Zamknij

Michael Patrick Kelly w rozmowie z Radiem ZET: "Życie bez muzyki byłoby błędem"

Redakcja
08.10.2020 20:30
Michael Patrick Kelly
fot. mat. prasowe / Marvin Strote

Michael Patrick Kelly podbija Radio ZET z przebojem „Beautiful Madness”. W rozmowie z Magdaleną Barczyk 42-letni wokalista opowiedział m.in. o swojej drugiej pasji, wyjątkowym koncercie w pustej katedrze, byciu trenerem w The Voice, koncertowaniu z The Kelly Family i polskich fanach. Zdradził też słuchaczom Radia ZET, jakie miejsce w Polsce chciałby odwiedzić.

Dzień dobry Michael, miło Cię poznać! Co porabiasz?

- Cześć Magda, wzajemnie! Jestem aktualnie w Hamburgu, piękna pogoda, będę występować w jednym z programów telewizyjnych. Czeka mnie jeszcze jakaś sesja zdjęciowa.

Czyli będziesz dzisiaj bardzo zajęty.

- Mam tutaj kilku kolegów, może się z nimi spotkam. Wróciłem niedawno z wakacji, więc czuję się wypoczęty. Pomimo koronawirusa muszę powiedzieć, że to było piękne lato.

A właśnie, na Twoim Instagramie pojawiło się niedawno zdjęcie z podpisem – robię sobie przerwę, odezwę się niebawem. Czyżbyśmy trochę burzyli jeszcze ten spokój?

- Niee, nic z tych rzeczy. Bardzo się cieszę, że mogę wreszcie pogadać z kimś z Polski. Cieszę się także, że moja piosenka podbija Wasz kraj i podoba się moim fanom. Kocham Polskę, potrafię nawet powiedzieć pięć słów po Polsku: KO CHAM CIĘ POL SKA.

No piękny polski! Gratulacje!

- (po polsku) Dziękuje bardzo! Byłem w Polsce w przeszłości kilka razy. Uwielbiam do Was przyjeżdżać ze swoją nową muzyką – czy to solową czy z zespołem. To wspaniałe, że „Beautiful Madness” rozkręca się, a Radiu ZET bardzo dziękuję za wsparcie. Dziękuję, Polsko!

Faktycznie, piosenka jest w Polsce wielkim przebojem. Co więcej, w sieci pojawia się mnóstwo komentarzy na temat tego singla i w większości komentarze te pochodzą właśnie z… Polski.

- Jak miło! Co piszą?

Bez zaskoczeń – po prostu, że piosenka jest świetna! No i oczywiście zapraszają Cię do Polski.

- Świetnie! Byłem w Polsce w Krakowie, w Katowicach, w Łodzi, we Wrocławiu, w Poznaniu, w Warszawie, w Gdańsku, w Szczecinie, w Lublinie, w Sopocie. Byłem więc w kilku miejscach, ale jest jeszcze jedno, które bardzo chce zobaczyć. Zapomniałem teraz nazwy, ale to jest w górach…

 Czyżby Zakopane?

- Tak, Zakopane! Macie tam chyba park narodowy…

Mamy – Tatrzański Park Narodowy…

- … właśnie, znajomi mówili mi, że to wspaniałe miejsce. Tak więc, następnym razem mój pierwszy kierunek to Radio ZET, a potem Zakopane.

Bardzo się cieszymy i zapraszamy! Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojego singla. Piosenka nawiązuje brania szans w swoje ręce, chociaż czasami coś wydaje nam się szalone na pierwszy rzut oka, to potem okazuje się czymś pięknym. Stąd moje pytanie – co najbardziej szalonego zrobiłeś w swoim życiu?

