Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Marcin Wojciechowski
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Shawn Mendes wystąpił w TAURON Arenie Kraków [RELACJA]

03.04.2019 09:36

Data 2 kwietnia 2019 roku w kalendarzach nastolatków w Polsce zaznaczona była w szczególny sposób. Oto do naszego kraju na swój pierwszy koncert zawitał ich idol — Shawn Mendes. Chłopak, który karierę zaczął od wrzucania filmików do sieci, jest obecnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych młodych wokalistów na całym świecie. O jego fenomenie przekonaliśmy się wczoraj w zapełnionej do ostatniego miejsca krakowskiej Tauron Arenie.

Shawn Mendes wystąpił w TAURON Arenie Kraków [RELACJA] fot. SUZANNE CORDEIRO/AFP/East News

Przystojny, nienagannie ubrany i dobrze zbudowany młodzieniec z gitarą sprowadził do Krakowa tysiące fanek i fanów w wiankach na głowie. Skala pisków podczas samego koncertu trudna do opisania. Mamy do czynienia — niewątpliwie — z dobrze śpiewającą gwiazdą młodego pokolenia.

Na początku warto zaznaczyć, że świetną supportową robotę wykonała Alessia Cara. Kanadyjka w różowym kostiumie pojawiła się na scenie godzinę przed koncertem Mendesa i przez 40 minut utwierdziła mnie w przekonaniu, że młode pokolenie nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Skacząc, biegając i świetnie dogadując się z publicznością fantastycznie rozgrzała ją swoimi numerami, wśród których nie zabrakło m.in. „How Far I’ll Go” (utworu nagranego do animacji „Vaiana”) i — co oczywiste — „Scars To Your Beautiful”. Na koniec podziękowała serdecznie fanom za ciepłe przyjęcie i będąc pod wrażeniem wspólnej zabawy zapewniła, że chce do naszego kraju wrócić jak najszybciej. Deklaracja przyjęta przez fanów jak wiadomo – z ogromnym entuzjazmem. Po jej występie usłyszeliśmy krótki muzyczny blok, w czasie którego nie zabrakło obecnie najgorętszych popowych hitów, a także… klasyka — „Another One Bites To Dust” Queen, który bezpośrednio poprzedził koncert Shawna Mendesa. I jakież było moje zdumienie, kiedy po odśpiewanym przez publiczność „Sign Of The Times” Harry’ego Stylesa młodzi fani Mendesa z nieskrywaną radością i energią rytmicznie tańczyli i śpiewali utwór Queen wraz z Freddiem Mercurym. Jeśli jest to efekt ostatnich sukcesów filmu „Bohemian Rhapsody” to należy tylko się cieszyć.

Prawie 100 minut — tyle czasu na scenie spędził urodzony w Kanadzie idol nastolatków — Shawn Mendes. Trzeba przyznać, że chłopak się nie oszczędzał – koncert był wyjątkowo dynamiczny. Bardzo krótkie przerwy pomiędzy poszczególnymi utworami i niezbyt częste rozmowy z publicznością — tu zdecydowanie wygrała muzyka. O ile sam Shawn kilka razy zagadnął publiczność (nie zabrakło polskich „dziękuję” i „kocham was”), można było odnieść wrażenie, że skupiał się zdecydowanie bardziej na wymiarze artystycznym wydarzenia. W krakowskiej arenie powstały dwie sceny (zaskakująco nieduże) — główna, na której Mendes pojawił się ze swoimi muzykami, a także mniejsza (opatrzona gigantycznym kwiatem), na której Kanadyjczyk zagrał kilka ballad. Co ciekawe — nieczęsto zdarza się, aby płyta areny podczas koncertu młodego artysty była zastawiona… krzesełkami ustawionymi w równych rzędach. Ostatecznie okazały się one niepotrzebne — publiczność przetańczyła koncert wstając z miejsc już na pierwszym kawałku.

Shawn otworzył widowisko singlem „Lost in Japan” pochodzącym z jego najnowszej płyty „Shawn Mendes”. Chwilę później ze sceny rozbrzmiał utwór „There’s Nothing Holding Me Back” — tutaj na poważnie zaczęła się „impreza” — skoki, piski, taniec — Mendes porwał tłum. Następnie zgrabnie przeszedł do jednego ze swoich największych hitów – „Stiches”. Po gitarowym wstępie przyszedł czas na pianino — usłyszeliśmy fragment „I Know What You Did Last Summer” w oryginale wykonywany z Camilą Cabello. Chwilę później artysta przemieścił się na mniejszą scenę, która dedykowana była nieco spokojniejszej części koncertu. Sam Mendes chwilę po wspięciu się na podest chwycił podaną przez fanów polską flagę, którą natychmiast rozłożył na pianinie. Puścił również oko w kierunku fanek zakładając sobie na głowę rzucony w jego kierunku wianek z różowych kwiatów. Muzycznie nie zabrakło wówczas m.in. „Because I Had You” i „Like To Be You”. Po kilkunastu minutach Shawn powrócił na scenę główną z przytupem — w hali rozbrzmiał przebój „Treat You Better”, którego tekst niemal w całości odśpiewała z artystą publiczność. Przyszedł także czas na posłuchanie m.in. „Particular Taste” i „Falling All In”. Imponującą solówką gitarową Shawn popisał się przed piosenką „Youth”. Piski publiczności były głośniejsze niż w którymkolwiek momencie koncertu. Poziom decybeli utrzymał się jeszcze przez utwór „Mercy”, który zwiastował nadchodzący koniec koncertu. Samo wydarzenie artysta zamknął coverem piosenki „Fix You” grupy Coldplay - wtedy to fani utworzyli gigantyczną polską flagę na trybunach, a na płycie pojawiły się setki kartek z hasłem „Light will guide you to Poland”. Wyraźnie poruszony Kanadyjczyk podziękował fanom i w rewanżu jako ostatni numer zaprezentował na scenie „In My Blood”, podczas którego w stronę fanów ze sceny poleciało białe konfetti, a sam artysta zbiegł ze sceny z polską flagą na plecach. Tak zakończył się pierwszy polski koncert Shawna Mendesa.

Jeśli tak mają wyglądać koncerty idoli młodego pokolenia — należy tylko przyklasnąć. Chłopak z wielkim talentem, świetnym kontaktem z fanami i dobrą energią zagrał pełen przebojów, solidny muzycznie koncert. Słychać było co prawda, że niedawno zmagał się z poważnym przeziębieniem, ale jestem pewna, że mimo to większość opuszczających krakowską halę fanek wyszło stąd pod ogromnym wrażeniem i z przekonaniem, że ten chłopak z gitarą byłby dla nich… świetną partią.

Magdalena Barczyk

Oceń