Zamknij

Per Gessle z Roxette w rozmowie z Radiem ZET: „Pop odzwierciedla czasy, w których żyjemy”

Redakcja
11.12.2020 21:50
Roxette
fot. mat. prasowe

Per Gessle to połowa kultowego muzycznego duetu Roxette. 11 grudnia do sklepów trafił wyjątkowy, trzypłytowy box „Bag of Trix”, który jest pełen niepublikowanych nagrań i rozmaitych niespodzianek dla fanów zespołu. W rozmowie z Magdaleną Barczyk 61-letni muzyk opowiedział o nowym wydawnictwie, odejściu Marie Fredriksson, kondycji dzisiejszej muzyki, a także skojarzeniach z Polską. Gwiazdor Roxette zdradził też, jakich współczesnych artystów lubi słuchać.

Per, bardzo miło Cię poznać. Spotykamy się na chwilę przed wyjątkowym wydarzeniem. Do sklepów 11 grudnia trafi wyjątkowe wydawnictwo Roxette, które będzie świetnym świątecznym prezentem dla fanów. Opowiedz o tych płytach.

Znalazłem sporo schowanych piosenek w naszym archiwum. To było tej wiosny. Nie spodziewałem się tego co tam znajdę, po prostu przeszukiwałem szuflady. Okazało się, że jest tam sesja z Abbey Road z 1995 roku, a także nasze pierwsze nagrane demo, które posłużyło jako baza do naszego pierwszego albumu z lat 80. Znalazłem dema, które Marie nagrywała w swoim domu, a także piosenki, które nie weszły na naszą płytę „Good Karma”. To taki miszmasz wszystkiego, nie spodziewałem się takiego znaleziska, to naprawdę zaskakujące.

Czy masz jeszcze w szufladzie coś, co nie zostało wydane i jest jakimś nieodkrytym skarbem?

(śmiech) Są jeszcze pewne smaczki. Po skompletowaniu tej składanki okazało się, że natknąłem się na kolejne nagrania. Wygląda na to, że to jakaś nieskończoność. To była naprawdę długa kariera. Wyszperałem także dużo taśm z nagraniami live z tras „Joyride” i „Crash Boom Bang”. Może kiedyś uda się to wydać, zobaczymy. Brzmią całkiem dobrze.

9 grudnia minął rok odkąd nie ma z nami Marie Fredriksson. To ogromna strata dla muzyki. Jaki dla Ciebie był ten rok bez Marie?

(zastanawia się). To był szalony rok ze względu na pandemię. Myślę, że dla każdego z nas był w jakiś sposób wyjątkowy. Było nieswojo – szczególnie w momencie, w którym odeszła. Marie chorowała przez 17 lat, każdy z nas niestety powoli się przygotowywał na najgorsze, bo nie była niestety w dobrej kondycji. Jednak kiedy nadszedł ten czas, poczułem, że tak naprawdę nie da się na to przygotować. Myślę, że wiele osób zrozumie to, bo straciło członka rodziny albo bliskiego przyjaciela. Staram się myśleć pozytywnie o tym, co razem przeszliśmy, nasza znajomość trwała bardzo długo. Zawsze była i będzie jedną z najbliższych mi osób. Spotkaliśmy się kiedy byliśmy nastolatkami, dawno temu. Przygoda, którą przeżyliśmy jako Roxette jest nadal niesamowita i dla niektórych trudna do zrozumienia. Czuję się szczęśliwy, że miałem taką przyjaciółkę i takiego muzycznego partnera.

Jesteś na scenie od lat. Jak patrzysz na współczesną kondycję muzyki? Coś Cię zaskakuje, denerwuje?

Po pierwsze zauważyłem, że kiedy się starzejesz, dostrzegasz to, jak bardzo tkwisz w muzyce, na której się wychowałeś. Ja zacząłem słuchać popu i rocka kiedy miałem 6 lub 7 lat. Zatem mogę powiedzieć, że pop z lat 60. i 70. to moje DNA. Dlatego też w swojej twórczości zawsze starałem się do tego wracać. Po prostu lubię ten styl i lubię sposób, w jaki te piosenki były pisane. Dlatego to taki mój muzyczny wybór. Patrząc wstecz uważam, że pop jest takim odzwierciedleniem dekad, w których jest tworzony. W latach 60. nawiązywał do społeczeństw; obecnie żyjemy w czasach social media, komputerów, laptopów. To słychać w muzyce, jest robiona komputerowo, jest robiona inaczej. Jeśli włączysz sobie 40 najpopularniejszych kanałów z muzyką, to zauważysz, że wszystkie piosenki są w podobnym stylu. Trudno te utwory odróżnić. To z jednej strony smutne, ale z drugiej - widocznie się to podoba. A może ja się po prostu starzeję, ale… tak to widzę. Nie umiem porównać czy pop z kiedyś i z dzisiaj jest lepszy czy gorszy. Jest po prostu inny.

