Teraz gramy

Pink wystąpiła na PGE Narodowym. Relacja z koncertu w Warszawie

21.07.2019 17:25

O tym, żeby zobaczyć i usłyszeć Pink w Polsce marzyło wielu fanów. I to marzenie się spełniło – wokalistka po 15 latach wróciła do naszego kraju i w ramach trasy „Beautiful Trauma World Tour” dała show, jakiego nie da się zapomnieć. Przy wypełnionym Stadionie Narodowym wokalistka wyśpiewała swoje największe przeboje i kawałki, które znalazły się na jej ostatnim krążku.

Pink wystąpiła na PGE Narodowym. Relacja z koncertu w Warszawie fot. Rex Features/East News

Pink wystąpiła w Warszawie. Relacja z koncertu na PGE Narodowym

A gdyby tak zacząć koncert od… akrobatycznych popisów na gigantycznym żyrandolu? Można – a właściwie może – Pink, obecnie jedna z najważniejszych przedstawicielek świata popu. A gdyby jeszcze zacząć tę konkretną imprezę utworem „Get The Party Started”? Świetnie – mamy idealny wstęp do dwugodzinnego show. O zwisaniu z żyrandola śpiewała niedawno koleżanka po fachu Pink – Sia. I chociaż Australijka napisała o tym piosenkę, to Pink przeszła od słów do czynów. To musiało się podobać – trudno znaleźć obecnie inną wokalistkę, która zdobyłaby się na taką odwagę i bez wahania zgodziła na niebezpieczne ewolucje. Akrobatyczne figury były jednak dopiero początkiem tego, co Amerykanka zaplanowała na wieczór w Warszawie. 

Po mocnym początku było tylko lepiej. Artystka zaśpiewała m.in. „Just Like A Pill”, „Who Knew”, czy „Funhouse”, które dopełniły wrażenia tego, że Pink zaprosiła nas na wielką muzyczną imprezę, której to ona jest wodzirejką. Trzeba przyznać, że artystka już od początku koncertu „kupiła” polską publiczność. Serdecznie przywitała się z widownią i po polsku podziękowała za to, że fani przybyli na jej koncert tak licznie. To nie był wyjątek jeśli chodzi o kontakt z publicznością. Podczas całego koncertu Pink chętnie zagadywała do fanów, zrobiła sobie z nimi selfie, odebrała prezenty, uczyła ich tańczyć, a przede wszystkim świetnie się z nimi bawiła. Zaznaczyła nawet przejęta, że to jeden z najlepszych koncertów na trasie – to zdanie jak można się domyślać – spotkało się z gorącymi oklaskami.

Gorącymi owacjami przyjmowane były także kolejne przeboje, które Pink serwowała podczas koncertu – co ważne – nawet na chwilę nie pokazując zmęczenia. Pojawiły się m.in. „Secrets”, „Try” czy przejmujące „Just Give Me A Reason”. Niemal każda piosenka obudowana była układami akrobatycznymi lub choreograficznymi, które Pink wykonywała razem z grupą tancerzy. Całość obrazu nie zasłaniała jednak najważniejszego przekazu – to muzyka królowała. Ręce same składają się do oklasków, kiedy słyszy się artystkę śpiewającą swoje przeboje czysto, bez zagłuszania, albo (co gorsze) ratowania przez chórek. 

Był jednak podczas tego szalonego show moment zwolnienia. Artystka razem z gitarzystą usiedli na scenie i zaprezentowali bardziej nastrojową część koncertu. Akustyczne wersje piosenki „Time After Time” (w oryginale utwór Cyndi Lauper), czy jednego z ostatnich przebojów Pink „Walk Me Home” udowodniły, że Amerykanka w każdej wersji brzmi – po prostu – dobrze. Przyjemnie słuchało się także duetu Pink z amerykańskim wokalistą Wrabelem – artyści zaśpiewali razem utwór „90 Days”. Gości na scenie było jednak więcej – podczas jednej z piosenek na scenę wbiegła córeczka Pink. Mała Willow przytuliła się do mamy, zamachała i wyraźnie ucieszona zbiegła za kulisy – sympatyczna sytuacja. O samej córce na koncercie było jednak więcej – Pink przypomniała swoją przemowę podczas jednego z wydarzeń muzycznych, kiedy to przytoczyła słowa swojej córki zastanawiającej się nad tym dlaczego czuje się brzydka. Wokalistka przekazała fanom, że ona również wielokrotnie padła ofiarą krytyki za to jak wygląda – ważne jednak, by doceniać to kim jesteśmy, bo wszyscy jesteśmy wartościowi. Stadion wypełniły oklaski. 

Ostatnie pół godziny koncertu to kwintesencja stylu Pink – było głośno, emocjonująco, a każdy kto jeszcze nie wstał ze swojego miejsca został porwany przez energię artystki. „Raise Your Glass” i „Blow Me (One Last Kiss)” to było czyste szaleństwo. Jednak „kropką na i” całego show był ostatni utwór „So What”, podczas którego wydarzyło się coś spektakularnego. Wokalistka przywiązana do lin szybowała nad głowami fanów znajdujących się na niemal całej płycie stadionu, wykonując w powietrzu ewolucje, których nie powstydziliby się najlepsi akrobaci świata. Salta, obroty, przeloty – to był muzyczny i akrobatyczny spektakl.

I chociaż jakiś czas temu mówiło się o tym, że wokalistka swoje najlepsze lata ma już za sobą, w sobotę na Stadionie Narodowym udowodniła swoim fanom, a także krytykom, że nie powinni się o jej kondycję martwić. To był bez wątpienia jeden z najlepiej przygotowanych i dopracowanych muzycznie koncertów, jakie do tej pory odbyły się na Stadionie Narodowym. Charyzmatyczna artystka ze swoim wyrazistym stylem zaprezentowała mieszankę swoich przebojów umiejętnie połączonych z elementami wizualnie dopełniającymi show. Pokazała, że jej pozycja w świecie muzyki nie jest zagrożona, mało tego – jeszcze wiele możemy się po niej spodziewać. 

Magdalena Barczyk

Oceń
Tagi