym, żeby pojechać na koncerty i zagrać numery z nowej płyty. Miło byłoby także dołożyć do tego piosenki z przeszłości i wyszedłby taki miks dawnego i świeżego disco. Coś fantastycznego. Będę trzymać się tego marzenia.

Kylie, bardzo dziękuję za tę rozmowę!

- Dziękuję Magda! Wysyłam mnóstwo miłości dla Ciebie, wszystkich słuchaczy i polskich fanów!

Do zobaczenia – mam nadzieję – w Polsce!

- Do zobaczenia! Dbajcie o siebie!