Zamknij

Zapadł wyrok w sprawie śmierci Roberta Brylewskiego. Tomasz J. skazany na 13 lat więzienia

14.05.2021 09:37
Robert Brylewski
fot. ADAM GUZ/REPORTER/East News

Śmierć Roberta Brylewskiego była szokiem dla wielu fanów. Artysta został dotkliwie pobity na warszawskiej Pradze i po kilku miesiącach zmarł. Właśnie zapadł wyrok w tej sprawie. W czwartek sąd Okręgowy Warszawa-Praga skazał Tomasza J. na 13 lat więzienia.

Robert Brylewski odszedł 3 czerwca 2018 roku w wieku 53 lat. W styczniu 2018 roku muzyk został brutalnie pobity przez Tomasza J. W wyniku pobicia artysta był kilkukrotnie hospitalizowany i kilka miesięcy później zmarł.

W czwartek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga ogłosił wyrok w dwuletnim procesie przeciwko mężczyźnie. Tomasz J. został uznany za winnego.

Zapadł wyrok w sprawie śmierci Roberta Brylewskiego. Tomasz J. skazany na 13 lat więzienia

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga skazał Tomasza J. na 13 lat więzienia za pobicie i przyczynienie się do śmierci Roberta Brylewskiego. Mężczyzna musi również zapłacić 100 tysięcy złotych rodzinie pokrzywdzonego.

Uznaję oskarżonego za winnego zarzucanych mu czynów i wymierzam mu karę łączną 13 lat pozbawienia wolności – orzekł sędzia Adam Radziszewski.

Tomasz J. wnosił o łagodny wymiar kary i twierdził, że w chwili tragedii nie myślał racjonalnie, ponieważ był odurzony narkotykami i alkoholem.

Nie ma dnia, żebym nie myślał o panu Brylewskim. Jakbym mógł, to bym się nie pojawił w tym miejscu. Oddałbym wszystko, żeby cofnąć czas – wyznał.

Oskarżony nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku. Tomasz J. nie wyraził na to zgody.

Śmierć Roberta Brylewskiego. Zmarł kilka miesięcy po brutalnym pobiciu

Do pobicia Roberta Brylewskiego doszło w styczniu 2018 roku na warszawskiej Pradze. Tomasz J. pojawił się pod kamienicą na ul. Targowej, a następnie poszedł do mieszkania artysty, które kiedyś było własnością jego rodziców.

Mężczyzna twierdził, że z powodu narkotyków i alkoholu wydawało mu się, że jego matka jest w niebezpieczeństwie. Tomasz J. zaczął dobijać się mieszkania. Robert Brylewski otworzył drzwi i został zaatakowany. Mężczyzna wyprowadził siłą artystę przed budynek.

Robert Brylewski był boso, co wskazuje, że nie wyszedł z mieszkania dobrowolnie. Oskarżony podjął zdeterminowany i szybki atak, chciał pokonać każdego, kto stanął mu na drodze do tego mieszkania. Pokrzywdzony nie zdążył mu wytłumaczyć, że doszło do pomyłki. Robert Brylewski nie miał żadnych szans – powiedział sędzia Radziszewski.

Po interwencji sąsiada Robert Brylewski został przetransportowany do szpitala. W wyniku brutalnego pobicia artysta doznał licznych obrażeń m.in. krwiaka bezpośrednio zagrażającemu życiu. Od tego czasu muzyk był kilkukrotnie hospitalizowany w związku z bardzo poważnymi urazami głowy.

W czerwcu 2018 roku zmarł. Śmierć Roberta Brylewskiego była następstwem obrażeń głowy.

To, co spotkało Roberta Brylewskiego, mogło spotkać każdą inną osobę, która by wtedy otworzyła oskarżonemu drzwi. To okrutne zrządzenie losu, że Robert Brylewski zginął niemal we własnym mieszkaniu, pobity przez osobę, która wykazywała akurat takie cechy jak agresja czy nienawiść, którym pokrzywdzony całe życie się sprzeciwiał i je piętnował – dodał sędzia.

RadioZET.pl/PAP