A skoro jesteśmy już przy przywoływaniu przeszłości. Teraz zauważalny jest trend muzycznego powrotu do lat 80. Jak Ci się to podoba? Masz jak mało kto pełne prawo do oceny!

To wywołuje uśmiech na mojej twarzy. (śmiech) To były moje czasy i od razu rozpoznaję dźwięki syntezatora czy nawet perkusji. Słyszę to brzmienie, które młodzi ludzie starają się naśladować i sposób, w jaki aranżują piosenki. To fajne, podoba mi się. Rewelacyjnie uchwycił to The Weeknd w utworze „Blinding Lights”. To ciekawy trend.

Wspomniałeś The Weeknda. Kogo ze współczesnych artystów możesz podać jako interesujących? Może podobają Ci się konkretne piosenki?

Hmmmm. (myśli) Trudne pytanie. Lubię wielu artystów, ale głównie skupiam się na pojedynczych utworach – np. Billie Eilish. Kiedy słucham jej za długo, to już jest dla mnie za dużo. Podobnie mam chociażby z The Weekndem, chociaż robi bardzo dobry pop. W zasadzie pop w najlepszym wydaniu. Ja zawsze byłem fanem tworzenia koncepcyjnych albumów, gdzie napiszę 12, 14 lub 16 piosenek w różnych wariacjach. Jednak w dzisiejszych czasach ludzie słuchają tylko jednego utworu. Pełne płyty umierają. To na pewno duża zmiana.

Nie jesteś tylko muzykiem. Spełniasz się także jako… biznesmen.

Biznesmen to za duże słowo. Mam swój hotel, ale to akurat kwestia jeszcze sprzed 24 lat. Jest w moim rodzinnym mieście na szwedzkim zachodnim wybrzeżu. Ale ja go nie prowadzę, moja żona się tym zajmuje. Jeżdżę i doglądam wszystkiego raz na jakiś czas. Czasem rozdam jakiś autograf, czasem zrobię selfie.

Dziwny rok się kończy, jaki był dla Ciebie osobiście?

To było jakieś szaleństwo. Nikt z nas nie doświadczył wcześniej czegoś takiego, nawet nie wiem jak się wypowiedzieć. Spędzaliśmy z rodziną czas w izolacji w naszym domu na wybrzeżu, chociaż teraz wróciłem już do Sztokholmu. Z tego wszystkiego najbardziej tęsknię za podróżami, bo zawsze żyłem na walizkach. Chciałbym spotkać się z moimi przyjaciółmi z całego świata, tylko tak realnie, a nie tylko na Zoomie, Skypie czy FaceTimie. Tęsknię po prostu za socjalizacją, której obecnie nie ma. Oprócz tego nie możemy koncertować. Wielu moich znajomych muzyków czy techników ledwo wiąże koniec z końcem, bo nie mają pracy. To trudny tok dla tego biznesu. Miejmy nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy. Musi być.

Rzucam teraz hasło… Polska. Skojarzenia?

Zawsze gra się tam świetne koncerty. To jest tak jak z innymi krajami. Powtarzam zawsze, że zwiedziłem cały świat, a nie widziałem niczego. Tak to jest w trasie. Przyjeżdżasz do kraju albo konkretnego miasta, jedziesz do hotelu, później trzeba zrobić próbę dźwięku, grasz koncert i wyjeżdżasz. Ale wiem, że za każdym razem koncert tam to wielka przyjemność. Mamy u Was mnóstwo fanów, którzy nadal bardzo mocno mnie wspierają. Ogromnie to doceniam. Gdyby nie oni pewnie dzisiaj byśmy nie rozmawiali. To fani powodują, że zespół odnosi sukces.

Czego życzysz sobie i Słuchaczom Radia ZET na nadchodzące święta?

Myślę, że dla każdego z nas poprzednie miesiące były jakimś koszmarem. To mocno depresyjny moment dla wszystkich pracujących np. w szpitalach, dla dzieci bez szkół i nauczycieli pracujących w trudnych warunkach. Dlatego myślę, że w te święta dla każdego człowieka na ziemi najważniejsze jest to, żebyśmy wreszcie wrócili do normalnego życia.

Bardzo dziękuję za rozmowę, Per!

To ja dziękuję, trzymaj się Magda!

Rozmawiała Magdalena Barczyk