- Bardzo dobre pytanie, bardzo!(zastanawia się dłuższy czas) Niech pomyślę… Kiedy byłem dzieckiem robiłem sporo niepoważnych rzeczy. Zjeżdżałem na przykład na po zjeżdżalniach na basenach jak surfer, w końcu w pewnym na momencie pewnego razu spadłem i uderzyłem się w tył głowy. Zacząłem krwawić, wpadłem do basenu i cała woda zrobiła się czerwona. Ludzie byli ewakuowani, bo przecież nie było zgody na pływanie w mojej krwi. Tak, to zdecydowanie była jedna z najbardziej szalonych rzeczy, jakie mi się przytrafiły. Ostatnio też zdarzało mi się zrobić rzeczy ryzykowne, ale na razie nie mogę Ci o nich opowiedzieć, może pokaże je kiedyś w teledysku. W każdym razie ludzie nie powinni robić tego w domu.

Michael, mierzymy się teraz z pandemią. Wiem, że Ty zrobiłeś w tym czasie wyjątkową rzecz. Zagrałeś specjalny koncert w zupełnie pustej katedrze w Kolonii. Jakie to buły emocje?

-Sama katedra wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ma siedemset lat, ponad 30 tysięcy osób odwiedza ją każdego dnia. W latach 90. przez kilka lat mieszkałem w Kolonii, znam to miejsce, lubię je. Bycie w katedrze, która jest zupełnie pusta, nie ma tam nikogo, poza mną, małym zespołem i kilkoma osobami z kamerami, o czwartej rano, ponieważ kręciliśmy to nocą – jest nie do opisania. Dla mnie to był wyjątkowy moment, ponieważ działo się to w trakcie Wielkanocy, to było także przeżycie duchowe. Zaprosiłem kilkoro znajomych – Jennifer, wokalistkę hardrockową, która śpiewała na dachu, była także mój kumpel raper. Wystąpiliśmy w ten sposób, żeby pokazać ten dystans społeczny w dzisiejszych czasach. Zrobiłem ten projekt, bo poproszono mnie o zaprezentowanie czegoś, co podniesie ludzi na duchu, pomoże im w walce z trudnościami psychicznymi. Zapłaciłem za to sam, nie było czasu na organizację telewizji, po prostu rzuciłem pomysł i powiedziałem – robimy to! Wrzuciliśmy to na YT. Mam nadzieję, że muzyka i sztuka może pomóc wielu ludziom w tych trudnych czasach. Muzyka zawsze była zresztą taką odskocznią od problemów. Dlatego też pojawił się singiel „Beautiful Madness”. To nie jest typowa dla mnie piosenka, większość z nich ma głębszy przekaz, ta jest zdecydowanie najbardziej radosna….

Chwytliwa!

- Właśnie. Tak więc teraz sobie myślę, że skoro radzi sobie tak dobrze, to może powinienem zmienić swój muzyczny styl i tworzyć właśnie takie numery? (śmiech)

Przemyśl to! Chociaż wiem, że jeśli chodzi o twórczość to Twoją pasją jest także malarstwo. Czy podczas pandemii, kiedy większość z nas miała więcej czasu na skupienie się na domowych hobby rozwinąłeś się jako malarz?

- W sierpniu spędzałem czas na wyspie Sylt, która znajduje się na północnym wybrzeżu Niemiec. Pomalowałem tam 9-metrowy żagiel. To było naprawdę fajne, ludzie, którzy widzieli co robię, chcieli dołączyć i zostawić odcisk swojego kciuka. Pojawiło się ich aż kilkaset, dzieci, babcie, rodzice. To moja ostatnia praca.

Jak długo to malowałeś?

- Zajęło mi to dwa dni. To było takie malowanie akcji, czasem coś namalowałem, czasem strząsnąłem farbę z pędzla. W przyszłym roku zaprezentujemy to na łodzi, żeby zobaczyć w pełnej okazałości jak wyszło. Wyjdzie takie muzeum sztuki na powietrzu. (śmiech).

- Bardzo dobry pomysł, szczególnie, że będzie można podziwiać prace z dystansem społecznym.

