Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Justyna Dżbik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Marcin Wojciechowski o nowej płycie Agnieszki Chylińskiej „Pink Punk”

08.11.2018 11:32

Album Agnieszki Chylińskiej "Pink Punk" miałem okazję usłyszeć jako jeden z pierwszych dziennikarzy. W dniu premiery Agnieszka była gościem mojego programu w Radiu ZET. Rozmawialiśmy, była energia jak zawsze. Planowałem opisanie tego albumu natychmiast. Jednak poczekałem.

Agnieszka Chylińska fot. mat. prasowe

Czy to była dobra decyzja? Tak. Dlatego, że dawno nie spotkałem się z płytą, która budzi tak skrajne emocje. Od uwielbienia, deklaracji zapętlania po totalny hejt typu "siedź za stołem w telewizji". Nie wiem, na ile jest to zrozumienie Agnieszki i Jej muzyki, a na ile entuzjazm po kolejnym odsłuchaniu całego materiału, ale dla mnie to dobry album. Po fali nostalgicznych piosenek, dźwięków które uwielbiam zwolniłem i ta nostalgia mnie poniosła. Nagle dostaję porządną dawkę energii, wykrzyczanych emocji. Takich prawdziwych. Słyszę dziecko, które uciekło z czterech ścian nadopiekuńczych rodziców. Słyszę wyzwolone przemyślenia, momentami na granicy histerii i próby obudzenia grubych, sennych misiów, które machają swoimi łapkami pozdrawiając bezrefleksyjnie.

Singiel "Mam zły dzień" spotkał się z krytyką. "Proste słowa, nic z nich nie wynika, powtarzany tekst, nieskomplikowany" — czytam w komentarzach. Pierwszy raz usłyszałem to nagranie oglądając jednocześnie teledysk, który jest zrealizowany doskonale. Pełno w nim skrajności, zaprzeczeń, ironii, złośliwości i buntu przeciwko przekoloryzowanej grzeczności, poprawności. Słyszę tu wyśmiewanie kurtuazyjnej wymiany zdań, ustalonych zasad. Udawanej troski, interesowności. Pytanie o nastrój bez ciekawości odpowiedzi. Spotykamy się z tym na co dzień. Kiedy zagrałem tę piosenkę w radiu rzeczywiście brakowało mi tego uśmiechu z teledysku. Jest jak fragment wyrwany z kontekstu i tu staram się zrozumieć hejterów.

Płyta jest całością, historią, pamiętnikiem. Teksty są pisane mażącym, czarnym długopisem bez ubarwień. Prawdziwe do bólu, rozliczające się z otoczeniem, z zasadami, na które Aga się nie godzi. Szukający nawiązań do przeszłości oczywiście mają ku temu podstawy i sama artystka potwierdza to umieszczając w książeczce zdjęcia z dzieciństwa czy czasu, kiedy była nastolatką jeszcze sprzed O.N.A. Są tam oryginalnie zapisane wierszyki, notatki wojowniczki. Ta płyta taka właśnie jest. Pętla, powrót do czasów, kiedy grała z kumplami z Second Face (zespół sprzed O.N.A.). Beztroskie granie w piwnicy na osiedlu.

Na tym etapie może sobie na to pozwolić. Oczywiście fani "Drzwi", melodyjnego "Kiedy powiem sobie dość" mogą czuć się rozczarowani. Rozumiem to, ale czas płynie. Wolność artystyczna polega na tym, że nikt nie liczy się z długością piosenek, intro/outro, radiowymi edycjami i tym, co powie wytwórnia. Agnieszka Chylińska po raz pierwszy wydała tę płytę sama.

Czy gdyby był to debiut to zwróciłby uwagę szerokiej publiczności? Nie sądzę, ale ponieważ to ONA wiele osób po materiał sięgnie. Kiedy słucham "Tapety" z jednej strony mam ochotę przyciszyć, a z drugiej wrzeszczeć razem z nią. Jestem rozdarty, chcę powiedzieć co myślę, ale "co sąsiedzi powiedzą?".

Żeby lepiej zrozumieć, co siedzi w głowie autorki polecam utwór "Haj i Sztos", gdzie Aga śpiewa "ja muszę mieć haj, żeby jakoś przeżyć to nudne życie. Ja muszę mieć sztos, żeby uciec od swoich lęków".

Zwróćcie uwagę na teksty. W tym punkowym buncie są też wyjątki. "Schizo" zatrzymuje nas, zwalnia pozwalając skupić się bardziej na tekście. "Psie życie" doprowadza nas do finału albumu: "ktoś kiedyś powiedział mi, uwierz dziewczyno w swoje sny, nie wahaj się iść tam gdzie chcesz, szarp to życie póki jest". To dobra puenta.

Słucham tak różnej muzyki, mam otwarty umysł na autentyczne granie i nie jest ważne, czy to garażowe wyżynanie kołyszące prowizoryczną żarówką czy kreacja za nasze roczne pensje. Ta płyta jest wskazaniem punktu, w którym teraz znajduje się Agnieszka. Jeżeli za trzy lata nagra album country po fascynującej podróży do Nashville też to kupię. Słuchaczy nie oszukasz, a tutaj nikt nawet tego nie próbuje. Polecam i uprzedzam, momentami jest to mocne granie.

Oceń