- Prawda? Poza tym jeszcze w trakcie pandemii skupiłem się na tworzeniu nowych piosenek, nie ma koncertów, nie ma dużych wydarzeń – czymś trzeba było się zająć. Miałem dużo czasu, udało mi się stworzyć kilka numerów na kolejny album. Mam nadzieje, że ukaże się on w przyszłym roku. Wydawało mi się to możliwe jeszcze pod koniec 2020, ale plany się zmieniły. To akurat jeden z pozytywów dla artystów – mieliśmy czas na pisanie nowych piosenek.

Ale Twoje życie to nie tylko muzyka. Przez pewien okres w życiu skupiłeś się na pobycie w klasztorze we Francji. Jak to doświadczenie wpłynęło na Twoje życie i karierę?

- Kolejne bardzo dobre pytanie.Potrzebowałem czasu na wyłączenie się i ucieczkę od nazwijmy to – normalnego stylu życia. Chciałem zagłębić się w wiarę i przeżycia duchowe, a także poszerzyć swoją wiedzę o Bogu, zrozumieć sens życia, no i ostatecznie odpowiedzieć sobie na pytanie, kim tak naprawdę jestem. To był mój cel. Sześć niesamowitych lat, które zmieniły mnie od środka i pozwoliły na nowo odkryć szczęście. Teraz to szczęście chcę szerzyć przez swoją muzykę, emocje, doświadczenia i przemyślenia. Wiesz, filozof Friedrich Nietzsche powiedział kiedyś, że życie bez muzyki byłoby błędem. Wyobraź sobie teraz wesele bez muzyki, wyobraź sobie Polskę bez Radia ZET, ależ byłoby smutno.

 Oj tak! (śmiech)

- (śmiech) Muzyka jest fantastyczna, bo możesz do niej włożyć w zasadzie wszystko – od duchowości po seksualność. Powiedzieć przez nią wszystko, co jest dla Ciebie ważne i dzielić się tym z milionami ludzi. To trochę jak zbliżenia z milionami bez faktycznego pójścia z nimi do łóżka. Jesteś z ludźmi blisko, chociaż nie tworzycie związku. Dlatego kocham muzykę, ona była sensem mojego życia od dzieciństwa. Moja druga natura. Klasztor był miejscem, które pokazało mi muzykę w innym świetle. Przed pójściem do niego byłem pewien, że skończę z muzyką. Po kilku miesiącach wziąłem gitarę i na nowo zacząłem pisać. Mogę powiedzieć, że dzięki temu miejscu jestem teraz tu gdzie jestem i nadal zajmuję się muzyką. Tak więc – dzięki Bogu!

Faktycznie dzielisz się nie tylko swoją muzyką, ale także doświadczeniem. Byłeś trenerem niemieckiej edycji The Voice. Czego szukasz w młodych ludziach, którzy marzą o staniu się gwiazdami?

- Kiedy na początku tego wyzwania zadałem sobie to pytanie, odpowiedź była prosta – muszę mieć ciarki, coś musi mnie wzruszać, może pojawią się łzy, a może zerwę się z fotela i zacznę tańczyć. Drugą kwestią było to, czy w głosie jest coś niezwykłego bo umówmy się, jest wielu wokalistów, których słyszysz w radiu, a oni wszyscy brzmią tak samo. Kiedy słyszysz Bono – wiesz, że to Bono, kiedy słyszysz Tracy Chapman – od razu wiadomo, że to ona, podobnie jest chociażby z Edem Sheeranem albo Justinem Bieberem. Tego szukam, tej unikalności. Trzecią rzeczą jest technika. Są ludzie, którzy mają emocje, są ludzie, którzy mają oryginalny głos, ostatecznie jednak chodzi o połączenie tego wszystkiego i sprawdzenie, czy jeśli nadejdzie Twój wielki moment to sobie z nim poradzisz. Musisz być w czasie, tonacji, z dobrą ekspresją. Tego szukam w młodych ludziach. Wygraliśmy ten program z moim teamem w 2018 roku, nadal jestem z nimi w kontakcie, zajmuję się także zwycięzcą i uczę go już poza telewizyjnym show. Zresztą konsultujemy czasem piosenki, zwracam uwagę co bym w nich zmienił. To było naprawdę fajne doświadczenie. A czy w Polsce ten program jest też tak popularny?

Oczywiście, już od ładnych paru lat. Oczywiście uczestnicy i zwycięzcy są teraz gwiazdami na naszych scenach. To dobry punkt rozpoczynający karierę.

- Fajnie to słyszeć.

Chyba możemy powiedzieć, że ostatecznie nie jesteś tylko trenerem, ale także przyjacielem tych młodych ludzi.

- Wiesz, jestem w tym muzycznym biznesie od lat i poznałem pozytywne i negatywne strony tej branży. Czasem kiedy jesteś młody i niedoświadczony wydaje ci się, że wszyscy dookoła są dla ciebie dobrzy, ale tak naprawdę trzeba na siebie bardzo uważać. Jeśli wpadniesz w narkotyki albo alkohol, zranisz samego siebie. Kiedy więc widzisz młodego utalentowanego człowieka, któremu się udało – w tym przypadku to trochę jak wygranie na loterii, nie możesz tego zmarnować. Bycie trenerem oznacza w tym przypadku nie tylko trenera muzycznego, ale także kogoś na kształt coacha psychologicznego. Oczywiście ja nie jestem psychologiem, ale mam za sobą kilka życiowych lekcji, które mogą pokazać jak uchylić się od upadku.

Poznaliśmy Ciebie dzięki występom z twoją rodziną – zespołem The Kelly Family. Czy masz czasem takie poczucie, że brakuje ci wspólnego koncertowania, a może to dla ciebie zamknięty rozdział?

- Zamknięty rozdział, ponieważ robiłem to od małego przez 27 lat. Byłem tak mocno związany z tą muzyką i rodziną, że na rzecz tego projektu trochę zatraciłem swoje życie. Przyszedł w końcu taki moment, że powiedziałem stop i udałem się do klasztoru. Obecnie jestem szczęśliwy, że tworzę solowo, bo mam więcej swobody twórczej. Kiedy jesteś w zespole musisz iść na kompromisy, myśleć o brzmieniu całości. Możesz oczywiście dać więcej od siebie, ale to się wydarzy w przypadku dwóch lub trzech piosenek, a nie dwunastu. Zrobiłem swoją najlepszą robotę dla zespołu rodzinnego, jestem zadowolony, że udało nam się tyle osiągnąć, spowodować uśmiech na wielu twarzach podczas śpiewania piosenek w trakcie koncertów. Od razu przypominają mi się występy w Polsce – publiczność w waszym kraju była zawsze najgłośniejsza, wchodziło się na scenę i od razu ogłuszał nas taki pisk „wooooooooow”! (śmiech) A teraz pomyśl jak to wszystko brzmiało kiedy w latach 90. nie było dobrze wygłuszonych słuchawek – szaleństwo! Jestem wdzięczny za wszystko, co zrobiłem wtedy i cieszę się na wszystko co robię teraz. Ale wiesz jak jest – nigdy nie mów nigdy – może pewnego dnia zanim wszyscy poumieramy, zaśpiewamy wszyscy razem ostatnią wspólną piosenkę! (śmiech) Na razie jednak skupiam się na swojej pracy.

Pogadaliśmy o przeszłości, to powiedz teraz jak rysuje się przyszłość.

- Obecnie pracuje nad nowymi piosenkami i tym samym nad nową płytą. Myślę, że za kilka miesięcy wrócę już z nową muzyką. Pewnie na początku roku zacznę bardziej oficjalnie informować, kiedy moja nowa płyta ujrzy światło dzienne. Chciałbym, żeby wkrótce można było powiedzieć, że wrócę do koncertowania na żywo – wtedy mógłby znowu odwiedzić Polskę i wystąpić dla was - no i oczywiście znowu usłyszeć to słynne „wooooooow”! (śmiech)

Michael, zatem Polska czeka na ciebie! Dziękuję ci za przemiłą rozmowę.

- To ja bardzo dziękuję, za rozmowę i wszystkie pytania. To była przyjemność.

Rozmawiała Magdalena Barczyk